Najbardziej spektakularny rekord w historii futbolu. "Absolutnie nie do pobicia"

Najbardziej spektakularny rekord w historii futbolu. "Absolutnie nie do pobicia"
Natursports / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 13:00
Rekordy są po to, żeby je bić. W sporcie nie ma takiej granicy, która nie zostałaby przesunięta. Skacze się wyżej, biega szybciej, punktuje częściej itd. Jest jednak jeden wyczyn, który najprawdopodobniej przeżyje nas wszystkich. Leo Messi osiągnął coś, co wciąż pozostaje trudne do pojęcia.
91 goli i 22 asyst w 69 rozegranych spotkaniach. Jak to w ogóle brzmi? Patrząc z boku, te liczby przypominają statystyki osiągane na konsoli, kiedy gracz ustawi najniższy poziom trudności. Problem w tym, że te cyferki nie dotyczą wirtualnych osiągnięć. To Leo Messi w 2012 roku przeszedł futbol na prawdziwych boiskach. Historyczny rekord “La Pulgi” wciąż wymyka się prawom logiki. Od tego momentu minęło 13 lat i nikt nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia. Ten stan może się utrzymać przez długi dekady, jeśli nie stulecia.
Dalsza część tekstu pod wideo

Jak on to zrobił?

W wybitnym dla siebie 2012 roku Messi trafiał do siatki średnio co 66 rozegranych minut. Zebrał 79 bramek w Barcelonie i kolejnych 12 na arenie reprezentacyjnej. Najczęściej trafiał oczywiście w lidze hiszpańskiej, gdzie huknął 59 goli w 38 występach. Do tego dołożył 13 bramek w Lidze Mistrzów, pięć w Copa del Rey oraz po jednej w Superpucharach Europy i Hiszpanii.
Nikogo raczej nie zdziwi, że najczęściej korzystał z lewej nogi, którą strzelił 81 razy. Ciekawie prezentuje się zaś fakt, że w 22 z 69 meczów w ogóle nie trafił do siatki. Ale zrekompensował to sobie, kompletując 22 dublety, dziewięć hat-tricków i dwie karety. W jednym meczu z Bayerem Leverkusen potrafił nawet pięć razy wpisać się na listę strzelców. Dziennikarze Bleacher Report wyliczyli zaś, że 40 z 91 bramek padło w dwóch ostatnich kwadransach meczów. Messi był cierpliwy, potrafił magazynować energię i dobijać rywali w końcowych fazach rywalizacji.
- Nigdy nie skupiałem się na tym, że muszę strzelić gola, zaliczyć asystę czy pobić jakiś rekord. To wszystko działo się naturalnie. Żyję futbolem i czerpię z gry największą przyjemność. Lubię aktywnie uczestniczyć w meczu, ale nigdy nie przywiązywałem zbyt dużej uwagi do statystyk - przyznał w niedawnym wywiadzie dla ESPN.
Messi pobił wtedy rekord Gerda Muellera, który w 1972 roku strzelił 85 goli. Argentyńczyk był zarazem pierwszą strzelbą “Dumy Katalonii”, jak i głównym kreatorem. Tamten rok zakończył z imponującym dorobkiem 22 asyst. W minionym roku tylko dwóch zawodników, konkretnie Lamine Yamal i Mohamed Salah, zebrali więcej otwierających podań. Barcelońska “dziesiątka” była prawdziwą jednoosobową armią.
- Messi to jeden z najlepszych rozgrywających w historii futbolu. A przy okazji jako bonus potrafił strzelić 91 goli w ciągu roku - żartował Peter Crouch.

Najważniejsze pudło

Messi to jedyny zawodnik, który po tak wybitnym okresie nie mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. A to za sprawą delikatnie gorszej dyspozycji całej Barcelony. W sezonie 2011/12 Katalończycy wygrali tylko Puchar Króla, Superpuchar Europy, Superpuchar Hiszpanii i Klubowe Mistrzostwa Świata. Używamy słowa “tylko”, ponieważ ekipę Pepa Guardioli traktowano wówczas tak, jakby była zobligowana do wygrania wszystkiego. A nie dała rady akurat w dwóch najważniejszych rozgrywkach.
W 2012 roku mistrzostwo Hiszpanii padło łupem Realu Madryt, który zakończył sezon z rekordowym dorobkiem 100 punktów. 21 kwietnia “Los Blancos” właściwie przypieczętowali tytuł, wygrywając 2:1 na Camp Nou. Messi nie trafił wówczas do siatki. Mógł jedynie patrzeć, jak Cristiano Ronaldo strzela zwycięskiego gola, po czym mówi do kibiców: “calma, calma”, co stało się jedną z najbardziej ikonicznych cieszynek w dziejach piłki. Trzy dni po tamtej porażce “Blaugrana” otrzymała kolejny cios. Odpadła w półfinale Ligi Mistrzów po pamiętnej batalii z Chelsea. Przy stanie 2:2 w dwumeczu Messi zaliczył jedno z najbardziej bolesnych pudeł w karierze. Podszedł do rzutu karnego, ale trafił tylko w poprzeczkę. Była to jego jedyna zmarnowana jedenastka w tamtym roku. Roku wybitnym, ale naznaczonym poczuciem niedosytu.
- Wciąż odczuwam ból po porażce z Chelsea. Nie wykorzystałem wtedy rzutu karnego, a to był w dodatku mecz po przegranym El Clasico na Camp Nou. To boli, jest jak sól sypana na ranę - wspominał Leo, cytowany przez BBC.
- Teraz chcę mu podziękować jeszcze mocniej niż wtedy, kiedy trafiał. Dotarliśmy tutaj dzięki niemu. Mój podziw dla niego nie zna granic - powiedział Guardiola na konferencji po porażce z “The Blues”.
Messi zrekompensował sobie tamtą wpadkę, “znęcając” się nad słabszymi rywalami. W kolejkach, które nastąpiły po meczu z Chelsea skompletował odpowiednio dublet z Rayo, hat-trick z Malagą i cztery gole z Espanyolem. Sezon ligowy zakończył z dorobkiem 50 trafień w 37 występach. W tamtych rozgrywkach 13 ekip z La Liga strzeliło mniej goli od samego Argentyńczyka. A Cristiano Ronaldo został najprawdopodobniej jedynym zawodnikiem w dziejach, któremu 46 bramek nie wystarczyło do zdobycia korony króla strzelców. Poziom, na jakim toczyła się wówczas rywalizacja “La Pulgi” z CR7, pozostaje nieosiągalny dla nikogo. Obecne gwiazdy mogą dwoić się i troić, ale tamte czasy już nie wrócą.

Daleko z tyłu

Mijają lata i nikt nie zbliża się do kosmicznego bilansu Messiego. Najlepszy wynik w tym okresie wykręcili Cristiano Ronaldo w 2013 i Robert Lewandowski w 2021. Obaj strzelili wówczas po 69 goli w 59 występach. Nie było zatem nawet cienia szans, aby choćby otarli się o rekord. W tym roku nic w tej materii nie uległo zmianie.
Patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że Kylian Mbappe, Erling Haaland czy Harry Kane strzelają gole praktycznie w każdym meczu. I nie jest to stwierdzenie dalekie od prawdy. W tym sezonie Francuz ma 29 bramek w 24 występach dla Realu, Norweg 25 goli w 23 spotkaniach City, a Anglik zebrał 30 trafień w 25 meczach Bayernu. Kosmos. A jednak to wciąż nie jest to, jeśli zestawimy dorobek obecnych gwiazd z wyczynami Messiego.
Mbappe został najlepszym strzelcem w tym roku kalendarzowym z bilansem 66 goli. Za jego plecami uplasowali się Kane (59) i Haaland (57). Nie trzeba być renomowanym matematykiem, aby dostrzec, że nawet najskuteczniejsi obecnie zawodnicy musieliby dołożyć jeszcze ponad 25 trafień, aby myśleć o pobiciu rekordu wychowanka La Masii.
- Rok 2012 był szalony w wykonaniu Ronaldo, strzelił 60 goli. Bieżący jest niesamowity w wykonaniu Mbappe, strzelił 66 goli. Ale, mówiąc szczerze, wciąż nie pojęliśmy w pełni, jakim absurdem było 91 bramek Leo Messiego. To szaleństwo, coś niewyobrażalnego, niemożliwego. Rekord nie do pobicia - napisał Marc Tresens, dziennikarz Bar Canaletes.
Kilkadziesiąt lat temu kibice pewnie też sądzili, że nikt nie wyprzedzi Gerda Muellera w liczbie bramek w roku kalendarzowym i w jednym sezonie Bundesligi. Aż tu przyszli Robert Lewandowski i Leo Messi, pokazując jasno: nigdy nie mów nigdy. Być może kiedyś pojawi się kolejny piłkarski ewenement, który wymaże z annałów obecne rekordy. Na razie gwiazdor Interu Miami może jednak spać spokojnie. Niewiele wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości wynik 91 goli na przestrzeni 12 miesięcy był zagrożony. Jako ciekawostkę możemy dodać, że Lech Poznań w całym obecnym roku zdobył 90 bramek. Legia i Jagiellonia po 86, a Raków 76. I są to całkowicie normalne wyniki. Nienormalne było to, co osiągał Messi w szczytowej formie.

Przeczytaj również