Likwidacja zadłużonego klubu. Nowa pani prezes nie pomogła. "Miała być wizytówką"
Ternana Calcio trafiła na usta całego świata jesienią zeszłego roku, kiedy na jej czele stanęła Claudia Rizzo. Pierwsza w historii klubu prezeska chętnie udzielała wywiadów, snuła ambitne plany i chciała stworzyć w Umbrii innowacyjny projekt. Zaraz w Terni nie będzie ani jej, ani też Serie C. A sam klub musi ratować się przed upadkiem.
Kiedy we wrześniu objęła stanowisko, miała być zapowiedzią zmiany pokoleniowej, ale też społecznej w calcio. Kobieta na tak istotnym stanowisku we włoskim klubie piłkarskim to wciąż bowiem rzadkość. Claudia Rizzo chciała zrewolucjonizować to podejście, a jej siłą miały być młodość i nowatorskie podejście. 23-latka przy wsparciu swojej rodziny pragnęła stworzyć z klubu ze środkowych Włoch nowoczesny piłkarsko-medyczny hub, którego Półwysep Apeniński jeszcze nie widział. Tyle że na tych wielkich wizjach się skończyło, a przyszłość “Rossoverdich” stanęła pod dużym znakiem zapytania.
Młoda twarz i milionowe plany
Urodziła się w Rzymie, wychowała na Sycylii, ale głośno zrobiło się o niej za sprawą właśnie klubu z Umbrii. Stanowisko prezeski objęła tuż po finalizacji zakupu “Le Fere” przez jej rodzinę. Choć był to wybór czysto symboliczny i wizerunkowy, początkowo zdał swój egzamin, bo klub znalazł się na językach. Dotąd o Terni głośno było głównie za sprawą pochodzącego z tego miasta Świętego Walentego, patrona zakochanych. Tamtejszy zespół piłkarski na kartach historii calcio zapisał się natomiast jako pierwszy przedstawiciel swojego regionu, który zagrał w Serie A. Po raz ostatni występował jednak w niej bardzo dawno temu, bo w latach 70. XXI wiek przyniósł już co najwyżej występy na zapleczu elity. Jesienne, nowe rozdanie, miało zapowiadać lepsze czasy.
- Rodzinę Rizzo do Terni sprowadziła grupa doradców finansowych oraz Massimo Ferrero - były prezes Sampdorii, który pełnił rolę reprezentanta klubu na zewnątrz i takiej swoistej “tarczy” komunikacyjnej. Wybór Claudii Rizzo był podyktowany przede wszystkim tym, że rodzina szukała młodej twarzy, która mogłaby stać się wizytówką klubu. Do tego pierwszej kobiety w tej roli. Tyle że rzeczywista władza pozostała w rękach jej rodziców - Gianluigiego Rizzo i Laury Melis - przedsiębiorców z sektora prywatnej opieki zdrowotnej. Do tego sporo do powiedzenia w Ternanie mieli też jej dotychczasowi dyrektorzy, czyli Tiziana Pucci i Fabio Forti - opowiada nam Federico Zacaglioni, dziennikarz Tag24 Umbria.
Claudia nie angażowała się bezpośrednio w sprawy piłkarskie, bo sama nie miała w tym obszarze doświadczenia. Wcześniej pracowała w sektorze agrokulturowym i pomagała przy rodzinnym biznesie. Villa Claudia, czyli należąca do Rizzo grupa inwestorska, która jesienią przejęła udziały w Ternanie, znana jest z prowadzenia prywatnych placówek medycznych w Rzymie i Syrakuzach. To właśnie swoje know-how w tym obszarze chcieli wykorzystać w przypadku “Rossoverdich”, którzy mieli stanowić połączenie między piłką nożną oraz właśnie medycyną. To wszystko w tle z inwestycją wartą 80 milionów euro.
- Od początku głównym celem rodziny Rizzo była realizacja projektu Stadium-Clinic, który miał połączyć sektor publiczny z prywatnym. W jego ramach planowano budowę nowego stadionu, który miał pomieścić 18 tysięcy kibiców, a jego konstrukcja byłaby finansowana poprzez rozwój prywatnej kliniki medycznej. Sęk w tym, że nie było ani wystarczająco dużo czasu, ani odpowiedniej stabilności finansowej, aby przekształcić narrację o „nowej erze” w prawdziwy cykl sportowy. Prezydentura Rizzo zostanie zatem zapamiętana bardziej jako taki krótki przerywnik, który był naznaczony obietnicami i napięciami prawnymi, aniżeli spójny projekt sportowy. Ten pozostawał bowiem konsekwentnie na drugim planie, i to pomimo tego, że właściciele zainwestowali w klub od pięciu do sześciu milionów euro - wyjaśnia Zacaglioni.
W gabinetach inaczej niż na boisku
Rodzina Rizzo w tym wszystkim najwidoczniej zapomniała, że przejęła klub z długami sięgającymi kilku milionów euro. Skupiła się na swojej idée fixe, czyli stadionowo-klinicznym projekcie, a nie na tym, aby najpierw wyprowadzić Ternanę na prostą. Uciążliwe dziedzictwo oraz liczne spory z miastem i władzami regionu Umbrii ostatecznie doprowadziły właścicieli do podjęcia drastycznych kroków. Na trzy kolejki przed końcem sezonu ogłosili dobrowolne zawieszenie działalności, co było zgodne z włoskim prawem upadłościowym, a przy tym pozwoliłoby im uniknąć likwidacji z nakazu sądu. Tyle tylko, że wierzyciele zablokowali ten manewr i koniec końców doprowadzili do wydania przez sąd formalnego orzeczenia o upadłości.
- Kryzys nie rozpoczął się za sprawą rodziny Rizzo, ale nasilił się pod ich kierownictwem. Kiedy władze regionalne podjęły decyzję o wszczęciu postępowania administracyjnego przeciwko zezwoleniu udzielonemu przez gminę Terni na budowę kliniki, cała operacja ostatecznie upadła. W obawie, że projekt może się nie powieść, rodzina Rizzo przestała finansować pierwszą drużynę. Sytuację pogorszyły skargi prawne złożone przez samych Rizzo przeciwko poprzednim właścicielom, w tym doniesienia do prokuratury dotyczące rzekomo nigdy niedokonanych płatności sponsorskich, a następnie wewnętrzna walka o władzę z Pucci i Ferrero, którzy zostali usunięci ze swoich stanowisk - mówi Zacaglioni.
Co ciekawe, zamieszanie w klubowych gabinetach nie miało większego przełożenia na boiskową postawę piłkarzy Rossoverdich. Chociaż w grudniu odjęto im pięć punktów z uwagi na naruszenia administracyjne, nie przeszkodziło to w zajęciu dziewiątego miejsca w grupie B Serie C. Taki wynik nie tylko pozwolił im uplasować się w tabeli nad firmami pokroju Livorno, Perugii czy Carpi, ale dzięki niemu zakwalifikowali się oni również do baraży o grę o szczebel wyżej. I mimo że w nich już w pierwszej rundzie wyeliminowało ich Pianese, pod względem czysto sportowym Ternana może ten sezon zaliczyć do całkiem udanych. Sęk w tym, że forma drużyny to w zasadzie jedyny pozytyw ostatnich miesięcy.
- I tu powstaje paradoks, bo „sportowa” Ternana przetrwała, podczas gdy „korporacyjna” upadła pod ciężarem swoich finansów. Rodzina Rizzo nie angażowała się bezpośrednio w sprawy piłkarskie. W tych kwestiach polegała w dużej mierze na kadrze kierowniczej, której powierzyła zarządzanie klubem. Jeśli już jednak brała sprawy w swoje ręce, to zwykle zamiast poprawić sytuację, wywoływała jeszcze większe zamieszanie. Włodarze zwolnili dyrektora sportowego Carla Mammarellę, ponieważ w klubie uważano go za osobę bliską burmistrzowi Terni, Stefano Bandecchim. W jego miejsce powrócił na moment Diego Foresti, ale ten nie zdołał wprowadzić lepszej organizacji. Natomiast trenera Fabio Liveraniego, który początkowo był tak zachwalany przez klub, nagle z dnia na dzień zastąpił zupełnie niedoświadczony Pasquale Fazio, wcześniej trener zespołu U-17 - tłumaczy Zacaglioni.
Szansą futsalowa fuzja
Fazio, który spośród siedmiu meczów w roli trenera Ternany wygrał tylko jeden, zapewne nigdy nie objąłby sterów zespołu tak szybko, gdyby nie pogarszająca się sytuacja w klubie. A to wszystko w sezonie, w którym kibice w październiku świętowali przecież setną rocznicę założenia “Le Fere”. Szansą na uratowanie Ternany w Serie C miały być aukcje sądowe, ale ani podczas pierwszej, ani też drugiej nie zgłosił się żaden kupiec. I to pomimo tego, że w międzyczasie klub dogadał się z piłkarzami, którzy zgodzili się obniżyć wynagrodzenia nawet o połowę, a także rozłożyć swoje kontrakty na wiele lat. Potencjalni inwestorzy w ciągu roku od momentu nabycia akcji musieliby jednak włożyć w klub co najmniej siedem milionów euro na pokrycie długów oraz kosztów operacyjnych, a to bez wątpienia mogło odstraszać chętnych.
Wobec fiaska takiej operacji, Ternanę czeka teraz znacznie gorszy los. Przepisy włoskiej federacji są nieubłagane i przewidują w takim przypadku utratę licencji obecnej spółki oraz zwolnienie wszystkich zawodników z kontaktów. W najgorszym scenariuszu “Rossoverdi” musieliby zacząć kolejny sezon przynajmniej dwa poziomy niżej w ramach nowej spółki. I choć burmistrz Terni pewnie wydałby zgodę na taki plan, sam ma jeszcze w zanadrzu jedną opcję. Zakłada ona przejęcie Orvietany - zespołu ze znajdującego się w tej samej prowincji miasteczka Orvieto. Wówczas można byłoby rywalizować w Serie D. Tyle że tutaj wszelkie formalności należałoby spełnić do połowa lipca.
- Obecnie wydaje się, że to Bandecchi, który sam prowadzi też dobrze prosperujący biznes z zakresu edukacji online, przejmie klub. Orvietana ma dokonać fuzji z Ternaną Futsal, dzięki czemu przejmie jej barwy i rozpocznie rywalizację jako nowy twór na czwartym poziomie rozgrywkowym. Wyzwanie finansowe związane z ratowaniem klubu w obecnej formie w Serie C zniechęciło każdego, kto nie miał natychmiastowego dostępu do naprawdę znaczącego kapitału. W tej chwili los zespołu w dużej mierze zależy od decyzji włoskiej federacji. To będzie jedno z pierwszych zadań następcy Gabriela Graviny. Pod względem historycznym klub niemal na pewno przetrwa i zachowa swoją grupę kibicowską oraz tożsamość. Tyle że już bez rodziny Rizzo - podsumowuje nasz rozmówca.