Henry zachwycony niedocenioną gwiazdą. Szokujące, że gigant sprzedaje takiego piłkarza
W klubie jest wiecznym kandydatem do odejścia, w reprezentacji miał być w cieniu większych nazwisk. A jednak w decydujących momentach to on bierze na siebie największy ciężar odpowiedzialności. Leandro Trossard to wypisz wymaluj piłkarz z gatunku tych niedocenionych.
To mały cud, że Belgia wciąż bierze udział w tegorocznym mundialu. W 85. minucie rywalizacji z Senegalem podopieczni Rudiego Garcii byli co najmniej jedną nogą poza turniejem. Przegrywali 0:2, Jeremy Doku i Kevin De Bruyne zostali już zdjęci z boiska, a w przerwie na nawodnienie Leandro Trossard wdał się w słowną sprzeczkę z Yourim Tielemansem. Wydawało się, że właśnie oglądamy ostatnie tchnienie złotej generacji. A jednak “Czerwone Diabły” zdołały zawrócić, stojąc u progu piłkarskiego piekła.
Bohaterami awansu do 1/8 finału zostali uczestnicy wcześniejszej kłótni, czyli Tielemans i Trossard. Pomocnik Aston Villi ustrzelił dublet, zawodnik Arsenalu zanotował asystę, która doprowadziła do dogrywki. Wszechstronny skrzydłowy jeszcze raz potwierdził, że w chwilach największej trwogi kibice “Kanonierów” i Belgów mogą na niego liczyć.
Śladami legendy
Trossard często pozostaje w cieniu. Myślisz Arsenal i w pierwszej kolejności do głowy przychodzą nazwiska wielu innych członków obecnej kadry. A jednak to Belg jest siódmym zawodnikiem z największą liczbą występów w erze Mikela Artety. I to pomimo nie najdłuższego stażu - na Emirates przeniósł się w styczniu 2023 roku, kiedy “The Gunners” ubili rewelacyjny interes. Przy obecnych cenach kluby z Premier League za 24 mln euro czasami nie podnoszą nawet słuchawki. Tymczasem właśnie tyle wydali Londyńczycy na piłkarza gwarantującego niezwykłą jakość i regularność.
Belg w trzech ostatnich sezonach klubowych brał udział kolejno przy 20, 20 i 19 bramkach. Praktycznie zawsze jest do dyspozycji, ponieważ od momentu opuszczenia Brighton przegapił raptem cztery mecze z powodu urazów. To on został autorem być może najważniejszego trafienia w mistrzowskim marszu Arsenalu. W 36. kolejce zapewnił bezcenne zwycięstwo 1:0 nad West Hamem. W tamtym momencie właściwie było już wiadomo, że tytuł powędruje do Północnego Londynu.
- To nasz mały magik. Praca z nim to przyjemność, bo w każdym sezonie wznosi się na jeszcze wyższy poziom, dokłada kolejne elementy do swojej gry. Potrafi operować na obu skrzydłach, jako napastnik czy ofensywny pomocnik. Jego wszechstronność bardzo ułatwia nam życie - zachwycał się Arteta.
Styl gry i przydatność Trossarda najlepiej podsumował Thierry Henry. Zestawił go z Fredrikiem Ljungbergiem, który był członkiem magicznej ekipy “The Invincibles”. Na pierwszy rzut oka takie porównanie może wydawać się przesadą, biorąc pod uwagę legendarny status Szweda. Jednak Francuz doskonale poznał obu piłkarzy, z jednym wspólnie czarował, drugiego prowadził jako asystent w kadrze Belgii. Jeśli Henry widzi uderzające podobieństwo, to znaczy, że ono istnieje.
- Wiem, co potrafi Leo, widziałem to wszystko na treningach. Początkowo nie zawsze miał miejsce w składzie, ponieważ był Eden Hazard. Ale nie dziwi mnie, jak daleko zaszedł. Ma wyjątkową umiejętność wykończenia akcji obiema nogami. Ciężko nad tym pracował, co przyniosło efekty. Rozumie też, że po drugiej stronie ma Bukayo Sakę, więc nie jest skrzydłowym, który ustawia się szeroko i wysoko. Raczej schodzi do środka i tam szuka okazji. Potrafi strzelać gole po akcjach, które nasuwają mi na myśl Freddiego Ljungberga. Za moich czasów też zaczynaliśmy budować akcję bliżej lewej strony, po czym Freddie schodził do środka i kończył na dalszym słupku. Trossard doskonale rozumie grę i wie, jak najlepiej może pomóc drużynie - powiedział Henry dla Betway.
Niedoceniony
Trossard jest niezwykle przydatnym elementem w układance Artety. A jednak średnio co pół roku w mediach królują informacje o jego potencjalnym odejściu. Wielu kibiców Arsenalu, zastanawiając się nad pozycją, która wymaga wzmocnienia, bez wahania wskazuje lewe skrzydło. Media dodają swoje, filtrując regularnie informacje o zainteresowaniu takimi piłkarzami jak Bradley Barcola, Morgan Rogers czy Kenan Yildiz. To są gwiazdy, zawodnicy, którzy potrafią wywoływać gęsią skórkę. Odpalasz ich mecze czy kompilacje i myślisz: “WOW, tak się gra w piłkę”. Ale w futbolu głównie liczy się produktywność, a pod tym względem Belg potrafi przerastać wielu potencjalnie bardziej elektryzujących graczy. Parafrazując słowa, którymi opisywano niedawno Jalena Brunsona z New York Knicks, każdy może być lepszy od Trossarda, dopóki nie trzeba faktycznie być lepszym od Trossarda.
Na początku czerwca Yagiz Sabuncuoglu i inni dziennikarze podawali, że o 31-latka poważnie zabiega Besiktas. Turcy mieli zaoferować Arsenalowi 20 mln euro, a piłkarzowi kontrakt z pensją na poziomie 10 mln euro rocznie. Według medialnych doniesień Londyńczycy zostawili Belgowi wolną rękę w kwestii decyzji o ewentualnym zaakceptowaniu propozycji. Sam zainteresowany tuż przed startem mundialu podkreślił, że na razie jest piłkarzem “The Gunners”, skupia się na turnieju i zobaczy, co przyniesie przyszłość. A przyszłość przyniosła serię bardzo dobrych występów.
Belgia jako całość zawodzi, ale akurat do skrzydłowego nie można mieć żadnych pretensji. Przeciwko Nowej Zelandii ustrzelił dublet, z Senegalem zaliczył asystę przy golu na 2:2. Kiedy “Czerwone Diabły” bezbramkowo remisowały z Iranem, to tylko ze względu na nieskuteczność kolegów Trossarda. On w tamtym meczu wykreował aż sześć okazji, ciągle generował zagrożenie w polu karnym. Znów potwierdziło się, że jak ulał pasuje do niego określenie “underrated”.
- Chciałbym wspomnieć o Leandro. Zwykle świat nie dostrzega tego, co robi, ale my zawsze możemy na niego liczyć - podkreślił Garcia po zwycięstwie z Irakiem. - Trossard jest najbardziej niedocenianym piłkarzem Arsenalu. Rozumie swoją rolę, akceptuje, że czasem jest rezerwowym, ale zawsze wnosi wkład w ofensywę. Jego inteligencja w grze kombinacyjnej stanowi wielki atut dla zespołu. Może jego gra nie bywa tak spektakularna w porównaniu np. z Eze, ale patrząc na stosunek ceny do jakości, to Belg góruje - pisał niedawno portal ArsenalInsider.com.
Piekielnie dobry
Gdzie byłaby dziś reprezentacja Belgii, gdyby nie Trossard? Najpewniej w domu. Obecnie ofensywa tej reprezentacji opiera się na świeżo upieczonym mistrzu Anglii, a nie przebrzmiałych gwiazdach z Lukaku i De Bruyne na czele. Nawet Doku, który przecież jest jednym z najlepszych dryblerów w Premier League, na tym turnieju raczej cieniuje. Robi sporo wiatru, z którego niewiele wynika. Drugi ze skrzydłowych zapewnia znacznie więcej konkretów.
Na tegorocznych mistrzostwach Trossard jest liderem swojej kadry w klasyfikacji kanadyjskiej (4 G/A), średniej dryblingów na mecz (2,5), ma najwyższy współczynnik oczekiwanych goli (1,58) i oczekiwanych asyst (1,73). W czterech meczach posłał 16 kluczowych podań, dzięki czemu jest najlepszym kreatorem wśród wszystkich uczestników mundialu. Nie Olise, nie Bellingham, żaden z portugalskich czy hiszpańskich wirtuozów.
Według doniesień The Athletic 31-latek ostatecznie ma zaakceptować ofertę Besiktasu i odejść za około 20 mln euro. Wbrew pozorom, to naprawdę nie jest dobra wiadomość dla mistrzów Anglii, biorąc pod uwagę jedynie kwestie sportowe, a nie ekonomiczne. Arsenal dysponuje praktycznie nieograniczonym budżetem, więc pewnie wyda kilkadziesiąt milionów euro na nowego skrzydłowego, który na papierze może nawet dysponować większym potencjałem. Ale czas pokaże, czy następca Belga z taką łatwością będzie notował po około 20 G/A na sezon.
Trossard potrzebuje teraz tylko jednego. Większej pomocy. Belgia nie tyle awansowała do 1/8 finału mundialu, co właściwie się tam doczłapała. Jeśli podopieczni Garcii marzą o wyeliminowaniu rozpędzonych Stanów Zjednoczonych, będą musieli zaprezentować zupełnie inną twarz niż przeciwko Senegalowi. De Bruyne, Lukaku, De Ketelaere, Doku - oni wszyscy muszą wznieść się na wyższy poziom. W pojedynkę jeszcze żaden Leo nie został mistrzem świata. Nawet ten nieco lepszy od Trossarda musiał dostać konkretne wsparcie.