Liverpool pluje sobie w brodę. Stracił żywe złoto. "Krążą różne głosy na temat odejścia"

Liverpool pluje sobie w brodę. Stracił żywe złoto. "Krążą różne głosy na temat odejścia"
SPP / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 19:30
W najbardziej szalonym meczu roku najwięcej braw zebrał piłkarz, którego transfer latem był kwestionowany. Luis Diaz stał się motorem napędowym Bayernu, choć ten sporo ryzykował, kiedy wydawał 70 mln euro na 28-latka. Za tydzień znowu czeka nas jazda bez trzymanki. Kolumbijczyk od sierpnia ma już prawie 50 udziałów przy bramkach, a to wywołuje nową dyskusję: dlaczego Liverpool puścił go tak łatwo?
Każdy, kto kocha futbol i nie sympatyzuje z PSG, trzymał kciuki, by sędzia zaliczył tego gola. Już samo podanie Harry’ego Kane’a było zjawiskiem, a potem doszło do tego świetne przyjęcie Luisa Diaza, tak jakby piłkę ściągał za pomocą sznurka. Kolumbijczyk wkręcił Marquinhosa i strzelając na 4:5 przywrócił Bayern do gry. W tym meczu skrzydłowy “Die Roten” wygrał sześć dryblingów na siedem prób. Jako jedyny gracz na boisku aż 21 razy podprowadził piłkę do przodu na odległość przynajmniej pięciu metrów. Innymi słowy: jego odwaga była odwagą całego Bayernu. To był piłkarz, który buchał energią.
Dalsza część tekstu pod wideo

Dziwny transfer

Liczba jego kontaktów z piłką pokazuje, że był dosłownie wszędzie. W tym momencie ma 26 goli i 21 asyst we wszystkich rozgrywkach. W Liverpoolu był piłkarzem ważnym i lubianym, ale dopiero okres w Bayernie pokazał, jak wielki jest jego potencjał. Oliver Kahn niedawno powiedział, że za ten transfer trzeba podziękować Arne Slotowi. Bawarczycy zwykle nie rzucają pieniędzmi na lewo i prawo, nigdy nie przekroczyli bariery 100 milionów euro, tymczasem Diaz latem 2025 roku stał się trzecim najdroższym transferem w historii. Więcej kosztowali tylko Harry Kane i Lucas Hernandez.
Przychodził jako 28-latek w momencie, kiedy trwała dyskusja dotycząca tego, że Bayern powinien bardziej skupiać się na młodych. Liverpool oddał go, bo widział w tym okazję biznesową. Arne Slot był przekonany, że Cody Gakpo spokojnie zapełni lewą flankę, chociaż dzisiaj dostaje za to po głowie, bo Holender rozczarowuje jak cały zespół “The Reds”. Diaz był zawodnikiem, który świetnie pressował i wywalczał rzuty karne, które na gole zamieniał Salah. Heat mapy kontaktów z piłką Kolumbijczyka były szalone, na czym korzystał zespół, który z nim w składzie wywalczył mistrzostwo Anglii. Dzisiaj widzimy klasyczne “lepsze jest wrogiem dobrego”. Klub wydał fortunę na nowe nabytki, ale żaden z nich nie robi takiej różnicy, jaką robił “Lucho”.

Król momentów

Na temat jego odejścia krążą różne głosy. Często powtarzana jest narracja, że Kolumbijczyk wcale nie chciał odchodzić, oczekiwał podwyżki, a ta nie nadchodziła. Bayern dopieścił go dużo bardziej. Zapewnił mu też odpowiednią aklimatyzację, np. od pierwszych dni wpisał mu w kontrakcie obowiązkową naukę niemieckiego. Diaz oczywiście zyskał na tym, że gra w mniej wymagającej lidze, o czym niedawno opowiadał Michael Olise. W Niemczech nie musisz tyle zasuwać, masz więcej czasu i energii na zrywy. Obaj w tym momencie znakomicie na tym korzystają. To właśnie zabójcze skrzydła były czymś, co Bayern mógł rzucić w twarz PSG. Ten mecz oglądało się tak znakomicie, bo obie ekipy mają szarlatanów z dryblingiem po bokach.
Diaz posiada szczególny talent do zdobywania bramek dokładnie wtedy, gdy są najbardziej potrzebne. Bayern w tym sezonie osiem razy odwracał wyniki spotkań, często to energia Diaza pomagała w trudnych momentach. Kolumbijczyk nie znikał w wielkich meczach. Wręcz przeciwnie, to w nich świecił pełnym blaskiem. W ćwierćfinale dwukrotnie ugryzł Real Madryt - w tym raz w 89. minucie, kiedy było już blisko dogrywki. Ostatnio w końcówce dobił też Bayer Leverkusen (2:0), wysyłając Bawarczyków do finału Pucharu Niemiec.

Tęsknota na Anfield

Vincent Kompany opisał go jako gracza obdarzonego "chaotyczną kreatywnością”. Nie jest to piłkarz, który sprawia wrażenie lekkości i elegancji, co można przypisać Olise grającemu na drugiej flance. Diaz gra z zaciśniętymi pięściami, mocnym sercem i niespożytą energią. To on często inicjuje pressing Bayernu – jego liczby w tym aspekcie gry są lepsze niż kiedykolwiek na Anfield. Kompany nie przykleja go do linii. Często chce, by wbiegał do ataku, kiedy Kane schodzi głębiej. Diaz znakomicie odnajduje się w tej roli, bo już w Liverpoolu bywały mecze, kiedy awaryjnie grał na środku ataku i też dawał radę.
- Bardzo nam go brakuje. Kiedy Luis Diaz był na boisku, rywal nie mógł spać spokojnie - powiedział ostatnio Steven Gerrard, legenda Liverpoolu i ekspert BT Sport.

Nie ma sufitów

Trzeba przyznać, że Bayern ostatnio umie w transfery. Wyciąga z Premier League dokładnie tych graczy, którzy potrzebuje, a oni wskakują na jeszcze wyższy poziom. Kane i Olise rozgościli się w Bundeslidze, a Luis Diaz w tej trójce sprawia, że sufitem nie są Niemcy, tylko Liga Mistrzów.
- Obecnie Lucho jest jednym z najlepszych lewoskrzydłowych w Europie. Jest świetny w pokonywaniu obrońców, tworzeniu okazji i strzelaniu goli. Uczynił naszą drużynę znacznie lepszą. Jego ogromny wpływ i ten kolumbijski duch walki, postawa “nigdy się nie poddawaj”, były kluczowe dla naszego sukcesu - komplementował go Oliver Kahn w wywiadzie dla ZDF.
Kibice Bayernu powoli mogą układać sobie całą mozaikę wspomnień z tego sezonu - np. jak Diaz w spektakularny sposób strzelił gola Unionowi Berlin. Albo kiedy już na starcie przygody w Niemczech trafił w Superpucharze Niemiec przeciwko Stuttgartowi i natychmiastowo oddał hołd zmarłemu Diogo Jocie. W kwietniu jako pierwszy zawodnik w XXI wieku w Bundeslidze odnotował statystyki 13+13 w golach i asystach. Pozycje, z jakich strzelał lub podawał, jeszcze raz pokazują, że ekipa Kompany’ego to dziś najbardziej elastyczna drużyna na świecie.

Piękna wiosna

Diaz ma w tym momencie 29 lat i kontrakt do 2029 roku. Jego metryczka wskazuje na piłkarza u szczytu kariery, który znalazł idealny klub, idealnego trenera i idealną rolę. Bayern widzi w nim fundament przyszłości – zawodnika, który może stać się dla nowego pokolenia tym, kim Robben i Ribery byli dla poprzedniego. Arne Slot pewnie już wie, że być może nie docenił dostatecznie kolumbijskiego skrzydłowego. Diaz walczy o potrójną koronę, ma na horyzoncie rewanż z PSG, a w głowie trzepocze mu też mundial. Przecież Kolumbia ma jedną z najlepszych drużyn w historii, dwa lata temu potrafiła postawić się Argentynie w finale Copa America. Tutaj też czai się kolejna wielka historia. Luis Diaz ma przed sobą znakomity czas.

Dyskusja

Przeczytaj również