Mocny transfer reprezentanta Polski. "Niedawno można byłoby popukać się w czoło"

Mocny transfer reprezentanta Polski. "Niedawno można byłoby popukać się w czoło"
Pawel Andrachiewicz / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 16:30
Stade Rennais w ostatnich latach sprzedał za ponad sto milionów euro Jeremiego Doku i Desire Doue, a jego akademia szczyci się, że wychowała laureata Złotej Piłki. Drużyna zmarnowała jednak ostatnie dwa sezony, mając w tym czasie pięciu trenerów. Obecny szkoleniowiec Habib Beye mówi wprost: “Wracamy do europejskich pucharów, albo odchodzę”. I właśnie w tym celu klub z Bretanii sięga po Sebastiana Szymańskiego z Fenerbahce.
Gdyby ten transfer rozgrywał się w październiku, można byłoby popukać się w czoło. Francuskie media dudniły o konfliktach w szatni Rennes i o tym, że trener Habib Beye za chwilę spakuje biurko. Rennes w pierwszych dziesięciu kolejkach miało jedynie dwa zwycięstwa. Fatalnie rozpoczęło sezon - od porażki w derbach z Lorient aż 0:4. Druga część sezonu to jednak reanimacja zespołu, bo od listopada tylko Lens i PSG punktują lepiej. Sebastian Szymański przychodzi do jednej z najbardziej ofensywnych drużyn w lidze, która wyróżnia się choćby tym, że gra na dwóch napastników. I jak już dopadnie do rywala, to nie odpuszcza.
Dalsza część tekstu pod wideo

Okazja rynkowa

Dla reprezentanta Polski transfer do Francji to przejście do bardziej prestiżowej ligi i wreszcie szansa na regularną grę. Jego ostatni czas w Fenerbahce znacząco odbiegał od tego jak świetny był dwa sezony temu. Domenico Tedesco rzadko wystawiał Szymańskiego w pierwszym składzie. Jego statystyki w lidze, czyli gol i asysta, pokazują skalę tego zjazdu. Zresztą już od jakiegoś czasu miał łatkę zawodnika “do wypchnięcia”, co stanowiło dobrą okazję rynkową dla Rennes. Francuzi pamiętają jego świetne momenty w Turcji, a wcześniej też w Holandii. Szymański ma 26 lat i ciągle dużo do zaoferowania. Fakt, że dawniej zachwycali się nim Jose Mourinho i Arne Slot, również robi swoje.
Trener Habib Beye od dawna powtarzał, że potrzebuje piłkarza z iskrą oraz błyskotliwością. W trakcie sezonu odstawił dwóch doświadczonych graczy, czyli Seko Fofanę i Ludovica Blasa. Obaj są cieniami piłkarzy, którymi dawniej byli w lidze francuskiej. Beye gra ustawieniem 3-5-2, gdzie w środku ma trójkę graczy bez typowego ofensywnego wejścia w pole karne. Szymański nie powinien mieć problemu z miejscem w jedenastce. Rennes potrzebuje zawodnika, który nęka rywali, rozrywa linie i umie obsłużyć napastników. Beye przede wszystkim chce odblokować Estebana Lepaula, który po transferze z Angers stał się rewelacją sezonu. Niestety 25-latek od listopada mocno się zaciął.

Brak iskry

W tym momencie konkurencja w Rennes nie jest duża. W kadrze dominują pomocnicy bardziej defensywni, jak kapitan Valentin Rongier, typowy box-box Mahdi Camara i Quentin Merlin, który zaczynał sezon na lewej obronie. Szymański może też atakować ze skrzydła i być graczem, który wprowadzi nieprzewidywalność, kiedy Beye zdecyduje się zmienić system. Polakowi powinien pomóc fakt, że drużyna ostatnio złapała dobry rytm i jest już szósta w tabeli. Rennes mocno atakuje puchary, w których nie grało od dwóch lat. Wcześniej Bretończycy przez sześć sezonów bawili się w Europie, docierając nawet do Ligi Mistrzów w czasach, kiedy grał tam Eduardo Camavinga.
To jak ważnym klubem na mapie Francji jest Rennes, pokazuje marka ich akademii - przez trzy sezony wygrywali ranking federacji, a ostatnio chwalą się tym, że to oni wychowali Ousmane’a Dembele. Za Rennes przemawiają też stabilne struktury, bo od 1998 roku klubem rządzi rodzina Pinault z majątkiem szacowanym na 25 miliardów dolarów. Prezesem jest Arnaud Pouille, który wcześniej pracował w Lens i ma słabość do Polaków. To choćby z tego względu ściągnięto wcześniej Przemysława Frankowskiego, a teraz wybór padł na Szymańskiego. Plus nowego klubu to także fanatyczna baza fanów w Bretanii, pulsujący Roazhon Park, na którym od przyszłego sezonu, podobnie jak np. w Lens, ma powstać trybuna z miejscami stojącymi.

Okno wystawowe

Rennes ma też znakomitą markę w Europie, jeśli chodzi o promowanie graczy. Nie chodzi tylko o młode perełki jak Doku, Doue, czy Kalimuendo, bo w przeszłości sprzedawali też z zyskiem graczy po 25. roku życia. Trzeci najdroższy transfer klubu, czyli Nayef Aguerd (35 mln euro), miał 26 lat, kiedy przechodził do West Hamu. Martin Terrier był o rok starszy w chwili transferu do Bayeru Leverkusen (20 mln euro). A w podobnym wieku byli jeszcze Lovro Majer (Wolfsburg, 25 mln) i Gaetan Laborde (Nice, 15 mln). Dla Rennes kupienie Szymańskiego za 9 mln euro plus bonusy to tak naprawdę okazja. Polak nie jest nawet w pierwszej trzydziestce ich najdroższych zakupów, a ciągle ma spory potencjał sprzedażowy. Jeśli odpali wiosną, a Rennes awansuje do europejskich pucharach, to obie strony mocno na tym skorzystają.
Klub w tym momencie znajduje się na etapie wygrzebywania się z dwóch ostatnich ciężkich sezonów. Ewidentnie wyhamował po świetnym okresie Juliena Stephana w latach 2018-2021. To wtedy wygrał Puchar Francji i grał w Lidze Mistrzów. Wydawało się, że na stałe zagości w elicie francuskiej piłki. Potem jednak nastały rządy Bruno Genesio, a powrót Stephana w roli ratownika nie wypadł tak jak przewidywano. Fatalną decyzją było też powierzenie drużyny argentyńskiemu wariatowi Jorge Sampaolemu, który wytrwał na stanowisku dziesięć spotkań. Od stycznia 2025 roku nowe Rennes próbuje budować Habib Beye, który wcześniej pracował tylko w Serbii. Mistrzowski tytuł z Crveną zvezdą otworzył mu drogą na francuskie salony.

Walka o jakość kadry

Senegalczyk na razie przetrwał jesienne sztormy i jest na miejscu premiowanym europejskimi pucharami. Do Ligi Mistrzów brakuje mu tylko czterech punktów. W tym momencie Beye walczy o to, by w klubie pozostał środkowy obrońca Jeremy Jacquet, za którego Chelsea daje 50 mln euro.
- Potrzebujemy go do realizacji naszych celów. Gdybyśmy go stracili, to oznaczałoby duży spadek jakości całego zespołu - mówił Beye na łamach L’Equipe.
Co ciekawe, Jacquet jeszcze rok temu grał w Ligue 2 w barwach Clermont. To pokazuje jak szybko w Rennes można podbić swoje akcje i że wielkie kluby lubią robić interesy z Bretończykami.

Przeczytaj również