Kosmiczne ruchy znanego klubu. 425 mln euro w kieszeni. A byli na krawędzi upadku

Kosmiczne ruchy znanego klubu. 425 mln euro w kieszeni. A byli na krawędzi upadku
PSNEWZ/SIPA / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 10:30
Grają w Lidze Mistrzów, są w doskonałej kondycji finansowej, regularnie zarabiają grube miliony na transferach. Sześć lat temu Lille jednocześnie walczyło o mistrzostwo i chyliło się ku upadkowi. Dziś “Mastify” w dużej mierze za sprawą jednego człowieka są w najlepszej możliwej kondycji.
Francja to mistrz piłkarskiego eksportu. W minionym okienku kluby z Ligue 1 zarobiły na sprzedażach aż 1,3 mld euro. To drugi najwyższy wynik na świecie, przy czym inne kraje właściwie nie mają szans na zdetronizowanie Premier League. Rynek wewnętrzny na Wyspach Brytyjskich jest zbyt rozszalały, aby ktokolwiek mógł z tym konkurować. Ekipy z innych zakątków Europy wolą wykorzystywać fakt, że Anglicy nigdy nie skąpią grosza i są gotowi sięgnąć bardzo głęboko do kieszeni. Lille doskonale wie, jak z tego skorzystać.
Dalsza część tekstu pod wideo
“Mastify” tylko w ostatnich tygodniach zainkasowały aż 155 mln euro na duecie Ayyoub Bouaddi - Matias Fernandez-Pardo. Obaj oczywiście zostali oddelegowani do Premier League, gdzie płaci się najwięcej. Mówimy o utalentowanych piłkarzach, których można jednak uznać za mniej lub bardziej przepłaconych. Drużyna ze Stade Pierre-Mauroy taka już jest, że sprzedaje albo drogo, albo wcale. Dzięki temu wciąż w ogóle istnieje.

Blisko upadku

Patrząc wstecz, sezon 2020/21 można uznać za jeden z najbardziej udanych w historii Lille. Wtedy zespół z Flandrii sensacyjnie został mistrzem Francji, jedynym w ostatnich ośmiu latach, który nie nazywa się PSG. Detronizacja paryskiego hegemona była epokowym sukcesem, natomiast miał on bardzo wysoką cenę. W tamtym okresie ważyła się przyszłość klubu. Niegospodarność włodarzy sprawiła, że drużynie walczącej o tytuł groziło bankructwo.
Od 2017 do 2020 roku prezesem “Mastifów” był Gerard Lopez, który jest definicją piłkarskiego utracjusza. Działacz wygenerował dług na poziomie 270 mln euro. Komornik pukał do drzwi, czekając na spłatę gigantycznych zaległości. Lille musiało zmienić właścicieli, aby przetrwać, zatem sześć lat temu zostało przejęte przez fundusz inwestycyjny Merlyn Partners. Jego przedstawiciele mieli być zszokowani skalą wydatków, za które był odpowiedzialny poprzedni sternik. Tabelki z bilansem zysków i strat biły czerwienią po oczach, większość wcześniejszych transferów była niespłacona, z niewyjaśnionych przyczyn klub miał na kontraktach około 60 piłkarzy. W wielkim skrócie, panował tam jeden wielki bałagan.
I nie powinno to dziwić, patrząc na życiorys Lopeza. Działacz z Luksemburga dał się poznać jako specjalista od uśmiercania drużyn. Po opuszczeniu Stade Pierre-Mauroy był właścicielem Royal Excel Mouscron, Boavisty i Bordeaux. Za jego kadencji każdy z tych klubów znalazł się na skraju upadku lub już zakończył działalność. Przedstawiciele Merlyn zdecydowali się powierzyć misję sprzątnięcia stajni Augiasza Olivierowi Letangowi, który w przeszłości odnosił sukcesy jako dyrektor PSG i Rennes.
- Lille to wspaniały klub z wielką tradycją, świętujemy teraz 80. urodziny. Ale równie dobrze ta instytucja mogła umrzeć w wieku 77 lat. To straszne, jednak taka jest prawda. Jestem myślami z kibicami Mouscron i Bordeaux, drużynami, które teraz są blisko likwidacji. Chciałbym wiedzieć, kto weźmie za to odpowiedzialność, ponieważ nie rozumiem jak ktokolwiek mógł pozwolić, aby taki człowiek przejął władzę w Girondins de Bordeaux - mówił Letang dwa lata temu, punktując Lopeza.

Maszyna do zarabiania pieniędzy

Letang zaczął rządy od ograniczenia wydatków. Opasłą listę płac ograniczono z 60 piłkarzy do mniej więcej 25. Po zdobyciu mistrzostwa naturalnie nie udało się utrzymać jego architektów. Z klubu odeszli m.in. Boubakary Samare i Mike Maignan, którzy przynieśli do budżetu około 40 mln euro. Ich następcy byli znacznie tańsi. Lukę w pomocy uzupełnił Amadou Onana, którego kupiono za 13 milionów, a po roku sprzedano do Evertonu z trzykrotną przebitką. Zmiana na bramce przyniosła jeszcze większy zysk. Postawiono na “darmową” opcję, czyli Lucasa Chevaliera. Wychowanek “Mastifów” okazał się tak dobry, że rok temu PSG wyłożyło na niego 40 “baniek”.
- Przykład Chevaliera jest dobry. Przez parę lat nie sprowadzaliśmy bramkarza, żeby zachować miejsce, kiedy on ogrywał się w Valenciennes. Gdybyśmy kupili wtedy klasowego golkipera, nie byłoby miejsca dla Lucasa. To kwestia strategii, wizji i planowania składu w dłuższej perspektywie - opowiedział Letang w rozmowie z The Athletic.
Przykłady rewelacyjnych ruchów transferowych można mnożyć. Bafode Diakite przyszedł za trzy miliony, odszedł za 35. Na Carlosie Balebie odnotowano zysk na poziomie 6750% (kupiony za 400 tys. euro, sprzedany za 27 mln). Najważniejszy jest schemat działania, który polega na inwestowaniu głównie w skauting i akademię. Dziennik L’Equipe podawał, że w ostatnich pięciu latach Lille podwoiło choćby liczbę skautów w Afryce. Klub szuka tanich okazji, za kadencji obecnego prezesa dwa najdroższe transfery kosztowały zaledwie po 15 mln euro. To Hakon Haraldsson, który od trzech lat jest filarem drużyny oraz sprowadzony w ostatnim okienku Ayase Ueda. Japończyk uczcił debiut golem i spokojnie można spodziewać się, że zostanie liderem ataku.
W październiku 2024 roku Lille spłaciło wszystkie długi. Klub nie musi drżeć o przyszłość, pięć ostatnich lat zamykał z wygenerowanym zyskiem. Dla porównania, cztery lata przed erą Letanga przyniosły łączne straty przekraczające ćwierć miliarda euro. Teraz “Mastify” zarabiają na siebie głównie za sprawą piekielnie skutecznej polityki transferowej. Za kadencji obecnego prezesa sprzedano piłkarzy za kwotę 425,2 mln euro. To wyjątkowy wynik na tle ligowych rywali. W tym okresie Monaco zainkasowało 194,5 mln euro, Lyon 188,5, a Rennes 156. PSG oczywiście notuje większe przychody, natomiast katarscy Paryżanie z oczywistych względów funkcjonują w nieco innych realiach.

Mistrz negocjacji

Lille zarabia kokosy, ponieważ Letang nie idzie w negocjacjach na kompromisy. W przypadku największych gwiazd ustala ceny i trzyma się ich za wszelką cenę. Dwa lata temu Real Madryt zaoferował około 30 mln euro za Leny’ego Yoro. Piłkarz chciał tam pójść, marzył o grze na Santiago Bernabeu. Prezesa nieszczególnie to obchodziło, nie zgodził się na proponowane warunki i w końcu ugrał swoje. Wyciągnął dwa razy więcej od Manchesteru United.
Jest też kilka świeżych przykładów. Na początku okienka w mediach spekulowano o propozycjach w wysokości 50 mln euro za Ayyouba Bouaddiego. Letang w lipcu publicznie podkreślił, że nie ma szans, aby sprzedał Marokańczyka tak tanio. Dodał, że to piłkarz poziomem zbliżony do Elliota Andersona czy Sandro Tonaliego, za których płacono znacznie więcej. Ostatecznie Manchester City kupił 18-latka za 100 mln euro, wliczając bonusy. W tamtym momencie był to najdroższy transfer zagraniczny z Ligue 1 w historii. Pod koniec okienka przebił go Bradley Barcola.
Idąc dalej, w połowie sierpnia Atletico zaproponowało za Matiasa Fernandeza-Pardo 35 mln euro. Wydawało się, że to w miarę adekwatna kwota za skrzydłowego, który w 71 występach dla Lille zanotował bilans 12 goli i 11 asyst. Letang uznał inaczej. Oferta wylądowała w niszczarce. Belg nie był zadowolony, próbował wymusić transfer, w pewnym momencie przestał trenować z pierwszym zespołem. Prezes jednak nie zamierzał się ugiąć. Poczekał, aż dostanie tyle, ile oczekuje. Finalnie Newcastle wyłożyło 60 mln euro kwoty stałej i 5-10 w bonusach.
- Letang wyciągnął 65 mln euro za Fernandeza-Pardo, który poza pojedynczymi błyskami nie pokazał, że jest tyle wart. Ma potencjał, ale trudno wyobrazić sobie, że aż tak duży. To niezwykła sprzedaż, biorąc pod uwagę bunt zawodnika, który nie chciał być dłużej w klubie. 165 mln euro za Bouaddiego i Belga to niesamowity wynik. Pozostaje tylko wstać i klaskać - opisał Andres Onrubia z dziennika AS.

Brak zgody na przeciętność

Pomimo regularnej sprzedaży największych gwiazd, Lille utrzymuje równy i naprawdę wysoki poziom sportowy. W sezonach 2021/22 i 2024/25 zespół dochodził do 1/8 finału Ligi Mistrzów, w poprzednich rozgrywkach był w najlepszej szesnastce Ligi Europy, a teraz znów zagra w Champions League. Awans wywalczył Bruno Genesio, który następnie zdecydował się odejść do Marsylii. Letang wykorzystał wtedy swoje kontakty i znajomość z Carlo Ancelottim, z którym współpracował w PSG. Włoch opowiedział, że prezes “Mastifów” najpierw zadzwonił do niego, aby wybadać, czy jego syn, Davide, byłby chętny na objęcie drużyny. 37-latek zaakceptował ofertę, postanowił pójść na swoje i na razie efekty są obiecujące. Jego podopieczni rozpoczęli sezon od zdobycia siedmiu punktów z Angers, PSG i Tuluzą.
Letang dba o to, aby nikt nie poczuł się zbyt pewnie. Widać to było przy okazji poprzedniego meczu, który Lille wygrało 1:0. Przez większość rywalizacji przeważała jednak Tuluza, która oddała 24 strzały, w tym 10 celnych, wykręciła prawie trzy i pół oczekiwanego gola. “Mastify” mogłyby zapomnieć o punktach, gdyby nie doskonała postawa Berke Ozera. Turecki bramkarz rok temu zastąpił Lucasa Chevaliera, kosztując prawie dziesięć razy mniej. Prezes klubu ostrzegł natomiast pozostałych piłkarzy, którzy zagrali poniżej oczekiwań.
- Te trzy punkty to cud, musimy być realistami. Widziałem dziś wiele zagrań i zachowań, które wzbudziły mój niepokój. Nie możemy tak grać. Potrzebny jest wyższy poziom zaangażowania. Jeśli to się powtórzy, będziemy mieli kłopoty. Musimy zadać sobie pytanie, czy jesteśmy tylko wielkim klubem czy też wielką drużyną - grzmiał Letang na antenie L1+.
Sternik klubu kilkukrotnie podkreślał też, że celem zespołu ma być odpowiednie łączenie ligi z grą w Europie. Nie ma mowy o żadnym odpuszczaniu pucharów. A trzeba przypomnieć, że dwa lata temu Lille sprawiło niemałą niespodziankę, zajmując siódme miejsce w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Wygrało wtedy z Realem i Atletico, zatrzymało Juventus. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w najbliższych tygodniach zapunktować z Betisem, Bodo/Glimt, Stuttgartem czy Slovanem Bratysława.
Lille stanowi wzór do naśladowania. Nie ma już długów, korzysta z dobroci swojej akademii, kupuje piłkarzy na promocjach, a sprzedaje za ośmiocyfrowe kwoty. Chociaż dość regularnie pozbywa się topowych zawodników, potrafi zachować miejsce we francuskiej czołówce. Olivier Letang stoi na czele maszyny, w której funkcjonują właściwie wszystkie elementy. “Mastify” zdecydowanie nie prowadzą teraz pieskiego życia.

Dyskusja

Przeczytaj również