Tak Urban może zaskoczyć Szwedów. "Kontrolowany eksperyment"
Zmiana podstawowego ustawienia na ostatni mecz barażów brzmi jak szaleństwo, ale może to w nim tkwi metoda? Szansa na to tym większa, że mówimy o szaleństwie kontrolowanym, bo już przetestowanym przez Jana Urbana.
Od początku kadencji obecnego selekcjonera kadra gra w ustawieniu z trzema stoperami i dwoma wahadłowymi. Tak zaczynała każde spotkanie, niezależnie od tego, jak układała się dyspozycja zawodników. A nie zawsze było łatwo, jak choćby w listopadowym starciu z Holandią, kiedy Jan Urban musiał postawić na Tomasza Kędziorę, Jana Ziółkowskiego oraz Jakuba Kiwiora.
Z drugiej strony szkoleniowiec nie ma dużego komfortu wyboru, o ile ma jakikolwiek. Polski system szkolenia nie wykształcił żadnego bocznego obrońcy gotowego aktualnie na pierwszą reprezentację (jest oczywiście Cash, wychowany w Anglii). Nie ma nawet zawodnika a la Jakub Wawrzyniak, zmiennika piłkarza nieistniejącego. Na lewej stronie zionie pustka, do wypełnienia której na pierwszy i kolejny rzut oka nadaje się wyłącznie Jakub Kiwior. Gracz FC Porto był na tej stronie ustawiany wielokrotnie, czy to w Portugalii, czy Anglii, ale w kadrze sporadycznie - jedynie z Albanią i Wyspami Owczymi w 2023 roku, jeszcze za kadencji Fernando Santosa.
W tej sytuacji podjęcie pewnego ryzyka i przejście na tradycyjną "czwórkę" przy okazji meczu ze Szwedami może wydawać się mało rozsądne. Nie zdziwię się jednak, jeśli taki plan krąży po głowie selekcjonera. Wskazują na to choćby słowa po wygranym półfinale z Albanią.
- Graliśmy trójką środkowych obrońców z jednym napastnikiem Albanii, to wszystko powodowało, że często w środkowej strefie rywale mieli przewagę liczebną. Po korekcie chcieliśmy być większą liczbą zawodników w środkowej strefie. Wyglądało to zdecydowanie lepiej. Robimy zmianę, strzelamy gola, drużyna znowu zaczęła być sobą - powiedział wtedy.
Szwecja zaś, podobnie jak Albania, gra jednym napastnikiem.
Szukanie rozwiązania
Szwedzi przez swój półfinał przeszli w przekonującym, chociaż niepowalającym stylu. Ograli Ukrainę na wyjeździe (3:1), a kluczem do sukcesu było wypunktowanie rywala. Nasz wschodni sąsiad całkowicie dominował pod względem posiadania piłki, ale była to jedyna wartość na jego korzyść. Posiadanie dla posiadania, z utrzymania się przy futbolówce nie wynikał właściwie żaden konkret. Szwedzi pozwalali Ukraińcom szumieć, lecz na nic więcej.
Bardzo ważna dla losów rywalizacji okazała się druga linia Ukraińców, która właściwie nie funkcjonowała. Pasywność w środku pola sprawiła, że gospodarze nie potrafili przejąć realnej kontroli nad spotkaniem. Podobny problem trapił Polskę z Albanią - chociaż Sebastian Szymański rozegrał kapitalne zawody, to próżno stwierdzić, że to my dominowaliśmy w tym obszarze. Problem widział Urban, przyznał przecież, że to goście mieli przewagę liczebną.
Nie da się wykluczyć konieczności rozpoczęcia meczu ze Szwedami, zwłaszcza wtedy, gdy znów postanowią oddać piłkę. A to wariant dość prawdopodobny - Grahamowi Potterowi brakuje Dejana Kulusevskiego czy Aleksandra Isaka, a w trzech dotychczasowych spotkaniach u sterów Skandynawów jedynie raz jego drużyna wypadła lepiej od rywala w omawianym aspekcie. Szwedzi świetnie czują się w kontrach, w szybkich atakach i błyskawicznym dostarczeniu piłki do Viktora Gyokeresa, będącego zręcznym egzekutorem, lecz zawodnikiem słabiutkim w rozegraniu.
Do utrudnienia Szwedom życia mogą nie wystarczyć jedynie Szymański z Piotrem Zieliński. Wobec powrotu Nicoli Zalewskiego i braku problemów Jakuba Kamińskiego, potrafię wyobrazić sobie dorzucenia do środka Jakuba Modera (nawet jeśli przewidywany skład, który znajdziecie TUTAJ, mówi inaczej). To ogranicza naszą siłę z ławki - jedynym zmiennikiem do środka pola będzie jednowymiarowy Bartosz Slisz - a także oznacza konieczność pozbycia się jednego stopera, ale może przynieść inne korzyści. Choćby zmniejszenie dystansu między stoperami, który dość zręcznie wykorzystywali Albańczycy. Polacy mieli kłopot z przekazywaniem odpowiedzialności, mądrym przesuwaniem się. Dwójka środkowych obrońców nieco minimalizuje taką ewentualność.
Co więcej, "czwórka" to też bardziej naturalny system dla większości defensywnych zawodników w ekipie biało-czerwonych.
Kontrolowany eksperyment
Niemal cała obrona, która zaczęła z Albanią, gra w klubie w ustawieniu innym niż w reprezentacji. Kiwior i Jan Bednarek grają w FC Porto albo obok siebie, albo z Kiwiorem na lewej obronie. Kędziora pełni przede wszystkim rolę środkowego obrońcy PAOK-u, Matty Cash to prawy obrońca Aston Villi. Dopiero Gent Michała Skórasia grywa z trójką z tyłu, chociaż wychowankowi Lecha Poznań nieobca w tym sezonie jest też rola tradycyjnego skrzydłowego.
Dopiero zmiennicy załamują dominację - Jan Ziółkowski w Romie, Przemysław Wiśniewski w Widzewie, Bartosz Bereszyński w Palermo i Arkadiusz Pyrka w St. Pauli grają w systemie z trójką stoperów. Ale, no właśnie, są zmiennikami. W dodatku takimi, do których Urban nie był przekonany przy okazji meczu z Albanią. Z wymienionego grona szansę otrzymał jedynie Pyrka. Ze Szwecją może to jednak wyglądać inaczej, a na pewno będzie, jeśli dojdzie do korekty ustawienia.
Decyzja selekcjonera, aby na lewej obronie sprawdzić Michała Skórasia, nie przyniosła pożytku. Niewiele zaś brakowało, aby zakończyła się odpadnięciem, katastrofą. Ze Skórasia może być naprawdę dobry wahadłowy, ale nie przejdzie testu na zawodnika typowo defensywnego. Nie ma przypadku w tym, że w drugiej połowie Albańczycy atakowali niemal wyłącznie prawą flanką. Wyczuli, że słaby punkt Polaków znajduje się na skrzydle Oskara Pietuszewskiego i Skórasia, duet terroryzował nawet 32-letni Elseid Hysaj.
Dlatego Skóraś ze Szwecją nie może zacząć jako lewy obrońca. Jeśli mamy grać z czwórką, to z Kiwiorem jako lewym obrońcą. Dalej Bednarek, na prawej Cash i... właśnie, problem? Biorąc pod uwagę zaufanie okazywane przez selekcjonera oraz doświadczenie z klubu pasowałby Kędziora. Z drugiej strony za półfinał nieco się go krytykuje (co ja niezbyt rozumiem), ale Ziółkowski jest nieopierzony, w Romie siedzi na ławce, a duet stoperów ostatnio widział w Legii. Konkurentem pozostaje zatem Wiśniewski.
Jestem naprawdę ciekawy, jak Urban poukłada to wszystko na wtorkowe spotkanie. Bo chociaż do tej pory selekcjoner stronił od decyzji brawurowych, to w marcu postanowił zaskoczyć. A to Filip Rózga w wyjściowym, a to potencjalna zmiana na "czwórkę". Oby figla udało się spłatać przede wszystkim Szwedom.
Nawet przewidywany skład, który podaje redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk, choć w teorii "rozpisany" jest na trójkę obrońców, łatwo może zostać przemianowany w ustawienie z czwórką w tyłach. Wówczas duet środkowych obrońców stworzyliby Bednarek z Wiśniewskim, na lewej stronie zagrałby Kiwior, na prawej Cash. Środek pola to Zieliński z Szymańskim, rolę skrzydłowych mogliby pełnić Kamiński i Zalewski, a przodu zobaczylibyśmy duet napastników: Lewandowski - Świderski. Może to faktycznie będzie ten element zaskoczenia?
