Legenda zmienia klub! Pokochał Włochy, ale odchodzi. "Jestem dziwolągiem"

Legenda zmienia klub! Pokochał Włochy, ale odchodzi. "Jestem dziwolągiem"
IPA / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 21:00
Trzeba być niezwykle wyjątkowym piłkarzem, żeby spadać z ligi dwa lata z rzędu, a mimo to dalej mieć oferty z Premier League. Klasa Jamiego Vardy’ego nie roztopiła się we włoskim słońcu Cremony. Światowa stolica skrzypiec zapamięta jego wysiłek, przywództwo i to, że nawet w wieku 39 lat potrafił ośmieszać obrońców. Anglik dalej ma status legendy, a włoska przygoda jeszcze bardziej nakręciła go na kolejne wyzwania.
Był moment, kiedy wszyscy uwierzyli w piękną puentę. Vardy wiosną narzekał na kontuzje, ale już w maju wrócił na boisko i strzelił gole dla Cremonese w zwycięskich meczach z Pisą (3:0) oraz Udinese (1:0). Jego spokój pod bramką i charyzma przywróciły drużynę do pionu. Dopiero w ostatniej kolejce to wszystko się rozjechało. Asysta Vardy’ego w spotkaniu z Como (1:4) była asystą na pożegnanie. Od początku sezonu wiedział, że w przypadku braku utrzymania nie dostanie nowej umowy we Włoszech.
Dalsza część tekstu pod wideo

Wbrew sceptykom

To, co na pewno mu się udało, to fakt, że znowu zagrał na nosie krytykom. Kolejny raz pokazał, że nigdy nie można go skreślać. Siedem ligowych goli w wieku 39 lat to przyzwoity dorobek. Byłby pewnie lepszy, gdyby nie uraz wiosną i zapaść całego zespołu, który jeszcze jesienią był pozytywnym zaskoczeniem ligi, ale potem mocno wyhamował. Cremonese po dziewięciu kolejkach miało tylko jedną porażkę. Vardy w listopadzie odebrał nagrodę dla najlepszego gracza miesiąca, co wcześniej w Serie A nie zdarzyło się żadnemu Anglikowi. To nie było odcinanie kuponów. Facet z Red Bullem w dłoni autentycznie pokochał Włochy i grę w nowej lidze.
Kiedy przylatywał tu we wrześniu, wszyscy wątpili. Był po spadku w Leicester i miał słabszą drugą połowę sezonu. Nigdy nie grał za granicą, był przed czterdziestką i odrzucił m.in. ofertę z Feyenoordu, gdzie wymagania byłyby większe niż w spokojnej Cremonie z ich stadionem na 15 tysięcy miejsc. Na konferencji prasowej w Muzeum Skrzypiec wypowiedział proste słowa: “Sprawię, że zmienicie zdanie”. Tak przecież działał całą karierę - był odrzucany, wytykany palcami, przylepiano mu łatkę dziwoląga, a on i tak w końcu dopiął swego. Jego cała droga to pokazywanie innym, jak bardzo się pomylili.

Fenomen globalny

We Włoszech zamieszkał w willi nad jeziorem Garda. Często miał szofera, który woził go 50 kilometrów do ośrodka treningowego Arvedi. W szatni zaprzyjaźnił się z Belgiem Jarim Vandeputte i Romano Florianim, który uczył go włoskich słówek. Poza tym od samego początku nie zamykał się w swojej bańce, tylko chłonął Italię w pełni. W lokalnych trattoriach jego koszulka zawisła obok Viallego i Ibrahimovicia. Vardy z żoną uwielbiali przesiadywać w restauracjach, byli otwarci na ludzi, a ich “dolce vita” momentami widać też w filmie dokumentalnym, który niedawno wyszedł na Netflixie. Jak sam mówił: od zawsze uwielbiał Włochów, w młodości kibicował Del Piero, a jako zawodnik miał świetną więź z trenerami Claudio Ranierim i Enzo Marescą.
To ten ostatni namówił go na Cremonese. To tutaj dostał przydomek StradiVardy od mistrza skrzypiec Stradivariusa. Tutaj też zaczęły napływać całe pielgrzymki fanów Leicester, nie tylko z Anglii, bo “Lisy” mają też ogromne bazy kibiców w Hongkongu i Tajlandii. Włoski klub przyjął ich jak “swoich”. Fani mieszkali w tym samym hotelu, co drużyna, a Vardy nie udawał kogoś, kto jest ogrodzony metalowym płotem. Lokalni kibice traktowali przybyszów z zagranicy jak celebrytów. Sam klub zresztą poinformował, że Wielka Brytania stała się drugim po Włoszech konsumentem koszulek i klubowych gadżetów. Innymi słowy: fenomen Vardy’ego wyszedł poza wyspę i dotknął też kontynent.

Słabość ligi

Kiedy odchodził z Leicester, miał na koncie równo 500 meczów i 200 goli. Był mistrzem Anglii z 2016 roku. Przede wszystkim miał status ikony, która w profesjonalnym świecie futbolu zaistniała dopiero w wieku 25 lat. Piłka nożna lubi opowiadać bajki o chłopcach z akademii, o talencie szlifowanym od dziecka, o systemach i metodologii. Ale czasem lubi też odwrócić ten schemat. Vardy stał się dowodem na to, że czasem największe historie piszą ci, których system w ogóle nie zauważył.
Legendarna jest też jego forma fizyczna: Jamie nie udaje zawodnika, który codziennie rano mierzy ilość białka i węglowodanów. W tunelu przed meczem zawsze zobaczymy go z Red Bullem. Na siłownię nie chodzi w ogóle. W styczniu będzie miał 40 lat, a i tak ciągle chce grać i to na najwyższym poziomie. Niektórzy mogą powiedzieć: to oznaka degrengolady Serie A, że zawodnik w tym wieku może tutaj grać bez problemu. Ale z drugiej strony trudno tutaj nie docenić determinacji samego zawodnika. Jego duet z Federico Bonazzolim w ataku dał w sumie 17 bramek, co jak na spadkowicza nie brzmi najgorzej.

Wysyp ofert

Kiedy Vardy przychodził do Cremony, mówił, że zobaczył w tym klubie coś, co przypominało mu Leicester. Nazywał ich wprost underdogami - kimś, kto jest głodny i w kogo nikt nie wierzy. Kibice docenili, że przyjechał do prowincjonalnego klubu i walczył jak za starych dobrych lat z Leicester. W grudniu miał mecz, kiedy ustrzelił dublet przeciwko Bolonii. Ciągle zachwycał swoim przyspieszeniem i tym, że nie potrzebuje 10 sytuacji, by trafić do siatki. Pod tym względem to ciągle jest zawodnik na topowe ligi.
30 maja znowu pojawił się w Leicester. Na razie z okazji meczu jubileuszowego - 10 lat po tym, jak “Lisy” wygrały sensacyjnie mistrzostwo Anglii. Zjechały się legendy, wróciły stare wspomnienia. Być może w kuluarach pojawił się też temat, by niesamowitą historię Jamiego spuentować hucznym powrotem, choć byłby to powrót na boiska trzeciej ligi. O Vardy’ego w tym momencie pyta też MLS. Bacznie obserwują go również kluby z Premier League, a holenderskie media znowu piszą o Feyenoordzie.
- Jestem dziwolągiem w tym systemie - powiedział niedawno Anglik na łamach The Guardian, tak jakby chciał podkreślić, że nie jest facetem od oczywistych historii. Jego kolejny krok znowu może zaskoczyć.

Dyskusja

Przeczytaj również