Latem wydali 150 mln euro i... szorują po dnie. Najgorszy start od 91 lat. Same porażki

Latem wydali 150 mln euro i... szorują po dnie. Najgorszy start od 91 lat. Same porażki
IPA / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 16:30
Fiorentina zmieniła w tym roku dyrektora sportowego i trenera, w Serie A latem więcej wydali tylko w Milanie i Juventusie. Liczono na powrót do europejskich rozgrywek. Tymczasem “Viola” zamyka tabelę z kompletem porażek i cierpliwość do prowadzącego zespół Fabio Grosso wyczerpała się już po trzech kolejkach. Drugi rok z rzędu na pomoc wezwano tego samego “strażaka”. Zasłużony klub miał uniknąć powtórki z fatalnego sezonu 2025/26, a tymczasem zalicza deja-vu.
Wydatki na transfery były ogromne. Nadzieje na poprawę po sezonie 2025/26 zakończonym na 15. miejscu jeszcze większe. Na razie mamy jednak katastrofę. Fiorentina latem zapłaciła za nowych piłkarzy 150 milionów euro, a zamyka ligową tabelę bez punktów na koncie i błyskawicznie zmieniła trenera, wracając do człowieka, który wyciągał ją już z ostatniego miejsca po zwolnieniu szkoleniowca rok temu. “Viola” zaskakująco szybko wraca do punktu wyjścia. Zamiast walki o czołowe lokaty, drugi raz z rzędu zaczyna rozgrywki szorując po dnie Serie A.
Dalsza część tekstu pod wideo

To już grali

Po czterech kolejnych sezonach zakończonych kwalifikacją do europejskich pucharów, Fiorentina zaliczyła katastrofalny sezon 2025/26. Drużyna z Artemio Franchi finiszowała na 15. pozycji w Serie A - najniższej od siedmiu lat. Odkąd w 2002 roku “odrodziła” się po problemach finansowych, tylko dwukrotnie zajmowała niższą pozycję w krajowej elicie.
Zupełnym niewypałem okazał się pomysł zatrudnienia Stefano Pioliego, który przecież jeszcze kilka lat wcześniej prowadził AC Milan do mistrzostwa. Pod jego wodzą ekipa z Florencji nie wygrała ani jednego z pierwszych 10 meczów w lidze. Zwolniono go po niespełna pięciu miesiącach, gdy drużyna miała na koncie zaledwie cztery punkty i zamykała tabelę
- “Viola” miała nadzieję na zapewnienie sobie miejsca przynajmniej w Lidze Europy. W zasadzie wszystko poszło nie tak - tłumaczy nam Mateusz Skotny, założyciel profilu Fiorentina Polska. - Mówi się, że Pioli źle przygotował zespół w okresie przygotowawczym, nie potrafił zmotywować piłkarzy i odpowiednio ich organizować.
Nic więc dziwnego, że miarka się przebrała. W miejsce Pioliego przyszedł Paolo Vanoli, dawny gracz Fiorentiny, a później asystent Antonio Conte w Chelsea i Interze Mediolan oraz samodzielny trener w Spartaku Moskwa, Venezii czy Torino. Włoch, nawet pomimo słabego startu i pierwszego ligowego zwycięstwa odniesionego dopiero w 16. serii gier, wyciągnął drużynę z tarapatów i zapewnił jej w miarę spokojne utrzymanie. Przy okazji poprowadził ją też do ćwierćfinału Ligi Konferencji (w poprzednich latach “Viola” dwukrotnie grała w jej finale i raz w półfinale), gdzie odpadła z późniejszym triumfatorem, Crystal Palace. Zespół pod wodzą Vanoliego zajął siódme miejsce w tabeli rundy rewanżowej, plasując się w niej m.in. przed Milanem czy Lazio. Po zakończeniu rozgrywek “strażakowi” jednak podziękowano. Wykonał dobrą pracę, spełnił swoje zadanie, ale postawiono na budowę nowego projektu.
- Przejął rozbitą szatnię, bez formy. Jego celem było utrzymanie i wywiązał się z tego bardzo dobrze - ocenia Skotny. - Należy pamiętać, że zatrudniono go w roli “strażaka”, od początku widząc w nim opcję na chwilę i sam doskonale wiedział, z czym się mierzy. Pojawił się temat jego potencjalnego pozostania, jednak wiele osób zwyczajnie bało się postawić na niego, z myślą, że nie będzie w stanie sięgnąć celów istotnych dla Fiorentiny.
- Zasłużyłem na to, żeby zostać - mówił z kolei na początku września sam Vanoli w rozmowie z Corriere dello Sport (...). - Gdy przychodziłem w listopadzie, głównym celem prezydenta Commiso, który niestety niedługo potem zmarł, było uporządkowanie sytuacji i uniknięcie spadku. To się udało. Teraz, patrząc na kibiców “Violi” świętujących stulecie klubu, jestem z tego dumny, bo utrzymałem ich w Serie A - dodawał.
Niezależnie od obsady stanowiska trenera, finisz na 15. pozycji nie miał prawa się powtórzyć. Zarząd postanowił o to zadbać, przeznaczając na wzmocnienia sporą kasę. Wszystko wyglądało pięknie na papierze, ale… dziś Fiorentina znów jest w punkcie wyjścia.

TOP3 wydatków w Serie A

W lutym dyrektorem sportowym klubu został Fabio Paratici - człowiek, który zarządzał pionem sportowym Juventusu w okresie dominacji z drugiej dekady XXI wieku, a później pełnił podobną funkcję w Tottenhamie. Stery zespołu po Vanolim objął członek drużyny mistrzów świata z 2006 roku, strzelec pamiętnego gola z półfinału z Niemcami - Fabio Grosso. 48-latek miał na koncie fatalne przygody w szwajcarskim Sionie oraz francuskim Olympique’u Lyon. Jego notowania stały jednak wysoko po wprowadzeniu do Serie A i utrzymaniu w niej Sassuolo.
Ambicje stały na wysokim poziomie. Cel, jak zwracał uwagę Francesco Benvenuti z Corriere Fiorentino w Skarbie Kibica Lig Zagranicznych Przeglądu Sportowego, stanowił nie powrót do Ligi Konferencji, ale coś więcej - Liga Europy lub Liga Mistrzów. Przeprowadzono więc dużą przebudowę kadry.
Z klubu odeszło aż ośmiu z 15 zawodników z największą liczbą ligowych minut w rozgrywkach 2025/26. Sprzedani lub wypożyczeni zostali Rolando Mandragora, Moise Kean, Roberto Piccoli, Robin Gosens, Pietro Comuzzo i Albert Gudmundsson. Wypożyczenia do Fiorentiny zakończyli z kolei Jack Harrison i Manor Solomon. I choć transfery wychodzące nie zapewniły szczególnie pokaźnych przychodów (26,5 miliona euro wg portalu Transfermarkt), na wzmocnienia nie zabrakło grosza.
“Viola” tego lata przeznaczyła na nowych piłkarzy 150 milionów euro. Więcej w Serie A wydały tylko AC Milan i Juventus. Jeśli uwzględnimy kwoty otrzymane ze sprzedaży, na większym minusie było tylko “Juve”. Mowa o poważnym przemeblowaniu całości kadry, a nie pojedynczych, ogromnych wzmocnieniach - żaden zakup Fiorentiny nie załapał się do pierwszej dziesiątki najdroższych transferów letniego okienka we Włoszech.
Na Artemio Franchi płacono jednak kwoty bardzo duże jak na standardy klubu. Aż cztery zakupy wskoczyły do dziesiątki najdroższych transferów w jego historii: młody Christ Inao Oulai (26 mln euro), Athur Atta (25 mln euro) i Mateo Pellegrino (22,5 mln euro) zajęli miejsca w pierwszej piątce rankingu, a Beto (18 mln euro) zajmuje dziewiątą lokatę. Do tego doszli też wykupieni po wypożyczeniach Marco Brescianini i Giovanni Fabbian (oddany już na wypożyczenie do Parmy), młody środkowy obrońca z Gremio - Viery, a także dwa talenty z Realu Madryt - kupiony Victor Valdepenas oraz wypożyczony Franco Mastantuono, który przecież w poprzednich rozgrywkach grał regularnie w zespole z Santiago Bernabeu.
Poza nim w ramach wypożyczeń z opcjami lub warunkowym wykupem we Florencji zameldowali się chociażby Radu Dragusin z Tottenhamu, uważany niegdyś za ogromny talent Wilfried Gnonto z Leeds United oraz pożegnany przez Bournemouth po skandalu obyczajowym Alex Jimenez. Na podobnej zasadzie przyszli też kupowany ledwie rok temu za 12 milionów euro przez Juventus Joao Mario czy Pedro Goncalves, który w ostatnich latach regularnie grał w Lidze Mistrzów dla portugalskiego Sportingu.
- Cel stanowiły europejskie puchary, ale zarząd pewnie liczył się z tym, że klub może nie zajść aż tak daleko. Mimo wszystko, jeżeli zainwestowane zostały niemałe środki, to nie ma się co dziwić, że pojawiły się ambicje - ocenia Skotny.
To okienko mogło i powinno zwiastować progres. Nowe nabytki szybko dostały do odegrania istotne role. Spośród 12 graczy z minimum 150 minutami gry w bieżących rozgrywkach aż ośmiu (w tym wykupiony po wypożyczeniu Brescianini) to letnie transfery. Na papierze wyglądało to obiecująco. Ale boisko dokonało brutalnej weryfikacji.

Znów w punkcie wyjścia

Sezon wystartował niecały miesiąc temu, a na Artemio Franchi już doszło do zmiany trenera. Grosso wyleciał po zaledwie trzech ligowych kolejkach, w których Fiorentina zanotowała trzy porażki: kolejno 0:4 z Romą, 0:3 z Frosinone i 1:2 z Torino. To jej najgorszy start w lidze od 91 lat. Byli już podopieczni Grosso zamykają tabelę Serie A. Jedyną wygraną odnieśli w Pucharze Włoch z drugoligowym Benevento.
- Od trenera oczekiwano pomysłu na grę i chęci pracy, których Grosso zabrakło i czego efektem są pogłoski o tym, że sam prosił o to, aby go zwolniono - Skotny wyjaśnia przyczyny fiaska. - Według plotek nie miał już pomysłu jak naprawić to, co się zepsuło w zespole i miał o tym głośno mówić. W takim świetle zwolnienie jest o wiele bardziej rozsądne. Zresztą Pioli dostał więcej czasu, okazano mu wsparcie i skończyło się to niemalże spadkiem.
Z listy kontaktów szybko wybrano znany numer. Misję wygrzebania zespołu z ostatniej pozycji drugi rok z rzędu powierzono pożegnanemu ledwie kilka miesięcy temu Vanoliemu. Po niespełna roku, przeznaczeniu 150 milionów euro na wzmocnienia i rozpoczęciu budowy nowego, ambitnego projektu, Fiorentina znów znalazła się w tym samym miejscu. Sam Vanoli, jeszcze podczas pobytu na bezrobociu, chwalił ruchy kadrowe we wspomnianej rozmowie z CdS:
- Przy takim mercato można budować marzenia. (...) Uważam dyrektora sportowego [Paraticiego - przyp. red.] za człowieka o dużej wartości, kogoś, kto naprawdę zna się na piłce.
Teraz Vanoli ma szansę współuczestniczyć w realizacji jego założeń i podnoszeniu zasłużonego klubu z kryzysu. Z jednej strony można stwierdzić, że rok temu musiał tylko ugasić ogień. Teraz ma do opanowania pożar na placu budowy. Z drugiej - można wierzyć, że z lepszym - na papierze - materiałem ludzkim i większą ilością czasu ma szansę wycisnąć z drużyny zdecydowanie więcej niż w ostatnim sezonie.
- Vanoli to sprawdzona opcja, zna funkcjonowanie klubu, część składu i ma pomysł oraz zapał do pracy. Ma on być gwarantem utrzymania, a pewnie i środka tabeli. W tym momencie panuje lęk przed przewidywaniem wyników we Florencji. Z jednej strony pada deszczyk, ale na horyzoncie już się przejaśnia. Zakładam, że sufitem będą okolice dziesiątego miejsca - ocenia Skotny.
Jedno jest pewne: kibice nieźle przyjęli informację o powrocie Vanoliego. Wyciągnięciem zespołu z kryzysu w poprzednich rozgrywkach zapracował sobie na ich zaufanie. Teraz może udowodnić, że nie rzuca słów na wiatr i naprawdę zasługuje na posadę menedżera klubu o europejskich ambicjach. Bo Fiorentina wydała przecież tak duże pieniądze, aby przebić “sufit” Ligi Konferencji.

Dyskusja

Przeczytaj również