Miał być gwiazdą Wisły Kraków, a prawie nie gra. Niepokój rośnie
Przychodził do Wisły Kraków z łatką wielkiego talentu, który umiejętnościami powinien przerastać Betclic 1 Ligę. Mijają jednak kolejne miesiące, a Ervin Omić staje się przy Reymonta coraz większym tłem. Albo gra niewiele, albo - coraz częściej - nie gra w ogóle.
Wisła Kraków z wieloma transferami przeprowadzonymi przed rozpoczęciem bieżącego sezonu (albo już po jego starcie) trafiła w dziesiątkę. Julius Ertlthaler okazał się kluczowym zawodnikiem drużyny, Julian Lelieveld i Darijo Grujcić mają za sobą znakomitą jesień, a Raoul Giger rozkręca się z tygodnia na tydzień i zwłaszcza ostatnio gra jak profesor.
Hit na papierze
W teorii tym największym wzmocnieniem miał być natomiast ktoś inny. Przyznaję się bez bicia. Sam uważałem, że sprowadzenie Ervina Omicia to nie tylko najmocniejszy transfer Wisły w tym sezonie, ale w ogóle pierwszoligowej erze klubu. Pod Wawelem meldował się przecież piłkarz, który:
W poprzednim sezonie (2024/25) jako ważny gracz Wolfsberger do ostatniej kolejki bił się o mistrzostwo Austrii,
Łącznie, mimo wówczas 22 lat na karku, miał już na koncie 75 występów w austriackiej ekstraklasie,
Kilka miesięcy przed dołączeniem do Wisły grał dla reprezentacji Austrii U21 i pomagał jej pokonać Francję, która w składzie miała m.in. Hugo Ekitike,
W przeszłości uchodził za spory talent w akademii Juventusu. Bywał tam nawet kapitanem.
Łącznie, mimo wówczas 22 lat na karku, miał już na koncie 75 występów w austriackiej ekstraklasie,
Kilka miesięcy przed dołączeniem do Wisły grał dla reprezentacji Austrii U21 i pomagał jej pokonać Francję, która w składzie miała m.in. Hugo Ekitike,
W przeszłości uchodził za spory talent w akademii Juventusu. Bywał tam nawet kapitanem.
Latem 2025 roku Omić stał się wolnym piłkarzem po tym, jak wygasła jego umowa z Wolfsberger. Potem defensywny pomocnik czekał na oferty. Tych nie brakowało. Parol na Austriaka zagięły m.in. kluby z polskiej Ekstraklasy, mówiło się choćby o Widzewie. Wisła w tym czasie czekała cierpliwie.
- Menedżerowie Omicia wiedzą o naszym zainteresowaniu. Złożyliśmy pewne oferty, ale sytuacja nie jest jeszcze zamknięta. Czekamy na decyzję zawodnika do końca okna transferowego - mówił wówczas Jarosław Królewski.
Kilka dni później w końcu gruchnęła wyczekiwana przez kibiców Wisły wiadomość. 17 sierpnia 2025 roku Omić podpisał z krakowskim klubem dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia go o kolejny rok. Na papierze był to kapitalny ruch “Białej Gwiazdy”.
- W transferze pomogli agenci piłkarza Berg Beadini i Denny Barra z Niagara Sports, którzy wskazali mu Wisłę jako odpowiedni projekt - informował redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk.
Przegrywa rywalizację
Było wówczas jasne, że Austriak nie wskoczy do składu Wisły z miejsca. Musiał nadrobić trochę zaległości, sezon był już w trakcie, a Wisła akurat w tej strefie boiska już przed transferem Omicia mogła czuć się całkiem komfortowo, mając do dyspozycji Marca Carbo, Jamesa Igbekeme i Kacpra Dudę. Taka konkurencja, teraz już to wiemy, także w dłuższej perspektywie okazała się dla Omicia niewygodna.
Od momentu transferu mija ponad pół roku, a 23-latek na boiskach Betclic 1 Ligi choćby raz nie zagrał w pierwszym składzie. Dziewięciokrotnie wchodził w tym czasie z ławki, z której niestety dla siebie ostatnio wstaje coraz rzadziej. Nie pomogła mu też zimowa przerwa. Po niej zagrał jedynie 17 minut w meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. W starciach przeciwko GKS-owi Tychy i Wieczystej szansy już nie dostał.
W większym wymiarze Omicia oglądaliśmy jedynie w Pucharze Polski, bo tam akurat grał od deski do deski, póki “Biała Gwiazda” z rozgrywek nie odpadła. Do swojego dorobku dopisał po 90 minut w meczach z przedstawicielami niższych lig - Odrą Bytom Odrzański, Hutnikiem Kraków i Zawiszą Bydgoszcz. Nie były to w jego wykonaniu szczególnie dobre występy, choć miał przebłyski. Widać było, że bardzo chce się pokazać. W pamięci zostały przede wszystkim ciekawe próby strzałów z dystansu. Było mu też trudniej, bo we wszystkich tych spotkaniach “Biała Gwiazda” grała w dość eksperymentalnym zestawieniu, co nie sprzyjało uzyskaniu jakiejkolwiek płynności w grze.
Niepokój rośnie
- Nie do końca jest zadowolony ze swojej pozycji w Wiśle - pewnie liczył na więcej. Nie mam jednak pretensji do sztabu trenerskiego - przegrywał rywalizację, ale coś w tym chłopaku jest. Z oceną poczekałbym dłużej - mówił pod koniec grudnia Bartosz Karcz z Gazety Krakowskiej w programie Studio Reymonta. I trudno się z tymi słowami nie zgodzić.
Widać, że Omić grać w piłkę potrafi. Na ten moment potrzebowałby jednak chyba jakiegoś spektakularnego zrywu, żeby przebić się do składu na tak dobrze obsadzonej pozycji w ekipie Mariusza Jopa. Ewentualnie dużego spadku formy (lub absencji) konkurentów do gry. Kto wie, czy któryś z tych scenariuszy w końcu się nie ziści. Ostatnio bardzo źle na tle Wieczystej zaprezentował się Igbekeme. Carbo też miewał już lepsze okresy.
Omić musi więc być cierpliwy, a szansa zapewne w końcu nadejdzie. Za wcześnie, by bić na alarm. Można jednak powoli zapalać lampkę ostrzegawczą.