Lewandowski i nie tylko. Zakurzony gigant rusza na zakupy. Ostatnia dekada to kryzys

Lewandowski i nie tylko. Zakurzony gigant rusza na zakupy. Ostatnia dekada to kryzys
IPA / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 10:00
Robert Lewandowski przez całą karierę przyzwyczaił kibiców do walki o najważniejsze trofea. I teraz podobnie miałoby być również w Chicago Fire. Bo choć dziś ten zespół to cień dawnej potęgi, już niedługo ma się to zmienić. Ambicje ekipy z “Wietrznego Miasta” są ogromne, a odbudować jej wielkość ma kapitan naszej kadry.
Podczas gdy piłkarski świat żyje mundialem, polscy kibice równie uważnie śledzą sytuację Roberta Lewandowskiego. Już niedługo, bo wraz z końcem czerwca, oficjalnie wygaśnie jego kontrakt z FC Barceloną i po czterech latach Polak opuści stolicę Katalonii. Giełda potencjalnych nowych pracodawców “Lewego” ruszyła już jakiś czas temu. Mówiło się o zainteresowaniu ze strony krajów arabskich, spekulowano o możliwym dołączeniu do polskiego trio w Porto, ale w ostatnim czasie faworytem w wyścigu o podpis Polaka jest Chicago Fire. Mimo że to drużyna, której gablota od dwóch dekad pokryta jest kurzem, niedługo ma się to zmienić. Być może właśnie przy pomocy Lewandowskiego.
Dalsza część tekstu pod wideo

Chcą nawiązać do dawnych sukcesów

Kiedy po raz pierwszy gruchnęła wieść, że Lewandowski może po sezonie odejść z “Dumy Katalonii”, Stany Zjednoczone jawiły się jako całkiem prawdopodobny kierunek do kontynuacji kariery. Chicago Fire na pierwszy rzut oka mogło jednak wydawać się wyborem niezbyt oczywistym. Owszem, pod względem historycznym klub z Illinois to zdecydowanie jeden z najważniejszych przedstawicieli Major League Soccer, w której struktury wszedł w 1998 roku, czyli zaledwie dwa lata po jej stworzeniu. Sęk w tym, że od dwóch dekad jego gablota porasta coraz większym kurzem. Począwszy od sezonu 2010 “The Men in Red” tylko trzy razy awansowali do fazy play-off i za każdym razem kończyli w nich udział już na pierwszym rywalu.
- W skali Major League Soccer możemy uznać Chicago Fire za klub historyczny, który już w pierwszym roku istnienia sięgnął po dublet, czyli zarówno po MLS Cup, jak i US Open Cup, czyli tamtejszy puchar. Niestety w ciągu ostatniej dekady zespół wpadł w spory kryzys. Poprzedni właściciel zbytnio nie przejmował się coraz pogarszającą się sytuacją, przez co od Chicago wielu kibiców się odwróciło. Aktualnie klub należy do Joe Mansueto, który poczynił znaczące inwestycje. Zespół przejął trener Gregg Berhalter, który pozwala wierzyć, że możliwa jest walka o ponowny prymat w lidze. Lewandowski idealnie pasuje do tej wizji - opowiada Alan Królikowski, współautor podcastu “Bonfire” w MIR97 Media, serwisie poświęconym chicagowskiemu zespołowi.
Mansueto, który jest założycielem i prezesem Morningstar, firmy zajmującej się niezależnymi analizami finansowymi, przejął klub w 2019 roku. Jedną z jego pierwszych decyzji był powrót zespołu na ikoniczny Soldier Field po kilkunastu latach gry na stadionie w Bridgeview, czyli de facto poza Chicago. To miał być początek nowej ery, w ramach której znów miały pojawić się też wyniki. Tych nadal brakuje, a od czasów przejęcia władzy przez Mansueto klub tylko raz stanął do walki o MLS Cup - w poprzednim sezonie, ale bez sukcesu. I chociaż nowy właściciel zainwestował znaczne środki m.in. w rozwój klubowej akademii, co jakiś czas wśród kibiców pojawiają się pomysły, aby sięgnąć po jakieś bardziej doświadczone, ale też cenione nazwisko - takie jak właśnie Lewandowski
- Nie mam wątpliwości, że Amerykanie chcą zakontraktować “Lewego” przede wszystkim z uwagi na to, że jest prawdziwą legendą. Na boisku wciąż prezentuje naprawdę wysoką formę, szczególnie biorąc pod uwagę jego wiek. Mając do współpracy takiego napastnika jak Hugo Cuypers i trenera Gregga Berhaltera będzie mógł w dalszym ciągu pokazywać swoją klasę, wygrywać mecze i, co najważniejsze, zdobywać kolejne trofea. Klub doskonale zdaje sobie też sprawę, że wśród jego kibiców znajduje się ogromna społeczność pochodzenia europejskiego i latynoskiego. Oni wszyscy żyją piłką nożną, więc będą mocno kibicować Lewandowskiemu - dodaje nasz rozmówca.

Lepiej niż w Monachium czy Barcelonie

Do tej grupy możemy też zaliczyć tamtejszą Polonię, która należy do największych nie tylko w samych Stanach Zjednoczonych, ale również na całym świecie. Uważa się, że obecnie w aglomeracji Chicago mieszka blisko 700 tysięcy osób polskiego pochodzenia. Wielu z nich osiedliło się w położonej w jej północno-zachodniej części dzielnicy Avondale, która obecnie znana jest pod nazwą Jackowo, a wśród Amerykanów jako “Polish Village”. Lewandowski z miejsca stałby się ich największym idolem. Określanie atrakcyjności tego miasta jedynie przez pryzmat nagromadzenia polskiej społeczności byłoby jednak sporym niedopatrzeniem. Lewandowscy, którzy ostatnie lata spędzili w Barcelonie, na przeprowadzce do Chicago na pewno by nie ucierpieli.
- Chicago to bardzo interesujące miasto i jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Ogromne wrażenie robi już samo jego położenie tuż nad Jeziorem Michigan. Do tego są też spektakularne szklane wieżowce. Przyjeżdżają tu turyści z całego świata. To też prawdziwe centrum amerykańskiego stylu życia. Przy czym faktycznie bardzo mocna i świetnie zorganizowana jest też tutejsza Polonia, przez co Lewandowski wraz ze swoją rodziną poczułby się tu jak wśród swoich. Jednocześnie mieliby też na wyciągnięcie ręki wielki świat i nie mam wątpliwości, że żyłoby im się tu jeszcze lepiej niż w Monachium czy Barcelonie - zaznacza Królikowski.
Tę polskość można też odnaleźć w historii Chicago Fire. Kiedy klub stawiał swoje pierwsze kroki w MLS, jednym z jego liderów był Piotr Nowak, który przez pewien czas dzielił tam szatnię z Romanem Koseckim i Jerzym Podbrożnym. Dla ekipy z Chicago grali też Tomasz Frankowski, Krzysztof Król, Przemysław Frankowski i Kacper Przybyłko. Zakontraktowanie Lewandowskiego miałoby więc wymiar symboliczny. Z jednej strony oznaczałoby powrót do bogatych polskich tradycji, zaś z drugiej pozwoliłoby powrócić ekipie z Soldier Field na światowe salony, przynajmniej pod kątem marketingowym. Lewandowski z miejsca stałby się twarzą nie tylko Fire, ale też obok Messiego - najistotniejszą postacią całej ligi. Najlepiej widać to zresztą po szumie, który towarzyszy przecież wciąż jedynie samym negocjacjom.
- Choć kontrakt nie został jeszcze podpisany, to następny mecz Chicago Fire jest już niemal w całości wyprzedany i to właśnie z uwagi na coraz bardziej prawdopodobne przyjście Lewandowskiego. Jak widać, już wywołał więc swój efekt w Chicago. Cała tutejsza Polonia oraz kibice światowej piłki będą przede wszystkim kibicować “Lewemu”, a dopiero w dalszej kolejności Fire. Lewandowski byłby znacznie większym nazwiskiem niż Schweinsteiger, Shaqiri, Stoiczkow czy Nowak. Niewątpliwie jest to też najbardziej znany Polak po Janie Pawle II, a w samych Stanach Zjednoczonych pewnie dla niektórych przebija nawet papieża - opowiada Królikowski.

Większy spokój i podbój nowego rynku

Mansueto jest zdeterminowany, aby z Chicago Fire ponownie stworzyć potęgę. Wspomniany Berhalter to nie byle jaki trener. Z Columbus Crew w ciągu pięciu lat aż czterokrotnie wszedł do play-offów. Owocną pracą w Ohio zasłużył na angaż w reprezentacji USA, którą doprowadził do dwóch wygranych w Lidze Narodów CONCACAF, wywalczył z nią też Złoty Puchar. Skoro w swoim pierwszym sezonie w Chicago potrafił doprowadzić zespół do tak wyczekiwanych play-offów, teraz wiara w niego jeszcze tylko wzrosła. I to szczególnie, jeśli spojrzymy, że w obecnym sezonie po 14 rozegranych meczach jego gracze plasują się na trzecim miejscu w konferencji wschodniej.
52-latek doskonale zdaje sobie sprawę, że aby wykonać kolejny krok, potrzebuje ku temu odpowiednich wykonawców. Lewandowski wydaje się pod każdym względem idealnym kandydatem. Byłby największym nazwiskiem w klubie od czasów Schweinsteigera i jednym z największych w całej historii Fire. MLS zyskałaby natomiast kolejną gwiazdę światowego formatu, która po Messim mogłaby przyciągnąć uwagę całego świata. Wreszcie sam “Lewy” w ten sposób zyskałby okazję, by zbudować swoją markę na kolejnym ogromnym rynku, wciąż grać na stosunkowo wysokim poziomie. A przy tym zyskać dużo spokojniejsze życie niż w stolicy Katalonii.
- Lewandowskiego w Chicago czeka zespół aktualnie znajdujący się na trzecim miejscu w tabeli MLS, młody i utalentowany skład oraz trener, w przeszłości selekcjoner reprezentacji Stanów Zjednoczonych, który kompletnie odmienił ambicje tego klubu. Z Lewandowskim, a może nawet i Leonem Goretzką, który też ostatnio znalazł się na celowniku Fire, zespół będzie się liczył w walce o MLS Cup i nie tylko. Wszyscy mamy tutaj nadzieję, że “Lewy” zdopinguje młodych piłkarzy do ambitnej walki. W dużej mierze to oni mają wywalczyć dobre miejsca dla naszego klubu - podsumowuje Królikowski.

Dyskusja

Przeczytaj również