Lech Poznań staje się tym, o czym marzyła cała Wielkopolska. Tytuł zdobyty konsekwencją, a nie przypadkiem

Lech Poznań staje się tym, o czym marzyła cała Wielkopolska. Tytuł zdobyty konsekwencją, a nie przypadkiem
Przemysław Szyszka/Press Focus
Dawid - Dobrasz
Dawid Dobrasz17 May · 09:04
Lech Poznań po raz dziesiąty zdobył mistrzostwo Polski i pierwszy raz w tym stuleciu potrafił obronić tytuł zdobyty przed rokiem. Ten sukces to nie przypadek, a konsekwencja trzymania się swoich idei, które teraz przynoszą sukces. "Kolejorz" staje się takim klubem, o którym marzył każdy kibic. Stawianym słusznie za wzór na polskim rynku.
Dla ludzi z pokolenia dzisiejszych 30-, 40-latków, obecny Lech Poznań to ten najmocniejszy za ich życia. Zresztą ten moment - tydzień mistrzowski - można uznać za najlepszy za kadencji Rutkowskich. "Kolejorz" w ciągu pięciu lat potrafił zdobyć trzy tytuły i trudno nie odnieść wrażenia, że z roku na rok Lech więcej zarabia, więcej zdobywa i więcej pracuje. To tworzy dzisiejszy sukces, na który Lech zapracował konsekwencją w działaniu i słusznie dzisiaj stawiany jest w Polsce jako wzór. Obrona tytułu potwierdza dobrą drogę, jaką obrał Lech.
Dalsza część tekstu pod wideo
Trzeba sobie powiedzieć wprost - zaczynając od góry - że Piotr Rutkowski, Karol Klimczak i Tomasz Rząsa mogą się czuć jak zwycięzcy. Kiedyś stawiani jako synonim porażki, dzisiaj prowadzenie przez nich klubu w odpowiedni sposób zaczyna przynosić oczekiwany efekt dla kibiców, ale też i całej polskiej piłki. Lata włożonej pracy, cierpliwości oraz czasu zaczynają oddawać, bo Lech kupuje lepszych piłkarzy, zatrudnia lepszych trenerów i jeszcze więcej inwestuje w akademię oraz skauting.
Jednak ten sezon - jak cała historia Lecha - miał wzloty i upadki. Były momenty na koniec sierpnia, na przełomie października czy listopada oraz na początku 2026 roku, kiedy wiele osób mogło wątpić, czy to wypali. W końcu Lech zawsze po mistrzostwach wpadał w turbulencje. Żaden trener (nie licząc odejścia Skorży w 2022) nie potrafił przetrwać kryzysu i był zwalniany. Ba! Lech w XXI wieku ani razu, w żadnej kolejce następnego sezonu po mistrzostwie, nie był ani przez jedną kolejkę liderem. A Niels Frederiksen? Nie dość, że w 26 kolejce wskoczył na pierwszą lokatę, to już nie oddał jej do końca. A przecież jesienią było w pewnym momencie -9 do Jagiellonii Białystok.
Po porażce w listopadzie z Arką Gdynia, wcześniej z Rayo i przed meczem z Radomiakiem, Frederiksen był ogromnie krytykowany. Sam nawet odpowiedział, że "nikt chyba nie jest tak głupi, żeby go zwolnić". No i na szczęście nikt nie był.
Frederiksen i Sindre Tjelmeland wprowadzili Lecha na zupełnie inny poziom. Intensywności, jakości pracy, zasad funkcjonowania. Potrafili w kluczowych momentach - po słabszych występach - tak ustawić zespół, że reagował on na niepowodzenia w odpowiednim momencie i w najlepszy możliwy sposób - zwycięstwem, najczęściej nawet do zera.
Porażki z Rayo i Arką przy prowadzeniu odpowiednio 2:0 i 1:0, a zakończone 2:3 i 1:3. Następny mecz? Wygrana z Radomiakiem 4:1. Porażki z Lechią i Piastem? Wygrana 1:0 na wyjeździe z Górnikiem. Trzy porażki z rzędu na trzech różnych frontach, pożegnanie z Pucharem Polski? Wygrana w Lubinie 1:0 i potem seria 10 meczów bez porażki (w tym tylko trzy remisy), licząc wygraną z Szachtarem.
No właśnie - wyjazdy. To mistrzostwo zostało absolutnie zdobyte w delegacjach. Dziewięć zwycięstw poza Bułgarską i na koniec odczarowany pechowy dla Lecha do tej pory Radom. Są tylko trzy tereny, z których Lech wracał pokonany - Gliwice, Gdynia i Łódź.
Co jeszcze? Powroty do meczów. Z tym był ogromny problem w zeszłym sezonie. Wówczas można było się rozejść, gdy Lech jako pierwszy tracił bramkę. Dopiero w 33. kolejce poprzedniego sezonu udało się wrócić dwa razy na remis z GKS-em Katowice, co starczyło do utrzymania miana lidera. Teraz? Z pozycji przegrywającego "Kolejorz" zdobył aż 15 punktów, a nie jeden jak w poprzednim sezonie. To ogromna siła mentalna wykuwana podczas zdobywania doświadczenia w Europie. Lech przecież pierwszy raz zdobył tytuł, grając przez prawie cały sezon w Europie. Łącznie rozegra 55 spotkań w tym sezonie.
Oczywiście, są jeszcze rezerwy, jak niezdobyty przez 17 lat Puchar Polski czy punktowanie przy Bułgarskiej w tym sezonie, ale obecny Lech jest w stanie wygrać z każdym w Polsce i co najważniejsze - wszystko wskazuje na to, że kapitanem tego pokładu dalej będzie Niels Frederiksen.
Duńczyk przyszedł do Lecha zbudować się poza własnym rynkiem. W dwa lata zdobył dwa tytuły. Lepiej się nie dało. Jest pierwszym zagranicznym trenerem, który coś wygrał z Lechem i od razu wszedł do panteonu trenerskich legend klubu, bo na 10 mistrzostw, po dwa mają śp. Wojciech Łazarek, Maciej Skorża i właśnie Duńczyk.

Jaką szansą jest to mistrzostwo?

Przede wszystkim pierwsze słowa, jakie nasuwają się na myśl, to wreszcie "dojechanie" klubu do oczekiwań i potencjału całego regionu. Lechowi od lat było zarzucane, że nie potrafi tego wykorzystać, a przy słabszych latach to właśnie społeczność Lecha pokazywała wielkość klubu i nieco wynosiła Lech do odpowiedniego poziomu. Teraz pokazują to też wreszcie wyniki sportowe. Budzi się ten uśpiony potencjał, co widać po pobiciu kolejnego rekordu frekwencji, jeśli chodzi o domowe mecze "Kolejorza". Lech znowu przynosi chwałę swojemu miastu i całemu regionowi. Bycie kibicem Lecha to duma, ale dzisiaj taka, która pozwoli chodzić po kraju z wypiętą piersią.
Kibice Lecha pewnie dobrze pamiętają czasy podbierania wychowanków przez Legię. Wielokrotnych porażek, mokrych szmat. "Kolejorz" ostatecznie przestał być memem, broniąc jako jedna z trzech drużyn w XXI wieku tytuł mistrzowski.
W piłce często najtrudniejsza jest właśnie kontynuacja sukcesów - w lidze czy w Europie. Obrona tytułu jest szansą, by to zatrzymać i nie wracać co jakiś czas do ustawień fabrycznych. Czas też na kontynuację gry w Europie na jesień w kolejnym sezonie. Lepszej też drogi do Ligi Mistrzów - Lech Poznań nigdy nie miał. To ogromna szansa na spełnienie marzeń poznaniaków i rodziny Rutkowskich.
Dzisiaj doceniamy upór Lecha i konsekwencję, także w stawieniu na ludzi i pozostawieniu większości na stanowiskach po słabym sezonie 2023/24. Wówczas nie doszło do wymaganej fali zwolnień na czele z Tomaszem Rzasą, którego też słusznie obarczono kończeniem sezonu z Mariuszem Rumakiem u steru. Jednak wytrzymano.
Dziś fundamenty Lecha stoją na czterech nogach - Europa, sukces krajowy, skauting i akademia. Ta solidna praca pozwoli Lechowi na utrzymanie pewnego statusu i dalszy rozwój w budowaniu solidnej europejskiej marki. Takie są oczekiwania i Lech dzisiaj może je spełniać. To mistrzostwo to nie jest przypadek, że ktoś na końcu stracił punkty, tylko - powtarzaąc - konsekwencja bycia wzorcowym klubem nie tylko jeśli chodzi o strzelanie piłką do prostokąta, ale też na bazie całej pracy klubu i jego struktur.

Bohaterowie

O zarządzie i dwóch głównych trenerach już było. Cały sztab zasługuje jednak na brawa. Są tam przecież Antoni Cepek (trzy mistrzostwa), Hubert Wędzonka (dwa mistrzostwa) czy trener bramkarzy Dominik Kubiak (dwa mistrzostwa). I nie tylko oni.
Mikael Ishak - legenda, kapitan, lider. W tym sezonie świętował 100. i 101. gola w barwach Lecha. Mnóstwo ważnych bramek w tym sezonie (łącznie 31 w tym sezonie - 16 w samej ekstraklasie), jak na remis z Jagiellonią, dwa gole z Legią, gol i asysta w meczu z Radomiakiem, gol na wagę trzech punktów z Zagłębiem czy Górnikiem. Bez niego nie byłoby tego kolejnego mistrzostwa. Absolutna legenda z trzema mistrzostwami.
Magicy - Ali Gholizadeh. Co tu dużo mówić, geniusz na nasze boiska. Dalej - Luis Palma - świetny początek i końcówka. Piłkarz, o którym kiedyś można by tu pomarzyć. Teraz tu jest i być może zostanie. Walemark czy Bengtsston - pierwszy długo nie mógł się wstrzelić, trafił na 3:1 w Radomiu. Leo? Być może najlepszy piłkarz wiosny.
Wychowankowie - Mrozek, Gumny, Gurgul, Kozubal, Mońka - każdy z nich dał bardzo dużo. Jagiełło, Rodriguez, nawet Ouma pomógł w ważnych momentach. Milić? Z problemami, ale lider defensywy i kandydat na legendę klubu. Joel Pereira? Geniusz techniczny na prawej obronie. Można tak wymieniać, bo sukces w tym wypadku miał faktycznie wielu ojców i pokazuje, jak szeroką i mocną kadrę zbudowali Tomasz Rząsa oraz Piotr Rutkowski na bazie dostępnych finansów. Ale też i bardzo doświadczoną kadrę, która nie pękała w końcówkach sezonu. Potrafiła ona postawić kropkę nad i. Duży szacunek, bo to przez lata w Poznaniu było problemem, by "dowozić" na ostatniej prostej.
Wielkie gratulacje! Czas na odpoczynek i kolejne wyzwania, bo każdy w Poznaniu marzy o Lidze Mistrzów, a to marzenie pierwszy raz może być najbliższe Lechowi Poznań w całej jego historii.

Przeczytaj również