Kosztował 135 mln euro, dziś jest wart "grosze". I nawet nie ma klubu

Kosztował 135 mln euro, dziś jest wart "grosze". I nawet nie ma klubu
Gilson Lobo / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 14:00
Swego czasu był topowym piłkarzem, zamieniał jeden wielki klub na drugi, potrafił czarować w mocnych ligach. W ostatnich latach owocna niegdyś kariera brutalnie podupadła. Parafrazując słowa Jamie’ego Carraghera, Philippe Coutinho nie zdążył opuścić piłki, zanim futbol opuścił jego.
Juergen Klopp doradzał Philippe Coutinho, aby nie przechodził do Barcelony, gdzie będzie jednym z wielu. Podkreślał, że jeśli pozostanie w Liverpoolu, to może nawet zapracować na swój własny pomnik w mieście Beatlesów. Piłkarz nie posłuchał Niemca, przystał na ofertę “Dumy Katalonii”, która zapłaciła za niego aż 135 mln euro. Dobrze wiemy, że przygoda Brazylijczyka na Camp Nou była kompletnie nieudana. Wymagany poziom prezentował jedynie tuż po transferze, czyli wiosną 2018 roku. Później miewał jedynie przebłyski i to zbyt rzadkie, aby utrzymać się w zespole.
Dalsza część tekstu pod wideo
Być może “Barca” nigdy nie była pisana ofensywnemu pomocnikowi. Teoretycznie miał papiery na wejście w buty Andresa Iniesty, ale w praktyce nie zdołał zaprezentować tam swojej najlepszej wersji. I to samo w sobie nie jest niczym dziwnym. W podobnym czasie zawodzili przecież Ousmane Dembele czy Antoine Griezmann, na których Katalończycy też wydali setki milionów. Problem polega na tym, że Francuzi po opuszczeniu Camp Nou zdołali wyjść na prostą. Nawet w tym sezonie prezentują dość solidną dyspozycję odpowiednio w PSG i Atletico. Z kolei dalsza kariera Coutinho stoi pod gigantycznym znakiem zapytania.

W bańce

W 2020 roku Tite, ówczesny selekcjoner Brazylii, powiedział, że Coutinho to piłkarz, o którego trzeba szczególnie dbać, ponieważ ma dość delikatną psychikę. Jeśli otoczysz go ciepłem, zapewnisz komfortowe warunki, to być może będzie w stanie grać na wysokim poziomie. Z biegiem lat malała jednak liczba trenerów, którzy byli w stanie zachować cierpliwość w stosunku do zawodnika, którego charakteryzowała sinusoidalna dyspozycyjność.
Na początku 2022 roku Steven Gerrard podjął się misji odbudowy dawnego kolegi z Anfield. Barcelona oddała Brazylijczyka na wypożyczenie do Aston Villi, gdzie Coutinho zaliczył naprawdę mocne wejście. W sezonie 2021/22 rozegrał 19 meczów na poziomie Premier League, notując pięć bramek i trzy asysty. W pewnym momencie wyrósł na lidera ofensywy “The Villans”. Anglicy uwierzyli, że można zbudować wokół niego zespół. Włodarze “Blaugrany” z miłą chęcią zaakceptowali ofertę 20 mln euro.
- Phil wciąż ma wiele do zaoferowania. Widzę, że jest zdeterminowany, może grać jeszcze lepiej. To zawodnik, który musi czuć się potrzebny, ważny. Wtedy pokazuje najlepszą wersję. Wiem, że jest tu szczęśliwy i wniesie wiele do naszej drużyny - mówił Gerrard, kiedy Coutinho podpisywał czteroletni kontrakt.
Byli zawodnicy Liverpoolu nie zdołali doprowadzić Aston Villi na szczyt. Seria słabych wyników sprawiła, że w październiku 2022 roku Gerrard wyleciał z pracy. Zastąpił go Unai Emery, czyli trener z zupełnie innej bajki. Hiszpan nie bazuje na sentymentach i raczej nigdy nie stawia na graczy, których można opisać słowami: zdolny, ale leniwy. A do tej kategorii trzeba zaliczyć Coutinho, któremu w wielu klubach zapału starczało na maksymalnie jedną rundę. W sezonie 2022/23 zwykle zawodził, strzelając zaledwie jednego gola w 22 występach. U Emery’ego tylko raz dostał szansę od pierwszej minuty. Przy pierwszej możliwej okazji klub wyekspediował go jak najdalej od Birmingham. Rozgrywki 2023/24 spędził na wypożyczeniu w Al-Duhail, a następnie został oddany do Vasco da Gama.
- Coutinho był kosztownym niewypałem Aston Villi. Zarabiał 135 tys, funtów tygodniowo, będąc jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy w klubie. Chwile jego geniuszu stawały się jednak coraz rzadsze i bardziej ulotne. Opuszcza Villa Park w złym stanie, częściowo zniszczony fizycznie i będąc cieniem samego siebie sprzed lat - opisał w 2023 roku Jacob Tanswell, dziennikarz The Athletic.

Powrót do domu

- Przez lata myślałem o powrocie. Vasco to dla mnie wszystko. To klub, w którym się wychowałem, gdzie pierwszy raz ktoś we mnie uwierzył. Nie mogę doczekać się możliwości ponownej gry i wspólnego świętowania z niesamowitymi kibicami - przyznał Coutinho latem 2024 roku.
W mediach pisano wówczas, że piłkarz miał na stole oferty m.in. z Turcji i Arabii Saudyjskiej. Nie chciał jednak decydować się na taki kierunek, mając niezbyt przyjemne wspomnienia z pobytu w Al-Duhail. Parę razy sugerował, że miał problemy z aklimatyzacją i dostosowaniem do nowej kultury. Ewidentnie doszedł do wniosku, że większa liczba zer na koncie nie może determinować jego kolejnego wyboru. Dlatego po 14 latach wrócił do miejsca, w którym zaczęła się jego kariera.
Coutinho na pewno trzeba pochwalić za to, że nie wrócił do Vasco, aby odcinać kupony. Wręcz przeciwnie, on próbował dać z siebie wszystko. W poprzednim roku rozegrał aż 56 meczów, najwięcej w karierze w pojedynczym sezonie. Praktycznie w każdym spotkaniu był do dyspozycji trenera Fernando Diniza. Kalendarz w Brazylii jest napięty do granic możliwości, ale doświadczony gwiazdor starał się wytrzymywać tempo. Kiedy tylko mógł, grał co trzy dni i to zwykle po 90 minut. Z perspektywy czasu można uznać, że chciał aż za bardzo.
Gwiazdor niestety przekonał się na własnej skórze, jak szybko miłość kibiców może przemienić się we wrogość. W momencie powrotu był lokalnym bohaterem, ale to uległo zmianie, kiedy sprawy boiskowe zaczęły się komplikować. Poprzednie miesiące nie były szczególnie udane dla Vasco. Zespół zajął dopiero 14. miejsce w Serie A Betano. “Cou” od października do końca roku rozegrał 15 meczów, w których zebrał tylko jedną asystę. W grudniu nie uratował drużyny przed porażką z Corinthians w finale Copa Betano. W dwumeczu stworzył kolegom pięć szans, ale miał też 28 strat, tylko jeden udany drybling i cztery strzały, z czego żaden celny.
- Oczywiście, że jako "dziesiątka" ciąży na mnie presja, żeby strzelać gole i brać udział w akcjach bramkowych. Sam narzucam na siebie tę presję, bo wiem, ile mogę dać. Ciężko pracuję, ale nie zawsze się udaje. Mogę jedynie trenować jeszcze mocniej, aby pomóc drużynie w tym trudnym okresie - mówił kilka tygodni temu.
- Miesiąc temu kibice skandowali nasze imiona, dziś mają prawo być zdenerwowani. Taki jest futbol. Największym atutem Vasco są kibice i ich pełna pasji miłość do tej drużyny. Fani mają rację, martwiąc się o zespół. Ja muszę sprawić, abyśmy zaczęli wygrywać. Musimy wrócić na właściwy poziom i znów triumfować. Jeśli chodzi o “Cou”, suche statystyki mogą być mylące. On utrzymuje wysoką formę, choćby z Fluminense nie strzelił gola, ale zagrał bardzo dobrze. Muszę też podkreślić, jak bardzo pomaga nam w obronie. Widać, że wkłada ogromny wysiłek w defensywę - wtórował Diniz.

Przykry koniec

12 lutego podopieczni Diniza przegrali u siebie 0:1 z Bahią. Kibice Vasco stracili cierpliwość i zaserwowali Coutinho porcję gwizdów. Trzy dni później zespół przegrywał po pierwszej połowie 0:1 z Volta Redonda. Brazylijskie media informowały, że były gracz Liverpoolu w przerwie rozpłakał się i poprosił o zmianę. Koledzy już bez niego odwrócili losy i odnieśli zwycięstwo. Był to ostatni występ 33-latka w barwach ekipy z Rio de Janeiro.
- Zarząd Vasco był zaskoczony, kiedy Coutinho poprosił o rozwiązanie kontraktu. Trener próbował nakłonić piłkarza do zmiany decyzji, ale była ona nieodwracalna. Wewnątrz klubu można usłyszeć, że odejście ma związek z narastającą krytyką, z którą musiał mierzyć się zawodnik. Niedawno po raz pierwszy został wygwizdany przez kibiców Vasco. Walczył z dużym stresem, w meczu z Volta Redonda dało się zauważyć, że płakał - opisał Bruno Morito, dziennikarz Globo Esporte.
Wygląda na to, że Coutinho musiał powiedzieć “dość”. Narastająca presja go przytłoczyła, burzliwe reakcje kibiców nie pomogły. Indywidualny regres w połączeniu z miernymi wynikami całej drużyny (cztery zwycięstwa Vasco w ostatnich 13 spotkaniach) doprowadziły weterana do ściany. Dalsze kontynuowanie tej współpracy najwidoczniej nie miało sensu. Wychowanek Vasco zdecydował, że lepiej będzie rozstać się tu i teraz.
- Wróciłem do Vasco, bo kocham ten klub. Reprezentowanie tych barw to jedna z piękniejszych rzeczy, która mnie spotkała. Nigdy nie brakowało mi woli, zaangażowania i poświęcenia. Trudno jest być ocenianym przez osoby, które mnie nie znają. Nigdy nie okazałbym braku szacunku Vasco, trenerowi i kolegom z drużyny. Nigdy tego nie zrobiłem i każdy, kto mnie zna, dobrze to wie. W pewnym momencie poszedłem do szatni i zrozumiałem, że mój czas w klubie dobiegł końca. Prawda jest taka, że jestem wyczerpany psychicznie. Wypowiedzenie tego na głos nie jest łatwe, ale taka jest prawda. Moja relacja z Vasco się nie zmienia, kocham ten klub. Na zawsze pozostanie w moim sercu - ogłosił piłkarz w mediach społecznościowych.

Co dalej?

W tym momencie najważniejsze będzie zdrowie psychiczne Coutinho. Widać, że piłkarz ma pewne problemy, które utrudniają mu swobodne funkcjonowanie na boisku. To nie jest przecież tak słaby zawodnik, aby nawet na finiszu kariery nie radził sobie w lidze brazylijskiej. Po prostu pojawiła się blokada, która jakby pętała mu nogi. Fernando Diniz starał się rozłożyć nad nim parasol ochronny, ale działania trenera nie przyniosły oczekiwanych efektów.
Teraz ofensywny pomocnik może szukać klubu jako wolny zawodnik. W brazylijskich mediach króluje temat potencjalnego transferu do Santosu. Neymar publicznie wsparł kolegę, kiedy ten ogłosił, że odchodzi z Vasco. Obaj minęli się w Barcelonie, ale swego czasu potrafili z powodzeniem dzielić boisko na arenie reprezentacyjnej. Gdyby włodarzom z Estadio Urbano Caldeira udało się dopiąć tę transakcję, populacja kibiców “Alvenegro” mogłaby gwałtownie wzrosnąć.
Istnieje opcja, że Brazylijczyk zdecyduje się opuścić ojczyznę. Rodrigo Serrano z dziennika AS przekazał, że zainteresowanie weteranem wykazuje Los Angeles Galaxy. Klub szuka nowej gwiazdy, ponieważ Riqui Puig przegapi kolejny sezon z powodu komplikacji po zerwaniu więzadła krzyżowego. Okienko w MLS zamknie się dopiero 26 marca, zatem jest jeszcze sporo czasu na przeprowadzenie ewentualnych negocjacji.
Na dziś trudno zgadywać, gdzie i czy w ogóle Coutinho będzie kontynuował karierę. Z całą pewnością można za to stwierdzić, że nie zdołał on w pełni wykorzystać potencjału. Z perspektywy czasu absurdalnie wygląda fakt, że Barcelona wydała na niego 135 mln euro. Ale w sezonie 2017/18 to naprawdę był zawodnik, który dawał argumenty, aby płacić niemal dowolną kwotę. Diamentowa technika, kreatywność, potężny strzał z dystansu, cudowne umiejętności w grze na małej przestrzeni. W skrócie - “dziesiątka” idealna. Wielka szkoda, że po piłkarzu tego kalibru pozostały już tylko wspomnienia.

Dyskusja

Przeczytaj również