Marciniak zszokował decyzją w Lidze Mistrzów. "Trudno to wyjaśnić"

Marciniak zszokował decyzją w Lidze Mistrzów. "Trudno to wyjaśnić"
IPA / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:50
Jakub Kiwior nie zdołał zatrzymać piłkarskiego monstrum w osobie Erlinga Haalanda. Polak całościowo nie zaprezentował się jednak ze złej strony przeciwko Manchesterowi City. Tego samego nie można powiedzieć o Szymonie Marciniaku.
W składzie Porto tym razem mógł znaleźć się tylko jeden Polak. Jan Bednarek musiał odbębnić zawieszenie za czerwoną kartkę z poprzedniej edycji Ligi Europy, a Oskar Pietuszewski dochodzi do zdrowia po urazie mięśniowym. Z żadnymi problemami na szczęście nie zmagał się Jakub Kiwior, który miał dyrygować defensywą “Smoków”. A wyzwanie było z kategorii tych najtrudniejszych, patrząc na to, że Enzo Maresca desygnował do gry Erlinga Haalanda, Antoine’a Semenyo czy Rayana Cherkiego. Krótko mówiąc, galowe zestawienie ataku.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Jan przychodził jako pierwszy, wniósł ogromne doświadczenie i jakość. Szybko stał się ostoją defensywy. Później dyskutowaliśmy na temat Kiwiora, aby stworzył z nim duet. Ich komunikacja w ojczystym języku sprawia, że nasza obrona jest niemal nie do przejścia . Oczywiście to zasługa całego zespołu, ale oni dają nam wyjątkową pewność - powiedział przed meczem prezes Porto Andre Villas-Boas na antenie Canal+ Sport.
Tym razem Francesco Farioli nie mógł postawić na polski mur w obronie. I chociaż nigdy nie dowiemy się, jak ten mecz wyglądałby z Bednarkiem, trudno oczekiwać, aby jego potencjalna obecność wpłynęła na wynik. Haaland, autor 59 goli w 59 występach w Lidze Mistrzów, pokazał, że jest zbyt wybitnym snajperem, aby móc go powstrzymać.

Różnica klas

Od pierwszego gwizdka to był trudny mecz dla mistrzów Portugalii. “The Citizens” przejęli piłkę i kontrolę nad wydarzeniami. Z każdą akcją coraz swobodniej radzili sobie na połowie rywali, gospodarze mogli liczyć tylko na pojedyncze kontry. Jedną z nich prostopadłym podaniem zainicjował Kiwior, po czym Donnarumma obronił groźne uderzenie Gabriego Veigi. Więcej pracy miał jednak vis a vis Włocha. W jednej z akcji Polak nie dał rady w powietrzu przeciwko Erlingowi Haalandowi, ale Diogo Costa był na posterunku,
Prawdziwy popis bramkarza Porto nastąpił w 32. minucie, kiedy instynktownie zaliczył dwie interwencje w jednej akcji. Golkiper fruwał między słupkami, a jednocześnie mógł mieć słuszne pretensje do obrońców, którzy pozwalali przeciwnikom, głównie Haalandowi i Cherkiemu, na zdecydowanie zbyt wiele w polu karnym.
Porto nie mogło jednak wiecznie uciekać przed nieuniknionym. Anglicy mieli zbyt dużą przewagę, aby w końcu z niej nie skorzystać. W 47. minucie Haaland otrzymał kolejną górną piłkę, z której tym razem skorzystał. Kiwior ponownie przegrał pojedynek powietrzny z napastnikiem, przy czym trudno było mieć większe pretensje, biorąc pod uwagę różnicę w warunkach fizycznych. Pewnie palcach jednej ręki można policzyć stoperów, którzy potrafiliby przeskoczyć potężnego Norwega.

Jak mam bronić, kiedy ich jest więcej

Porto przegrało 0:2, ale Kiwior generalnie rozegrał solidne spotkanie. To on był pierwszym rozgrywającym, miał więcej obowiązków od grającego obok Nehuena Pereza. W 69. minucie uratował Porto, blokując na wślizgu strzał Fodena. Polak w całym meczu zanotował siedem interwencji w obronie, trzy wygrane pojedynki, trzy udane przerzuty, utrzymał celność zagrań na poziomie 89%. Naprawdę wiele drużyn chciałoby mieć w swoich szeregach lewonożnego stopera z takim wachlarzem umiejętności.
Dla całego Porto to był dobry test, aby sprawdzić się na tle rywala ze ścisłego topu. Nie odbieramy niczego lidze portugalskiej, natomiast w dużej mierze jest ona złożona z drużyn o kilka klas niższych od “Smoków”. Tym lepiej dla Kiwiora i spółki, którzy tym razem mogli rywalizować przeciwko gigantom europejskiej piłki.
- Słowa uznania dla Kiwiora, prawdopodobnie miał najwięcej kontaktów z piłką w całym zespole. Zawodnicy Porto grają naprawdę dobrą piłkę, jestem pod dużym wrażeniem - ocenił Haaland w pomeczowej rozmowie z Błażejem Łukaszewskim.
- To był nasz fantastyczny występ. Wynik nie ułożył się po naszej myśli, ale niewiele drużyn na świecie mogłoby zagrać tak przeciwko City. Stworzyliśmy rywalom wiele problemów, dobrze się broniliśmy. Oczywiście koniec końców trudno zatrzymać najlepszego napastnika świata. Jego skuteczność jest niewiarygodna. Ale powtórzę, że zagraliśmy dobrze, pokazaliśmy, jakie DNA ma nasza drużyna - podkreślił Farioli, cytowany przez A Bola.

Kontrowersje

Niestety można uznać, że najsłabszym elementem widowiska był sędzia. Szymon Marciniak najzwyczajniej w świecie nie panował nad tym, co działo się na boisku. Najlepszym, a właściwie najgorszym przykładem była sytuacja z końcówki pierwszej połowy, kiedy Marc Guehi staranował Gabriego Veigę. Łokieć Anglika wylądował prosto na twarzy Hiszpana.
- To był nokaut - powiedział Grzegorz Mielcarski, komentując mecz dla TVP Sport. - Boli od samego patrzenia - napisał profil stacji Movistar. - Guehi łokciem atakuje rywala w głowę. Nie ma faulu, nie ma kartki, a jeszcze to City gra minutę w przewadze, kiedy Veiga otrzymuje pomoc medyczną. Trudno to wyjaśnić - dodał Hugo Miguel Taveira, dziennikarz TSF Radio.
Veiga zalał się krwią, dopiero po paru minutach przerwy zdołał wrócić do gry. Piłkarze Porto domagali się czerwonej kartki, a Marciniak nie pokazał Guehiemu nawet żółtej. Trudno mówić o kontrowersji w sytuacji, która po prostu była błędem arbitra. Atmosfera na Estadio do Dragao zrobiła się jeszcze bardziej napięta, kiedy niedługo potem Gvardiol, mający już “żółtko” na koncie, ewidentnie popchnął Andre Silvę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że “Obywatele” mieli sporo szczęścia, schodząc na przerwę w komplecie zawodników. Maresca czuł pismo nosem, więc już na początku drugiej połowy zmienił chorwackiego obrońcę, który balansował na granicy.
W końcówce doszło do kolejnej scysji. Pablo Rosario wystartował do Haalanda, co zakończyło się przepychanką z udziałem większości piłkarzy. Zarówno Dominikańczyk, jak i Norweg obejrzeli po żółtej kartce. Napastnik był bardzo zdziwiony tym, że też został ukarany przez arbitra.
Przesadą byłoby stwierdzenie, że Manchester wygrał dzięki sędziemu. Zdecydowanie nie, zdobył komplet punktów, bo był lepszym zespołem na przestrzeni 90 minut. Szkoda jedynie, że przy obecności systemu VAR, w erze miliona kamer, wciąż zdarzają się sytuacje, kiedy możesz bez konsekwencji uderzyć rywala. Tylko tyle i aż tyle.

Dyskusja

Przeczytaj również