Kulisy odejścia Dawida Szwargi z Arki Gdynia. To przelało czarę goryczy
W środę 25 marca zakończyła się misja Dawida Szwargi w Arce Gdynia. Jakie są kulisy jego odejścia z klubu? Czyja to była decyzja? Co przelało czarę goryczy i dlaczego właściwie w kilkanaście dni nastąpił zwrot ws. przyszłości trenera?
Dawid Szwarga nie dokończy sezonu jako trener Arki. W środowe popołudnie klub opublikował komunikat o rozstaniu ze szkoleniowcem, który pracował tam od ubiegłej zimy i wprowadził “Żółto-niebieskich” do Ekstraklasy.
- W środę odbyło się cykliczne spotkanie trenera Dawida Szwargi z władzami klubu - zarządem, głównym akcjonariuszem Marcinem Gruchałą oraz dyrektorem Nikitoviciem - poświęcone podsumowaniu minionej kolejki oraz analizie aktualnej sytuacji drużyny. Podczas długiej i szczerej rozmowy omówiono zarówno kwestie sportowe, jak i inne okoliczności mające wpływ na bieżące funkcjonowanie drużyny, w tym kwestie rodzinne samego trenera. Wspólnie przeanalizowano aktualną sytuację klubu oraz możliwe działania, które mogłyby przyczynić się do jej poprawy. W wyniku tych ustaleń obie strony zgodnie uznały, że w obecnych okolicznościach najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie współpracy - poinformowano.
Ta informacja z pewnością wzbudziła większe zdziwienie w piłkarskiej Polsce aniżeli w Gdyni. Ostatni ligowy mecz z Koroną, brutalnie przegrany w Kielcach 0:3, znów popsuł nastroje w Arce, która wcześniej wygrała w Płocku i zremisowała z Widzewem. Wróciły wyjazdowe demony, bo poza domem Gdynianie punktują najgorzej w stawce, a do meczu z Wisłą (9 marca) nie potrafili przywieźć z wyjazdów trzech punktów. Błyskawicznie wróciła debata o przyszłości i sensie pracy Dawida Szwargi. Można było założyć, że wspomniane spotkanie na szczycie będzie prowadziło do konkretnej decyzji. Ta zapadła - Szwarga odchodzi. Tym razem definitywnie, bo w grudniu pierwotnie zakomunikował chęć odejścia, by po paru dniach osiągnąć porozumienie i kontynuować pracę.
W komunikacie Arki interesujący jest ostatni fragment: “obie strony zgodnie uznały, że w obecnych okolicznościach najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie współpracy”. Są wątpliwości kibiców, czy faktycznie była to decyzja obopólna. Podkreślmy: nie doszło do zwolnienia trenera, ani do brutalnego “rzucenia papierami”.
Według naszych informacji istotnie nastąpiło podanie sobie rąk po dojściu do wniosku, że “nic na siłę”. Że dalsza współpraca nie ma sensu, a jej ciągnięcie nie przyniesie korzyści nikomu. Trener nie palił się do dalszej pracy (bardzo istotne są tu jeszcze kwestie rodzinne, prywatne), Arka również - uznała obecny moment za właściwy na rozstanie. Bez konfliktu, afery. Fair. I… paradoksalnie kilkanaście dni po tym, gdy przedmiotem rozmów była raczej przyszłość po sezonie i możliwe przedłużenie umowy trenera w razie utrzymania. Słyszymy, że to miał być realny scenariusz, rozważany przez obie strony.
Niemniej, można powiedzieć, że - żadna to tajemnica - cały czas postępowało mocne wzajemne zmęczenie materiału. Zarówno trenera klubem, jak i klubu trenerem.
Co się ostatnio zmieniło? Jak wiadomo, nawet jeśli nie ma specjalnej chemii na linii prezes-trener, atmosferę przede wszystkim determinuje wynik sportowy. Czarę goryczy przelała sromotna porażka z Koroną. Arka w Kielcach znów popełniała te same błędy co na większości wyjazdów, wyglądała bardzo słabo, a Dawid Szwarga, oglądając pomyłki piłkarzy, sprawiał wrażenie zrezygnowanego, bez planu “B”. “Viralem” poniosła się poniższa, wymowna reakcja na straconego gola.
To zresztą jeden ze słyszanych w Gdyni zarzutów wobec szkoleniowca - zbyt mała elastyczność, upartość, tj. trzymanie się jednego systemu i wizji, bez próby dostosowania jej do posiadanych zasobów piłkarskich.
Po meczu z Koroną uznano, że najlepszym wyjściem będzie wpuszczenie świeżego powietrza do szatni. Impuls dla drużyny. Drużyny i wielu piłkarzy indywidualnie, którzy ostatnio mogli czuć się niewłaściwie wykorzystywani, jak chociażby Nazarij Rusyn. Ukrainiec z impetem wszedł w tę rundę, ale potem wchodził tylko jako zmiennik. Grał Patryk Szysz, notujący bardzo słaby powrót do Polski. Nawet w Kielcach Rusyn, już przy wyniku 0:3, jedyny stworzył zagrożenie w ofensywie po tym, jak wszedł w przerwie.
Jeśli chodzi o selekcję, w oczy rzucało się, że trener w teorii przecież zwolennik ryzyka w zarządzaniu klubem czy zespołem, nie zaryzykował też np. ze zmianą bramkarza, mimo że Damian Węglarz i jesienią, i teraz w nowej rundzie dawał powody, by spróbować gry Jędrzeja Grobelnego. Szwarga, chociażby po porażce w Radomiu i problemach golkipera, trzymał się Węglarza, a ten sprawiał wrażenie zagubionego, przytłoczonego kolejnymi błędami. W Kielcach jakby strach przed pomyłką, niepewną interwencją, przywiązywał go do linii, podczas gdy 3-4 m od bramki piłkarze Korony siali spustoszenie i tak wypracowali dwie bramki.

To kwestie sportowe, boiskowe. Natomiast z drugiej strony, Dawid Szwarga miał prawo być - i był - zirytowany tym, że klub zimą wykonał co najwyżej plan minimum, nie wzmocnił bardziej kadry. Że współpraca z prezesem Wojciechem Pertkiewiczem (który wrócił do Arki już po zatrudnieniu Szwargi) nie była jak z marzeń. Że on, człowiek żelaznej dyscypliny, wymagający, sporo by zmienił, chciałby odważniej, więcej, szybciej, z lepszym efektem.
Tak jak wspomniane jest wyżej: tu są odcienie szarości, są różne kolory tych okoliczności. Nie ma jednego winnego, że “projekt Szwarga” finalnie zakończył się fiaskiem. Nie ma mowy o czarno-białej sytuacji typu “ten dobry, ci źli”, albo “ten zły, ci dobrzy”. Łatwo wskażemy błędy każdej ze stron, wątpliwości, ale podkreślmy: nikt nie zabierze trenerowi tego, co w Gdyni osiągnął, a zrobił sporo dobrego. Poza boiskiem miał duży wpływ na profesjonalizację, rozwój klubu - to nie tylko słynna sauna, ale i zwyczaje w drużynie, kwestie organizacyjne, związane z regeneracją itd.
Na boisku najpierw pewnie wprowadził zespół do elity. Następnie z obiektywnie z jedną z najsłabszych kadrowo i najbiedniejszych finansowo drużyn w lidze zdobył 30 punktów w 26 kolejkach. Stworzył ekstraklasową twierdzę na własnym stadionie, gdzie Arka przegrała tylko raz i jest drugim najlepszym zespołem w stawce. Gdynianie nadal są w grze o utrzymanie, mają tyle punktów co 15. Legia, trzy mniej niż 14. Radomiak. Fakty.
Wbrew krążącym wielu opiniom po rozstaniu ze Szwargą, nie uważam, że “Arka już spadła”. Naprawdę, odpuśćmy sobie jazdę “od ściany do ściany”. Osiem kolejek do końca, nowa miotła plus fakt, że w 2026 r. Gdynianie naprawdę mieli kilka udanych występów, a wielu zawodników osiągnęło lepszą formę niż jesienią - sprawa jest otwarta. Było jasne, już na początku sezonu, że Arkę czeka ciężki sezon i kręcenie się w dolnej części tabeli, z walką o utrzymanie do końca. I to się nie zmieniło. A propos nowej miotły - możemy potwierdzić informacje podane przez serwis arkowcy.pl: trwają zaawansowe rozmowy z Dawidem Kroczkiem, niedawny opiekun Cracovii może jeszcze przed weekendem objąć “Żółto-niebieskich”. Byłby to wybór niejako kontynuujący myśl Szwargi (zresztą w Gdyni pozostał spory sztab po byłym już trenerze), ale z świeżym spojrzeniem. A dokąd Arkę doprowadzi? Dowiemy się w ciągu kilku tygodni.