Najdroższy bezrobotny świata? 26-latek nie może znaleźć klubu. Niedawno kosztował 85 mln

Najdroższy bezrobotny świata? 26-latek nie może znaleźć klubu. Niedawno kosztował 85 mln
IPA / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Wśród zawodników, którzy obecnie poszukują nowego klubu, szczególnie wybija się jedno nazwisko - Dusan Vlahović. Wraz z końcem czerwca serbski napastnik zakończył swoją przygodę z Juventusem, a jego przyszłość wciąż jest nieznana. Za chwilę będziemy mieli sierpień, a niedoszły lider “Starej Damy” nadal pozostaje na piłkarskim bezrobociu.
Wydawać by się mogło, że taki zawodnik jak Dusan Vlahović nie może mieć problemu z tym, by znaleźć nowego pracodawcę. Nic bardziej mylnego. 26-latek od dłuższego czasu narzeka na brak satysfakcjonujących ofert, choć niewykluczone, że dałoby się tego uniknąć.
Dalsza część tekstu pod wideo

Kto go wyciągnie?

To pytanie zadawano sobie nie tylko dzisiaj, ale i cztery lata temu. 22-letni Dusan Vlahović był jednym z najlepiej zapowiadających się młodych napastników w Europie - dla włoskiej Fiorentiny strzelał gole jak na zawołanie, a po 21 meczach Serie A sezonu 2021/22 miał ich już 17. Był to dla niego drugi z rzędu tak dobry sezon w Italii, więc pytania o potencjalną zmianę klubu były jak najbardziej zasadne. Odpowiedź przyszła szybciej niż oczekiwano - Serb natychmiast znalazł się na radarze Juventusu, który jeszcze w zimowym okienku domknął transfer.
“Stara Dama” zapłaciła 85 milionów euro. W mediach ruch ten przedstawiano jak zakup przyszłej gwiazdy, której kariera ma dopiero nabrać rozpędu. I rzeczywiście, na początku wyglądało to naprawdę obiecująco - Vlahović w pierwszym sezonie gry dla Juve uzbierał 19 występów i strzelił 11 goli. Patrząc na historię napastników Juventusu w poprzednich latach, kibice liczyli na kolejnego lidera, który sam będzie wygrywał mecze - tak, jak dawniej robili to Ronaldo, Tevez czy Higuain.
W pewnym momencie jednak status Vlahovicia w światowej piłce zaczął maleć. Choć Serb zaczął kampanię 2022/23 naprawdę nieźle (sześć goli w 10 meczach), to później przebyte kontuzje rozregulowały mu celownik. Ze względu na pubalgię i uraz mięśni przywodzicieli stracił trzy miesiące gry, a przez resztę sezonu ligowego trafił do siatki zaledwie dwa razy. Wciąż warto go natomiast pochwalić za sezon 2023/24, podczas którego był już kluczową postacią w ofensywie “Starej Damy” - w klasyfikacji strzelców Serie A zajął miejsce tuż za liderującym Lautaro Martinezem, a we wszystkich rozgrywkach strzelił 18 goli. W tym także decydującego w wielkim finale Pucharu Włoch, który Juventus wygrał z Atalantą 1:0.
Tamten rok był dla Serba najlepszym, odkąd przywdział barwy ekipy z Turynu. Początkowo pojawiła się nadzieja, że Thiago Motta wykorzysta potencjał napastnika znacznie lepiej niż Massimiliano Allegri. Niestety, było tylko gorzej - można było odnieść wrażenie, że sportowo Dusan stoi w miejscu, nie rozwija się. Mijał trzeci rok, a on nadal nie był tym liderem, którego chciano z niego w Juve uczynić. Tymczasem zegar odliczający czas do końca umowy tykał nieubłaganie.

Ślepa wiara

A tykał dlatego, że piłkarz nie chciał przedłużyć kontraktu. Już dwa lata temu Cristiano Giuntoli starał się o to, by Vlahović związał się z klubem do 2028 roku. Próby te spaliły jednak na panewce. Powód? Brak chęci zejścia z pensji ze strony samego zawodnika. Jeszcze dwa lata temu był on jednym z najlepiej zarabiających graczy w klubie, ale nie był w stanie przyjąć do wiadomości, że po prostu nie spełnia oczekiwań, jakie wiązano z nim także ze względu na już sowitą pensję. Wyszło więc tak, że Vlahović kontraktu nie przedłużył, a przed startem sezonu 2025/26 jego pozycja w drużynie nie była już tak mocna, jak wcześniej. Był nieregularny, marnował sytuacje, nie gwarantował stałej jakości, łapał kontuzje (tu gwoździem do trumny okazały się cztery miesiące przerwy przed rundą wiosenną). Przez cztery lata zdecydowanie nie dał drużynie tyle, ile powinien zagwarantować piłkarz sprowadzony za 85 milionów euro.
Przygodę z Juventusem Vlahović zakończył z bilansem 68 goli w 168 występach. Bez szału. Mogło, a nawet powinno być lepiej. Mimo wszystko trudno było przypuszczać, że zawodnik o takim nazwisku i predyspozycjach nie będzie w stanie sobie znaleźć nowego pracodawcy. Jak się okazuje, jest zupełnie inaczej i rynek póki co brutalnie weryfikuje oczekiwania Serba. Pozostaje on na piłkarskim bezrobociu już niemal miesiąc i naprawdę nieliczne topowe kluby chcą z nim w ogóle negocjować. Według Nicolo Schiry najpoważniejszą ofertę póki co złożył turecki Besiktas, który od kilku tygodni czeka na odpowiedź ws. ewentualnej współpracy. 26-latek nadal wstrzymuje się z decyzją, bo wciąż liczy na lepszą opcję. Bardzo możliwe, że to złudne nadzieje. Z negocjacji, po usłyszeniu o wymaganiach finansowych piłkarza, wycofaly się choćby Newcastle, Bayern czy Chelsea.
Do niedawna mówiło się, że Vlahović czeka na sygnał od FC Barcelony, ale i ta opcja jest coraz mniej realna. Jak informuje kataloński Sport, Serb jest już raczej pogodzony, że nie trafi do ekipy z Camp Nou, zatem wachlarz możliwości tylko się zawęża. Na ten moment mówi się o dwóch scenariuszach - albo 26-latek “z braku laku” wybierze Besiktas, albo… wróci z powrotem do Juve. Tak, dobrze przeczytaliście. Istnieje szansa, że pion sportowy “Starej Damy” zaproponuje nową umowę piłkarzowi, który formalnie przestał być już częścią drużyny.

Dlaczego w ten sposób?

Sytuacja napastników Juventusu jest aktualnie dość specyficzna. Możliwe bowiem, że w tym okienku wszyscy opuszczą klub. Lois Openda okazał się ogromnym rozczarowaniem i jest dziś na wylocie - w sezonie 2025/26 strzelił dla ekipy z Turynu marne dwa gole we wszystkich rozgrywkach. Jonathan David z kolei również nie spełnił oczekiwań w swoim debiutanckim sezonie, a liczba marnowanych przez niego sytuacji była porażająca. Do siatki w samej Serie A trafił zaledwie sześć razy, podczas gdy według statystyki expected goals powinien mieć trzy gole więcej. Od napastnika, który przez ostatnie pięć sezonów w Lille wykręcał dwucyfrową liczbę bramek, oczekiwano zdecydowanie więcej.
Nie dziwi, że Juve ze zniecierpliwieniem przegrzebuje rynek w poszukiwaniu napastnika gwarantującego stabilność i skuteczność, zarazem wartego swojej ceny. Ale czy rezygnacja w tym celu z trzech snajperów, którzy kosztowali klub łącznie 128 milionów euro, brzmi sensownie? Niezbyt. “Stara Dama” planuje wzmocnić atak graczami z doświadczeniem na włoskich boiskach, czyli Randalem Kolo Muanim i Mateo Pellegrino. Jeżeli jednak nie uda jej się sprowadzić żadnego z nich, przy pewnych okolicznościach istnieje szansa na powrót Vlahovicia. Piłkarz musiałby oczywiście zejść z pensji, ale i tak tego nie uniknie, skoro do dziś nie doczekał się satysfakcjonującej go oferty. Największym problemem są tu wymagania, jakie stawia jego ojciec jako menedżer. La Stampa przekazała, że mowa tu między innymi o wielkiej premii za podpis. Ojciec Serba chce, żeby wynosiła ona od ośmiu do 10 milionów euro, czyli dwa razy więcej niż proponował Juventus.
Przyszłość Dusana Vlahovicia wciąż jest nieznana, a jego sytuacja może zmienić się w każdym momencie. Niezależnie od tego, jaki będzie jej finisz, możemy sobie powiedzieć jedno - nie tak miała potoczyć się ta kariera. Oczywiście nie chodzi o to, by go skreślać, bo to wciąż zawodnik predysponowany do gry na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli jednak nic się nie zmieni, może się okazać, że zamiast wielkiej europejskiej piłki, czeka go przedwczesne odcinanie kuponów.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Przeczytaj również