Koniec projektu miliardera. Totalne gruzowisko w słynnym klubie, spadek o krok

Koniec projektu miliardera. Totalne gruzowisko w słynnym klubie, spadek o krok
PSNEWZ/SIPA / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 15:00
Tam, gdzie przed chwilą były pieniądze i marzenia o Lidze Mistrzów, teraz są zgliszcza i strach przed spadkiem. Francuskie OGC Nice za tydzień może przywalić w ścianę. Klub, który miał być nową potęgą, nagle stał się porzuconym dzieckiem Jima Ratcliffe’a. Miliarder wprost mówi, że nudzi go piłka we Francji. I dalej nie może sprzedać projektu, który od roku rozpaczliwie wygląda nowego właściciela.
Na pewno 22 maja będą w Paryżu. Zagrają w finale Pucharu Francji z Lens. Z drugiej strony wtedy będzie już wiadomo, czy klub w ogóle utrzymał się w Ligue 1. Nice ostatni raz w lidze wygrali pod koniec stycznia. Nie spadną bezpośrednio, ale na finiszu sezonu, aby nie zagrać w barażach o utrzymanie, muszą pokonać Metz i liczyć, że Auxerre oraz Le Havre przegrają swoje spotkania. Nie jest to wygodna pozycja - już teraz można mówić, że o pozostanie w elicie będzie bardzo trudno. Siedem lat zajęło grupie INEOS przejście od wielkich nadziei do katastrofy. Nice okazało się nieudanym eksperymentem w Excelu.
Dalsza część tekstu pod wideo

Plany do kosza

Słynny agent Mino Raiola, kiedy jeszcze żył, mówił, że na południu Francji tworzy się coś wielkiego. To tam regularnie “parkował” swoich piłkarzy. Nice ściągnęło trenera Christophe’a Galtiera z mistrzowskiego Lille. W dwóch oknach transferowych potrafiło wydać 140 mln euro na transfery. Do tego dochodziły ogromne inwestycje w akademie i szczycenie się pięknym ośrodkiem treningowym. To miał być nowy Red Bull z regularną grał w Lidze Mistrzów i produkcją światowych gwiazd. Bram elit nigdy nie udało się jednak przekroczyć. Raz doszli do ćwierćfinału Ligi Konferencji, czyli osiągnęli ten sam pułap, co Legia, Lech i Jagiellonia.
Ratcliffe kupił Nice za 100 mln euro. Wiedział, że ten zespół tylko raz w historii był mistrzem Francji (w 1959 roku), ale doradcy mówili mu o ogromnym potencjale. Lazurowe Wybrzeże od zawsze przyciągało miliarderów. Ratcliffe był drugim najbogatszym człowiekiem w Wielkiej Brytanii, jego Ineos osiągał sukcesy w kolarstwie, żeglarstwie i Formule 1. Piłka miała być kolejną pozycją w portfolio, choć paradoksem jest to, że najlepszy sezon klubu to ten, w którym Anglicy odsunęli się na bok. Wynikało to z tego, że Ratcliffe w pewnym momencie przejął Manchester United. Regulacje UEFA zakazują tej samej grupie właścicielskiej zarządzać dwoma drużynami w tych samych pucharach.

Nuda we Francji

Piłkarze z Nicei byli wtedy w czwartej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Przegrali dwumecz z Benfiką. Zaraz potem nastąpiła wyprzedaż graczy za 108 mln dolarów. Nie było to działanie zaplanowane, raczej konieczność zasypania dziury. Odeszli Jean Clair Todibo (West Ham), Evan Guessand (Aston Villa) czy Marcin Bułka (NEOM). Nowi zawodnicy - mówiąc łagodnie - szału nie zrobili. Wielkim niewypałem okazał się Austriak Isak Jansson z Rapidu Wiedeń. Kiedy dyrektor sportowy Florian Maurice próbował wypożyczyć graczy od starszego brata, czyli Manchesteru United, spojrzano na niego jak na idiotę. To nie była relacja, jaką Chelsea ma np. ze Strasbourgiem.
Ratcliffe już rok temu wystawił klub na sprzedaż. W rozmowie z The Times mówił, że nie podoba mu się liga francuska. Rzadko bywa na meczach Nicei, bo potwornie się nudzi. Otwarcie zakwestionował przydatność niektórych zawodników. Poza tym widać było, że interesuje go tylko Manchester United. Nice parę lat temu jawiło mu się jako okazja rynkowa - dzisiaj już wie, że utopił trochę pieniędzy.
“Les Aiglons” w tym sezonie Ligi Europy zajęli 33. miejsce w fazie ligowej. Trener Franck Haise pieklił się, że nie zna kierunku, w jakim podąża klub. Wszystkie osoby wewnątrz czuły, że Ineos po prostu porzucił Niceę. Teoretycznie jest właścicielem, ale dzieje się to tylko dlatego, bo nie ma kupca. Ratcliffe w tym sezonie tylko raz był na meczu, kiedy zespół przegrał z Romą (1:2). Co ciekawe, siedział daleko od innych osób decyzyjnych.

Dymy z kibicami

Kulminacją napięć były wydarzenia z 30 listopada 2025 roku. Klub z Lazurowego Wybrzeża przegrał z Lorient (1:3). Kiedy wracał z wyjazdu, pod ośrodkiem treningowym czekało 400 fanów. Terem Moffi dostał po głowie za to, że kamery złapały go, jak uśmiecha się po porażce. To był jego ostatni mecz w barwach Nice, bo potem został wypożyczony do Porto. Dostało się też Jérémiemu Bodze, który na derby z Marsylią rozdał bilety swoim krewnym, fanom OM. Trener Franck Haise mówił, że pierwszy raz widział coś takiego - wielu kibiców stało w kominiarkach. Ineos oczywiście nie przejął się tą sprawą. Dopiero trzy doby po incydencie wydał korporacyjne oświadczenie.
Od tamtego momentu było jasne, że ten klub jest chory. Haise został tylko dlatego, że nie chciał wyjść na gościa, który pierwsza ładuje się na szalupę. W grudniu i tak przyszedł jednak Claude Puel, który wcześniej pracował w Leicester. Francuz zastał gruzowisko, zespół odhaczał kolejne niechlubne rekordy, a na mecz z Bragą w Lidze Europy przyszły raptem cztery tysiące fanów. Promykiem nadziei jest oczywiście awans do finału Pucharu Francji, który zostanie rozegrany 22 maja. To mógłby być największy sukces w erze Ineosu, ale paradoksem jest to, że dojdzie do niego tydzień po zakończeniu ligi. Wtedy Nice może być na miejscu barażowym.
11 maja mogli to wszystko odwrócić. Wystarczyło wygrać z Auxerre. Sofiane Diop strzelił nawet gola na 1:0. Potem jednak Melvin Bard stracił piłkę i sprokurował sytuacje dla rywali. Wynik 1:1 nie był jeszcze dramatem, ale potem błąd popełnił bramkarz Diouf. Nice wylądowali na miejscu barażowym. Nie mają już kontroli na sytuacją.
Gra w barażach i ewentualny spadek byłby dramatem dla klubu, który szuka nowego kupca. Najlepsze jest to, że Ratcliffe chciałby zarobić dwa razy więcej niż włożył. Pod względem infrastruktury klub poszedł do przodu, ale na końcu wszystko dyktuje wynik sportowy. Dwa fundusze inwestycyjne poważnie myślą o Nicei, ale nikt nie podejmuje decyzji, kiedy los drużyny ciągle wisi na włosku.
Latem odejdzie większość zawodników. Pożegna się też dyrektor Florian Maurice i prezes Jean-Pierre Rivère. Projekt, który miał zmienić oblicze francuskiej piłki, dzisiaj jest przestrogą. To historia o tym, pieniądze mogą rozbudzać nadzieje, ale tylko zaangażowanie może je utrzymać przy życiu. Ratcliffe nie miał tego zaangażowania. Wielkie Nice planowane przez Ineos za moment wyląduje na śmietniku historii.

Dyskusja

Przeczytaj również