Legendarny trener wrócił w wielkim stylu. Przyszedł i nagle wygrywają! Misja ratunkowa udana

Legendarny trener wrócił w wielkim stylu. Przyszedł i nagle wygrywają! Misja ratunkowa udana
Ben Peters / shutterstock
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 19:30
Wielokrotnie ogłaszał przejście na emeryturę, by za chwilę - kuszony „zapachem murawy” i nowym wyzwaniem - ponownie pojawiać się na ławce trenerskiej. Wrócił i tym razem. 78-letni Roy Hodgson został trenerem drugoligowego Bristol City, błyskawicznie poprawiając rezultaty drużyny.
Senior ławki trenerskiej wciąż nie ma dość. Nieco ponad dwa lata po swoim ostatnim meczu w roli trenera Crystal Palace, angielski menedżer przyjął ofertę od Bristol City, klubu grającego obecnie w Championship.
Dalsza część tekstu pod wideo
Były szkoleniowiec Interu, Liverpoolu i reprezentacji Anglii podpisał tymczasowy kontrakt, co oznacza, że - co by się nie działo - pozostanie na stanowisku tylko do końca bieżącego sezonu. Bristol nie celuje w przedłużenie umowy z Hodgsonem na kolejną kampanię i zapowiada poszukiwanie nowego (na pewno młodszego!) kandydata. Mr Roy ma, a w zasadzie miał jeden cel - utrzymać drużynę w lidze. Gdy przychodził, sytuacja wcale nie była bardzo niebezpieczna, bo już wówczas “The Robins” mieli 12 punktów przewagi nad strefą spadkową. Teraz, na cztery kolejki przed końcem, mają ich 14. Są więc bezpieczni, bo weteran zaliczył prawdziwe wejście smoka. Poprowadził drużynę w trzech meczach, dwa wygrał, jeden zremisował. Pod jego wodzą Bristol nagle przerwało serię sześciu meczów bez zwycięstwa.

Omdlenie i jego następstwa

Kiedy opuszczał Crystal Palace w lutym 2024 roku, świat futbolu zakładał, że to koniec. Tym bardziej, że jego odejście nastąpiło nagle. Rozwiązano z nim kontrakt cztery dni po tym, jak zasłabł na treningu. Przez półtora dnia przechodził gruntowne badania. Na szczęście czarne scenariusze nie sprawdziły się.
W oficjalnym komunikacie trener dyplomatycznie stwierdził wówczas, że nie zamierza blokować przyjścia Oliviera Glasnera, który miał przejąć stery dopiero latem. Hodgson zameldował wykonanie zadanie, podziękował za sześć lat współpracy i zwyczajnie zamknął za sobą drzwi. Kariera rozpoczęta w szwedzkim Halmstad w 1976 roku miała się właśnie zakończyć. Nic jednak bardziej mylnego. To była tylko dwuletnia przerwa.
Przez ten czas schudł sześć kilogramów. Podczas swojej pierwszej konferencji prasowej na stadionie Ashton Gate – już jako tymczasowy menedżer – wyglądał na pełnego sił i energii.
Ewidentnie przygotowywał się na powrót do zawodu.
- Jestem prawdopodobnie w lepszej formie niż wtedy, gdy opuszczałem Londyn. Dużo trenowałem w domu, bo mam tam siłownię, sporo też spaceruję. Jedynie, co mi przeszkadza, to czasem ból pleców. No i nie potrafię już żonglować piłką tak jak kiedyś - wyznał dziennikowi The Guardian. Odchodząc z Palace był najstarszym trenerem w historii Premier League, teraz pobije rekord w Championship. Do tej pory seniorami ligi byli młodsi o dwie dekady Chris Wilder z Sheffield United i Phil Parkinson z Wrexham.
Nie mówi, że to jego ostatnia przygoda z trenerką, ale też “nie ma zamiaru umierać na ławce”.
- Nie chciałbym dzielić losu z Jockiem Steinem [selekcjoner reprezentacji Szkocji w 1985 roku zmarł w trakcie meczu na zawał serca - przyp. red.], nie chcę też, żeby spotkało mnie to, co Mirceę Lucescu, którego bardzo dobrze znam [80-latek kilka dni temu zasłabł podczas odprawy przed treningiem reprezentacji Rumunii, a po kilku dniach zmarł przyp. red.]. Wiem, że zawodowy sport może na ciebie wpłynąć niekorzystnie i wolałbym tego uniknąć - oświadczył Hodgson.
Anglik nie bagatelizuje swojego zdrowotnego załamania w trakcie pracy w Crystal Palace.
- Po prostu tamtego dnia nie czułem się najlepiej, miałem bardzo niskie ciśnienie krwi. Od wtedy też regularnie się badam, kardiologicznie jest bardzo dobrze, mentalnie też. Jeszcze będą ze mnie ludzie - śmiał się podczas konferencji.

Praca u bankruta

Dla Hodgsona Bristol jest przede wszystkim podróżą sentymentalną. Powrotem na stare śmieci. Wcześniej pracował tu w latach 1980-82 najpierw jako asystent, a następnie menedżer pierwszego zespołu. Kibice “The Robins” mają nadzieję, że druga kadencja będzie bardziej udana niż ta sprzed 40 lat, która, jak sam kiedyś przyznał, “była po prostu katastrofą”.
W 1982 roku, gdy wchodził na mostek kapitański, klub znajdował się na krawędzi upadku. Osiem największych gwiazd zespołu zostało poproszonych o zerwanie lukratywnych, długoterminowych kontraktów. Dostali ultimatum - albo do 3 lutego, do godziny 12.00, zrezygnują z pieniędzy, albo z drużyny zostaną tylko miłe wspomnienia. Ugięli się, a zatem można było dokończyć rozgrywki z nowym razem tańszym trenerem.
Mimo ambicji młodego wówczas szkoleniowca, chaos organizacyjny i ogromne braki kadrowe uniemożliwiły mu realny wpływ na poprawę wyników drużyny. W 21 meczach Hodgsona “The Reds” wygrali zaledwie trzy razy, pięć razy zremisowali i zanotowali aż 13 porażek. 14-procentowy wskaźnik zwycięstw był drugim najgorszym w jego karierze, po 18 meczach z Watfordu w 2022 roku.
Niecałe cztery miesiące po objęciu stanowiska został zwolniony z klubu, który właśnie spadł z ligi drugi raz z rzędu.
- Pamiętam jedynie to, że codziennie dzwoniły do biura firmy windykacyjne. Moim zadaniem, kiedy ostatecznie objąłem stanowisko tymczasowego menedżera, było po prostu kontynuowanie pracy po odejściu wszystkich zawodników i wypełnienie śmiesznego kontraktu - wyjawił 15 lat temu w wywiadzie dla BBC. Dla samego Hodgsona to surowa szkoła charakteru, która prawdopodobnie ukształtowała jego późniejszą umiejętność zachowania spokoju w sytuacjach kryzysowych.

Pasja pozostaje bez zmian

Przez 12 lat nikt nie chciał zatrudnić go na Wyspach Brytyjskich. Kontynuował więc wojaże po Europie, zaczynając od zdominowania ligi szwedzkiej z Halmstads BK oraz Malmö FF. Jego największym osiągnięciem w piłce reprezentacyjnej było wprowadzenie Szwajcarii do 1/8 finału mundialu w 1994 roku oraz prowadzenie kadry Anglii na trzech wielkich turniejach. Na poziomie klubowym zasłynął doprowadzeniem Interu do finału Pucharu UEFA w 1997 roku oraz wywalczeniem sensacyjnego finału Ligi Europy z Fulham w 2010 roku.
Hodgson przyznaje, że mimo ciągłego rozwoju, jego zasady pozostają tak samo ważne, jak na początku kariery trenera. Spokój, pragmatyzm.
- Traktuję zawodników jak drużynę, jak grupę świetnie rozumiejących się facetów - oświadczył. Miłość i pasja do futbolu nigdy go nie opuściła.
Teraz historia zatoczyła pełne koło, łącząc początki jego wielkiej menedżerskiej kariery z jej prawdopodobnie ostatnim, symbolicznym aktem.

Dyskusja

Przeczytaj również