Miał zastąpić Mbappe, płacili za niego fortunę. Szok, gdzie wylądował jako 25-latek
Podczas gdy cały piłkarski świat zachwycał się grą rewelacyjnego Kyliana Mbappe, w AS Monaco zastanawiano się, jak wykorzystać 180 milionów euro, które wpłynie na konto klubu po jego transferze do Paris Saint-Germain. Wizja “wychowania sobie” kolejnego wonderkida była na tyle kusząca, że klub z Księstwa postanowił zainwestować ogromne pieniądze w ofensywny duet 16-latków. Pietro Pellegri i Willem Geubbels mieli być stworzeni do wielkiego grania, ale ich kariery zdecydowanie nie potoczyły się w odpowiedni sposób.
Rzadko widzi się, żeby rozwój dwóch tak utalentowanych zawodników z tego samego klubu tak mocno wyhamował w zarodku. Do dziś trudno stwierdzić, kto ponosi największą odpowiedzialność za piłkarski zjazd duetu Geubbels-Pellegri. Ktoś widocznie sprawę musiał zawalić, skoro obaj doznawali bardzo poważnych kontuzji na praktycznie tym samym etapie kariery.
Wielkie talenty, wielka inwestycja
Był styczeń 2018 roku, kiedy monakijski klub ogłaszał transfer Pietro Pellegriego. Włoski napastnik miał zaledwie 15 lat i osiem miesięcy, gdy debiutował w Serie A w barwach Genoi, stając się najmłodszym piłkarzem w historii tej ligi, ex aequo z Amedeo Amadei’em z Romy, który ten sam wynik ustanowił w sezonie… 1936/37. I choć w Italii już dawno upowszechnił się trend wrzucania na głęboką wodę zawodników poniżej 18. roku życia, to akurat młodemu Pietro talentu nie można było odmówić. Ze względu na wysoki wzrost (196 cm) porównywany był do Zlatana Ibrahimovicia. Warunki fizyczne nie przeszkadzały mu natomiast w tym, by zaskoczyć obrońców rywali sprintem lub techniczną sztuczką.
Kilkanaście miesięcy po debiucie przyszedł też pierwszy gol. Końcówka sezonu 2016/17, ligowy mecz z Romą. Przegrany 2:3, ale to Pellegri ten wynik otworzył. I to już w trzeciej minucie. Był dwa miesiące po 16. urodzinach, więc ten występ mocno podbił jego wartość. Osiem miesięcy później przyszła zmiana barw na czerwono-białe. Cena? Z bonusami 25 milionów euro. To oznaczało, że Włoch stał się drugim najdrożej sprzedanym 16-latkiem w światowym futbolu, nie licząc Viniciusa Juniora.
- Pietro to wzmocnienie przede wszystkim na przyszłość, ponieważ ma zaledwie 16 lat. Ważne jest, aby nie stwarzać wrażenia, że przybywa do Monaco, by rozwiązać wszystkie nasze problemy. Klub wierzy w tego zawodnika. Będziemy pracować, aby pomóc mu się rozwijać. Nie będzie jednak żadnej presji na jego barkach. Monaco poczeka sześć miesięcy, rok, a nawet półtora roku, aż osiągnie postępy - mówił na konferencji prasowej ówczesny trener Monaco, Leonardo Jardim.
Tak się złożyło, że około dziewięć miesięcy po wypowiedzeniu tych słów Portugalczyk w Księstwie już nie pracował. Był to zresztą początek prawdziwie czarnego okresu dla klubu. Z drużyny, która w sezonie 2016/17 wygrała mistrzostwo Francji i dotarła do półfinału Ligi Mistrzów, zostały szczątki. Bernardo Silva, Fabinho, Thomas Lemar, Tiemoue Bakayoko, a przede wszystkim Mbappe - za transfery tych, a także innych zawodników, do klubowej kasy wpłynęło ponad 500 milionów euro. Zarząd postanowił przeznaczyć znaczną część tej kolosalnej sumy na wzmocnienia. Idąc dalej za strategią wdrożoną przez Luisa Camposa, celowano w zawodników bardzo młodych. Problem jednak w tym, że wydawano większe kwoty niż dotychczas, a wybory nie były do końca trafione. Nieszczęsny sezon 2018/19 o mały włos nie przyniósł klubowi spadku. I nawet, jeśli tamten kryzys to bardziej złożony temat na osobną historię, trudno pozbyć się wrażenia, że chybione ruchy na rynku miały w nim swój udział.
O dwóch takich, co mieli pójść ścieżką Mbappe
Pellegri stanowił jeden z tego głównych przykładów, tym bardziej, że niecałe pół roku później klub z Księstwa postanowił sprowadzić… jego rówieśnika. Willem Geubbels również podpisał umowę z Monaco, gdy miał zaledwie 16 lat, a kosztował zaledwie pięć milionów euro mniej niż Włoch. Działacze klubu w tamtym czasie gorączkowo poszukiwali odpowiedzi na to, jak można załatać ofensywę po sprzedaży Kyliana Mbappe, a także przygotować się na odejście Radamela Falcao, któremu pozostał rok do końca kontraktu. Wszystko zdawało się być oczywiste. Monaco nie chciało po prostu nowego napastnika - chciało nowego rewelacyjnego nastolatka.
Geubbels bardziej niż Pellegri przypominał charakterystyką właśnie Mbappe. Był zwinniejszy, ale i bardziej wszechstronny, bo potrafił grać także jako schodzący napastnik lub skrzydłowy. Wychował się w słynnej akademii Olympique’u Lyon, która bardzo chciała go zatrzymać, jednak sam zawodnik nie był chętny zostać ze względu na brak przekonania co do planu na jego przyszłość. Monaco oferowało mu więcej - sam Falcao namawiał go do przenosin, a w tamtym momencie nic nie mogło być bardziej przekonujące niż wizja zostania “nowym Kylianem”. Zresztą, ambicję młodego zawodnika widać było już na jego pierwszej konferencji prasowej w Księstwie, która odbyła się krótko przed startem ligowego sezonu 2018/19.
- Po spojrzeniu na to, co Mbappe tu stworzył, aż chce się robić wielkie rzeczy i podążać jego śladami. A czemu by nie zrobić więcej? - przyznał w odpowiedzi na pytanie jednego z dziennikarzy.

A więc oto oni - duet, który miał symbolizować nowy etap w AS Monaco i wejść z drzwiami do francuskiej Ligue 1. Na pierwszy rzut oka zgadzało się tu bardzo wiele, szczególnie że skauting drużyny ze Stadionu Ludwika II uchodził za absolutną europejską czołówkę. Niestety zarówno Pellegri, jak i Geubbels mieli jeszcze jedną cechę, której Mbappe na całe szczęście brakowało - podatność na kontuzje.
U Włocha było to szczególnie widoczne. Zaledwie kilka tygodni po transferze zaczął cierpieć na przepuklinę pachwinową, która była na tyle poważna, że wymagała operacji. Praktycznie cały jego debiutancki sezon w Monaco można było wyrzucić do kosza. Wrócił dopiero po sześciu miesiącach, a z kibicami przywitał się w najlepszy możliwy sposób. Od razu udało mu się strzelić gola w lidze przeciwko Girondins Bordeaux (1:2). Niestety, był to dopiero początek kłopotów - po ostatnim występie 25 września 2018 roku nastąpiły niemal dwa lata przerwy od boiska.
Wiecznie kontuzjowany
Na chroniczne problemy zdrowotne Pellegriego złożyło się mnóstwo czynników, które zadziałały jak efekt domina. Po pierwszej operacji na przepuklinę pojawiły się powikłania skutkujące kolejnymi zabiegami. W październiku sprawę miała załatwić operacja mięśnia uda, ale rehabilitacja zawodnika była co jakiś czas przerywana. Zawsze, gdy próbował wejść na wyższe obroty treningowe, jego organizm odmawiał posłuszeństwa.
- Nie wiem, czy to skutki marcowej operacji pachwiny, ale chłopak nie ma żadnego szczęścia. Przyszedł do nas w styczniu z problemami i to nie ustępuje - rozkładał ręce Leonardo Jardim. Gdy jednak okazało się, że i kolejne zabiegi nie pomogły, postanowił wystosować szerszy apel do trenerów. I nie da się ukryć, że było w nim sporo racji.
- Może powinniśmy porozmawiać o naszym podejściu do młodych piłkarzy w wieku 14 czy 15 lat. Traktujemy ich jak “miniaturowych dorosłych”. Bardzo często doprowadzamy do ich kontuzji, a później nikt nie bierze za to odpowiedzialności. Być może, gdyby te dwa-trzy lata temu podczas treningów Pietro w Genoi zachowano większą ostrożność, dziś nie miałby on tylu problemów mięśniowych. 16-latek takim “miniaturowym dorosłym” nie jest i musimy to uszanować. Dzisiaj uważamy, że gracz w takim wieku jest już wyszkolony. To nieprawda. Dojrzałość kości i ścięgien przychodzi w wieku 18 i 19 lat. Musimy to nagłaśniać, bo takie podejście może zrujnować kariery młodym zawodnikom - stwierdził na łamach France Football.
Pellegriemu paradoksalnie najmocniej pomogła pandemia. Sam przyznawał, że w okresie od kwietnia do czerwca 2020 roku mógł ze znacznie większym spokojem podchodzić do treningów indywidualnych, mając świadomość, że jego postępy w rehabilitacji nie zostaną zakłócone przez presję meczową. Udało mu się wykorzystać i dobrze przepracować ten okres, dzięki czemu we wrześniu już był gotowy do gry. Oczywiście, nadal zdarzały mu się drobne urazy, ale sytuacja wyglądała już znacznie lepiej niż dotychczas. Jako 19-latek zadebiutował nawet w seniorskiej reprezentacji Włoch, pojawiając się na 18 minut towarzyskiego meczu z Estonią (4:0). W Monaco zaś nie było już na niego żadnego planu, więc był wypożyczany. Dość wymowne, że w ciągu dwóch lat spędzonych w klubie z Księstwa zdążył doznać aż siedmiu różnych urazów.
Mimo tych wszystkich przejść łatka wielkiego talentu przylgnęła do snajpera na tyle mocno, że zainteresował się nim AC Milan. Epizod napastnika w ekipie “Rossonerich” trwał zaledwie kilka miesięcy i był, delikatnie mówiąc, rozczarowujący. 339 minut na boisku, jeden gol i - jakżeby inaczej - kontuzja mięśni przywodzicieli. Nieco lepiej było w Torino, które po półrocznym wypożyczeniu zdecydowało się na aktywowanie opcji wykupu za nieco ponad cztery miliony euro. Czy było warto? Niestety, po obiecującej jesieni (dwa gole w Pucharze Włoch oraz kolejne dwa w ligowych starciach z Atalantą i Udinese), znów odezwało się zdrowie. I tak naprawdę od tej pory znów odzywało się regularnie.
Dziś Pietro Pellegri ma 25 lat. Teoretycznie jest w wieku, który dla tak utalentowanego piłkarza powinien być momentem pełnego rozkwitu. Rzeczywistość wygląda znacznie gorzej. Napastnik już od dwóch lat tkwi w drugoligowym włoskim Empoli, próbując się pozbierać po dwóch zabiegach rekonstrukcji więzadeł krzyżowych. W grudniu 2024 roku zerwał je w lewym kolanie, kilkanaście miesięcy później - w prawym. Co ciekawe, portal Transfermarkt wycenia go dziś na zaledwie milion euro.
Drugiemu też nie wyszło
A co z Geubbelsem? Cóż, jego przypadek jest bardzo podobny, ale zdecydowanie mniej bezwzględny. W debiutanckim sezonie 2018/19 napastnik zdążył rozegrać raptem dwa mecze w barwach Monaco, zanim przytrafiły mu się dwie poważne kontuzje - kolana i uda. Kampanię 2019/20 stracił z kolei już całkowicie ze względu na kolejny uraz mięśniowy oraz operację kolana, która wykluczyła go z gry łącznie na ponad 500 dni. W dużym skrócie, między 24 sierpnia 2018 roku a 25 lutego 2020 roku nie powąchał murawy ani razu.
Szczęście w nieszczęściu, że po samej operacji obyło się bez ostrych powikłań. Nie licząc złamanej kości śródstopia na początku 2021 roku, Geubbelsowi nie przydarzały się już żadne poważne urazy. Po wspomnianej kontuzji wykurował się już w maju, wracając akurat na ligowy mecz z Olympique’iem Lyon. Jak się okazało, był to nie tylko hit Ligue 1, ale też ostatnie spotkanie, w którym ujrzeliśmy duet Pellegri - Geubbels na jednym boisku. Co ciekawe, obaj weszli na boisko w 81. minucie i obaj wylecieli z niego kwadrans później z czerwonymi kartkami. Wymowne, że akurat tym akcentem pożegnali się z AS Monaco.
Podczas gdy Pellegri dopinał wypożyczenie do Milanu, Geubbels został wysłany na sezon do Nantes z opcją wykupu. Podobnie jak rówieśnik, nie poradził sobie w nowym otoczeniu - w 22 meczach w Ligue 1 trafił do siatki zaledwie dwa razy. Monaco pozwoliło mu odejść za darmo pół roku przed końcem kontraktu, czyli w styczniu 2023 roku. Trafił do szwajcarskiego St. Gallen, gdzie stopniowo się odbudował. W mniej wymagającej lidze czuł się jak ryba w wodzie i znacznie łatwiej przychodziło mu zdobywanie bramek. Przełomowy pod tym względem był sezon 2024/25 - wówczas ustrzelił 14 goli, ponownie zwracając na siebie uwagę francuskich klubów. Do Ligue 1 wrócił latem, jako trzeci najlepszy strzelec szwajcarskiej ekstraklasy. Za dziewięć milionów euro pozyskało go Paris FC, które po awansie z drugiej ligi coraz żwawiej i ambitniej budowało swoją drużynę. Łupem beniaminka stawały się takie nazwiska jak Ciro Immobile, Marshall Munetsi czy Jonathan Ikone.
Po obiecującym sezonie za granicą spodziewano się, że kariera 24-letniego już napastnika wreszcie nabierze rozpędu. Nic bardziej mylnego - skuteczność Geubbelsa po powrocie do Francji drastycznie spadła i wygląda na to, że stracił on miejsce w pierwszym składzie. Na chwilę obecną pełni rolę zmiennika wspomnianego Immobile, a w dwóch ostatnich meczach ligowych spędził łącznie 15 minut na murawie.
Nawet, jeśli przyjmiemy, że takie, a nie inne losy duetu Geubbels - Pellegri wynikły głównie z niefortunnego splotu okoliczności, to bez wątpienia mogą one stanowić przestrogę dla innych klubów, które forsują bardzo młodych zawodników do regularnej gry na wysokim poziomie. Niewykluczone, że przyczyny należy szukać w błędach - takich, jak na przykład błędne dostosowanie obciążeń treningowych - które doprowadziły do fatalnych konsekwencji. Niemniej pozostaje mieć nadzieję, że któremukolwiek z tych zawodników uda się wejść jeszcze na wysoki sportowy poziom.