Najlepszy możliwy wybór Widzewa. Szanse na utrzymanie rosną. Ktoś w klubie ruszył głową

Najlepszy możliwy wybór Widzewa. Szanse na utrzymanie rosną. Ktoś w klubie ruszył głową
brunocoelho / shutterstock
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiWczoraj · 08:22
Widzew próbował już z zagranicznym trenerem bez głośnego nazwiska, polskim trenerem bez dorobku i zagranicznym trenerem z głośnym nazwiskiem. Żaden z tych odważnych planów nie wypalił. Widzew postanowił więc nieco zmienić podejście i na czwartego szkoleniowca wybrał opcję najbardziej bezpieczną. Wydaje się, że w końcu zrobił dobrze.
Aleksandar Vuković nie jest trenerem ekscytującym choćby względem tego, co osiągnął Igor Jovićević. Serb prowadził wprawdzie Legię, ale trzy razy jako strażak. Jedyna dłuższa kadencja potrwała półtora roku, chociaż należy oddać, że zakończyła się mistrzostwem Polski. Inna sprawa, że wywalczonym w niezbyt imponującym stylu, bo runda rewanżowa w wykonaniu Warszawiaków wyglądała fatalnie i nieomal zakończyła się roztrzaskaniem przewagi nad Lechem.
Dalsza część tekstu pod wideo
Od września 2020 roku Vuković nie był jednak na afiszach, na co wpłynęła również nieudana przygoda w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Z Legią związał się jeszcze pod koniec 2021 roku, kiedy przejął pogrążoną w kryzysie drużynę i utrzymał w Ekstraklasie po złej końcówce kadencji Czesława Michniewicza. Później konsekwentnie realizował plan przetrwania z Piastem. Gliwiczanie nie walczyli o najwyższe cele, ale też na dobrą sprawę nigdy nie drżeli o byt. W sezonach pod wodzą "Vuko" mieli kolejno 16, sześć i 14 punktów przewagi nad strefą spadkową. Raz zakończyli zmagania na piątej lokacie.
Biorąc pod uwagę ograniczone możliwości Piasta oraz potencjał kadry, jaką dysponował Serb, były to wyniki zupełnie uczciwe. A jednak w Gliwicach nie dogadano się w sprawie przedłużenia umowy. Trener odszedł w poczuciu dobrnięcia do ściany. Jego następca - Max Molder - wytrzymał dwa miesiące, a Piast musiał ratować się zatrudnieniem Daniela Myśliwca. "Vuko" zaś czekał i mógł uśmiechać się pod nosem. Niedługo po odejściu z Piasta myślała o nim Legia, finalnie na współpracę zdecydował się Widzew. Na rozstaniu z Piastem wyszedł zwycięsko. Przynajmniej pod względem możliwości.

Cel: utrzymanie

Widzew mógł rozważać bardzo ograniczoną pulę trenerów. Na radarze włodarzy jest oczywiście Adrian Siemieniec, ale wyciągnięcie go z Jagiellonii na takim etapie sezonu (i w takiej sytuacji Widzewa) to misja z góry skazana na porażkę. Pod uwagę nie brano opcji stricte zagranicznych - klub sparzył się dwóch Chorwatach, a zatrudnianie kogoś bez doświadczenia w Ekstraklasie byłoby problematyczne, tej ligi trzeba się jednak trochę nauczyć. Z tego też względu odpadali trenerzy, którzy na najwyższym poziomie w Polsce nie pracowali od dłuższego czasu. Jednocześnie Widzew nie ma swoistego Marka Papszuna - brakuje czołowych trenerów gotowych rzucić wszystko i iść ratować Łodzian. Tym bardziej, że to kusząca, ale i trudna misja.
Klub ma liche perspektywy na utrzymanie. Za kadencji Jovićevicia nie udało się stworzyć drużyny. Pojawiały się opinie, że Widzew gra najgorszą piłkę w Ekstraklasie, co było o tyle blisko prawdy, że chyba żaden zespół nie prezentował tak ograniczonej liczby pomysłów na to, co z futbolówką zrobić. W konsekwencji najdroższa kadra zajmuje przedostatnie miejsce i traci dwa punkty do bezpiecznej Arki. Niby niewiele, ale w ostatnich pięciu spotkaniach tylko dwie drużyny zdobyły mniej "oczek" niż Widzew - Termalica i Wisła.
Terminarz również Widzewowi nie sprzyja. Pierwsze cztery mecze dla "Vuko" to potyczki z Lechem, Arką, Górnikiem i Rakowem. W sytuacji Łodzian generalnie trudno mówić o spotkaniach prostych, ale łatwo wyobrazić sobie zestaw przyjemniejszy od wymienionego. A jednak w rzeczonych spotkaniach - zwłaszcza z Arką - zespół musi punktować. W przeciwnym razie definitywnie roztrzaska się o pierwszą ligę. To ostatni moment na to, aby Widzew wrócił do żywych. Nic więc dziwnego, że Serb zdołał wynegocjować korzystne dla siebie warunki. To nie on znalazł się w sytuacji podbramkowej.
Vuković, który do tej pory dwukrotnie okazał się szalenie kompetentnym strażakiem, nie chciał ponownie dać się sprowadzić do takiej roli. W Legii stale uważano go za trenera drugiej kategorii. W Piaście czuł, że nie może wskoczyć na wyższy poziom. Widzew, pod warunkiem przetrwania, to inna sprawa. Kontrakt do czerwca 2027 roku, w dodatku z możliwością przedłużenia o kolejne 12 miesięcy, stanowi dla Serba gigantyczną szansę.
Celem jest utrzymanie Widzewa w Ekstraklasie, ale jednocześnie ugruntowanie swojej pozycji na rynku. "Vuko" trafia do klubu, gdzie ograniczenia finansowe są tylko teorią. Jeśli pokaże się z dobrej strony w tym sezonie, będzie mógł w końcu budować zespół pod siebie. Dostanie do ręki coś więcej niż dwa patyki i taśmę, o ile, rzecz oczywista, włodarze Łodzian wyciągną wnioski i przestaną powielać błędy z wcześniejszych okienek.

Misja: reanimacja

Vuković ratował już ligę dla Legii i Piasta, dwukrotnie mu się udało. Przemysław Langier z Interii wyliczył, że w pierwszych 11 spotkaniach - a tyle kolejek pozostało do końca bieżącego sezonu - Serb miał kolejno 1,91 i 1,63 punktu na mecz. Takie średnie niemal na pewno dałyby Widzewowi upragnione utrzymanie. To też argument za tym, że dyrektorzy z al. Piłsudskiego w końcu zaczęli działać rozsądnie. Ze wszystkich dostępnych opcji "Vuko" wygląda najlepiej na papierze. Teraz trzeba potwierdzić to na boisku.
Z jednej strony Serb ma łatwo - rzucany między trzema trenerami Widzew nie wypracował konkretnego stylu, więc wdrożenie nowej wizji nie oznacza zniszczenia dotychczasowej, bo takiej po prostu nie ma. Z drugiej jednak Widzew pozostaje skonstruowany bez żadnego planu, a to utrudnia rozsądne działanie. Do dyspozycji sztabu są tylko dwaj napastnicy, co właściwie wyklucza dłuższe granie w ustawieniu z duetem "dziewiątek". Wahadła również są słabo obsadzone, prawa flanka nie domaga pod wieloma względami, a jednocześnie coś wypadałoby zrobić z pięcioma stoperami. Pomieszanie z poplątaniem.
Taki stan rzeczy w oczywisty sposób pcha w objęcia pragmatyzmu. Niech nikt nie zakłada, że Widzew będzie grał przepięknie, dominował strukturalnie niczym za kadencji Jovićevicia. Potrzebny jest prosty futbol i system, który piłkarze wdrożą w ciągu maksymalnie dwóch tygodni. Łodzianie potrzebują stabilizacji, realnej oceny możliwości zawodników, jakiejkolwiek konsekwencji. Poprzednik Serba nie miał pół pomysłu na Osmana Bukariego, mieszał z Bartłomiejem Pawłowskim, a na koniec znienacka zmienił ustawienie. Efektem trzy zwycięstwa w 12 meczach Ekstraklasy.
Vuković musi to reanimować, zanim pacjent zupełnie straci puls. A tak trudne przypadki skłaniają do radykalnych rozwiązań. Serb się ich nie boi - w Legii, gdy wymagała tego sytuacja, bez wahania odsunął Artura Boruca, a przecież w Łodzi nie ma postaci o równie dominującym charakterze. Są natomiast piłkarze nieco pogubieni. Im warto wskazać drogę, pomóc się odblokować. Dotyczy to przede wszystkim Mariusza Fornalczyka. Jeśli "Vuko" podąży drogą Jacka Zielińskiego i znajdzie sposób na przedostanie się do głowy skrzydłowego, Widzew tylko na tym skorzysta. Fornalczyk w formie z Korony znacząco zwiększa szanse na utrzymanie, a Widzew musi się chwytać wszystkiego.

Dyskusja

Przeczytaj również