Koszmar słynnego piłkarza. Nie gra od 11 miesięcy, wciąż kuleje. "Nie będę taki sam"
Operatorzy kamer jakby się na niego uwzięli. Ta jedna twarz w trakcie meczu Szwecja - Polska była pokazywana nad wyraz często. Dejan Kulusevski nie mógł być bohaterem finału baraży, ale z pewnością po końcowym gwizdku należał do najszczęśliwszych ludzi na świecie. Nie wszystko u niego stracone. Jeszcze może pojechać na najważniejszy turniej.
Swój ostatni mecz dla Tottenhamu rozegrał 11 maja 2025 roku. Tego dnia jego ekipa przegrała u siebie z Crystal Palace 0:2, spadając na mało zaszczytne 17. miejsce w tabeli Premier League, pierwsze chroniące przed spadkiem do Championship. W normalnym trybie sezon były spisany na straty, ale gol Brennana Johnsona w finale Ligi Europy przywrócił londyńskiemu klubowi nowy blask, dając pierwsze trofeum od 2008 roku. Kulusevski nie mógł już wtedy pomóc drużynie.
Szwed brał za to oczywiście udział w fecie. Na stronie internetowej Tottenhamu oraz w social mediach można znaleźć zdjęcie reprezentanta Szwecji z trofeum. Wzrok jednak przykuwa inna rzecz. Dejan chodził już wówczas o kulach. Nie spodziewał się pewnie wtedy, że będą mu one towarzyszyły jeszcze przez bardzo długi czas. Od tamtego momentu popularny “Kulu” nie wrócił na boisko w meczu o stawkę. I wiele wskazuje na to, że cały sezon spędzi na uboczu.
Wiecznie na zastrzykach
To, co początkowo zostało uznane przez sztab medyczny za drobny uraz, ostatecznie wymagało poważnej operacji. Droga powrotna do zdrowia dłuży mu się niemiłosiernie, a kilka niepowodzeń w procesie leczenia wciąż uniemożliwia zaliczenia choć jednej minuty w sezonie. Kulusevski grał w meczu z Palace po części dlatego, że wciąż odzyskiwał formę po sześciotygodniowej przerwie spowodowanej stanem przeciążeniowym stopy. Zrozumiałe jest, że chciał być gotowy na finał Ligi Europy. Kontuzja oznaczała jednak, że 14 maja musiał poddać się operacji. Diagnoza jak wyrok: rzadko spotykana operacja chrząstki rzepki.
W lutym były menedżer Tottenhamu, Thomas Frank, przekazał oficjalne informacje na temat zdrowia szwedzkiego skrzydłowego.
- To skomplikowana sprawa. Najważniejsze w jego przypadku jest to, aby upewnić się, że nie odczuwa bólu w kolanie. Ciągle dostaje zastrzyki w nadziei, że za chwilę mu przejdzie. Za trzy lub cztery tygodnie będzie mógł wybiec na boisko bez grymasu na twarzy - stwierdził duński trener.
Minęły tygodnie, a nawet dwa miesiące. Kulusevski nadal nie jest w stanie potruchtać, a co dopiero kopać w piłkę. Wspomnianego szkoleniowca z kolei w ogóle nie ma już w klubie, został zwolniony. Mało tego, działacze zdążyli nawet pogonić następcę Franka, Igora Tudora, za którego kadencji Kulusevski nie miał okazji choćby przyjść na trening.
- Znów chodzę o kulach, bo dwa tygodnie temu miałem drobną interwencję w kolanie. Lekarz usunął stamtąd to, czego nie powinno być - wyjaśniał na początku ubiegłego tygodnia kontuzjowany gracz. - Dziękuję za całe wsparcie. Bóg jest wspaniały. Teraz kolano wygląda w porządku - zapewnił w mediach społecznościowych.
Schody nie do przebycia
Problem w tym, że w ostatnich miesiącach nikt nie był w stanie udzielić konkretnych, a co za tym idzie przekonujących informacji na temat stanu zdrowia zawodnika. Również dlatego, że tak naprawdę nikt nie spodziewał się tak długiej nieobecności. W październiku ubiegłego roku pojawiły się doniesienia o powrocie do gry pod koniec 2025, ale w grudniu - jak donosił portal iNews - Kulusevski nie potrafił wejść po schodach. W międzyczasie przechodził długą rehabilitację, robiąc setki kilometrów na trasie między Londynem a Barceloną.
Zapytany kilka dni temu przez prasę trener Szwedów, Graham Potter, powiedział, że “Dejan robi postępy, ale nie tak szybko, jakby wszyscy sobie tego życzyli”. To znaczące słowa w kontekście jego występów na mundialu i burzliwej końcówki sezonu, w którym Tottenham musi walczyć o każdy punkt, by uniknąć spadku. W tym sensie wkład Kulusevskiego wydaje się być kluczowy.
Głównym zmartwieniem kibiców z białej części Londynu będzie nie to, kiedy wróci ich ofensywny lider, ale to, czy odzyska swoją formę i ponownie ujrzymy jego dynamiczną wersję. Tę, która uczyniła go gwiazdą angielskich rozgrywek. Sam “Kulu” nie jest zainteresowany jedynie powrotem do dawnej dyspozycji. Wierzy, że czas spędzony poza boiskiem pozwoli mu ocenić własne możliwości i doprowadzić do transformacji fizycznej oraz mentalnej.
- Ciągle słyszę, jak ludzie szepczą: “Czy kolana na pewno umożliwią mu kontynuowanie kariery? Czy na pewno będzie tym samym zawodnikiem?”. Więc odpowiadam. Nie, nie będę tym samym graczem. Stanę się lepszy, silniejszy, mądrzejszy. Lojalnie uprzedzam. To jeszcze nie koniec, drugi mecz dopiero się zaczyna - zapowiada 26-latek.
“Atmosferić” w Sztokholmie
Nie trzeba być wyjątkowo empatycznym, żeby wczuć się w sytuację reprezentanta “Trzech Koron”. On absolutnie żyje piłką, żyje sportem. Cały jego czas jest podporządkowany futbolowi. Będąc teoretycznie w najlepszym wieku dla piłkarza przechodzi największy kryzys w karierze. Nigdy wcześniej nie pauzował dłużej niż dwa miesiące. Nic dziwnego, że trudno mu to zaakceptować.
Jednocześnie zmienił nastawienie i porzucił myślenie o jak najszybszym powrocie. Lekarze i terapeuci doradzali mu, by nie zwiększał na sobie presji, bo ryzyko rozczarowania może być zbyt duże. Dlatego z radością przyjął zaproszenie na barażowe spotkania. Graham Potter zaprosił skrzydłowego na zgrupowanie przed kluczowymi meczami z Ukrainą, a później i Polską, priorytetowo traktując wpływ lubianego gracza na morale drużyny. Były trener Brighton i Chelsea uważał, że jego obecność w drużynie jest nieoceniona.
- Będzie miło go tu zobaczyć. Znajduje się na takim etapie rehabilitacji, że spokojnie może przyjechać i wspierać swoich kolegów z bliska - mówił przed przyjazdem piłkarzy na kadrę.
On wspierał kolegów, a oni podarowali mu najlepszy prezent. Szansę na to, by nie czuł, że kontuzja zmarnowała mu cały sezon. Ewentualny wyjazd na finałowy turniej mistrzostw świata będzie najlepszą okazją na odbudowę po długiej absencji. Wciąż jednak musi po prostu uzbroić się w cierpliwość. On, kibice Tottenhamu i szwedzcy fani.