Miała być NBA, będzie Odra Opole? Mioduski swoje, Legia coraz bliżej spadku

Miała być NBA, będzie Odra Opole? Mioduski swoje, Legia coraz bliżej spadku
Pawel Bejnarowicz / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 11:37
Dariusz Mioduski wciąż przedstawia Legię jako wielką i potężną. Być może byłoby to urocze, gdyby nie fakt, że Mioduski pozostaje właścicielem, człowiekiem w dużej mierze odpowiedzialnym za los klubu. A ten, wbrew kolejnym ułudnym opowieściom, wygląda coraz gorzej. Drużyna Marka Papszuna bliżej ma do ataku kiboli niż mistrzostwa Polski.
Pamiętacie, jak Legia miała odjechać lidze za kasę z Ligi Mistrzów? No. Sama teza nie była pozbawiona sensu, bo wzrost możliwości - zwłaszcza tych finansowych - był konkretny, ale sukcesy za nim nie poszły. Od tamtej pory Warszawiacy dwa razy wplątali się w walkę o utrzymanie i zdobyli trzy mistrzostwa Polski. Bilans przeciętny, nawet jeśli nikt nie ma więcej czempionatów na koncie. Swoje w odbiorze sytuacji robią też cztery sezony oczekiwania na pierwsze miejsce.
Dalsza część tekstu pod wideo
A niebawem sezonów będzie pięć. Bo chociaż tabela jest bardzo płaska i Legia, zakładając hurraoptymistyczny dla niej scenariusz, mogłaby wrócić do rywalizacji o najważniejsze cele, to stołeczni zapomnieli o punktowaniu. Jeszcze w ten weekend mogą spaść na ostatnią lokatę, a strata do lidera będzie wynosiła 18 punktów. Ba, nawet o pozycje pucharowe będzie ciężko, Cracovia czy Zagłębie obecnie nie zamierzają się podkładać.
Legia, która przed chwilą cudem uratowała remis z Arką, musi skupić się na zadaniach mniej odległych. Wciąż wydaje się, że Warszawiacy ostatecznie utrzymają się w lidze, ale też z drugiej strony mało kto zakładał, że Wisła Kraków spadnie z Ekstraklasy. Legia, podobnie jak tamta "Biała Gwiazda", daje wiele argumentów, aby niewiarygodne uczynić prawdopodobnym. Nie ma przypadku, że Legia zakopuje się w strefie spadkowej. Nie ma przypadku, że w ostatnich pięciu meczach zdobyła najmniej punktów w stawce. "Wojskowi" grają po prostu źle, a pozbawiony czarodziejskiej różdżki Marek Papszun nie zdołał odmienić losu zespołu.
Nie zdołał też odmienić swawolnego podejścia Dariusza Mioduskiego. Właściciel Legii wciąż nie rozumie nastrojów, które rządzą sercami kibiców. Nie chodzi oczywiście o usprawiedliwianie bandyckich okrzyków i gróźb w razie relegacji do I ligi, ale zapowiadanie, że Legia ma sezon w sezon walczyć o mistrzostwo, a w bieżącym celuje przynajmniej w puchary, jest kuriozalne, zakrawa o niedorzeczność. Mioduski stara się reklamować coś, czego obecnie nie ma, czyli wielką sportowo Legię.
W głośnej rozmowie z beIN Sports (liderem medium jest Nasser Al-Khelaifi, szef PSG, ale też dobry znajomy Mioduskiego między innymi z Europejskiego Stowarzyszenia Klubów) Mioduski znów brzmiał jak zdarta płyta. Powtarzał frazesy dotyczące wielkich możliwości, marzeń, planów. Stwierdził między innymi, że każdy brak mistrzostwa Polski traktuje jako porażkę. Cóż, wydaje mi się, że powinien już do nich przywyknąć, bo ostatni tytuł Warszawiacy zgarnęli w 2021 roku i na kolejny jeszcze sobie poczekają.
Wypowiedzi właściciela Legii trudno również potraktować jako reklamę ligi. To przecież nie pierwszy raz, gdy Mioduski formułuje takie wnioski w wywiadach. Powtarza je jak mantrę, być może chcąc zmienić niekorzystną dla niego rzeczywistość. Gdzieś tam, gdzieś w świecie wyobrażonym, Legia jest największa w Polsce i ma narzędzia niezbędne do utrzymania statusu hegemona. Mioduski wykreował sobie świat alternatywny i się go trzyma. Nie sili się więc na refleksje, pozwala na gigantyczną dawkę optymizmu. Do rażących błędów się nie przyzna, bo ze słów nie wynika, aby poważny problem istniał. Są potknięcia, niedogodności, ale przecież zaraz Warszawiacy wrócą na zwycięską ścieżkę, bo tak być musi.
Tymczasem "Wojskowi" nie wygrali żadnego meczu za kadencji Papszuna, a w spotkaniu z Arką trener zdawał się wyraźnie sugerować słabość kadry. Należy przy tym wątpić, czy sytuacja zmieni się na korzyść szkoleniowca. Niezbędne narzędzia, o których mówił Mioduski, nie oznaczają bowiem budżetu porównywalnego z Widzewem a nawet Pogonią. W zimowym okienku Legia ściągnęła tylko jednego piłkarza. Zastanawia się nad nowym napastnikiem, ale jednocześnie boi takiego ruchu, bo... poprzednie wzmocnienia tej pozycji były nieudane. A jako że Legia nie ma pieniędzy, to każdą złotówkę będzie oglądała z czterech stron.
W aktualnej sytuacji trudno z pełną powagą podejść do opowieści Mioduskiego. On swoje, Legia swoje. To dwa światy, które mają coraz mniejsze szanse na to, aby się spotkać. Mioduskiemu bliżej do ściągnięcia do stolicy Odry Opole niż NBA.

Przeczytaj również