Niebywałe, kto zawitał na mundial. "Jak tworzyć, to historię"

Niebywałe, kto zawitał na mundial. "Jak tworzyć, to historię"
fifg / shutterstock
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 17:30
Jeżeli Curacao strzela gola Niemcom, a Wyspy Zielonego Przylądka urywają punkt Hiszpanii, trudno pozbyć się wrażenia, że pierwsza kolejka mistrzostw świata zaczyna coraz bardziej sprzyjać debiutantom. Trzecim mundialowym “żółtodziobem”, który spróbuje zapaść w pamięć kibicom podczas swojego debiutu na imprezie, będzie obecny wicemistrz Azji - Jordania.
W pierwszych dniach mundialu futbolowi bogowie już kilka razy zagrali na nosie piłkarskim europocentrykom. Zawiodły Szwajcaria, Hiszpania, Turcja czy Belgia, które nie poradziły sobie z rywalami wyraźnie słabszymi na papierze. Dla części z nich mundialowy falstart pewnie skończy się kompromitacją, dla innych zaś - zwykłym wypadkiem przy pracy. Nie zmienia to faktu, że kolejnym potknięciom ekip ze Starego Kontynentu bacznie przyglądają się Austriacy, którzy już w środę o świcie rozpoczną swoją przygodę na turnieju.
Dalsza część tekstu pod wideo
A rozpoczną ją nie z byle kim, bo z absolutnym debiutantem - Jordanią. Nie da się ukryć, że spośród czterech drużyn, dla których MŚ 2026 są pierwszymi w historii, “Al-Nashama” budzą raczej najmniejsze zainteresowanie. Tak czy inaczej, sensacyjni wicemistrzowie Azji są zwarci i gotowi na to, by zaskoczyć podczas kolejnej imprezy.

Już raz byli blisko

W kontekście tegorocznych mistrzostw świata ogrom dyskusji budzi rozszerzenie rozgrywek do 48 uczestników. Całościowo trudno szukać argumentów za tym, że jest to dobra decyzja - kontrowersyjne rozdysponowanie miejsc, absurdalne systemy kwalifikacji oraz spadek poziomu sportowego mówią już wystarczająco dużo o absurdach tej zmiany. Jordanii w starym systemie na tegorocznych MŚ byśmy nie zobaczyli, jednak nie każdy pamięta, że kiedyś ta drużyna była o krok od spełnienia marzeń i awansu na 32-zespołowe mistrzostwa.
Przy odrobinie szczęścia mundial 2014 mógł stać się powtórką z MŚ 2006 pod względem piłkarskiej egzotyki. Blisko awansu było wówczas kilka naprawdę nieoczywistych reprezentacji. Przypomnijmy, że dwumecz o miejsce na turnieju z Nigerią grała… Etiopia, a w europejskich kwalifikacjach poza Bośnią i Hercegowiną na dobrej drodze do debiutu była też Islandia. Choć późniejsi ćwierćfinaliści EURO 2016 polegli w barażach z Chorwacją (0:0, 0:2), było to całkiem udane preludium do ich późniejszych, złotych lat w futbolu.
Jordania też w tym gronie była, mimo że w azjatyckich eliminacjach musiała grać już od pierwszej rundy. Początkowo wyeliminowała w dwumeczu Nepal (9:0, 1:1), by później trafić do grupy z Chinami, Irakiem i Singapurem. W niej zajęła drugie miejsce, stając się jednym z 10 uczestników rundy finałowej. Tam już zespoły dzielono na dwie grupy, w których po dwie najlepsze ekipy otrzymywały bilet na MŚ. Jordańczycy w swojej zajęli jednak miejsce trzecie - za Japonią i Australią, lecz przed Omanem i Irakiem. To dało im ostatecznie przepustkę do baraży, w których musieli zagrać z Uzbekistanem o grę w play-offach interkontynentalnych.
Starcie z Uzbekami rozstrzygnęła dopiero seria rzutów karnych, gdyż w obu meczach padł remis 1:1. Jordania wygrała konkurs 9:8 i przeszła dalej, eliminując faworyzowany zespół “Białych Wilków”. Nigdy w swojej historii nie zaszła tak daleko w eliminacjach do mistrzostw świata. Gdyby teraz ograła ekipę z innego kontynentu, zadebiutowałaby na mundialu. Niestety, wówczas trafiła na półfinalistę poprzedniej edycji, czyli Urugwaj, z którym nie miała większych szans. “La Celeste” już w pierwszym meczu dali koncert, wygrywając aż 5:0. Rewanżowy remis 0:0 w Montevideo stanowił więc jedynie ciekawostkę, choć dla azjatyckiej ekipy do dziś pozostaje powodem do dumy.

Jak tworzyć, to historię

W tamtym okresie Jordania była w skali kontynentu reprezentacją co najwyżej przeciętną. Na Pucharze Azji nie potrafiła nigdy zajść dalej niż ćwierćfinał. Zmieniło się to dopiero podczas ostatniego turnieju, który przecież nie zapowiadał się dla “Al-Nashama” na udany. Trafili oni do wyrównanej grupy z Koreą Południową, Malezją i Bahrajnem. Na papierze byli w niej drugim najsilniejszym zespołem, jednak w praktyce nie wyglądało to już tak kolorowo. Ówczesny trener, Hussein Ammouta, miał za sobą zaledwie pół roku kadencji, a efekty jego dotychczasowej pracy zdecydowanie nie zwiastowały sukcesów. W ośmiu meczach jego podopieczni ponieśli sześć porażek, w tym te wyjątkowo bolesne z Norwegią (0:6), Azerbejdżanem (1:2) i Japonią (1:6). Kadra znalazła się na równi pochyłej.
Ku zaskoczeniu wszystkich, marokański szkoleniowiec już na samym turnieju “dowiózł”. I to w naprawdę imponujący sposób - w grupie E Jordania w efektownym stylu zdobyła cztery punkty, pewnie przechodząc do fazy pucharowej. Już na etapie 1/8 finału przyszło jej grać z Irakiem, który po pierwszych trzech meczach wyrastał na głównego kandydata na rewelację turnieju. Niespodziewanie wygrał swoją grupę, pokonując po drodze faworyzowaną Japonię (2:1). Z Jordanią też wszystko układało się po jego myśli - w 76. minucie, a więc w kluczowym momencie starcia, wyszedł na prowadzenie 2:1 po golu Aymena Husseina. Napastnik chwilę później… wyleciał jednak z boiska za cieszynkę.
O co poszło? Hussein podczas świętowania bramki miał prowokacyjnie naśladować poprzednią cieszynkę jordańskich zawodników, którzy celebrując nawiązywali do mansafu - tradycyjnej potrawy, spożywanej wspólnie z jednego półmiska. Irakijczyk po zdobyciu bramki wykonał ten sam gest jedzenia swoją lewą dłonią, co zostało odebrane bardzo źle. I choć AFC w oficjalnym stanowisku stwierdził, że główną przyczyną drugiej żółtej kartki dla Husseina było nadmierne opóźnianie wznowienia gry, dla wielu osób wciąż nie było to wystarczające wyjaśnienie.
Grający w osłabieniu Irak ostatecznie stracił dwie bramki w doliczonym czasie gry, a Jordania rzutem na taśmę wdarła się do ćwierćfinału rozgrywek. Tam ograła 1:0 debiutujący Tadżykistan, pierwszy raz w historii meldując się w strefie medalowej mistrzostw kontynentu. Półfinałowe starcie z Koreą Południową stało się wizytówką gry podopiecznych Ammouty na turnieju. Jordania imponowała sprawnymi kontratakami oraz przebojową i bezpośrednią grą w ofensywie. Ogromną różnicę z przodu robiło dwóch technicznych magików - Mousa Al-Tamari i Yazan Al-Naimat. Ten pierwszy to niekwestionowana gwiazda kadry, której popisy już od trzech sezonów można oglądać we francuskiej Ligue 1 (obecnie gra dla Rennes, gdzie jest kluczowym graczem - na samym ligowym podwórku strzelił sześć goli i zanotował sześć asyst). Drugi zaś w szczytowym momencie kariery brylował w katarskim Al-Ahli Doha. Obu okrzyknięto bohaterami meczu z Koreańczykami - każdy z nich strzelił po golu, dzięki czemu “Al-Nashama” wygrali 2:0 i zameldowali się w finale.
O trofeum Jordania grała z Katarem. Przegrała 1:3, lecz dała się poznać z naprawdę dobrej strony. Sportowo końcowy triumf spokojnie był w jej zasięgu, tym bardziej, że do 73. minuty na tablicy utrzymywał się remis 1:1. Nie ma też co ukrywać, że na koniec dnia subtelną różnicę zrobiło turniejowe doświadczenie rywali, którzy jako gospodarz sięgnęli po drugie mistrzostwo Azji z rzędu.

Szczęściu trzeba pomóc

Ammouta po Pucharze Azji pracował w Jordanii jeszcze przez kilka miesięcy. Z posady selekcjonera zrezygnował z powodów rodzinnych, jednak kadrę zostawił w dobrym miejscu - w drugiej rundzie kwalifikacyjnej MŚ 2026 Jordania wygrała swoją grupę, pokonując 2:1 na wyjeździe Arabię Saudyjską. Następcą Marokańczyka został jego rodak, Jamal Sellami, który nie rewolucjonizował specjalnie drużyny po kadencji poprzednika. Trzon drużyny wciąż opierał na tych samych graczach. Ofensywny tercet złożony z Al-Tamariego, Al-Naimata i Aliego Olwana funkcjonował jak nigdy dotąd, a doświadczonymi liderami zespołu pozostali Ehsan Haddad i Mahmoud Al-Mardi.
Poza Al-Tamarim jordańska reprezentacja nie ma żadnego piłkarza występującego w europejskiej lidze. Duża część kadry to wyróżniający się gracze z rodzimych rozgrywek, a najlepsi kadrowicze występują najczęściej w innych klubach azjatyckich. To jednak okazało się wystarczające na eliminacje, tym bardziej, że w losowaniu trzeciej rundy kwalifikacji “Al-Nashama” dopisało szczęście. Jako drużyna losowana z trzeciego koszyka trafili na Koreę Południową oraz Irak, który spośród ekip rozstawionych w koszyku drugim był na papierze najsłabszy. Z takimi rywalami walka o bezpośredni awans mogła stać się realnym do wykonania celem. Ostatecznie udało się - Jordania w swojej grupie zajęła drugie miejsce z 16 punktami, zachowując nad Irakiem jedno “oczko” przewagi. Biorąc pod uwagę przebieg kwalifikacji, nie grała jednak zachwycająco. Po drodze gubiła wiele punktów, remisując między innymi z Kuwejtem. Szczególnie efektowne to nie było, ale wystarczało, by awansować, szczególnie, że Irak notował jeszcze więcej wpadek.

Jak grać, to z mistrzem świata

Na MŚ 2026 Jordańczycy będą rywalizować w wyjątkowo ciekawej grupie. Starcie z Austrią na otwarcie turnieju będzie dla nich bardzo wymagające, i to nie tylko dlatego, że pod wodzą Ralfa Rangnicka drużyna ta gra jak jedna z najlepszych w Europie. Debiutanci będą musieli sobie bowiem poradzić bez gwiazdy. Wspomniany wcześniej wielokrotnie Al-Naimat jest kontuzjowany i aktualnie leczy zerwane więzadła krzyżowe w kolanie. Przez ten paskudny uraz został całkowicie wykluczony z kadry na mundial.
W drugiej kolejce rywalem Jordanii będzie Algieria, co oznacza, że zobaczymy elektryzujący kulturowo pojedynek dwóch państw arabskich. Co ciekawe, drużyny te mierzą się ze sobą dopiero drugi raz w historii - pierwszy raz miał miejsce w 2004 roku, kiedy rozgrywany między nimi sparing zakończył się wynikiem 1:1. Stawka punktowa podsyci więc emocje, a Jordanii na wyniku będzie zależało o tyle mocno, że w ostatniej kolejce czeka ją starcie z mistrzem świata - Argentyną. Trzeba powiedzieć wprost, że jeśli Messi i spółka nie zdobędą z takim rywalem pewnych trzech punktów, będzie to ogromny szok i sensacja.
W teorii największych szans na punkty dla Jordanii można upatrywać z Algierią, która nie gra tak intensywnego futbolu, jak pozostali dwaj rywale. Cały czas mówimy tu jednak o outsiderze grupy, dla którego wystarczającym spełnieniem będzie pokazanie się się światu na wielkiej imprezie, niekoniecznie przyprawione o awans z grupy. “Al-Nashama” na pewno rozpoczną mistrzostwa w dobrych nastrojach, bo są po całkiem udanym sparingu z Kolumbią, w którym mimo porażki 0:2 zagrali dość obiecująco. Szczególnie w pierwszej połowie wykazywali inicjatywę, wysyłając co jakiś czas sygnały ostrzegawcze w stronę bramki Camilo Vargasa. Jeżeli dadzą radę utrzymać taki poziom przez przynajmniej jeden pełny mecz na samym mundialu, to nie będą stać całkowicie na straconej pozycji.

Dyskusja

Przeczytaj również