Miał mieć największy talent na świecie. Niebywałe, gdzie wylądował jako 21-latek
Kilka lat temu, jeszcze zanim świat w ogóle usłyszał o Lamine Yamalu, wróżono, że piłkę nożną podbije inny rewelacyjny 16-latek - Youssoufa Moukoko. Dziś wychowanek Borussii Dortmund zdaje się być dowodem na to, jak łatwo seniorski futbol weryfikuje nawet największe talenty czystej wody. W wieku 21 lat codziennością napastnika nie są wielkie turnieje i Liga Mistrzów, a dopięte niedawno wypożyczenie do beniaminka ligi tureckiej.
Corum FK - tak nazywa się klub, do którego w ramach wypożyczenia z FC Kopenhagi trafił Youssoufa Moukoko. Zdecydowanie nie tego oczekiwano po zawodniku, który miał zostać objawieniem niemieckiej piłki, a jeszcze przed 18. urodzinami debiutował na mistrzostwach świata w Katarze. Niestety napastnikowi jest aktualnie bliżej do Freddy’ego Adu niż do Kyliana Mbappe.
Miał podbić świat
- To największy talent na świecie w tej chwili - nie owijał w bawełnę Erling Haaland, gdy 16-letni Moukoko debiutował w seniorskiej piłce w barwach Borussii Dortmund. - Dla mnie on będzie największą gwiazdą futbolu po Messim - wybrzmiewało z kolei rok wcześniej z ust Samuela Eto’o.
Wszyscy pamiętamy te nagłówki o cudownym dziecku oraz sypiące się zewsząd zachwyty nad nieprawdopodobnymi statystykami, którymi nastoletni Youssoufa ośmieszał chłopaków ze starszych roczników. Rzucając okiem na liczby napastnika z ostatnich trzech sezonów w Bundeslidze U17 (lata 2017-2020) widzimy, że w 84 występach strzelił on aż 128 goli. Niektórzy zaczęli się z tego powodu zastanawiać, czy rzeczywiście mówimy tu o generacyjnym talencie, czy jednak formalnie najmłodszy piłkarz w tej kategorii wiekowej BVB był w rzeczywistości tym najstarszym.
Głosy mówiące, że Moukoko jest kilka lat starszy niż w dokumentach, pojawiały się już od samego początku jego przygody w juniorskich drużynach Borussii. Wszystkie podejrzenia rozbijały się jednak o oficjalne dokumenty państwowe, które mówią jasno - piłkarz urodził się 20 listopada 2004 roku, a prokuratura nie widzi realnych podstaw prawnych, by wszcząć postępowanie.
Kariera napastnika zwolniła w kluczowym momencie, mimo że jej początek rzeczywiście wyglądał bardzo obiecująco. Miesiąc po 16. urodzinach Moukoko strzelił swoją debiutancką bramkę w Bundeslidze, rozgrywając pełne 90 minut przeciwko Unionowi Berlin. Ostatecznie kampanię 2020/21 skończył z trzema trafieniami, ale rundę wiosenną przypłacił poważną kontuzją. Wszystko wydarzyło się w marcu, podczas zgrupowania kadry U-21. Początkowo sztab przewidywał kilkudniową przerwę, lecz finalnie diagnoza wykazała uszkodzenie więzadeł. Skończyło się na trzech miesiącach bez gry.
Uraz ten odcisnął piętno na kolejnym sezonie. Zamiast coraz pewniej wdrażać się do seniorskiego futbolu, Moukoko przeplatał występy z ławki nawracającymi kontuzjami. Na murawach Bundesligi spędził tylko 210 minut, a w europejskich pucharach zaledwie 86. Łącznie licznik stanął na 484 minutach, co nie zadowoliło agenta piłkarza, który naciskał na wypożyczenie. Borussia stanęła przed dużą presją wyboru. Po pierwsze, Moukoko pozostał ostatni rok w kontrakcie, więc jego ewentualne wypożyczenie najpewniej skończyłoby się odejściem za darmo. Po drugie, właśnie sprzedano Erlinga Haalanda, więc trudno było o lepszy moment na wdrożenie wybitnego wychowanka do walki o skład.
Sebastian Kehl uznał, że pierwsza opcja nie ma prawa bytu i postanowił napastnika zatrzymać. Misja zakończyła się częściowym sukcesem - Moukoko w kampanii 2022/23 strzelił dla BVB siedem goli i zaliczył sześć asyst, notując swój najlepszy sezon w karierze. Pojechał nawet na mundial w Katarze, a ostatecznie przedłużył kontrakt z klubem do połowy 2026 roku.
Pierwsze problemy
Sukces był częściowy, bo choć Moukoko rzeczywiście nigdy wcześniej nie był w barwach BVB tak skuteczny, to po podpisaniu umowy zaliczył spory zjazd formy. Od listopada do końca sezonu zdobył w Bundeslidze zaledwie jedną bramkę, mimo że notował dość regularne występy. To sprawiło, że jego pozycja w zespole znów zaczęła słabnąć - w kampanii 2023/24 trafił do siatki tylko pięć razy, mimo że wystąpił w 20 meczach. Wtedy już pierwszy raz można było zadawać sobie pytanie - dlaczego ten rozwój nie idzie tak, jak każdy by się tego spodziewał?
Cóż, powodów było kilka. Przede wszystkim wspomniane zdrowie, w drugiej kolejności zachowanie agenta, a także braki sportowe, które zawodnik przejawiał. Marco Rose publicznie zaznaczał, że Moukoko niewystarczająco dobrze radzi sobie w grze bez piłki. Do tych samych wniosków doszedł później Edin Terzić.
- Pracujemy nad tym, aby stał się kompletnym napastnikiem. Nie chcemy, aby tylko czekał w polu karnym rywala, ale musi lepiej integrować się z naszą grą, gdy jesteśmy pod presją lub gdy piłka jest na skrzydle - wyjaśniał w 2024 roku obecny szkoleniowiec Athleticu Bilbao.
Jest to o tyle ciekawe, że z dość podobnymi problemami zmagał się inny zawodnik, wokół którego talentu zapanowała medialna gorączka - Freddy Adu. Obu graczy łączy to, że od najmłodszych lat po prostu “nie musieli się starać”, by brylować na każdym szczeblu drużyn młodzieżowych. Piłka trafiała do nich, a oni robili z nią, co chcieli, bijąc rekordy strzeleckie. Zaniedbywali jednak aspekty takie jak chociażby gra tyłem do bramki, co mocno odbiło się na ich seniorskiej karierze.
Moukoko po EURO 2024 wylądował na wypożyczeniu w Nicei, gdzie dał się kibicom zapamiętać jedynie z ligowego starcia przeciwko AS Saint-Etienne. Mecz skończył się wynikiem 8:0 dla “Les Aiglons”, a bohater tekstu strzelił dwa gole i zanotował dwie asysty. Nieironicznie można było ulec wtedy złudzeniu, że to początek zmian, że zawodnik wreszcie skorzysta z jakże potrzebnej zmiany otoczenia. Nic bardziej mylnego - Moukoko rozegrał we Francji łącznie trzy mecze w podstawowym składzie, przy czym żadnego nie dograł do końca. Trener Franck Haise powiedział wprost, że na jego pozycję ma przynajmniej sześciu zawodników.
- Dobrze trenuje, ale nie jest mu łatwo. Mamy sześciu, siedmiu czy ośmiu zawodników do gry w przodzie. Jeśli ktoś z nich nie potrafi wykorzystać okazji poprzez zdobywanie bramek czy asystowanie, to wtedy muszę dokonać innego wyboru i nie mogę ciągle stawiać na tych samych piłkarzy - stwierdził.
Na wylocie
Z tego też względu Nicea młodego Niemca nie wykupiła, więc latem 2025 roku wrócił on do Dortmundu. Tam również nie było na niego planu. Sytuacja stała się trudna, szczególnie że w tle pojawiła się kolejna afera związana z domniemanym fałszowaniem wieku - jak do tej pory największa. Telewizja ProSieben przeprowadziła śledztwo, z którego wynikało, że Moukoko urodził się w 2000 roku, czyli jest cztery lata starszy niż w rzeczywistości.
Wiarygodności dziennikarzy w całej sprawie mógł dodać fakt, iż skontaktowali się oni bezpośrednio z Josephem Moukoko - człowiekiem, który wcześniej podawał się za ojca Youssoufy, a w reportażu wprost przyznał się do sfałszowania tożsamości.
- To prawda, nie jestem jego ojcem. Przed wylotem do Niemiec odmłodziliśmy go o cztery lata. Tak naprawdę urodził się 19 lipca 2000 roku - powiedział.
Całą sprawę szerzej analizowaliśmy TUTAJ, natomiast najbardziej kluczowe w jej rozwoju jest to, o czym wspominaliśmy na początku - to oficjalne dokumenty państwowe stanowią prawnie o tożsamości zawodnika. Efekty śledztwa, choć do pewnego stopnia przełomowe, nie są podstawą do formalnego udowodnienia czegokolwiek, mimo że fakty przedstawione przez media spajają się w logiczną całość. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, czy Joseph Moukoko powiedział prawdę.
Borussia miała natomiast później problem ze sprzedaniem swojego wychowanka do innego klubu. I nie chodzi tu tylko o ryzyko afery wizerunkowej w przyszłości, ale i wymagania finansowe piłkarza. Wychowanek “Żółto-Czarnych” zarabiał około osiem i pół miliona euro rocznie, co dla wielu klubów było kwotą zaporową lub zwyczajnie nieopłacalną. Finalnie na pozyskanie napastnika zdecydowała się FC Kopenhaga, która wierzyła w to, że ruch ten będzie dla niej udaną przyszłościową inwestycją. Tym bardziej, że z klubu w tym samym czasie odeszły dwie wielkie perełki - Roony Bardghji i Victor Froholdt. A jako że w duńskiej stolicy o szkoleniu przyszłych gwiazd wiedzą naprawdę wiele, to na papierze był to niezły kierunek do piłkarskiej odbudowy dla Moukoko.
Za mało minut? Zmieniamy klub
Niestety, oczekiwania znów wyraźnie rozminęły się z rzeczywistością. I to znacznie bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Choć zawodnik zaliczył całkiem przyzwoity liczbowo rok (18 goli w 41 meczach), to dla Kopenhagi sezon 2025/26 był najgorszym i najbardziej upokarzającym w XXI wieku. Od pierwszego meczu drużyna radziła sobie katastrofalnie, co przełożyło się na siódme miejsce w rundzie zasadniczej i późniejszą rywalizację w… grupie spadkowej. Taka sytuacja zdarzyła się klubowi pierwszy raz w historii, ale mimo to miał on dalej szansę na awans do pucharów - zwycięzca grupy spadkowej ligi duńskiej bierze bowiem udział w wewnętrznym barażu o awans do eliminacji Ligi Konferencji. Z tą sztuką FCK nie miało problemu, więc mogło skorzystać z ostatniej deski ratunku na grę w Europie. Warunek był jeden - w bezpośrednim meczu trzeba było pokonać Broendby, czyli wieloletniego derbowego rywala.
Po 90 minutach gry na tablicy widniał wynik 1:1, więc do rozstrzygnięcia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Moukoko był na murawie od 74. minuty starcia, ale podczas doliczonego czasu gry został bohaterem, notując dublet. Praktycznie w pojedynkę wysłał Kopenhagę do Europy.
Była to naprawdę mocna końcówka chaotycznego sezonu. Chaotycznego, bo napastnik mimo solidnych statystyk miał problemy z regularnością i bywał z tego względu odstawiany od pierwszego składu. A że sam nie chciał być zmiennikiem, to klub postawił mu ultimatum - albo zostaje i walczy o minuty, albo trafia na listę zawodników do wypożyczenia. Ostatecznie padło na tę drugą opcję. Tym razem wybór kierunku był już znacznie bardziej nietypowy, bowiem nowym klubem Moukoko został beniaminek ligi tureckiej, Corum FK. Były reprezentant Niemiec ma za sobą kilkuminutowy debiut w nowych barwach i zdążył już nawet zaliczyć asystę.
Trudno pozbyć się jednak wrażenia, że napastnik dość mocno się pogubił. Nadal jest względnie młody, ma dopiero 21 lat i wiele sezonów grania przed sobą, natomiast jego kariera od dłuższego czasu toczy się w niepokojący sposób. Kolejny raz powtarza się podobny schemat - zamiast cierpliwej walki o skład lub dalszej pracy nad piłkarskimi niedoskonałościami, pierwszym wyborem Moukoko praktycznie zawsze okazuje się nagła chęć zmiany otoczenia. Zamiast poszukiwania źródła problemów pojawiają się poszukiwania idealnego miejsca, w którym piłkarz z łatką “złotego dziecka piłki nożnej” mógłby liczyć na brak konkurencji i pewne miejsce w pierwszym składzie. Turcja to oczywiście nie koniec świata - wciąż nie można wykluczać scenariusza, w którym Moukoko wreszcie zaliczy przełomowy sezon i znów wypłynie na szerokie piłkarskie wody. Na ten moment jest do tego jednak bardzo daleko.