Najbardziej sensacyjny transfer lata. Brutalny zjazd 28-letniej gwiazdy

Najbardziej sensacyjny transfer lata. Brutalny zjazd 28-letniej gwiazdy
News Images / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 08:57
Jeśli 28-letni piłkarz przenosi się z topowego klubu do Arabii Saudyjskiej, to znaczy, że coś poszło nie tak. Dokładnie to spotkało Tijjaniego Reijndersa. Holender niespodziewanie będzie kontynuował karierę w Al-Qadsiah.
Kolejny saudyjski klub stara się rozpychać łokciami na rynku. Al-Qadsiah już rok temu dokonało sporej inwestycji, sprowadzając Mateo Reteguiego za ponad 60 mln euro. W drużynie znajdują się jeszcze m.in. Nacho Fernandez, Julian Weigl czy Julian Quinones. Na razie wciąż nie jest to jednak projekt, który w najbliższym sezonie mógłby realnie rzucić wyzwanie bogatszym i lepszym ekipom pokroju Al-Nassr czy Al-Hilal. Kiedy na początku sierpnia pojawiły się doniesienia o tym, że Al-Qadsiah chciało Wojciecha Mońkę, panowało raczej zgodnie przekonanie, że taki transfer nie miałby większego sensu dla lidera Lecha. Tymczasem teraz ten sam zespół sprowadza piłkarza z zupełnie innej półki.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tijjani Reijnders w poprzednim sezonie był stałym elementem rotacji Manchesteru City. Rozegrał 50 meczów, zanotował siedem bramek i osiem asyst, miał kilka udanych momentów. Wiadomo było, że “Obywatele” będą musieli przebudować drugą linię ze względu na odejścia Bernardo Silvy i, za moment, Rodriego. Rozbili już zatem bank na Elliota Andersona, dodatkowo walczą o transfer Ayyouba Bouaddiego. Niespodziewanie w pomocy zabrakło miejsca dla Reijndersa. Holender opuści Etihad po zaledwie roku.
- Kiedy klub, piłkarz, trener i wszyscy zgadzają się co do odejścia, to właśnie jest najlepsze rozwiązanie - skomentował Enzo Maresca pytany ostatnio o reprezentanta “Oranje”.

Sklep z marzeniami

Reijnders to nie jest ten typ gracza, który jako junior rzucił skautów na kolana i szybko przebił się do topowej piłki. Wprost przeciwnie. Sam niedawno opisał na łamach The Players’ Tribune, że w wieku 19 lat Erling Haaland wymiatał w Bundeslidze, Phil Foden już kolekcjonował trofea, a on w tym czasie wykładał towar na półki. Dosłownie, ponieważ dorabiał jako kasjer w Aldi. W akademii Zwolle nie zapracował na miano wielkiego talentu, więc w pewnym momencie zwątpił, czy w ogóle przejdzie na zawodowstwo.
- Moje piłkarskie marzenie wydawało się tak odległe, kiedy siedziałem na ławce w PEC Zwolle U19. W pewnym momencie nie łapałem się do kadry. Zapytałem wtedy ojca, który kiedyś był piłkarzem, a potem założył swoją akademię, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedział: “Ja też bym na ciebie nie stawiał. Jeśli będziesz trenował tak jak teraz, nie załapiesz się nawet do mojej drużyny w czwartej lidze”. Następnego dnia płakałem, myślałem, że to już koniec. Podczas kolacji znów porozmawiałem z ojcem. Powiedział: “Masz talent, ale musisz bardziej się postarać”. Spojrzałem wtedy na mamę, która zawsze stawała po mojej stronie, była trochę jak ten dobry policjant. Nigdy nie zapomnę jej słów. “Tijjani, posłuchaj taty, on ma rację” - wspominał Reijnders.
Na szczęście wziął rady rodziców do serca i zaczął pracować na znacznie wyższych obrotach. W Zwolle ostatecznie nie zrobił furory, ale już w AZ Alkmaar wyrósł na gwiazdę Eredivisie. To był klasyczny late bloomer, który potrzebował więcej czasu, aby zaprezentować pełnię potencjału. W 2023 roku trafił do Milanu, gdzie wysiedział tylko dwa sezony. Grał na zbyt wysokim poziomie, aby na San Siro nie spłynęły bardzo sowite oferty. Ekipę “Rossonerich” opuszczał tuż po odebraniu statuetki dla najlepszego pomocnika w Serie A.

Serial bez happy endu

Latem ubiegłego roku Manchester City zapłacił za Reijndersa 55 mln euro. Pep Guardiola na wejściu zasypał go komplementami. Katalończyk publicznie podkreślał, że to znakomity technicznie pomocnik, który z powodzeniem sprawdza się jako “szóstka”, “ósemka” i “dziesiątka”. Nowy nabytek początkowo błyszczał głównie w ofensywie. Z Premier League przywitał się znakomitym występem przeciwko Wolverhampton. Na Molineux zanotował gola, asystę, wygrał cztery pojedynki, posłał 52 celne podania, w tym siedem w ofensywną tercję. Wyglądał jak piłkarz, któremu cała Anglia będzie kłaniać się w pas.
- Zawsze marzyłem o grze w Premier League. Rozpoczęcie od gola i asysty jest czymś niesamowitym, nie wyobrażałem sobie niczego lepszego. Oczywiście to dopiero początek, przede mną wiele nauki. Cieszę się, że będę mógł pracować pod okiem Pepa Guardioli. To jeden z najlepszych trenerów w historii, jego styl idealnie mi odpowiada. Z każdym treningiem czuję się coraz lepiej - mówił Reijnders na antenie Sky Sports. - Od lat oglądałem filmiki z grą De Bruyne. Chcę w podobny sposób rozumieć futbol, skanować przestrzeń, wiedzieć, co zrobić z piłką przed jej otrzymaniem. On jest w tym mistrzem. Nie będę drugim Kevinem, ale chcę odcisnąć swoje piętno na drużynie - dodał.
Wiadomo, że tylko raz można zrobić dobre pierwsze wrażenie. Jednocześnie nie zawsze okazały debiut stanowi preludium do dalszych popisów. Szczególnie, że dopiero po pewnym czasie można było dostrzec realny poziom Wolves, czyli najgorszej ekipy w poprzednim sezonie Premier League. Reijnders błysnął na tle słabeusza, ale nie zdołał utrzymać się na fali. Sam zasugerował, że udany występ był odcinkiem pilotażowym przed dalszą częścią sezonu. Cóż, produkcja nie okazała się na miarę nagród Emmy.
Problem wychowanka Zwolle polega na tym, że jest to piłkarz momentów. Miewał serie udanych występów - notował choćby asysty w dwóch wrześniowych meczach z Napoli i Arsenalem, strzelał też trzy gole w czterech kolejkach na przełomie grudnia i stycznia. Jednocześnie przytrafiały mu się długie tygodnie, kiedy nie wnosił zbyt wiele do gry “The Citizens”. Może niczego nie zawalał, ale zbyt rzadko dawał coś ekstra.
- Reijnders zaliczył znakomity start w City, ale wraz z rozwojem sezonu jego gwiazda gasła. Miał problemy z adaptacją w Premier League i sprostaniem wymaganiom Guardioli. Jedynie przebłyski formy sprawiły, że jego przyszłość w Manchesterze stanęła pod znakiem zapytania - opisał kilka tygodni temu portal Yahoo. - Reijndersowi zbyt często przytrafia się przechodzenie obok meczów. Kłopot z utrzymaniem stałego poziomu utrudniał mu regularną grę w pierwszym składzie Manchesteru City. Jego atuty są bezdyskusyjne, Pep doceniał piłkarza za jego umiejętność wchodzenia z drugiej linii i generowania zagrożenia w polu karnym niczym w przeszłości Ilkay Guendogan. Musi jednak zaprezentować większą regularność, aby stać się tak kluczowym elementem drużyny - wtórowano na łamach The Athletic.
Kiedy Rodri wyzdrowiał i walka o tytuł weszła w decydującą fazę, Reijnders bardzo wyraźnie stracił na znaczeniu. Od początku lutego spędził na murawie zaledwie 233 minuty w lidze. W tym okresie dwa razy był w wyjściowym składzie, a dziewięć z 15 meczów przesiedział w całości na ławce. Guardiola nie chciał stawiać na zawodnika, któremu najwyraźniej nie ufał. Gdy Holender już dostawał szanse, korzystał z nich za rzadko. Dorobek 15 G/A może nie jest najgorszy, ale ponad połowę nabił w spotkaniach pucharowych. W Premier League jego statystyki nie były imponujące. Średnio na mecz posyłał 0,6 kluczowego podania, tylko co trzeci jego strzał leciał w światło bramki, wygrywał 41% pojedynków, dryblował na poziomie 43%. W defensywie statystycznie dawał najmniej spośród wszystkich środkowych pomocników City. Kibice “Obywateli” mogli naturalnie mieć nadzieję, że to dopiero początki i kolejny sezon Reijndersa będzie lepszy. Pewnie tak, ale już nie na Etihad.

Spadający holender

Manchester City uzgodnił z Al-Qadsiah transfer 28-latka za 61 mln euro. Wygląda to tak, jakby klub brał, ile dają, obawiając się, że po ewentualnym kolejnym słabym sezonie już nie udałoby się odnotować zysku na sprzedaży. Reijnders nie grał bowiem aż tak źle, żeby być priorytetowym kandydatem do odejścia. Na przestrzeni całego roku nie do końca spełnił oczekiwania, natomiast wciąż mówimy o solidnym graczu w topowej ekipie. Ktoś taki raczej nie powinien spędzać cennych lat kariery na Bliskim Wschodzie.
Pewnie Reijnders po podpisaniu umowy powie, że przekonał go projekt sportowy i wysokie ambicje klubu, chociaż raczej każdy przyjmie to z przymrużeniem oka. Główny powód przyjęcia oferty jest prosty i zrozumiały. Pieniądze. Mike Verweij z De Telegraaf informował, że pomocnik na mocy pięcioletniego kontraktu zainkasuje 100 mln euro netto. W żadnym europejskim klubie nie mógłby liczyć na taką wypłatę. Czasami na stole lądują propozycje, których najwyraźniej nie można odrzucić.
Warto też pamiętać o tym, że transfer do Arabii nie musi być biletem w jedną stronę. Gabri Veiga, swego czasu jeden z najbardziej obiecujących talentów w La Liga, spędził dwa lata w Al-Ahli, po czym wrócił na Półwysep Iberyjski i stał się filarem Porto. Jordan Henderson przytulił swoje w Al-Ettifaq, a niedawno dołączył do Chelsea. Joao Cancelo nie zardzewiał w Al-Hilal, co potwierdził udanymi występami w Barcelonie i reprezentacji Portugalii. Takich przykładów jest więcej, a wniosek może być tylko jeden. Niektórzy piłkarze traktują ligę saudyjską jak przystanek, okazję do zabezpieczenia sowitej emerytury. Kiedy nadarzy się okazja, wrócą do gry w topowych rozgrywkach.
Oby z Reijndersem było podobnie. Pomimo miernej rundy wiosennej w City, szkoda byłoby, aby taki zawodnik spędził długie lata na Bliskim Wschodzie. Jest na to za dobry.

Dyskusja

Przeczytaj również