Legia go wyrzuciła, on podbija topową ligę. Ogrywa kolejnych gigantów

Połowę trwającego sezonu Legia straciła ze względu na złe decyzje dotyczące trenerów. Być może tego ambarasu dało się uniknąć, gdyby wcześniej nie podjęto niejasnej decyzji o zwolnieniu Kosty Runjaicia. Szkoleniowca, który chwilę później znalazł zatrudnienie w Udinese i idzie na wynik najlepszy od 13 lat.
Runjaic śmiało może ubiegać się o miano najlepszego trenera Legii ostatnich lat. Konkurencja nie jest zbyt duża - Inaki Astiz, Edward Iordanescu, Goncalo Feio, Aleksandar Vuković, Marek Gołębiewski, Czesław Michniewicz. Niemiec nie zdobył wprawdzie mistrzostwa Polski, ale włożył do gabloty Puchar oraz Superpuchar, a pod względem punktowym jest właściwie równy najlepszemu Feio. Różnica na korzyść Portugalczyka to 0,01 punktu.
Przede wszystkim jednak Runjaić jako jedyny z wymienionego grona nie tyle utrzymał się na wysokim poziomie, co zaliczył znaczny awans. Z pozostałej szóstki tylko Feio pracuje w zawodzie, po nieudanej przygodzie w USL Dunkerque wrócił do Ekstraklasy, obecnie sprawdza się jako opiekun Radomiaka. Runjaić natomiast trzy miesiące po opuszczeniu Warszawy przeniósł się do Udine.
Pomogła narodowość, rzecz oczywista, ale główną rolę odegrał warsztat. I to ten pokazany w Legii, wszak Niemiec przed przeprowadzką do Włoch nie pracował na najwyższym poziomie w czołowych europejskich ligach. Oknem wystawowym dla Runjaicia była więc Ekstraklasa i tych kilka udanych meczów w Lidze Konferencji, na czele z pokonaniem Aston Villi oraz AZ.
Z perspektywy czasu jego pożegnanie przez "Wojskowych" zadziwia jeszcze bardziej niż w kwietniu 2024 roku. Ostatnim meczem trenera był remis z Jagiellonią. Wcześniej udało się ograć Górnika i Piasta. Ogółem na dziesięć ostatnich spotkań w Legii Runjaić przegrał trzy i odpadł z Ligi Konferencji, ale to naprawdę nie były złe wyniki. Trudno dostrzec w nich jednoznaczny powód zwolnienia. Ówczesnej Legii wydawało się jednak, że jest wielka, że może przebierać w szkoleniowcach, że trener nie osiąga rezultatów równych możliwościom zespołu.
No cóż.
Zwycięstwo niekompetencji
Legia zwolniła Runjaicia jeszcze przed końcem sezonu. Wierzyła, że zmiana na ławce da impuls pozwalający na upragniony skok w tabeli, że pozwoli powalczyć o mistrzostwo Polski. Tego zrobić się nie udało, Jagiellonia zajęła pierwsze miejsce, na drugie wcisnął się Śląsk, Warszawiacy skończyli na najniższym stopniu podium.
Aktualnie o takim wyniku marzą, co też rzutuje na argumenty, jakie w momencie zwolnienia Runjaicia wysuwał Jacek Zieliński.
- W 19 meczach zdobyliśmy 25 punktów. To nie jest efekt, z którego w Legii możemy się cieszyć i możemy być dumni. Oczywiście, zrobiliśmy duży postęp przy łączeniu pucharów z ligą. Nadal nie jest to jednak wystarczające. (...) Od września nastąpiła stagnacja, a nawet regres. W ostatnim półroczu zrobiliśmy krok wstecz. Tym była podyktowana ta decyzja, a nie ostatnimi wynikami. (...) Obecnie uznaliśmy, że możliwości rozwoju drużyny wymagają zmian - powiedział dyrektor sportowy Legii.
Szkopuł w tym, że od tamtej pory klub zaliczał konsekwentny regres, nie licząc brawurowej przygody w Lidze Konferencji. Jeśli możliwości rozwoju były, to zostały one całkowicie zaprzepaszczone. Również przez to, jakich trenerów wybierano.
Zieliński wyszedł przed Dariusza Mioduskiego i wziął na siebie ciężar zwolnienia Niemca, bo też się z nim nie dogadywał. Trener zaraz po meczu z Jagiellonią surowo ocenił poczynania Warszawiaków na rynku. Beształ - skądinąd słusznie - że Bartosza Slisza zastąpiono mu Qendrimem Zybą. Różnica klas była widoczna gołym okiem.
Runjaic mógł zrobić więcej, ale warunków, wbrew słowom płynącym z klubu, nie miał komfortowych. Brak Slisza, brak Ernesta Muciego, do tego kontuzje - wszystko musiało rzutować na wyniki. A jednak szkoleniowcowi udało się dźwignąć zespół po kryzysie.
Niemniej, to nie wystarczyło, aby pracować. Niemca pożegnano, a on sam nie zamierzał kryć niezadowolenia.
- Uważam siebie za trenera, który buduje zespół na dłuższy czas, ale wiem też, że w profesjonalnej piłce nożnej czasami nacisk kładzie się na rozwój krótkoterminowy - powiedział klubowym mediom zaraz po zwolnieniu. - Moje zwolnienie było niespodziewane ze względu na moment. Wydawało mi się, że wyszliśmy z trudnego okresu, jaki nas dopadł w lutym i marcu. (...) Oczywiście, chciałem dokończyć sezon, bo miałem poczucie, że kwestia mistrzostwa była jeszcze otwarta. Z naszych analiz wynikało, że Śląsk nie wytrzyma walki o tytuł. Osiągali wyniki ponad stan - to było widać po statystykach - dodał w Foot Trucku.
Śląsk w istocie szybko spadł z wysokiego konia i wylądował w I lidze. Runjaić zaś przejął zespół, który sprawił, że jeśli ktoś żałuje decyzji sprzed blisko dwóch lat, to z całą pewnością nie jest to niemiecki szkoleniowiec.
Debiutant na pokładzie
Udinese nie wydawało się idealnym miejscem na rozpoczęcie przygody w czołowych ligach europejskich. Oczywiście Runjaić wybrzydzać nie mógł, ale "Le Zebrette" ledwo utrzymały się w sezonie 2023/24, a ciągłość pracy trenerów robiła raczej negatywne wrażenie. Przed zatrudnieniem Niemca tylko jeden z ostatnich 13 trenerów - Luca Gotti - miał kadencję przekraczającą 50 meczów na ławce. Igor Tudor i Gabriele Cioffi nie podołali temu wyzwaniu, chociaż mieli dwa podejścia.
Nominacja dla byłego sternika Legii była też zaskakująca ze względu na jego nikłą znajomość włoskiego futbolu. Od 1987 roku (sic!) nie było w Udine trenera bez włoskiego obywatelstwa, pokaźnego dorobku meczów rozegranych w Serie A w roli piłkarza lub doświadczenia w pięciu najlepszych ligach Europy. Tudor długo grał dla Juventusu, Roy Hodgson prowadził Inter czy Blackburn, natomiast Julio Velazquez Villarreal czy Real Betis.
Runjaić był debiutantem w takich realiach, włoskie media dziwiły się, skąd taki pomysł na trenera. Chyba nikt nie zakładał, że to właśnie Niemiec dołączy do Gottiego i w Udine stworzy coś więcej, coś swojego. Że dostanie szansę na faktyczne budowanie zespołu, o którym mówił przy okazji rozstania z Legią. Że w Serie A poradzi sobie bez większego trudu. Ale co warsztat, to warsztat.
Już w pierwszym sezonie udało się osiągnąć upragnioną stabilizację. "Le Zebrette" miały momenty gorsze - bez zwycięstwa od października do grudnia 2024 - ale kompetentnie radziły sobie w rywalizacji na zbliżonym poziomie. W drugiej części rozgrywek udało się też zatrzymać Napoli, Atalantę czy Lazio. To wystarczyło na 12. pozycję w tabeli i aż 13 punktów zapasu nad strefą spadkową. Udinese okazało się średniakiem, a to czasami sukces większy niż się wydaje.
Dość powiedzieć, że pod względem zajętego miejsca zespołowi nie wiodło się lepiej od zmagań 2012/13, kiedy finiszowali na piątej lokacie. Jeśli zaś chodzi o dorobek punktowy, to był lepszy niż w sześciu z dziesięciu wcześniejszych sezonów. Debiutant dał radę.
La dolce vita
A jednak do kolejnego sezonu włodarze zdawali się podchodzić bez gigantycznych oczekiwań. Udinese wydało przeszło 35 milionów euro na wzmocnienia, ale też zainkasowało ponad 60 mln. Po zimowym okienku koszty przekroczyły 43 mln, natomiast wpływy aż 90 mln. Z drugiej strony Runjaiciowi sprowadzono piłkarzy dobrze przestudiowanych, chociaż nieoczywistych.
Przykładem Jakub Piotrowski. Reprezentanta Polski wyciągnięto z Łudogorca za trzy miliony. Suma niewielka, ale poprzedzona głęboką analizą gry środkowego pomocnika.
- To piłkarz, którego obserwowaliśmy już od roku. Teraz udało nam się go ściągnąć. Jest profesjonalny, dobrze wychowany, chce się rozwinąć. Każdy klub chciałby go mieć. Jest zawodnikiem, który pasuje do Udinese - zachwycał się Gokan Ilner, dyrektor techniczny. - To zawodnik, którego Udinese obserwowało od dłuższego czasu. (...) Jest typem zawodnika, który jak stoi to się męczy. Oprócz tego ma odpowiednią jakość piłkarską. Chcemy stawiać na zawodników, którzy mają cechy wolicjonalne na wysokim poziomie - dodał Przemysław Małecki (asystent Runjaicia) w Kanale Sportowym.
I środkowy pomocnik faktycznie dostał dużą rolę do odegrania. Wyszedł w pierwszym składzie na Inter, Juventus czy Napoli. Nie był może zawodnikiem kluczowym w tych starciach, ale walnie przyczynił się do kolejnych sukcesów "Le Zebrette". Tych bowiem nie brakuje. W tym sezonie ekipa Runjaicia bije kolejnych gigantów i chociaż zimą straciła swojego podstawowego napastnika, to liczy się nawet w walce o europejskie puchary.
Ma na nie dość niewielkie szanse, lecz wynik Niemca wypada pochwalić. Obecnie drużyna z Udine zajmuje dziewiąte miejsce. Była w stanie ograć Inter, Napoli, Atalantę czy Romę, czyli zespoły ze ścisłej czołówki. Runjaić znalazł między innymi sposób na dotarcie do Nicolo Zaniolo. Naznaczony kłopotami reprezentant Włoch ma już na koncie sześć goli i dwie asysty. To właśnie jego trafienie pozwoliło "Le Zebrette" zakończyć serię ośmiu meczów bez porażki w wykonaniu Atalanty.
Niemiec w pełni wywiązuje się z postawionych przed nim zadań, a nawet oferuje coś więcej. Nie stworzył może sensacyjnego potentata, może nie prowadzi najbardziej efektownej drużyny we Włoszech, ale cóż z tego? Jego Udinese doskonale potrafi dostosować się do rywala, punktuje równo i wszystko wskazuje na to, że kolejny raz spokojnie utrzyma się w Serie A. Nie słychać o jakichkolwiek konfliktach w drużynie, sztab szkoleniowy chwali podejście przełożonego, który nie tylko wymaga, ale i słucha, pyta o zdanie.
22 miesiące temu Legia wyświadczyła Runjaiciowi przysługę. Niemiec obrał dobry kurs na ponad 100 meczów w Serie A, co jest osiągnięciem, o którym marzy większość trenerów Ekstraklasy. Stanie się tak, jeśli szkoleniowiec wypełni kontrakt ważny do 30 czerwca 2027 roku. Nic nie zapowiada nagłej zmiany wydarzeń. Spokój, świetne jedzenie, klimat, zewsząd pochwały. Słodkie życie.