Mbappe "poszedł na wojnę". Takiego cyrku jeszcze nie było
W madryckim kotle znów zawrzało. Kylian Mbappe postanowił wytoczyć publiczną wojenkę Alvaro Arbeloi. Pośrednia wymiana zdań Francuza z trenerem tylko potwierdza, w jak fatalnej kondycji musi znajdować się szatnia Realu.
Kibice Realu Madryt najchętniej zakończyliby już obecny sezon. Ich zespół przegrał wszystko, co było do przegrania i jedynie dogorywa w rozstrzygniętej lidze. Trudno było zatem przypuszczać, że mecz z pewnym spadku Realem Oviedo może wzniecić tak duże emocje. A jednak. Przy czym wszystko, co najciekawsze, zdarzyło się nie na boisku, ale już po końcowym gwizdku. Wtedy Kylian Mbappe stawił się w strefie mieszanej, gdzie wytoczył prawdziwe działa.
- Nie zagrałem dziś, bo trener powiedział mi, że jestem czwartym napastnikiem w kadrze. Zapytajcie trenera. Ja byłem gotowy do gry w pierwszym składzie, ale to jego decyzja. Muszę zaakceptować decyzję trenera i pracować, aby być lepszym od Viniego, Mastantuono i Gonzalo - rzucił Mbappe do dziennikarzy. - Chciałbym mieć czterech napastników, ale nie mam i nic takiego nie powiedziałem. Musiał mnie źle zrozumieć. Naprawdę nie wiem, co dodać - odparł Arbeloa.
Kto mówi prawdę, kto kłamie, komu w Realu można zaufać? Tego nie wiedzą już chyba sami zainteresowani. Pewne jest to, że relacje Francuza z jeszcze obecnym trenerem Realu muszą być napięte do granic możliwości. Co nie tłumaczy rozwiązywania spraw w taki sposób i prania brudów na oczach całego piłkarskiego świata. 27-latek może myśleć, co tylko chce, ale nie wszystko powinno być roztrząsane przed kamerami. Najwidoczniej uznano jednak, że nie warto zachowywać choćby najmniejszych pozorów.
Wojna domowa
- Myślę, że dobrze zaczęliśmy sezon, ale w drugiej połowie rozgrywek wszystko straciliśmy. Takie jest życie. Czuję, że mieliśmy strukturę gry i straciliśmy to w drugiej połowie sezonu. Musimy zaakceptować to, że ludzie są niezadowoleni i wrócić w przyszłym sezonie. To boli, bo już w tym roku mieliśmy szansę, aby coś osiągnąć - mówił Mbappe.
Można zrozumieć frustrację napastnika. Jego współpraca z Alonso bez wątpienia układała się lepiej niż z Arbeloą. W pierwszej połowie sezonu strzelał więcej goli, drużyna częściej wygrywała i decyzja o zmianie trenera wcale nie była taka oczywista. Z perspektywy czasu można uznać, że Real popełnił błąd, ponieważ następca Xabiego nie okazał się żadnym cudotwórcą. Ani nie osiągnął wymaganych wyników, ani nie scalił szatni, która być może jest bardziej podzielona niż kiedykolwiek. Ale nie oznacza to, że największa gwiazda drużyny powinna dokonywać przed kamerami wiwisekcji nieudanej kampanii.
Mbappe potwierdził, że nie do końca zależy mu na dobru drużyny. Dla niego liczy się “ja”. W trakcie rozmowy z dziennikarzami podkreślił, jak mocno żałuje, że nie mógł wystąpić w poprzednim El Clasico. Między wierszami zasugerował, że zależało mu na grze, ale trener podjął inną decyzję. Przypomnijmy zaś, że według doniesień Onda Cero i The Athletic Arbeloa chciał powołać Francuza na mecz z Barceloną, ale poinformował go, że zacznie na ławce. Tuż przed zakończeniem ostatniego treningu napastnik zgłosił zatem dyskomfort i finalnie znalazł się poza kadrą. Cztery dni później był już w pełni zdrów, gotowy do rywalizacji z Oviedo. Szkoleniowiec zaznaczył jednak, że skoro chwilę temu nie mógł grać, to nie było podstaw, aby w następnym spotkaniu zagrał od pierwszej minuty. Stąd decyzja o wystawieniu ze spadkowiczem tercetu Mastantuono - Gonzalo - Vinicius. Decyzja, która ewidentnie nie przypadła do gustu wychowankowi Monaco.
- Mbappe poszedł na wojnę. Francuz wyszedł do mediów, żeby zaatakować Arbeloę, a trener na ogień odpowiedział ogniem. Napastnik zapytany, czy ma jakiś problem z obecnym trenerem, odpowiedział, że nie, ale jego słowa mówią coś zupełnie innego. Na tydzień przed końcem sezonu Valdebebas znów zamienia się w pole minowe - opisał Carlos Forjanes z dziennika AS. - Mbappe powiedział na głos coś, co dało się wyczuć od dawna. Zwolnienie Xabiego cholernie go wkurzyło. To był początek końca - ocenił MisterChip, znany hiszpański ekspert. - Od dawna mówi się o tym, że atmosfera w Realu jest napięta i toksyczna. Po zwolnieniu Xabiego piłkarze podzielili się na dwie frakcje. Krytyka Mbappe pod adresem Arbeloi dowodzi, jak zgniła jest ta szatnia - dodał Albert Ortego z El Confidencial.
Wolna amerykanka
Zachowanie Mbappe stoi w kontrze do prawie wszystkiego, co w poprzednich dniach powiedział Florentino Perez przy okazji konferencji prasowej oraz wywiadu dla El Chiringuito. Prezes zaznaczał wówczas, jak bardzo nie podobają mu się wycieki do prasy. Gorzej przyjął fakt, że świat dowiedział się o bójce Valverde z Tchouamenim, niż samą scysję z udziałem pomocników. Po czym po upływie kilkudziesięciu godzin kluczowy zawodnik tak po prostu mówi o tym, co dzieje się w szatni i jakie słowa usłyszał od trenera. Donosi też, że nie był jedynym rekonwalescentem, który przed El Clasico wyjechał na krótki urlop. A przy okazji wysyła w świat sugestię: nie będę tolerował nadawania za moimi plecami. Atmosfera top.
- Mój pobyt we Włoszech? Miałem pozwolenie od klubu, żeby opuścić Madryt. Nie sądzę, żebym był jedynym zawodnikiem, który nie mógł grać i nie był wtedy w Madrycie. Buczenie? To zdarzało się już wielokrotnie w mojej karierze. Takie jest życie piłkarza Realu i tak sławnego zawodnika, jak ja - podkreślał. - Wolę przemawiać tutaj, bo wiem, że są ludzie, którzy tak nie robią i później muszę sprawdzać w prasie, co mówią. Ja wolę rozmawiać tutaj, tak jest łatwiej i bardziej przejrzyście - dodał.
Patrząc z boku, naprawdę trudno zrozumieć, co stało się z najbardziej utytułowanym klubem w historii, który przecież do niedawna był wzorem nie tylko na boisku, ale też pod kątem zarządzania. Przecież to Barcelona, czyli główny rywal Realu, nie tak dawno temu zmagała się z lawiną kryzysów instytucjonalnych i wizerunkowych. To się zmieniło. Od momentu wygrania Ligi Mistrzów w 2024 roku “Los Blancos” wdrożyli przyspieszony kurs autodestrukcji. Co najgorsze, chętnie biorą w nim udział praktycznie wszystkie najważniejsze postacie w klubie.
Sam poprzedni tydzień pokazał, że nikt na Bernabeu nie jest bez winy. Prezes we wtorek i w środę udziela wielogodzinnych wywiadów, z których główny przekaz jest taki: media chcą nam zaszkodzić, jesteśmy okradani przez sędziów, a jak komuś nie pasuje sposób zarządzania, to niech przyjdzie i wygra wybory. Następnie w czwartek odbywa się mecz z Oviedo, który mógłby zostać zapomniany wraz z końcowym gwizdkiem. Trener i gwiazda drużyny dbają jednak, aby tak się nie stało, wyciągając wszystko, co leży im na sercu. Arbeloa, który na początku kadencji brał na siebie całą winę i stawał murem za piłkarzami, nagle podkreśla, że to on jest szefem i dopóki siedzi na ławce trenerskiej, będzie podejmował decyzje, które muszą być akceptowane. Z kolei Mbappe nawet nie maskuje ewidentnego konfliktu ze szkoleniowcem.
W sobotę Arbeloa pojawił się na kolejnej konferencji, gdzie przyznał, że sprawa między nim i Mbappe została załatwiona. Dodał jednocześnie, że jeśli prywatnie mówi coś piłkarzowi, woli, aby zostało to między nimi. To szczególnie ważne, mając na uwadze problemy Realu z nieustannymi przeciekami do prasy. Cały świat wie i widzi, co wyprawia się w białej części Madrytu.
Gdzie sens, gdzie logika?
Mbappe w trakcie kariery dał się poznać jako nie tylko świetny piłkarz, ale też inteligentny gość. Ktoś, kto podejmuje wyłącznie decyzje przynoszące mu korzyści - finansowe, sportowe, marketingowe etc. I naprawdę nie jest łatwo znaleźć powód zachowania po meczu z Oviedo. Dlaczego w takim momencie sezonu wyszedł do dziennikarzy i potwierdził, że tak naprawdę najbardziej zależy mu na sobie. “Ja chciałem grać w El Clasico, ale nie mogłem”. “Mnie się dobrze pracowało w pierwszej części sezonu”. “Ja mówię publicznie to, co chcę przekazać i ja muszę czytać w gazecie, co myślą inni”. “Kiedy mnie zabrakło w Copa del Rey, to oni odpadli z Albacete”. Tak zachowuje się lider? Tak zachowuje się najlepszy piłkarz w zespole, jak nazwał go Perez w rozmowie z Josepem Pedrerolem?
Można odnieść wrażenie, że Mbappe nic nie zyskał, a jedynie stracił. Chciał, żeby Arbeloa odszedł? To i tak stanie się wraz z końcem sezonu, o czym trąbią wszyscy w Hiszpanii. Chciał pokazać, że zależy mu na drużynie? Istnieją lepsze sposoby niż przypominanie porażki z trzecioligowcem w pucharze i ironiczne sugerowanie, że musi ciężej pracować, aby wyprzedzić w hierarchii Mastantuono i Brahima. A może pragnął zjednać sobie kibiców? Tylko które konkretnie słowa Francuza miałyby sprawić, aby np. osoby wygwizdujące go na Bernabeu pomyślały: “No nie, w sumie ten Kylian nie zrobił nic złego, odpuśćmy mu”? Możemy domniemywać, że fani woleliby usłyszeć nawet oklepaną formułkę pomeczową w stylu: “To nie był nasz sezon, ale dziś wygraliśmy, chcemy wynagrodzić Madridismo słabszy okres, w przyszłym roku wrócimy mocniejsi”. Byłoby to nudne, ale może bardziej potrzebne niż wszczynanie kolejnego konfliktu i dawanie dowodów na to, że klub jest podzielony, wewnętrznie rozdarty, a poszczególnym frakcjom zależy jedynie na wzajemnym zwalczaniu się.
- Szatnia jest skłócona. Mbappe, który miał dobre stosunki z Xabim, postanowił rzucić Arbeloę na pożarcie wilkom. Vinicius nie dogadywał się z Xabim, ale ma dobre relacje z Arbeloą. Wygląda na to, że Mourinho będzie miał mnóstwo pracy, kiedy przyjdzie do klubu - stwierdził Manu Carreno z El Larguero.
Jose Mourinho w trakcie obfitej kariery podjął się wielu wyzwań. W niektórych klubach przerastał oczekiwania, inne opuścił bez odniesienia większych sukcesów. I coraz więcej wskazuje na to, że próba odbudowy tego Realu Madryt będzie najtrudniejszą misją Portugalczyka. “Los Blancos” naprawdę potrzebują kogoś, kto okaże się “The Special One”.