Kuriozalna decyzja Widzewa. Nikt w Ekstraklasie nie robi tego gorzej. Nowy trener już ma ciężko
Gdy styl gry ciebie zmorzy, gdy na twą głowę spadnie obraz spadku znów. Gdy tylko zamkniesz oczy, ja pod osłoną nocy, zmienię kolejnego trenera. Zmienię, bo nie mogę tak dalej. Ucieknę, nim z bezradności całkiem połknę cię. Bo im więcej punktów chcę, tym mam gracji coraz mniej. Wybacz mi. Ooo, śpij Widzewie, śpij.
W 2005 roku Discovery Channel rozpoczęło emisję “Najniebezpieczniejszego zawodu świata”. Program opowiada o poławiaczach krabów królewskich i śnieżnych na Morzu Beringa. W maju tego roku wystartował 22 sezon produkcji. Mam wrażenie, że kolejny przeniesie się z Alaski do Łodzi.
Nie będę Widzewa krytykował za samo zwolnienie Aleksandara Vukovicia, ale moment wybrano kuriozalny. Decyzja zapadła trzy dni przed meczem z Legią Warszawa, następca Serba nie będzie miał żadnego taktycznego wpływu na zespół, przygarnie tylko sieroty po poprzedniku. Decyzja zapadła również pięć dni po bezbramkowym remisie Widzewa z Radomiakiem, przed którym Łukasz Masłowski publicznie deklarował wsparcie dla Vukovicia i apelował o spokój.
- Rolą pionu sportowego jest wspierać trenera i stwarzać trenerowi najlepsze warunki pracy. Myślę, że dzisiaj “Vuko” może śmiało powiedzieć, że tak jest i tak będzie. (...) W Widzewie jest potrzebny spokój, proces. To jest najważniejsze - deklarował Masłowski. Cierpliwości wystarczyło na pięć dni. Serbowi pozwolono dokończyć mikrocykl, a następnie pokazano drzwi.
Tym samym Łodzianie będą mieli piątego szkoleniowca od czasu przejęcia klubu przez Roberta Dobrzyckiego. Żaden nie dobił nawet do 20 spotkań na ławce. Najbliżej był “Vuko”, zabrakło jednego meczu. Nie wystarczyło dokonanie małego cudu i utrzymanie zespołu po kompromitującej przygodzie Igora Jovicevicia. Vuković stał się ofiarą preferowanego podejścia, które gwarantuje utrzymanie, ale nie rozwija zespołu. Bo jeśli po kilku miesiącach pracy sprawiasz Radomiakowi mniej kłopotu niż rezerwy Korony Kielce, to coś zdecydowanie jest nie tak.
Widzew musiał oczywiście wiedzieć o tym już w momencie zatrudnienia Serba, lecz postanowił machnąć ręką i spróbować, chociaż nie miało to najmniejszego sensu. Zbagatelizowano nawet fakt, że już w maju nie wszyscy byli przekonani do dalszej pracy 47-latka.
Tego całego zamieszania nie da się logicznie wytłumaczyć. Widzew się miota, wciąż błądzi bez mapy. “Przygotował” okienko transferowe pod Vukovicia, a dzień po zamknięciu postanowił Vukovicia zwolnić. Następca - wszystko wskazuje na to, że będzie nim Mateusz Stolarski - przejmuje zespół obcy, a w dodatku z wyraźnymi problemami. Drużyna maniakalnie traci gole i punkty w końcówkach spotkań nie tylko dlatego, że nie radzi sobie taktycznie (swoją drogą końcówki były też zmorą Stolarskiego w Motorze). Słynny widzewski charakter został wielokrotnie złamany, to już bardziej pustosłowie. Wyzwaniem jest również jakieś szczególne docenienie pracy wykonanej przez dział sportowy, bo z dziewięciu dotychczasowych wzmocnień jako-tako bronią się Karol Świderski i Mario Garcia.
Wiem, że kibice Widzewa lubią powtarzać mantrę z dawaniem czasu, rozliczaniem na koniec sezonu, nie wyciąganiem wniosków na podstawie kilku spotkań. Podejście byłoby całkiem słuszne, gdyby nie fakt, że takie dystansowanie się od oczywistych błędów poskutkowało tym, że w poprzednim sezonie zespół ledwo przetrwał w Ekstraklasie. W tym momencie dużo wskazuje na to, że okienko wyszło zwyczajnie słabo. Pół lata uganiano się za nowym napastnikiem, a padło na 19-letniego Ioana Vermesana, wypożyczonego z Hellasu. Rumun ma 75 minut w dorosłej piłce. W poprzednim sezonie strzelił 16 goli w Primaverze - lepsi byli Riccardo Braschi, Filippo Galvagno, Nicolo Baldo, Daniel Mikołajewski oraz Paco Esteban. Z całego grona jedynie Mikołajewski przeszedł pomyślnie pierwszą weryfikację w poważniejszym futbolu, stanowi o sile ataku FC Luzern. Braschi z kolei próbuje się przebić do składu FC Thun.
Jeśli pożegnanie “Vuko” jest pokłosiem tego, że Masłowski chciał szkoleniowca bardziej reprezentującego jego wizję futbolu - Stolarski niewątpliwie woli grać ofensywniej - to kamyk i tak ląduje w ogródku Widzewa. Masłowski formalnie przejął kontrolę nad pionem sportowym dopiero na początku sierpnia, ale przecież ogłoszono go w czerwcu, a w międzyczasie dyrektor zdołał się wplątać w wojenkę o podpis Darko Czurlinowa. Macedończyk wylądował w Pogoni Szczecin, chociaż był dogadany z Widzewem, co Masłowski wytknął Alexowi Haditaghiemu. Może trzeba było wtedy nieco uważniej zająć się kwestią szkoleniowca i wymarzonemu kandydatowi zapewnić choć trochę lepsze warunki pracy.
Triumwirat sterujący Łodzianami - w którym ja sam pokładałem bardzo duże nadzieje, grupa wyglądała na nieprzypadkową, ale znów dałem się nabrać na skuteczność podziału obowiązków - na ten moment rozczarowuje na każdym kroku. Transfery nie przekonują, główny nadzorujący dołożył cegiełkę do rozłożystego katalogu fałszywych deklaracji, a zmiany trenera dokonano w absurdalnym wręcz momencie. Jeśli nadzieja ma polegać na micie nowej miotły, to przy Al. Piłsudskiego może być gorzej niż się wszystkim wydaje.
Czas bywa wszystkim w piłce, a Widzew stale go marnuje. Chyba nikt w Ekstraklasie nie robi tego gorzej. Klub bardzo chce, aby za piątym razem w końcu się udało, jednak nie potrafi zadbać o odpowiednie podłoże. Na ugorze nic strawnego nie urośnie. Cóż bowiem z tego, że Stolarski usłyszy obietnice wieloletniego projektu, skoro Masłowski szybko pokazał, jak łatwo da się wycofać z deklaracji. 33-latek uchodzi za znakomitego fachowca, przy czym potrzebuje przestrzeni, aby pomysły wdrożyć. To trener-teoretyk, zapalony fan liczb i ich znaczenia w futbolu. Ktoś dobrze pasujący do modelu Jarosława Królewskiego. Ktoś podobny do Daniela Myśliwca. A Widzew od Wisły dzieli sporo, jeśli chodzi o zarządzanie. Z Myśliwcem zaś łódzki klub rozstał się tuż przed oficjalnym przybyciem Dobrzyckiego.
Może się okazać, że zanim nadejdzie pora na kolejne poprawki kadrowe (chociaż w wypadku Łodzian mowa raczej o totalnych rewolucjach, w dwóch ostatnich okienkach dokonano 17 transferów do klubu i 28 z klubu), znów będą ostrzone widły, tym razem wymierzone w Stolarskiego. Kto da gwarancję, że tak się nie stanie? Przecież w tym momencie wszystko wskazuje na taki finał. Przez półtora roku rządów Dobrzyckiego nie pojawiło się realne przeczucie, że Widzew zmierza w jasno określonym kierunku, trzyma się planu i odhacza kolejne punkty w drodze do spełnienia marzeń. Nie da się tego osiągnąć przy trzech pionach sportowych, pięciu trenerach, prokurencie i właścicielu, który był tak rozgoryczony rozpasaniem wcześniejszych podwładnych, że sam zajął fotel prezesa i na ustąpienie się nie zanosi.