Legendarny klub znika z mapy Europy. "Został zdewastowany"
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Futbol bywa okrutny, a historia Girondins Bordeaux nie jest jedynie opowieścią o sportowej porażce. To dramatyczne studium tego, jak niewłaściwe zarządzanie, nieprzemyślane przejęcia i chciwość mogą w kilka lat unicestwić ponadwiekową tradycję.
Dla kibiców Bordeaux, jak i dla wszystkich fanów francuskiej piłki nożnej w ogóle, to wyjątkowo trudny czas. A dokładniej ponure podsumowanie lat i sezonów, co tu dużo mówić, skrajnie wymagających, a wręcz bardzo smutnych. Mowa przecież o zasłużonym klubie, który został już zdegradowany z powodu długów, a teraz przeżywa kolejny koszmar. Zaledwie kilka dni temu został oficjalnie pozbawiony prawa do udziału w Championnat National 2, czyli gry na czwartym poziomie francuskich rozgrywek, co grozi mu całkowitym zniknięciem z piłkarskiej mapy.
Klub, który przez dekady tworzył tożsamość francuskiej piłki, w kilkanaście miesięcy spadł ze szczytu na samo dno, gubiąc po drodze profesjonalny status, akademię, a wreszcie miejsce w strukturach ligowych. Chyba że w najbliższych dniach coś się zmieni i klub zdoła przynajmniej zarejestrować się do pierwszej ligi regionalnej, czyli na szósty poziom rozgrywkowy we Francji. Ale to obecnie najlepszy możliwy scenariusz. I bardzo mało prawdopodobny.
Złota dekada w Akwitanii
Aby pojąć rozmiar obecnej tragedii, trzeba przypomnieć, kim Żyrondyści byli dla francuskiego sportu. Bordeaux to sześciokrotny mistrz Francji i czterokrotny zdobywca Pucharu Francji. To klub, którego koszulkę z charakterystycznym białym „V” na piersi zakładały legendy światowego formatu. Opowieść o potędze zaczęła się w latach 80. Wtedy pod wodzą charyzmatycznego i kontrowersyjnego prezesa Claude’a Beza drużyna stała się potęgą, zdobywając cztery mistrzostwa w ciągu dekady. Jean Tigana i Alain Giresse tworzyli wówczas pomoc, która czarowała nie tylko w Ligue 1, ale i w reprezentacji Les Bleus.
Kolejny wielki zryw nastąpił w połowie lat 90. To w barwach Żyrondystów rozbłysnął talent Zinedine’a Zidane’a. Wraz z Bixente Lizarazu oraz Christophe’em Dugarrym stworzyli tercet, który w 1996 roku doprowadził Bordeaux od eliminacji Pucharu Intertoto aż do wielkiego finału Pucharu UEFA (przegranego 0:2 z Bayernem Monachium).
Ostatni złoty okres przypadł na lata 2008–2010. Drużyna pod wodzą Laurenta Blanca, napędzana geniuszem Yoanna Gourcuffa i skutecznością Marouane’a Chamakha, przerwała wówczas siedmioletnią dominację Olympique’u Lyon, sięgając po tytuł mistrzowski w 2009 roku oraz docierając do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Bordeaux było wówczas wzorem stabilności organizacyjnej i sportowej elegancji.
W bogatej historii klubu nie brakuje również polskich wątków. Najbardziej wyrazistym i długofalowym z nich była droga Grzegorza Krychowiaka. Reprezentant Polski trafił do akademii Bordeaux (słynnego ośrodka Le Haillan) jako zaledwie 16-letni chłopiec. To tam uczył się taktycznego rzemiosła, dojrzałości na boisku i francuskiej kultury. Choć w pierwszej drużynie Żyrondystów nie zagrał wielu spotkań (zaledwie dwa), to właśnie Bordeaux stanowiło dla niego fundament pod późniejszą, wielką karierę.
Nad przepaścią
Pierwsze wyraźne pęknięcia na pomniku Bordeaux pojawiły się w 2018 roku. To wtedy koncern mediowy M6 po prawie dwóch dekadach względnie stabilnych rządów zdecydował się sprzedać klub amerykańskiemu funduszowi inwestycyjnemu General American Capital Partners (GACP), wspieranemu przez King Street.
Dla klubu był to początek końca. Nowi właściciele traktowali Bordeaux nie jak instytucję społeczną i sportową, ale jak rubryczki w Excelu. Zamiast budowania struktur, rozpoczęła się gwałtowna rotacja dyrektorów, chaos menedżerski oraz próba zarabiania na szybkich transferach nieoszlifowanych diamentów. Prosty przepis na katastrofę.
Decyzje zarządu przyniosły otwartą wojnę ze słynną grupą kibicowską Ultramarines. Odcięcie klubu od tradycji, zmiana historycznego herbu, a do tego drastycznie rosnący dług finansowy doprowadziły Bordeaux na skraj bankructwa. W sezonie 2021/22, po paśmie beznadziejnych występów i chaosie w szatni, Żyrondyści po raz pierwszy od 30 lat spadli z Ligue 1, zajmując ostatnie miejsce w tabeli.
Gdy wydawało się, że gorzej być nie może, na scenę wkroczył biznesmen Gerard Lopez – człowiek, który wcześniej doprowadził do potężnych długów w Lille OSC oraz bankructwa belgijskiego Mouscron. Zapowiadał rychły powrót do elity i odbudowę potęgi. Otrzymał kredyt zaufania, ale rzeczywistość okazała się dramatyczna. Sytuacja na boisku wciąż wyglądała źle, a na domiar złego zaciągnięto kolejne pożyczki. Fatalna polityka transferowa i brak spójnej wizji tylko pogłębiły kryzys.
Sezon 2022/2023 w Ligue 2 zakończył się brakiem awansu w kuriozalnych okolicznościach (m.in. przez incydent z uderzeniem piłkarza Rodez przez kibica), co ostatecznie przypieczętowało los finansowy klubu. Bez środków z praw telewizyjnych Ligue 1, z gigantyczną dziurą budżetową, sięgającą kilkudziesięciu milionów euro, Bordeaux stanęło nad przepaścią. I w końcu w tę przepaść runęło.

Efekt domina
Kolejne trzęsienie ziemi nadeszło latem 2024 roku. Fiaskiem zakończyły się negocjacje w sprawie przejęcia klubu przez grupę Fenway Sports Group (właścicieli m.in. Liverpool FC). Inwestorzy wycofali się w ostatniej chwili po wglądzie w koszmarne finanse klubu oraz koszty utrzymania względnie nowego stadionu Matmut Atlantique. Następnie francuski organ kontroli finansowej (DNCG) zdegradował klub. Bordeaux nie było w stanie zagwarantować budżetu nawet na grę w National (III liga).
Kolejne kroki trąciły desperacją. Władze złożyły wniosek o restrukturyzację sądową. W konsekwencji Bordeaux dobrowolnie zrzekło się statusu klubu profesjonalnego, który posiadało nieprzerwanie od 1937 roku. Legendarne Le Haillan, z którego wyszli Krychowiak, Lizarazu czy Dugarry, zostało zamknięte, a kontrakty wszystkich młodych talentów i piłkarzy pierwszej drużyny – anulowane.
- To decyzja bolesna, ale nieunikniona. Wprowadzamy klub w stan upadłości, aby dać mu szansę na jakiekolwiek przetrwanie – głosił dramatyczny komunikat władz w lipcu 2024 roku.
Dalsze próby ratowania marki w czwartej lidze i poszukiwania inwestorów nie przyniosły przełomu. Wymogi licencyjne i zaległości finansowe doprowadziły DNCG do decyzji o wykluczeniu Bordeaux ze wszystkich oficjalnych rozgrywek krajowych, co stawia pod znakiem zapytania nawet dalsze istnienie szyldu Girondins.
Mawia się, że Bordeaux pachnie winem, elegancją i kameralnym spokojem Akwitanii. Przez dziesięciolecia stałym elementem tego krajobrazu był także futbol na najwyższym poziomie. Dzisiaj jednak na pięknym obiekcie, gdzie rozgrywano mecze EURO 2016, zalega głucha cisza, a fani z nostalgiczną łzą wspomagają drużynę zepchniętą w otchłań futbolu amatorskiego. Upadek wielkiej marki to też ostrzeżenie dla całej piłkarskiej Europy. Pokazuje, jak łatwo historyczny dorobek może zostać zdewastowany przez nieodpowiedzialne zarządzanie i funkcjonowanie w iluzji.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google