Najbardziej utytułowany klub kraju na dnie! Pachnie spadkiem. A niedawno byli mistrzem

Najbardziej utytułowany klub kraju na dnie! Pachnie spadkiem. A niedawno byli mistrzem
Rob Atherton / shutterstock
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 20:00
Historyczny klub może nie jest jeszcze na krawędzi przetrwania, ale co najmniej stoi na rozdrożu. KF Tiranie, najbardziej utytułowanemu klubowi w Albanii, po raz drugi w historii zagląda w oczy widmo spadku. Tym razem może się już nie podnieść.
Dziesiąte, ostatnie miejsce w tabeli na półmetku rozgrywek, osiem punktów straty do bezpiecznego miejsca, zaledwie jedno zwycięstwo w 18 kolejkach. Brak nadziei i perspektyw. KF Tirana, legendarny zespół z Albanii, znajduje się głęboko pod kreską i nie wydaje się, by mógł z tego wyjść bez szwanku.
Dalsza część tekstu pod wideo
W XXI wieku nie było lepszej drużyny w tej części Półwyspu Bałkańskiego. Biało-Niebiescy zdobywali seryjnie mistrzowskie tytuły, byli blisko awansu do Ligi Europy (odpadli w barażach w sezonie 2020/21), wydawali na świat całkiem niezłych piłkarzy. To właśnie stąd do Legii odchodzili i Ernest Muci, i Juergen Celhaka. Do dziś sumy za obu środkowych pomocników widnieją w TOP10 najwyższych transferów klubu.
Mimo przypływu gotówki (tego lata sprzedali napastnika Emmanuela Ernesta za rekordowe 500 tys. euro), Tirana kompletnie nie radzi sobie na krajowym podwórku. Przegrywa już nie tylko z największymi rywalami, takimi jak Dinamo i Partizani, ale nie może sobie poradzić z beniaminkami.
Nikt nie bije się jednak we własną pierś. Działacze oskarżają sędziów o korupcję i wypaczanie wyników, umieszczając w mediach społecznościowych filmy z błędami popełnianymi w trakcie meczów, piłkarze zaś opuszczają treningi, protestując przeciwko opóźnieniom w wypłacaniu zaległych pensji. Słowem: jeden wielki chaos. Degrengolada w klubie, który równie dobrze mógłby uzyskać certyfikat zabytku UNESCO.

Historyczne boje z komuną

Praktycznie od początku ustanowienia albańskich rozgrywek byli czołowym klubem w kraju. Zwłaszcza w okresie przed II Wojną Światową. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni po 1945 roku, kiedy siłą zmieniono jej nazwę na 17 Nentori - na pamiątkę 17 listopada 1944 roku, czyli dnia wyzwolenia Albanii spod faszyzmu. Jak to się przyjęło w bloku wschodnim, także i Albańczycy z jarzma jednego reżimu przeszli w ręce drugiego.
Zespół nie cieszył się największą sympatią komunistycznego Politbiura, które preferowało Partizani, wspieranych przez armię, a także Dinamo, faworyzowane przez policję. Pod rządami dyktatora Envera Hodży zasłużona drużyna miała zostać pariasem rodzimego futbolu, a dziesiątki utalentowanych piłkarzy zostało “przekonanych”, oczywiście wbrew ich woli, do gry w klubach wskazanych przez polityków lub wojskowych. W rezultacie 17 Nentori do połowy lat 60. najczęściej zajmowali trzecie miejsce w rozgrywkach.
Szok nastąpił w ostatniej kolejce sezonu 1965/66, gdy sekowani piłkarze nieoczekiwanie pokali Partizani 2:0 i zdobyli tytuł mistrzowski, pierwszy raz od zakończenia wojny. Fakt ten uznano nie tylko za policzek dla wspieranych przez rząd drużyn, ale także jako wyzwanie dla służb. Kibice bowiem wyszli na ulice świętować, skandując starą nazwę “Tirana, Tirana” i “Forca Tirana”, co dodatkowo uznano za obrazę rządu. Co więcej, w kluczowym meczu fani wykrzykiwali hasła “precz z czerwonymi!”, co odnosiło się nie tylko do barw ekipy Partizani.
Do historii przeszedł dzień 24 czerwca 1967 roku. Nentori i Partizani rozgrywały derby w ramach 19. kolejki albańskiej Pierwszej Ligi. Meczu nie udało się dokończyć z powodu bójki, która wybuchła na murawie. Kilkunastu piłkarzy z obu stron okładało się pięściami, ale rządzący dobrze wiedzieli, kogo ukarać. Oficjalny komunikat brzmiał: “Nentori przegrywa mecz walkowerem 0:3, zostaną im odjęte następny trzy punkty, a kolejne spotkania z ich udziałem nie odbędą się”. To oznaczało, że drugie Dinamo automatycznie zyskało wystarczającą liczbę punktów, aby wyprzedzić “niechcianego” mistrza w tabeli i zdobyć tytuł.
W 1991 roku, po ustąpieniu komunistycznego reżimu, wrócono do pierwotnej nazwy KF Tirana, a klub znów zaczął dominować na piłkarskiej scenie. Zdobył 10 tytułów mistrzowskich w ciągu 15 sezonów i pobił rekord w liczbie wygranych mistrzostw. Każdy młody piłkarz chciał występować dla “Noltmadhnia”, czyli dla “Jej Wysokości”. Jednak od ostatniego mistrzostwa w 2009 roku, Biało-Niebiescy rozpoczęli serię porażek. Z katastrofalnym finałem w 2017 roku.

Ale to już było…

Dziewięć lat temu zawodnicy ze stolicy spadli z ligi po prawie stu latach gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, co rozwścieczyło dziesiątki tysięcy kibiców. Winą obarczono działaczy, którzy mieli katastrofalnie zarządzać klubem, a nawet przywłaszczać sobie pieniądze z transferów. Spadek FK nastąpił po serii porażek w drugiej fazie rozgrywek oraz w obliczu problemów finansowych i szeregu sankcji. FIFA nałożyła ekipie z Bałkanów zakaz kupowania piłkarzy z powodu wysokich należności względem zawodników.
Gracze natomiast nie mieli wsparcia ze strony grupy “Fanatycy Tirany”, najwierniejszych kibiców klubu. Ultrasi od początku 2017 roku bojkotowali mecze swojej drużyny w proteście przeciwko słabym wynikom oraz decyzji właścicieli o zezwoleniu na rozgrywanie spotkań ich największego rywala - Partizani - na stadionie FK.
Spadek wywołał jeszcze eskalację napięć pomiędzy grupami kibicowskimi a działaczami. “Fanatycy” ponowili apel do prezesa Refika Halilego o natychmiastowe ustąpienie. Halili, wieloletni sponsor drużyny, jest właścicielem 66% udziałów w klubie. Pozostałą część dotuje gmina Tirana.
- To najbardziej haniebny dzień w 97-letniej historii - pisali fani w oświadczeniu dzień po tym, jak piłkarze stracili matematyczne szanse na utrzymanie się w albańskiej ekstraklasie. Wstrzymali się jednak z całkowitym bojkotem, zapowiadając, że wszyscy tłumnie pójdą na mecz finału pucharu, do którego FK awansowało. Co ciekawe, zawodnicy udźwignęli presję i wygrali z Skënderbeu Korcza 3:1 po dogrywce. Rzecz jasna, zdobycie tego trofeum, już 16. w historii i jak do tej pory ostatniego, nie poprawiło atmosfery.

Ligowy rollercoaster

Banicja w drugiej lidze trwała tylko rok. I chociaż powrót do najwyższej ligi nie przyniósł nowej nadziei, to wydarzyło się coś niezwykłego. Po zwolnieniu dwóch trenerów od początku sezonu 2018/19, KF Tirana zatrudniła niedoświadczonego szkoleniowca z Nigerii. Ndubuisi Egbo wcześniej wykonywał swoje obowiązki jako trener bramkarzy, ale potem okazało się, że jako główny będzie w stanie poprowadzić drużynę do sukcesu.
Za czasów Egbo Niebiesko-Biali zaliczyli niesamowitą passę, wygrywając 14 meczów w 16 spotkaniach. I to mając w składzie 40-letniego golkipera oraz napastnika, który do tej pory nie strzelił więcej niż 10 goli w jednym sezonie. Idriz Batha zakończył kampanię z dorobkiem 16 trafień, a zespół po dziesięcioletniej suszy zasiadł na albańskim tronie. Dwa lata później powtórzył tę sztukę i od tej pory stacza się już wyraźnie w stronę dna. Jak się okazuje, chwilowe powodzenia nie gwarantują utrzymanie się na wysokim poziomie przez dłuższy czas.
Dziś wszystko wskazuje na to, że KF Tirana, 26-krotny mistrz Albanii, znów zasmakuje spadku.

Przeczytaj również