Mundial bez wielkiej gwiazdy! Pominięty w... 55-osobowej kadrze. To efekt fatalnej formy
Alvaro Morata nie zagra na zbliżających się mistrzostwach świata, ale nie jest to żadne zaskoczenie, biorąc pod uwagę jego formę w Serie A. Przychodził do Como jako kumpel Cesca Fabregasa i zawodnik, który ma coś do udowodnienia. Kończy bez gola w lidze, z coraz rzadszymi minutami gry i z kolejnym epizodem, pokazującym, że lepiej już było. W Hiszpanii właśnie odtrąbiono koniec pewnej epoki.
Trudno w to uwierzyć, ale wciąż jest trzecim najlepszym strzelcem w historii mistrzostw Europy - po Michelu Platinim i Cristiano Ronaldo. Nikt nie zabierze mu dwóch trofeów Ligi Mistrzów, Ligi Europy z Chelsea i innych pucharów wygrywanych w czterech krajach. Gdyby się dobrze zastanowić, to Alvaro Morata jest jednym z najbardziej utytułowanych graczy swojego pokolenia. A mimo to nigdy nie zyskał globalnego szacunku. Był krytykowany, przerabiany na memy. Nawet w swoich najlepszych momentach słyszał, że gdyby strzelał do Johna Lennona, ten nadal chodziłby po świecie.
Cios w twarz
Hiszpanie na mundialu w Stanach Zjednoczonych będą maszerować bez niego. Luis de la Fuente nie chciał publicznie podawać wstępnej, 55-osobowej kadry, którą wysłał do FIFA, ale dziennikarze szybko do takiej listy dotarli. Selekcjoner zrezygnował z 34-letniego Daniego Carvajala, narzekającego na urazy. Drugim pominiętym jest Morata - kapitan podczas EURO 2024, choć trzeba pamiętać, że ostatni raz w kadrze zagrał we wrześniu 2025 roku. Wszedł na 16 minut, zmieniając Lamine’a Yamala.
Wygrany turniej w Niemczech był jego peakiem. Morata zagrał w każdym z siedmiu meczów. Potem był też podstawowym zawodnikiem w Lidze Narodów, choć w finale nie wykorzystał karnego w serii jedenastek z Portugalią. Kiedy jechał na poprzednią wielką imprezę, był po udanym sezonie w Atletico. Cholo Simeone potrafił stworzyć z niego jednego z najskuteczniejszych napastników La Ligi. Morata miał 15 goli na koncie, co jest kontrastem do tego, co wydarzyło się później. Przejście do Milanu w 2024 roku zapoczątkowało zjazd 34-latka.
Spirala błędów
Morata już wcześniej opowiadał o swoich demonach. O tym, jak dźwigał presję i nie czuł się dobrze psychicznie. Sam potem mówił, że podjął decyzję o transferze w złym momencie, potem doszły urazy plus słaba gra całego zespołu Paulo Fonseki.
- W Milanie przeżyłem rzeczy, których nigdy w karierze wcześniej nie doświadczyłem. Nie czułem się tam dobrze - tłumaczył na łamach La Gazzetta dello Sport.
Chodziło mu głównie o okres po zmianie trenera na Sergio Conceicao. Morata następne pół roku spędził na wypożyczeniu w Galatasaray, a potem zapragnął odbudować reputację w Como. Odważny projekt Cesca Fabregasa na papierze wydawał się idealnym rozwiązaniem.
Znali się z Chelsea. Razem podnosili Puchar Anglii w 2017 roku. Ale Fabregas od początku mówił, że nie będzie traktował go jak kumpla, tylko zawodnika mającego pobudzić konkurencję w składzie. Kiedy w lutym Como przegrało z Fiorentiną, a Morata wyleciał z boiska, hiszpański trener wprost powiedział, co o tym myśli.
- Prowokacja jest częścią piłki nożnej. Ci, którzy nie potrafią z tym żyć, powinni zmienić karierę. Od tak doświadczonego zawodnika jak on oczekuję znacznie więcej - mówił Fabregas.
Wypożyczony z Milanu napastnik w 24 meczach ligowych ani razu strzelił gola. Podstawowym napastnikiem Como jest Grek Anastasios Douvikas. Morata, jeśli gra, to głównie “ogony”.
Flop sezonu
Włoskie media nie oszczędzają go w ostatnich tygodniach. Coraz częściej pojawiają się rankingi flopów i tam Morata bywa regularnie. Podkreśla się jego nerwowość w wykończeniu, ale też ogólne rozstrojenie i drobne incydenty, kiedy frustruje się i zbiera kartki. Oczywiście, po drodze miał też kontuzję, gdy wypadł na prawie dwa miesiące. Kiedy wrócił w lutym, zaliczył jedną asystę. Latem raczej wróci do Milanu i będzie szukał następnego przystanku. Trudno wierzyć w to, że pokaże jeszcze przebłyski jak w najlepszym okresie z Atletico czy Realu, dla którego w sezonie 2016/2017 zdobył 15 bramek w La Lidze.
To był czas, kiedy Hiszpan potrafił ustrzelić hat-tricka przeciwko Leganes. W wielu spotkaniach wychodził jako podstawowy napastnik, a na ławce siedział Karim Benzema. Był wychowankiem, członkiem La Decimy i dużą nadzieją na przyszłość. Z drugiej strony - nigdy nie miał statusu napastnika kultowego. To paradoks, że piłkarz z ponad 200 golami w profesjonalnej karierze przez wiele lat był postrzegany bardziej przez pryzmat zmarnowanych okazji, dziwnych wypowiedzi, a nie trofeów, które zdobywał.
Koniec epoki
Morata, od kiedy pamięta, zawsze budził skrajne emocje. Jako dziecko raz pozował w koszulce Realu, a potem w Atletico. W Hiszpanii porównano to do sceny jednego z filmów, gdzie chłopak przeprowadzający się do Andaluzji mówi, że kibicuje zarówno Sevilli, jak i Betisowi. To w tamtym momencie zaczęło się jego szkolenie gnębienie.
Podobnie było z Moratą, który wielokrotnie zmieniał kluby i w każdym z nich mówił, że kibicował mu od dziecka. Krytyka nasiliła się po transferze do Chelsea w 2017 roku, gdzie z nerwów rzucał telefonem o ścianę. Potem na EURO 2021 został wygwizdany przez własnych kibiców. Po meczu z Polską otrzymał groźby śmierci i całą noc nie mógł zasnąć
Leonardo Bonucci w Juventusie powiedział kiedyś, że Morata wiecznie wędruje po ziemi niczyjej - nikt go nie kocha, wszyscy gnębią. Drobne chwile triumfów ostatecznie i tak kończą się powrotem na starą trajektorię. W trakcie trwającego EURO 2024 powiedział, że chce odejść z reprezentacji i rozważa wyjazd za granicę, bo nigdzie nie jest tak prześladowany, jak we własnym kraju. To jeszcze bardziej nakręciło spiralę nienawiści. El Confidencial napisał, że Morata to kapitan, który przynosi wstyd Hiszpanii. Dostał łatkę beksy, która nie umie mierzyć się z krytyką.
Ten obraz nie zmienił się z biegiem lat. Nawet ostatnio, kiedy odchodził z Galatasaray, podziękował kibicom, ale klubowi wbił mocną szpilę. Nie żegnał się w pozytywnej atmosferze. Właściwie od roku jest piłkarzem-widmo. Rozdział w reprezentacji Hiszpanii prawdopodobnie zakończy z 87 meczami i 37 golami. Strzelał na EURO i mundialu. Przez lata był ważną częścią ekipy La Roja, ale ta w tym momencie ma taki podaż talentów, że oczywistą sprawą jest stawiania na młodszych.
Hiszpania bez Moraty nie będzie słabsza niż na EURO 2024. I znowu będzie jednym z głównych faworytów.