Koniec rozpusty Widzewa? Transfer, jakiego jeszcze nie było. Dyrektor zaskoczył

Koniec rozpusty Widzewa? Transfer, jakiego jeszcze nie było. Dyrektor zaskoczył
SPP / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 15:10
Na Maderze można znaleźć jedne z najpiękniejszych widoków tego świata, przetestować prawdziwe umiejętności za kierownicą i wylegiwać na czarnych plażach. Ale czy na Maderze można jeszcze znaleźć skrzydłowego na miarę Ekstraklasy? Widzew postanowił spróbować.
Za kadencji Roberta Dobrzyckiego Widzew przyzwyczaił do wielkich wydatków. Wcześniejsi działacze doprowadzili wręcz do rozbisurmanienia. Skonstruowanie kadry za ponad 20 milionów euro, przeznaczanie gigantycznych pieniędzy na prowizje dla agentów i ostatecznie walka o utrzymanie w Ekstraklasie można podsumować wyłącznie jako porażkę. Dobrzycki postanowił wyciągnąć wnioski.
Dalsza część tekstu pod wideo
Właściciel zmienił większość dotychczasowych doradców, wpuścił też do klubu swojego prokurenta. Sam zajął stanowisko prezesa, chociaż raczej nie czuje się w tej roli całkowicie komfortowo. Czym innym normalne przedsiębiorstwa, czym innym klub piłkarski. W ślad za pożegnaniem Michała Rydza poszło pożegnanie Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego. Sprowadzony w ich miejsce tercet - będący początkowo duetem - działa w inny sposób. Widzew już nie rzuca pieniędzmi na prawo i lewo. Widzew jasno sygnalizuje, że ma ograniczenia.
Jasne, okienko otworzono mocnym transferem Karola Świderskiego, który nie kosztował dużo, ale otrzymał poważną w skali Ekstraklasy pensję. Reprezentant Polski jest jednak na ten moment jedynym szaleństwem Łodzian i całkiem prawdopodobne, że ostatnim. Bo chociaż klub szuka kolejnych wzmocnień (w tym nadal na pozycję "dziewiątki", drzwi pokazano Andiemu Zeqiriemu i Pape Meissie Ba), nikt nie planuje wydatków porównywalnych skalą do Przemysława Wiśniewskiego, nie mówiąc już o Osmanie Bukarim.
Mario Garcia kosztował pół miliona, Jusuf Gazibegović został wypożyczony, Giannis Papanikolaou oraz Paulinho Boia byli wolnymi agentami. O ile jednak sprowadzenie Greka raczej cieszyło - głównie za sprawą dobrej znajomości polskiej ligi, co zawdzięcza długiemu pobytowi w Rakowie - o tyle Brazylijczyk rodzi przede wszystkim wątpliwości. Nie tylko ze względu na poprzednie sezony, ale też potwierdzenie zmiany polityki Widzewa. Bo kibice marzą o rzeczach wielkich, chcieliby kolejnych transferów grożących palcem całej Ekstraklasie. A sięgnięcie po Paulinho Boię to przebieranie. Takie podejście też może okazać się skuteczne, ale pozostaje znacznie mniej ekscytujące.
- Paulinho dołącza do nas bez kwoty odstępnego, co wpisuje się w kierunek, w którym chcemy rozwijać naszą politykę transferową. Chcemy zachować odpowiedni balans pomiędzy transferami gotówkowymi a pozyskiwaniem wartościowych zawodników bezgotówkowo. Nie chodzi tylko o wysokość wydawanych kwot, ale przede wszystkim o jakość, profil zawodnika i wartość, jaką może wnieść do Widzewa - zapowiedział Artur Płatek. Uwagę przywiązano przede wszystkim do pierwszej części werdyktu dyrektora sportowego. Strach, że w Widzewie zabraknie pieniędzy, pozostaje żywy, chociaż nie wydaje się racjonalny.

Zmiennik czy zagrożenie dla Fornalczyka?

Widzew na nadmiar skrzydłowych nie narzeka. Aleksandar Vuković, z sobie tylko znanych powodów, namiętnie stawia na Emila Kornviga. W konsekwencji podejścia Serba z klubem pożegnał się Osman Bukari - największy niewypał w historii Ekstraklasy został wypożyczony do Crveny, gdzie zachwyca.
Widzew został z "Fornalem", Kamilem Cybulskim, Angelem Baeną, od biedy Kornvigiem oraz Samuelem Akere, przy czym ten ostatni trafił na listę sprzedażową. Nowy skrzydłowy przyjść musiał, choćby po to, żeby Fornalczyk miał z kim w ogóle rywalizować na lewej flance. Postawiono na piłkarza, który w poprzednim sezonie wybiegał 2825 minut w lidze portugalskiej, a jego CD Nacional zajął 14. miejsce i utrzymał się w elicie. Skąd więc wątpliwości dotyczące 28-latka?
Paulinho Boia radar 25/26
Screen Best11
Paulinho Boia nie rzuca na kolana oczywistymi liczbami. Minione rozgrywki przyniosły mu cztery gole i dwie asysty. Sofascore podaje, że Brazylijczyk zmarnował cztery bardzo dogodne sytuacje, a skuteczność strzałów miał na poziomie 7% przy celności bliskiej 44%. Doświadczony zawodnik próbuje, tego nie można mu odmówić, ale jego starania często cechuje nie tyle efektywność co swoista brawura.
Największym atutem Boi pozostaje drybling oparty na szybkości. Nie potrzebuje dużo miejsca, żeby zabrać się z piłką i odjechać rywalom. Inna kwestia, czy w Widzewie będzie miał ku temu okazje. Brazylijczyk to zawodnik raczej do grania na kontry, tymczasem "Vuko" rzadko korzysta z tego rozwiązania. Łodzianie miewają problemy ze sforsowaniem nisko ustawionej defensywy rywala, w mniejszym stopniu z brakiem wybieganych piłkarzy.
Poza skutecznym dryblingiem nowego gracza Widzewa wyróżnia jeszcze umiejętność zabrania się z piłką i całkiem niezłe podania. Poza tym w lidze portugalskiej był absolutnym średniakiem. Jeśli zaś chodzi o kreację, bliżej mu było do najsłabszych zawodników na Półwyspie Iberyjskim niż dość szeroko rozumianej czołówki. Lepiej wypadał w defensywie - nie w agresywnym pressingu, ale odbiorze opartym na ustawieniu. Średnio na mecz notował 4,66 akcji w destrukcji. Fornalczyk, dla porównania, miał w poprzednim sezonie 1,86.

W poszukiwaniu siebie

CD Nacional był pierwszym klubem, w którym Boia otrzymał prawdziwą szansę. Do Europy trafił już w 2018 roku, kiedy Portimonense wypożyczyło go z Sao Paulo, a później na ten sam krok zdecydowało się Sao Bento - również bez wielkich efektów. Mimo tego w styczniu 2022 roku Metalist Charków kupił zawodnika z Sao Paulo. Na Ukrainie skrzydłowy kariery nie zrobił, ba - nie zagrał ani jednego meczu! Mnóstwo czasu spędził na wypożyczeniach. A to lądował w ojczyźnie, a to w Japonii. Po opuszczeniu Metalista przeniósł się do Mirassol, następnie było Paysandu, czyli kolejna ekipa z Brazylii. Dopiero w styczniu 2025 roku wrócił do Europy, przynajmniej tej teoretycznej. Madera to terytorium portugalskie, ale leżące bliżej Afryki. To właśnie tam, w krainie wiecznej wiosny, skrzydłowy spędził ostatnie półtora roku, najlepsze dla całej dotychczasowej kariery.
W Nacional rozegrał blisko 50 spotkań, strzelił pięć goli, miał cztery asysty. Gdyby nie pobyt na Maderze, Widzew nawet nie spojrzałby w kierunku 28-latka. Ba, o jego istnieniu wiedzieliby wyłącznie pasjonaci brazylijskiego futbolu i bardziej szczegółowi kibice Metalista.
Po przełomowym pobycie Boia nie musiał narzekać na brak ofert. Record podał, że piłkarz był już po słowie z chińskim Henan, następnie do akcji wkroczył saudyjski Al-Khaleej. Ostatecznie jednak skrzydłowy wybrał Widzew. Nie tyle ze względów finansowych, co ambicjonalnych. Łodzianie wygrali walkę ze średniakami swoich lig. Z naszej perspektywy egzotycznych, dla piłkarskiego obieżyświata bardziej oczywistych, jeśli chodzi o wybór ligi.

Dyskusja

Przeczytaj również