Nadchodzą duże zmiany w Wiśle Kraków? "Chciał pomóc, ale dostał po nosie"
O Wiśle Kraków, która wraca do Ekstraklasy, jej obecnym i być może przyszłym właścicielu, a także ciekawej książce autorstwa Jacka Laskowskiego - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinki cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Co dalej z Wisłą?
Wisła w Ekstraklasie… I bardzo dobrze, i całkiem zasłużony awans. Po czteroletniej kwarantannie w pierwszej lidze, Wisła – jeden z najlepszych, najbardziej zasłużonych klubów w historii naszej piłki - wrócił “tam, gdzie jej miejsce”. To oczywiście cytat z najbardziej oddanych i fanatycznych kibiców “Białej Gwiazdy”. Poczucie satysfakcji z kibicowania swojej ekipie, uznanie miejsca Wisły w polskim futbolu, całowanie herbu swego klubu na zawołanie… Jest w tym autentyczna miłość, ale i swoista pycha. Jesteśmy Wisłą, Wisła to my - fani zawsze to powtarzają. I nieważne, czy ich klub dryfuje w nieznanym kierunku, czy walczy o mistrzostwo Polski lub zasługi w europejskich pucharach. To, że takie wyznanie wiary prezentują fani, jest w sumie dość zrozumiałe. Gorzej, kiedy ludziom odpowiedzialnym za codzienny i przyszły byt (zostawmy chwalebną przeszłość…) swego klubu włącza się czasami mało racjonalny tryb. Prowadzenie klubu to odpowiedzialność, przezorność, zapobiegliwość w budowaniu klubowego budżetu, a nie kokietowanie kibiców czy mediów.
Nie mam najmniejszego zamiaru czepiać się czy krytykować człowieka, który przez ostatnie kilka lat robi, co może, by Wisła była nadal wielka. Wielka nie tylko na trybunach i w sercach fanów. Jarosław Królewski, dziś prezes i główny udziałowiec Wisły, stoi jednak przed kolejnym wielkim wyzwaniem. Wielomiesięczna narracja o “wejściu w klub” właściciela Wieczystej Kraków, Wojciecha Kwietnia, człowieka majętnego, od zawsze kochającego Wisłę, rozpala nie tylko piłkarski Kraków. Już kilka razy Kwiecień chciał pomóc Wiśle swoimi pieniędzmi, swoim pomysłem na klub, swoim doświadczeniem biznesowym i sportowym. Ale dostał po nosie… I od fanatyków klubu zgromadzonych na trybunach, i od najpoważniejszych akcjonariuszy Wisły. Nie chciano wpuścić go do tego towarzystwa, bo zbyt mocny, zbyt bogaty i potrafiący pokazać, że zna się na tej robocie?
Ostatnie tygodnie pokazały, że sprawa znowu wraca. Właściciel Wieczystej jest człowiekiem czynu, na piłce się zna, ma swoje koncepcje prowadzenia drużyny i klubu, i jest niezależny. Jego wejście w Wisłę nie może być jedynie wkładaniem w nią pieniędzy i brakiem odpowiedzialności za kierowaniem firmy. Jakby nie patrzeć, we władzach Wisły trzeba się posunąć i zrobić miejsce nowemu graczowi, jeśli klub ma być znowu wielki i nie popaść ponownie w pierwszoligową kwarantannę. Dziś trudno wyobrazić sobie 20 czy 30 procent udziałów pana Kwietnia w spółce i brak jego mocy sprawczej w zarządzaniu klubem. Zbyt dobrze znał metody, pasję i skuteczność Bogusława Cupiała, który prawie 30 lat temu zaczął budować wielką Wisłę, by teraz bawić się w niedzielnego sponsora, wykładającego forsę na… nie wiadomo co. To typ właściciela, który nie zadowala się uwagami gości na trybunie VIP, typu: "To bardzo ciekawy ten nasz skrzydłowy… Za kilka lat zarobimy na nim miliony euro". Lubi brać udział w dyskusjach o transferach, profilu zawodników, wizji pierwszego zespołu. Nawet jego najbliżsi współpracownicy mówią krótko: "Zna się". Taka lakoniczna opinia ludzi piłki jest bardzo cenna.
Wizja współpracy Królewski – Kwiecień jest kusząca pod Wawelem. Serce, pasja, umiejętność tworzenia korzystnego PR-u i komunikacji plus twarda, duża kasa i umiejętność tworzenia pionu sportowego, to może być dobry pomysł na to, by wielka firma znowu zaczęła rządzić w naszej piłce. Jest jeden problem: obaj Panowie tak bardzo kochają Wisłę, że w imię tej miłości mogą nie znaleźć konsensusu i pozostaną na swych pozycjach. A może się tylko mylę? Dajmy jeszcze kilka, kilkanaście dni na świętowanie po awansie. A potem racjonalne działania, poczucie odpowiedzialności i wypracowanie nowego pomysłu na ich klub.
Książka, którą warto przeczytać
Fajną książkę przeczytałem… Jacek Laskowski, jeden z głosów reprezentacji Polski, napisał książkę “Dawno temu na Mundialu” (krakowskie wydawnictwo Emocje Plus Minus). Jacek opisuje swój pierwszy Mundial, który komentował wtedy dla TVP. Dobra, fajna rzecz… Jacek, umiejący jak mało kto barwnie komentować futbol, potrafi pisać ciekawie. W jego komentarzach jest i temperatura, i umiejętność podania ciekawostek i niedyskrecji. Tak jak w telewizji nie jest nachalny, nie patrzy na piłkę nożną jak na projekcję swych odczuć, ambicji czy frustracji. Pomysł na otwarcie meczu, dowcip, czasami szydera (piłkarze to kochają…), ironia, a nawet autoironia, wszystko to podane w profesjonalny sposób, czynią jego komentarze telewizyjne absolutnie atrakcyjnymi dla uszu widza.
Czy to pobrzmiewa na kartach “Dawno temu na Mundialu”? O tak! Jacek dał radę. Kiedyś, strasznie dawno temu, jeden z moich mentorów zawodu powiedział, że jak “ktoś umie pisać, to i dobrze skomentuje mecz w telewizji czy radiu”. Dziś powiedziałbym to o Jacku: "Świetny komentator poradzi sobie z piórem (a raczej z klawiaturą komputera…)".
To lektura nie tylko dla dziadersów, ale dla każdego, kto kocha piłkę, lubi i ceni red. Laskowskiego, a na Amerykę patrzy nie tylko przez pryzmat fascynującego Nowego Jorku, Hollywoodu, Coca Coli czy prezydenta Donalda Trumpa.
Miłej lektury!