Najlepszy piłkarz Ekstraklasy w tym sezonie? Nikt by nie przewidział. "Fantastyczny"

Rozgrywa, asystuje na potęgę, trafia do siatki, a przy tym z opaską kapitańską lideruje drużynie, która bez niego po prostu nie mogłaby istnieć w obecnym kształcie. Piotr Samiec-Talar ze Śląska Wrocław wyrasta na czołowego piłkarza startu sezonu w PKO BP Ekstraklasie.
Gdyby mecz Śląska z Widzewem potrwał jeszcze trzecie 45 minut, Piotr Samiec-Talar zgromadziłby pewnie trzy kolejne asysty. Bo choć pierwsza połowa była w wykonaniu jego drużyny fatalna - mimo przewagi jednego zawodnika zakończona wynikiem 2:0 dla ekipy z Łodzi - to po przerwie “Wojskowi” ruszyli z animuszem, a ster w swoje ręce wziął 24-letni kapitan, co rusz posyłając do kolegów znakomite podania.
Samiec-Talar miał udział przy wszystkich trzech bramkach dla Śląska. Najpierw świetnie dośrodkował z rzutu rożnego, co po chwili zakończyło się golem samobójczym Steve’a Kapuadiego, potem idealnie dograł na głowę Przemysław Banaszaka, a kilka minut przed końcem spotkania powtórzył podobny manewr, tym razem zaliczając asystę przy trafieniu Enissa Shabaniego. Żeby tego było mało - chwilę wcześniej po jego kapitalnym prostopadłym podaniu gola strzelił Luka Marjanac, ale Bośniak niestety dla Śląska był na minimalnym spalonym.
Grający w przewadze Śląsk, goniący wynik, najpierw od stanu 0:2, a potem 1:3, z minuty na minutę coraz bardziej tłamsił Widzew, a praktycznie każda akcja miała stempel od Samca-Talara, który potwierdza, że przeskok z I ligi do Ekstraklasy to dla niego bułka z masłem. Elity posmakował już oczywiście w kilku sezonach przed spadkiem Śląska, ale to po powrocie do niej zaczął błyszczeć pełnym blaskiem. Rok spędzony na drugim szczeblu rozgrywkowym tylko go wzmocnił.
Koncert przeciwko Widzewowi to bowiem nie pierwszy tak znakomity występ 24-latka w obecnej kampanii. W pierwszej kolejce zaliczył asystę w Zabrzu, w drugiej zdobył zwycięską bramkę w wygranym rzutem na taśmę meczu z Rakowem, a w czwartej pokonał bramkarza Zagłębia Lubin. Najważniejszych liczb nie poprawił więc jedynie w rywalizacji przeciwko Cracovii (0:0). Łącznie ma już na koncie dwa gole i trzy asysty, co daje mu pierwsze miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej ligi, ex aequo z Jordim Sanchezem z Wisły Kraków.
Wrocławianie strzelili w tym sezonie siedem goli i… przy wszystkich udział miał właśnie kapitan. O pięciu punktach do oficjalnej klasyfikacji kanadyjskiej już wspominaliśmy, ale dwa pozostałe trafienia też nie miałyby miejsca bez Samca-Talara. To wspomniany już rzut rożny z golem samobójczym Widzewa, a także bramka na 1:1 w starciu z Rakowem, gdy po dośrodkowaniu 24-latka najpierw w bramkarza uderzył Papis Dembele, by po chwili do pustej bramki futbolówkę dobił Marjanac.
Wartość Samca-Talara trudno natomiast oddać jedynie statystykami. Trzeba po prostu zobaczyć grę Śląska, żeby dostrzec, jak bardzo zespół uzależniony jest od swojego kapitana. Wydaje się, że poza Śląskiem chyba tylko Cracovia tak bardzo opiera swoją grę na jednym zawodniku, w tym przypadku Ajdinie Hasiciu.
- Piotr Samiec-Talar być może jest najlepszym piłkarzem początku tego sezonu Ekstraklasy. Może też być najbardziej wpływowym zawodnikiem. Jeśli chodzi o tytuł najlepszego, to znalazłby się w TOP5, bo wyróżniłbym jeszcze pewnie Hasicia, Vinagre’a czy kilku innych zawodników. A jeśli chodzi o wpływ na zespół, to kompletnie nie ma Śląska Wrocław bez Piotra Samca-Talara - stwierdził Mateusz Rokuszewski na kanale Meczyki.
- Piotr Samiec-Talar to dla mnie piłkarz, który obok Hasicia ma największy wpływ na swoją drużynę. Fantastycznie się go ogląda. To dla mnie piłkarz numer jeden tych pierwszych kolejek. Gdyby w sezonie 2024/25 Śląsk miał dwóch czy trzech takich Samców-Talarów, to na pewno nie spadłby z ligi - wtórował mu Tomasz Kupisz.
Uzależnienie od Samca-Talara może być natomiast dla Śląska naprawdę ryzykowne, bo jeśli kapitan obniży loty (a trudno będzie mu grać tak fantastycznie przez cały sezon), to drużyna momentalnie straci na jakości. Póki co wygląda to trochę na teatr jednego aktora, który przerasta kolegów o kilka długości. Strach pomyśleć, gdzie byliby “Wojskowi” bez 24-latka. Z nim, tak kapitalnie dysponowanym, są przecież dopiero na 12. miejscu. Mecz z Widzewem znów pokazał duże braki ekipy z Wrocławia. Jeśli grasz u siebie z drużyną, która przez ponad 80 minut nie ma jednego piłkarza, a i tak tracisz trzy gole, to coś jest zdecydowanie nie tak.
A Samiec-Talar, jeśli dalej będzie się tak znakomicie rozwijał, prędzej czy później musi pójść wyżej i trafić do klubu o większych możliwościach. Po takim starcie sezonu topowe kluby w Polsce, a pewnie i jakieś z zagranicy, powinny mieć go w swoich notesach. Umowa 24-latka wygasa już w czerwcu 2027 roku. Jeśli kontraktu nie przedłuży, po sezonie będzie do wzięcia za darmo. A to może być kapitalna okazja na rynku.