Lech Poznań w takiej sytuacji jest pierwszy raz w XXI wieku. "Nasze miejsce. Tu chcemy zostać"

Lech Poznań w takiej sytuacji jest pierwszy raz w XXI wieku. "Nasze miejsce. Tu chcemy zostać"
Paweł Jaskółka/Press Focus
Lech Poznań na osiem kolejek przed końcem sezonu wkroczył na pozycję lidera PKO BP Ekstraklasy. Biorąc pod uwagę sezony zaraz po wywalczeniu mistrzostwa przez "Kolejorza", taka sytuacja ma miejsce pierwszy raz w XXI wieku. To wymarzona pozycja do obrony tytułu. W ostatnich sezonach mistrzowskich na tym etapie Lech nie był liderem, ale teraz Poznaniacy mają wszystko w swoich rękach.
Przed 26. serią gier Lech Poznań miał tyle samo punktów na koncie, co Zagłębie i Jagiellonia, ale te dwie ekipy solidarnie przegrały, a Lech zagrał "mini koncert" przy Bułgarskiej na tle najgorszej obecnie drużyny w lidze, wygrywając 4:1. W idealnym momencie - na czas przerwy reprezentacyjnej - wszedł na wymarzone dla siebie miejsce, czyli pozycję samodzielnego lidera, mając trzy punkty przewagi nad wspomnianymi wyżej drużynami.
Dalsza część tekstu pod wideo
O tym, jak Lech czuje się na pozycji lidera, mówił po meczu sam Niels Frederiksen. Duńczyk jednak zwracał uwagę na to, że spotkanie z Termalicą mogło wyjść spod kontroli, dlatego powyżej użyłem sloganu "mini koncert". Mecz z Bruk-Betem był bardzo dobry, ale do starcia z zeszłego sezonu z Puszczą Niepołomice (8:1, a do 35. minuty było już 5:0) jednak jeszcze trochę brakowało, co nie zmienia faktu, że Poznaniacy w niedzielne popołudnie w wielu akcjach pokazali, jaki potencjał tkwi w drużynie duńskiego szkoleniowca.
- Mamy po tym meczu wiele powodów do radości. Wygraliśmy szóste spotkanie z siedmiu ostatnich meczów w lidze, nie wydaje mi się, by ktokolwiek w Ekstraklasie miał taką serię. Jesteśmy liderem, tu jest nasze miejsce i tu już chcemy zostać. Takie mamy ambicje, choć oczywiście wiem, że ta wygrana jeszcze nic nie znaczy, niczego nie rozstrzygnęła. Dziś przez 75 minut mieliśmy pełną kontrolę, w pierwszej połowie graliśmy niesamowicie, czekaliśmy na tego pierwszego gola, po którym było łatwiej. Przez 15 minut nie byliśmy dobrzy w naszej grze, wtedy była nerwowość, były miękkie nogi u moich piłkarzy, kiedy nie mieli kontroli. Z czasem ją odzyskaliśmy, być może pomogła nam także czerwona kartka dla rywala.

Ostatnia prosta

Niels Frederiksen mówi wprost - "jesteśmy liderem, tu jest nasze miejsce i tu chcemy zostać". I trudno mu się dziwić, że taki przekaz wysyła do drużyny. Po 26. kolejce można napisać wprost, że na osiem meczów przed końcem sezonu Lech jest już głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa Polski. Z tym stwierdzeniem nie da się dzisiaj polemizować. Nie tylko przez pozycję w tabeli, ale też jakość i doświadczenie kadry Lecha, w której duża większość zawodników oraz sztabu zna smak wygranej walki o mistrzostwo przed rokiem.
Gra idzie o obronę tytułu, a Lech na taki scenariusz czeka od lat 80. i 90. Dodatkowo "Kolejorz" przy zdobyciu mistrzostwa będzie mógł dopisać nad klubowym herbem złotą gwiazdkę, oznaczającą zdobycie przynajmniej 10 tytułów mistrzowskich w Polsce. Takim emblematem do tej pory mogą poszczycić się tylko cztery kluby: Ruch, Górnik, Legia i Wisła.
Sam Frederiksen już przeszedł do historii Lecha, bo jest pierwszym zagranicznym trenerem, który włożył "coś" do gabloty, a przy obronie tytułu stanie w jednym rzędzie z Maciejem Skorżą i śp. Wojciechem Łazarkiem, którzy w roli trenerów zdobyli dla Lecha przynajmniej dwa mistrzostwa.
To wszystko jest do podniesienia, ale nie można uśpić swojej czujności, bo już po przerwie na kadrę (trener Lecha dał zawodnikom w nagrodę aż tydzień wolnego), "Kolejorz" jedzie do Białegostoku, gdzie porażka może sprawić osunięcie się z pozycji lidera, bo bilans lepszych bezpośrednich meczów będzie wtedy po stronie drużyny Adriana Siemieńca. Na dziś jednak Lech ma wszystko w swoich rękach.
- Ostatni okres od 31 stycznia oceniam jednak na "5" w skali od "1" do "6", bo odpadliśmy także z Szachtarem. Od ośmiu miesięcy mało trenowaliśmy, teraz będzie więcej czasu na trening, lecz musimy uważać. Nie możemy wpaść w pułapkę, w jaką wpadła Jagiellonia, która po odpadnięciu z Ligi Konferencji wygrała w Ekstraklasie tylko raz. My mamy wszystkie narzędzia, abyśmy w najbliższych tygodniach byli jeszcze lepsi, niż w ostatnich spotkaniach - przestrzega przed hurraoptymizmem Niels Frederiksen.

Seria kluczem

Kluczem do wielkich rzeczy w tym sezonie Ekstraklasy są dobre serie wynikowe. Szczególnie w tak obfitej meczowo wiośnie w wykonaniu Lecha Poznań. Na przestrzeni 2026 roku w 50 dni "Kolejorz" zagrał 14 meczów na trzech różnych frontach. Tylko w jednym tygodniu - pomiędzy 7 a 15 lutego - nie miał meczów w środku tygodnia. Aż pięć spotkań rozegranych było szybciej niż 72 godziny od poprzedzającego meczu, co jak zauważył Mateusz Janiak jest minimalnym czasem na pełną regenerację.
Nie obyło się bez wpadek, bo na tych 14 meczów aż pięć było przegranych (o czym wyżej wspominał Frederiksen), a to przyczyniło się do odpadnięcia z Ligi Konferencji i Pucharu Polski. Dziewięć zwycięstw (siedem ligowych na ostatnich osiem meczów) sprawiło natomiast, że Lech znalazł się na wymarzonym miejscu do ataku obrony tytułu. A przecież w dwóch ostatnich sezonach to "Kolejorz" musiał gonić i na końcu ostatecznie udało się dwukrotnie przeskoczyć zespół Rakowa Częstochowa.
Teraz następna seria będzie kluczowa. Ostatnie dwa mistrzostwa w wykonaniu Lecha cechowały mocne końcówki bez porażek. Dzisiaj do obrony tytułu Lech potrzebuje przynajmniej remisu w Białymstoku, a wtedy w pozostałych siedmiu meczach będzie potrzebował co najmniej siedmiu-sześciu zwycięstw (w zależności od wyniku Zagłębia). To jest absolutnie do wykonania.
  • Terminarz Lecha do końca sezonu: Jagiellonia (W), GKS (D), Pogoń (W), Legia (D), Motor (W), Arka (D), Radomiak (W), Wisła Płock (D)
Jak wyglądało to w poprzednich mistrzowskich latach? Sezon 2021-22, gdy przed Lechem były dwie drużyny - Pogoń i Raków - to siedem zwycięstw i jeden remis (z Legią 1:1 u siebie) w ośmiu ostatnich meczach. Sezon ostatni? Przed Lechem były dwie drużyny - Raków i Jagiellonia. W ośmiu ostatnich meczach klub z Poznania wygrał jeden sześć spotkań i dwa zremisował (Radomiak oraz GKS Katowice). Biorąc pod uwagę obecny sezon, takie finisze prawie na pewno dałyby Lechowi tytuł. Byłaby to także pierwsza obrona tytułu w Ekstraklasie od lat 2019-21, kiedy dwa razy z rzędu złoto zgarniała Legia.
Takiej sytuacji nie było w XXI wieku, kiedy to Lech na osiem kolejek przed końcem sezonu miał wszystko w swoich rękach. Zawsze musiał gonić i te pościgi w 2010, 2015, 2022 i 2025 były udane. Teraz sam musi obronić pozycję lidera.
Lech w ostatnich sezonach mistrzowskich na osiem kolejek przed końcem sezonu:
  • 2010: 22. kolejka - Wisła Kraków 47 punktów, Lech 43 - na koniec Wisła 62, Lech 65,
  • 2015: 29. kolejka (podział na grupy mistrzowskie i spadkowe) - Legia 54 pkt, Lech 51 - na koniec Legia 42, Lech 43,
  • 2022: 26. kolejka - Pogoń 53, Raków 52, Lech 52 - na koniec Pogoń 65, Raków 69, Lech 72,
  • 2025: 26 kolejka - Raków 55, Jagiellonia 51, Lech 50 - na koniec Raków 69, Jagiellonia 61, Lech 70.

Dyskusja

Przeczytaj również