Nagły kandydat do mistrzostwa Polski. Pomogły... porażki. "Apetyt rośnie"

Przegranie trzech kolejnych dwumeczów w europejskich pucharach to nie jest dobra podstawa, aby kogokolwiek chwalić. Ale z tych spotkań może płynąć cenna nauka, która dla Górnika Zabrze zaprocentuje już w najbliższej przyszłości.
Górnik nie miał łatwego życia od początku walki w Europie. W Lidze Mistrzów trafił na Fenerbahce, później było niewiele lepiej. W Lidze Europy czekał Ferencvaros, w Lidze Konferencji zaś AS Monaco. W efekcie Zabrzanie nie wygrali żadnej rywalizacji, a realną walkę nawiązali jedynie z Węgrami. Jeśli jakiegoś spotkania naprawdę szkoda, to właśnie rewanżu z Ferencvarosem. Gol Kacpra Urbańskiego dawał dogrywkę, ale w wyniku popełnionych błędów marzenia o awansie zabrał “swojak” Michala Sacka. Niedługo później okazało się, że ten Ferencvaros to ekipa całkiem konkretna, Madziarzy rozbili Trabzonspor w dwumeczu aż 5:0. Pomogły w tym łącznie trzy czerwone kartki pokazane Turkom, ale nawet w meczu wyjazdowym Ferencvaros okazał się lepszy, a w przewadze grał wtedy dosłownie kilka chwil.
Górnik wyraźnie słabszy okazał się jedynie od AS Monaco, zwłaszcza starcie w Księstwie było brutalną lekcją piłkarskiej pokory. Gospodarze górowali w absolutnie każdym aspekcie, jedynego gola stracili dopiero wtedy, kiedy odechciało im się biegać. Przed trafieniem Janisa Antiste Górnik miał może jedną okazję realnie zagrażającą bramce Lukasa Hradeckiego. Zabrakło wszystkiego - szczęścia, jakości, koncentracji. Napastnika też, bo wspomniany Antiste przed rewanżem z Monaco miał uzbierane dziewięć minut.
Tak, Zabrzanie koniec końców zebrali manto w eliminacjach - zero zwycięstw, dwa remisy, bilans bramkowy 5:11 - ale cały sezon nie musi stać pod znakiem niepowodzenia w Europie. Wręcz przeciwnie. W tym momencie istnieją konkretne podstawy ku temu, aby zakładać, że ekipa Michala Gasparika za rok podejmie jeszcze jedną próbę. I kto wie, może wówczas finał będzie znacznie bardziej pozytywny.
Przede wszystkim, Górnik ma kadrę predestynującą do tego, aby walczyć o mistrzostwo Polski. Być może staje się właśnie najbardziej prawdopodobnym kandydatem obok Legii Marka Papszuna. Nikt o zdrowych zmysłach nie skreśli też Lecha i Jagiellonii, chociaż tę dwójkę czeka zasłużona walka w Lidze Europy, więc siłą rzeczy znacznie trudniej będzie utrzymać tempo przez kolejne miesiące. Jeśli natomiast zestawimy Górnika z Rakowem - innym niespełnionym pucharowiczem - dostrzeżemy przepaść na korzyść Zabrzan. “Medaliki” są rozbite nie tylko ze względu na kompletnie nieudaną kadencję Dawida Kroczka, ale również konstrukcję zespołów, w którym widać coraz więcej braków. Górnik, być może nieco nieoczekiwanie, jawi się jako miejsce zdecydowanie stabilniejsze.
Zabrzanie nieprzypadkowo wygrali wszystkie mecze w Ekstraklasie (są jedyną ekipą z kompletem punktów). Drużynę zbudowano z myślą o awansie do europejskich pucharów. Nie udało się, ale drużyna pozostaje, co daje bardzo dużą przewagę i niezaprzeczalny komfort wyboru dla Gasparika. Środek obrony z odbudowanym Rafałem Janickim i Josemą dysponującym dobrym przeglądem pola. Lewa obrona z Ondrejem Zmrzlym i Erikiem Janżą, prawa z Patrykiem Warczakiem oraz Michalem Sackiem. Środek pola, który jeszcze chwilę temu przypominał lej po bombie, wygląda na imponujący w skali polskiej ligi - Maximilian Dietz, Kacper Urbański, Paulo Bernardo, a niedługo wróci Jarosław Kubicki. Do tego Michal Sadilek, chociaż u Czecha widać obniżkę formy. Za skrzydła odpowiadają Maksym Chłań, Peter Federico i Yvan Ikia Dimi, znów zawodnicy świetni na ekstraklasowych podwórkach.
Gdyby w Zabrzu była naprawdę klasowa “dziewiątka” (Antiste może się nią stać) oraz bardziej przekonujący bramkarz (Philipp Schulze zaliczył naprawdę nieudane występy w Europie), trudno byłoby się do klubu Lukasa Podolskiego jakkolwiek przyczepić. Wciąż ma po dwóch jakościowych zawodników na niemal każdą pozycję. Ile zespołów w Polsce może powiedzieć o to samo?
- Dzisiaj nam dużo brakowało, ale z takiej porażki dużo się uczysz. Chłopaki, którzy marzą o ligach TOP5, zobaczyli, jaki tam jest poziom. Jak się operuje piłką, jak szybko się gra, jak się zachowujesz przy akcjach. Fajna lekcja. (...) Została nam liga i trzeba odbudować to, co się skończyło w tamtym sezonie - powiedział Podolski.
W Zabrzu nikt nie załamuje rąk, ale zakasuje rękawy do dalszej pracy. W poprzednim sezonie udało się sięgnąć po wicemistrzostwo, zdobyć Puchar Polski. Nie ulega wątpliwości, że teraz Zabrzanie będą celowali przynajmniej w powtórzenie tego wyniku. Przynajmniej, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, a trudno ocenić, aby zespół prezentował się na papierze gorzej niż przed rokiem. Górnik będzie dalej straszył, co zresztą już pokazał - z Fenerbahce, ze Śląskiem, Radomiakiem i wreszcie Wisłą. Ma kapitalnego trenera (niewątpliwie jednego z najlepszych w Polsce), właściciela z imponującymi koneksjami, czutkę do transferów i mocny skład.
Nie czuję, żeby polski futbol został skompromitowany przez trzy przegrane dwumecze. Bliżej mi raczej do stwierdzenia - umarł pucharowicz, niech żyje pucharowicz?