Najbardziej rozchwytywany polski napastnik? Nie do wiary, czego dokonał w rok. "Podwójna sensacja"

Najbardziej rozchwytywany polski napastnik? Nie do wiary, czego dokonał w rok. "Podwójna sensacja"
Marta Badowska / pressfocus
Mateusz - Hawrot
Mateusz HawrotDzisiaj · 06:50
Może i teraz nie zmaterializuje się jego sensacyjny transfer do Legii Warszawa, ale latem powinien wybierać w grubych ofertach. Piłkarz, który osiem miesięcy temu przegrywał baraże o utrzymanie w II lidze, potem rozegrał rundę życia, rozbijając bank w niesamowitej ekipie “kopciuszka” na zapleczu Ekstraklasy. Kariera Rafała Adamskiego pędzi jak szalona.
Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że jeśli musisz wybierać w ataku pomiędzy Miletą Rajoviciem i Antonio Colakiem, to nawet napastnik z I ligi nie brzmi jak złe rozwiązanie. Ale odsuwając niepowagę na bok, trzeba podkreślić: nie byle jaki napastnik, a autor 11 goli i 10 asyst w rundzie jesiennej. Dlaczego Legia Warszawa wrzuciła na listę życzeń Rafała Adamskiego z Pogoni Grodzisk Mazowiecki i jaki to jest piłkarz? Nawet jeśli dzisiaj jego transfer na Łazienkowską nie wypali, warto zerknąć na 24-latka, który i tak będzie rozchwytywany. Szczególnie, jeśli utrzyma formę strzelecką.
Dalsza część tekstu pod wideo

Podwójna sensacja

- To zaskakujące nazwisko. [Ale] im dłużej się o tym myśli i to, w jakiej sytuacji jest Legia, to wcale nie jest takie głupie. Cechy i warunki Adamskiego odpowiadają Papszunowi. Wiadomo, że Legia potrzebuje napastnika. Piłkarz uniwersalny, 195 cm wzrostu, pracuje poza polem karnym - Marek Papszun lubi takich piłkarzy - mówił Tomasz Włodarczyk, komentując zainteresowanie Legii gwiazdą I ligi.
Nową gwiazdą, dodajmy. Adamski już wcześniej grywał na zapleczu elity, ale dopiero w bieżącym sezonie, jako “dziewiątka” beniaminka z Grodziska, rozwinął skrzydła. Powiedzmy sobie wprost: nikt nie spodziewał się ani tak rewelacyjnej rundy “kopciuszka” prowadzonego przez Piotra Stokowca, ani takich liczb 24-letniego snajpera. Tymczasem Pogoń po 19. kolejce jest na podium, a więcej bramek niż Adamski zdobył tylko Angel Rodado, piłkarz przerastający tę ligę o kilka poziomów.
Drużyna Stokowca była składana naprędce, z niskim budżetem i w trudnych warunkach, z pomocą patrona - właśnie Legii, ale nie przeszkodziło jej to punktować w szalonym tempie. Co istotne, naprawdę dobrze się ją oglądało. Ktoś niezaznajomiony z tematem mógłby spojrzeć wyłącznie na zdobyte punkty i założyć, że biedny jak mysz kościelna beniaminek stawia autobus, a brzydką i wyrachowaną grą bierze ligę sposobem. Nic bardziej mylnego. Absolutnie nie. Pogoń to świetnie zorganizowany, dynamiczny, odważny - choć bardzo młody - zespół. Zawodnicy nie kalkulują się i nie boją efektownej gry piłką. Imponująco sprawnie i przemyślanie przechodzą z akcją do finałowej tercji, a tam brylują skutecznością. Do tego, wiadomo, mocno przygotowane, zróżnicowane, przynoszące gole stałe fragmenty gry, a także kwestie pozaboiskowe: siła, jedność, szatnia, klimat. I Piotr Stokowiec na kierownicy.
- To jest ciekawy projekt, nowatorski w skali Polski, warto takim projektom kibicować, idea jest bardzo słuszna - opowiadał trener na kanale Meczyki.
Projekt, w którym drużyna musiała czekać kilka ligowych kolejek na kamizelki GPS do treningu. Oto rzeczywistość, w której odnalazło się wielu zawodników na zakręcie, do odbudowy. Wśród nich właśnie Rafał Adamski - on odpalił najbardziej. Odpalił tuż po tym, jak poprzedni sezon generalnie mógł spisać na straty. Najpierw spędził pół roku w pierwszoligowej wtedy, słabej i nijakiej Warcie Poznań. Po dwóch golach zimą wrócił do Zagłębia Lubin. Tam zebrał trochę minut w Ekstraklasie (159, bez bramki), jednak głównie występował w drugoligowych rezerwach. Swoje postrzelał - siedem trafień plus dwa w barażach. Barażach o… utrzymanie, przegranych przez Zagłębie z Podhalem Nowy Targ. Innymi słowy - w czerwcu Adamski spadł do III ligi, dziś, po kapitalnej rundzie w I, był realnym kandydatem do ratowania beznadziejnego ataku Legii. Nie do wiary, jak to szybko się zmieniło.

Więcej niż lis

Zmieniło oczywiście z uwagi na świetną dyspozycję strzelecką napastnika. Do Pogoni przeniósł to, co prezentował wiosną w lubińskich rezerwach, natomiast trzeba wyraźnie podkreślić jedną rzecz: to nie jest typowy lis pola karnego, specjalizujący się w dokładkach do podań z paru metrów. Mimo że jego wzrost może to sugerować, mówimy o “dziewiątce” wszechstronnej, harującej dla zespołu, odnajdującej się w grze kombinacyjnej, kreacji. Paradoksalnie przy 195 cm wzrostu gra głową wcale nie jest największym atutem Adamskiego.
- Rafał świetnie korzysta z warunków fizycznych, jeśli chodzi o grę w parterze. Bardzo dobrze się zastawia, utrzymuje przy piłce, potrafi kreować, rozgrywać, świetnie odrywa się od linii obrony, umie znaleźć miejsce między formacjami przeciwnika. Potrafi też doskonale uciekać na wolne przestrzenie - jego inteligencja w poruszaniu na boisku jest imponująca. W samym polu karnym piłka często spada tam, gdzie Rafał Adamski jest, potrafi się ustawić, ma dobre zachowania względem obrońców, chowa się za ich plecami. Jesienią zdobył wiele bramek ukrywając się za rywalami, gdy czekał na piłkę spadającą za nich lub dobrze ich wyprzedzając - opisuje Bartłomiej Kalinkowski, ekspert I Liga Raport na kanale Meczyki.
Bilans 11 goli (w tym dwa hattricki) i 10 asyst imponuje, ale też właściwie oddaje, jaką robotę wykonywał 24-latek dla swojego zespołu. Te asysty nie wzięły się znikąd - to zasługa zarówno pomysłu na grę beniaminka, jak i postawy, sprytu samego Adamskiego. Ma on zmysł kreacyjny, kolokwialnie mówiąc: kuma, o co chodzi w tej grze. Świetnie współpracuje z kolegami, potrafi odpowiednio skanować przestrzeń, wykorzystywać momenty. Widać u niego rozwój, ale też chęć, by być coraz lepszym. Na przykład - tak, tak - w wykańczaniu akcji. Bo jeśli gdzieś można dostrzec braki gwiazdy Pogoni, to np. w sytuacjach sam na sam, niekiedy brakowało mu zimnej krwi. A z drugiej strony potrafił ładować takie bramki:

Już tłumy w kolejce

Po tej laurce pewnie pomyślicie, że Legia mogła niskim kosztem i ryzykiem wziąć absolutną perełkę, która szturmem wzięła pierwszoligowe boiska. I tak, i nie. Bo, owszem, z perspektywy stołecznych nie byłby to transfer ani pochłaniający specjalnie nadszarpnięty budżet, ani ryzykowny. Najwyżej latem obie strony podałyby sobie ręce i uznały, że to nie to. Sam piłkarz nie mógłby narzekać na brak zainteresowania, niezależnie od tego, czego by dokonał przy Łazienkowskiej. Niemniej, mówilibyśmy o skoku na głęboką wodę, wielkiej niewiadomej. Koniec końców strony nie osiągnęły porozumienia co do kontraktu i planu na zawodnika. Kto wie, czy 24-latkowi nie uciekła ta jedna w życiu szansa, by przejść do Legii i być tam realnym kandydatem do gry. Akurat okoliczności temu sprzyjały, być może jak nigdy.
- I liga to nie Ekstraklasa, a gra dla Pogoni Grodzisk Mazowiecki to nie jest gra dla Legii Warszawa. Kwestia, na ile Rafał byłby w stanie przełożyć te zachowania boiskowe na mecze przy Łazienkowskiej. Za nim świetna runda w czarnym koniu rozgrywek, drużynie, która zrobiła coś z niczego - mówi Kalinkowski. - Niektórzy zawodnicy mogą trafić do Legii tylko raz w karierze. I to był właśnie taki moment - słyszymy.
Napastnik Pogoni może być jednak spokojny o przyszłość. Jego umowa w Grodzisku wygasa z końcem czerwca, a już wzbudza zainteresowanie innych klubów Ekstraklasy plus zagranicznych. Z każdym kolejnym golem w I lidze będzie kusił coraz więcej ekip, szczególnie że profil - rosły, mobilny, stosunkowo młody, polski napastnik - zawsze jest w cenie. Miejcie na niego oko.

Przeczytaj również