Kosmiczny ruch Barcelony. "Nikt by w to nie uwierzył"
Jeden z najgłośniejszych transferów letniego okienka prawdopodobnie stanie się faktem. Chociaż jeszcze dwa tygodnie temu pewnie nikt by w to nie uwierzył, Rodri ma kontynuować karierę w Barcelonie. “Duma Katalonii” może dokonać jednocześnie spektakularnego wzmocnienia składu oraz na swój sposób osłabienia największego rywala z Madrytu.
Okienko transferowe to czas pełen zwrotów akcji. Do niedawna można było spodziewać się, że Rodri rozpocznie sezon jako nowy nabytek Realu Madryt. Na papierze wszystko się zgadzało. 30-latek zamierzał wrócić do ojczyzny, w kadrze “Los Blancos” brakuje klasowej “szóstki”, a Jose Mourinho miał być chętny na przyjęcie do swojego zespołu świeżo upieczonego MVP mistrzostw świata. I "wszystko by się udało, gdyby nie wścibskie dzieciaki” z Katalonii.
Barcelona pierwotnie nie planowała wzmacniać pomocy. Wszystko zmieniło się, kiedy Frenkie de Jong po mundialu stawił się w klubie z poharatanym kolanem. Według doniesień kontuzja Holendra jest na tyle poważna, że może wrócić do gry dopiero w przyszłym roku. Deco musiał zatem redefiniować priorytety i ściągnąć klasowego partnera do gry u boku Pedriego i Daniego Olmo. Postawił na najlepsze możliwe rozwiązanie. Takie, które na poziomie reprezentacyjnym było już przepisem na sukces.
Niedoczekanie
Temat potencjalnego transferu Rodriego pojawił się już kilka miesięcy temu. Wtedy praktycznie wszyscy dziennikarze zgodnie potwierdzali, że Real jest murowanym faworytem do ściągnięcia tego piłkarza. “Królewscy” z impetem wkroczyli na rynek, ale akurat wzmocnienie pozycji numer sześć potraktowali delikatnie po macoszemu. Najpierw sprowadzili Cucurellę, Konate, Bernardo Silvę oraz Dumfriesa. Po mundialu mieli w krótkim odstępie czasu zakontraktować Diomande i właśnie pomocnika Manchesteru City. Negocjacje w sprawie Iworyjczyka niespodziewanie przedłużyły się jednak o prawie dwa tygodnie, stanęły dopiero na kosmicznej kwocie 140 mln euro, wliczając zmienne. Patrząc z boku, wyglądało to tak, jakby Madrytczycy rzucili wszystkie siły na gwiazdę RB Lipsk, zostawiając Rodriego na później. Na tyle później, że było już za późno.
- Rodri mówił swoim agentom, że chce, aby jego przyszłość była rozwiązana do 15 sierpnia. Real zaspał, osiadł na laurach, jeśli chodzi o to okienko. Jose Angel Sanchez nie był w stanie dopiąć jednocześnie dwóch transferów. Real nie po raz pierwszy priorytetyzował inne pozycje niż środek pola, robi to od lat. W pewnym momencie Real jechał sam na autostradzie po Rodriego, ale nie dopiął tego i teraz może próbować zrzucać winę na zawodnika - opisał Sergio Valentin z Libertad Digital. - Real najpierw chciał zamknąć transfer Diomande. Był też otwarty na odejście Camavingi, jednak tak się nie stało. Wszystko się opóźniło i w końcu doszło do zwrotu akcji - przyznał Matteo Moretto na antenie Radio Marca.
Pablo Barquero, agent Rodriego, zdradził w programie El Larguero, że oferta z Realu była i to nawet bardzo lukratywna, ale jego klient wolał wybrać Barcelonę. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że “Los Blancos” sami doprowadzili do sytuacji, w której Katalończycy dołączyli do wyścigu. Według wielu źródeł włodarze z Bernabeu mogli zamknąć transfer o wiele wcześniej, nawet przed mundialem, tyle że zawsze skupiali się na kimś innym. Tu trzeba kupić Cucurellę, Gonzalo odchodzi, więc cała naprzód po Espiego, a tego Diomande też wypadałoby ściągnąć. Mijały tygodnie, “Barca” też znalazła się w potrzebie pod kątem wzmocnienia pomocy i w efekcie “Królewscy” zostali na lodzie.
Nie brakuje opinii, że klub ze stolicy Hiszpanii tak naprawdę nie chciał dopiąć tego transferu. Jakim cudem? Warto przypomnieć, że podczas niedawnych wyborów na prezesa Realu Enrique Riquelme obiecał sprowadzić Rodriego. 37-latek przegrał z Florentino Perezem, który mógł mieć pewne obiekcje w kwestii kupowania piłkarza powiązanego z kontrkandydatem. Oczywiście nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę, ale najważniejszy jest efekt końcowy. A wygląda on tak, że Madrytczycy kupili prawie wszystkich, których chcieli, a wciąż nie wzmocnili najbardziej newralgicznej pozycji.
- Cała ta sytuacja to kiepski żart. Klub ma nas za idiotów. To oczywiste, że Real tak naprawdę musiał nie chcieć Rodriego. Real nie spoczywa na laurach w takich sytuacjach. Może odpuścić, kiedy chodzi o transfer 14-letniego prawego obrońcy, ale nie w przypadku takiego piłkarza. Nie mówcie mi nawet, że Rodri chciał grać gdzie indziej. Po prostu nie jest głupi, wyczuł brak faktycznego zainteresowania i wybrał drużynę, która gwarantuje mu dalszą rywalizację na najwyższym poziomie - rzucił Fernando Morientes w rozmowie z Cope. - Uwielbiam sześciu piłkarzy sprowadzonych w tym okienku do Realu. Jestem podekscytowany jak dziecko nowym projektem Mou. Ale brak transferu Rodriego to cios. On miał być wisienką na torcie. To kluczowa pozycja, na której wciąż brakuje nam odpowiedniego zawodnika. To mnie smuci - opisał Tomas Roncero z dziennika AS.
Pewnie, że dla Realu brak Rodriego nie jest końcem świata. Klub wciąż może być zadowolony z przeprowadzonych wzmocnień, zbudowana kadra aż ocieka talentem i indywidualną jakością. Mimo wszystko rzuca się w oczy brak “szóstki” z najwyższej półki. Luka powstała po odejściu Kroosa w 2024 roku właściwie wciąż nie została załatana. Teoretycznie Bernardo Silva może być głębiej ustawionym rozgrywającym, ale to nie ta klasa w porównaniu z Rodrim. To Hiszpan byłby idealnym zwieńczeniem galaktycznego składu.
Pasuje jak ulał
Real finalnie nie kupił Rodriego, ale dlaczego zamierza to zrobić Barcelona? Nie od dziś wiadomo, że jej priorytetem powinien być środkowy napastnik. Roberta Lewandowskiego już nie ma w mieście Gaudiego, Ferran Torres ma odejść do PSG, a Atletico utrzymuje, że Julian Alvarez nie jest na sprzedaż. Istnieje możliwość, że na starcie sezonu ligowego Flick nie będzie miał do dyspozycji nominalnej “dziewiątki”, co bez dwóch zdań byłoby kompromitacją dyrekcji sportowej. Jednocześnie nie można krytykować klubu za to, że nie zafiksował się na jednej pozycji i planuje wzmocnić inną, która również tego wymagała.
“Blaugrana” jest blisko sprowadzenia zastępcy De Jonga, którego od dłuższego czasu nie da się rozpatrywać jako kluczowego elementu drużyny. 22 lutego Holender po raz ostatni zagrał w wyjściowym składzie Katalończyków. Później leczył kontuzję, pod koniec sezonu był jedynie zmiennikiem, a z mundialu wrócił z kolejnym, jeszcze poważniejszym urazem. Alternatywami na jego pozycji byli Marc Bernal i Gavi. Zawodnicy młodzi, utalentowani, a jednocześnie dźwigający bagaż trudnych doświadczeń w postaci zerwanych więzadeł krzyżowych. Rodri dwa lata temu doznał identycznej kontuzji, jednak kiedy już wrócił do gry, to potwierdził, dlaczego jest jednym z najlepszych pomocników świata. W porównaniu z dotychczasowymi opcjami "Barcy" to jak niebo i ziemia.
- Rodri byłby najlepszą opcją do gry jako pivot w Barcelonie. Ale powiedziano mi, że trudno byłoby przeprowadzić taki ruch - powiedział latem 2023 roku Sergio Busquets dla RAC 1. - To niemal niemożliwe, aby zastąpić Busquetsa. Rodri to zawodnik, któremu do tego najbliżej, ale City nigdy go nie sprzeda - to już słowa Deco z lutego 2024 roku.
Wszyscy w Barcelonie od dawna wiedzieli, że Rodri to piłkarz stworzony do gry na Camp Nou. Mało który pomocnik potrafi w taki sposób dyrygować drużyną, która dominuje poprzez posiadanie i rozegranie piłki. Najlepiej uwidoczniło się to podczas mistrzostw świata. Kto wymienił najwięcej podań na mundialu? Rodri (597) i Pau Cubarsi (521). Najwięcej zagrań na połowie rywali? Rodri (351) i Pedri (271). Najwięcej podań w ofensywnej tercji boiska? Rodri (170) i Pedri (163). Przy okazji transferów większości piłkarzy mówi się o aklimatyzacji, potrzebie adaptacji itd. W tym przypadku “Barca” sprowadza zawodnika, który powinien z miejsca odnaleźć swoje miejsce. On zna “nowych” kolegów z szatni, rozegrał z nimi dziesiątki meczów, wygrywał EURO i mundial. Zmienią się tylko barwy koszulek.
Doświadczenie w cenie
Jakość Rodriego jest niepodważalna, natomiast trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Doświadczenie. Coś, czego bardzo brakuje Barcelonie. Obecnie w jej kadrze znajduje się tylko dwóch graczy po 30-tce (Szczęsny i Christensen) oraz jeden, który zna smak triumfu w Lidze Mistrzów (Christensen). Skład w większości opiera się na młodym pokoleniu, co ma swoje plusy i minusy. Yamal, Cubarsi czy Pedri mogą dysponować kosmicznymi możliwościami, aczkolwiek nie da się wygrywać samymi “dzieciakami”. Nawet najbardziej utalentowany zespół musi mieć przywódcę, który na boisku widział już praktycznie wszystko i wie, w jaki sposób reagować na konkretne sytuacje.
- Zawsze starałem się być liderem, przewodzić zarówno na boisku, jak i poza nim. To kapitan wytycza drogę, którą idzie cała grupa. W chwilach zwątpienia kapitan musi uspokoić zespół. Staram się robić to, czego nauczyłem się od innych wielkich piłkarzy. Brakuje nam teraz Daniego Carvajala czy Alvaro Moraty , ale ja próbuję przekazać to, czego się od nich nauczyłem - przyznał Rodri dla The Guardian podczas MŚ.
Przypadek Barcelony jest szczególny, ponieważ to właśnie niedojrzałość skutkowała ostatnimi porażkami w Lidze Mistrzów. Czy ekipa Flicka była gorsza od Interu i Atletico pod względem czystych umiejętności? Raczej nie. Jednak to brak ogłady sprawił, że w kluczowych momentach Katalończycy nie potrafili zachować chłodnej głowy, grali na hurra, myśleli tylko o ataku. Nie było kogoś, kto wcisnąłby pauzę i uspokoił towarzystwo. A naprawdę trudno znaleźć lepszego kontrolera boiskowych wydarzeń niż Rodri.
- Hansi Flick uznał, że drużynie brakuje doświadczonego zawodnika, który jest przyzwyczajony do rywalizacji o najwyższe cele. Reszta składu jest w dużej mierze młoda i niedoświadczona. Potrzeba sprowadzenia lidera jeszcze nasiliła się po odejściu Roberta Lewandowskiego. W tym kontekście Rodri idealnie wpisuje się w profil, to sprawdzony zwycięzca, który zna smak wszelkich możliwych triumfów w piłce klubowej i reprezentacyjnej. Dlatego też zaangażowanie Flicka było tak duże, osobiście zadzwonił do Rodriego, aby przedstawić mu projekt. Ta rozmowa miała bardzo duży wpływ na decyzję piłkarza - opisał Sergi Capdevilla na łamach Sportu.
W przypadku żadnego transferu nie ma gwarancji powodzenia. Rodri w Barcelonie to jednak ruch, który właściwie nie może nie wypalić, jeśli 30-latka będą omijały urazy. Naprawdę ciężko mieć wątpliwości odnośnie gracza, który trzy lata temu wygrał tryplet, dwa lata temu zgarnął MVP mistrzostwo Europy i Złotą Piłkę, a w ubiegłym miesiącu został mistrzem świata jako najlepszy gracz turnieju. Tutaj wszystko się zgadza.