Najlepszy tercet świata zawalił mundial. "Zabrali im moce"

Najlepszy tercet świata zawalił mundial. "Zabrali im moce"
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 07:00
Reprezentacja Portugalii po rozegraniu naprawdę słabego turnieju już na etapie 1/8 finału odpadła z mistrzostw świata. Choć na papierze dysponowała prawdziwym gwiazdozbiorem, nie potrafiła wydobyć pełni potencjału z piłkarzy, którzy jeszcze kilka tygodni wcześniej zachwycali w swoich klubach.
Przed startem mundialu niektórzy widzieli w Portugalii nawet kandydata do złota, wskazując przede wszystkim na potężny wręcz środek pola, w którym brylować mieli Vitinha, Joao Neves oraz Bruno Fernandes. Dwaj pierwsi dopiero co doprowadzili PSG do kolejnego już triumfu w Lidze Mistrzów, trzeci z wymienionych kończył natomiast sezon 2025/26 z kapitalnym dorobkiem dziewięciu goli i aż 21 asyst w Premier League.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wydawało się, że forma portugalskiego tercetu nie zdąży ulecieć w kilka tygodni, a zmiana koszulki klubowej na reprezentacyjną raczej nie zaboli. Tym bardziej, że Vitinha i Neves znają się przecież jak łyse konie. Nie każda reprezentacja może pochwalić się - w tak newralgicznej strefie boiska - duetem piłkarzy z tego samego klubu. I to klubu najlepszego w Europie.
Na mundialu jednak portugalski środek pola zupełnie nie spełnił oczekiwań. Gubił się w starciu z Demokratyczną Republiką Konga, został zdominowany przez Kolumbię, miał swoje problemy w starciu z Chorwacją dowodzoną przez 40-letniego Lukę Modricia, a i w pożegnalnym jak się okazało meczu 1/8 finału z Hiszpanią dał od siebie bardzo niewiele.
Bruno Fernandes, czyli najbardziej ofensywny puzzel z tej układanki, prawdziwy kreator i człowiek lubujący się w notowaniu najważniejszych liczb, kończy turniej bez gola, z zaledwie jedną asystą, dodajmy - zaliczoną w meczu z Uzbekistanem. Joao Neves, choć w mistrzostwa wszedł świetnie, bo szybko otworzył wynik spotkania z DR Konga, potem miał już zdecydowanie zbyt mało przebłysków. Grał przewidywalnie, bez iskry i polotu. Zbyt bezpiecznie.
Nawet wspomniana dwójka wypadła jednak przyzwoicie na tle najsłabszego w tym tercecie Vitinhi. Zawodnik, który od kilku sezonów jest mózgiem PSG, a w plebiscycie Złotej Piłki 2025 zajął trzecie miejsce, w ciągu kilku tygodni zaliczył naprawdę bardzo widoczny zjazd. Po części to być może efekt wymagającego sezonu, po części inaczej funkcjonującej drużyny. Problemy 26-latka widział też selekcjoner, który z Kolumbią zmienił go po 70 minutach, przeciwko Chorwacji już po godzinie, a i w meczu z Hiszpanią, w którym przecież do ostatnich minut zanosiło się na dogrywkę, wolał w końcu wpuścić na murawę Bernardo Silvę.
Nieumiejętność skorzystania z tak potężnej siły rażenia w środkowej strefie to bez wątpienia spory kamień do ogródka selekcjonera, Roberto Martineza, który podczas tego turnieju podejmował wiele niezbyt zrozumiałych decyzji. Rafael Leao zagrał bardzo dobrze przeciwko Chorwacji, notując kapitalną asystę przy zwycięskim golu? W “nagrodę” mecz z Hiszpanią rozpoczął na ławce, wchodząc tylko na kilkanaście minut. Gdy nagle to rywale zdobyli bramkę na 1:0, oglądaliśmy spektakl pt. “Jak trwoga, to do Leao”. Było już jednak za późno.
Idźmy dalej. Goncalo Ramos? W fazie grupowej był praktycznie przyspawany do ławki, rozegrał tylko kilka minut w spotkaniu z DR Konga, po czym jako dżoker został bohaterem starcia 1/16 finału z Chorwacją. Pierwszą naprawdę poważną szansę na tym mundialu wykorzystał perfekcyjnie. W doliczonym czasie gry idealnie złożył się do strzału głową, zapewniając Portugalii awans. Co dalej? Przeciwko Hiszpanii nie rozegrał nawet minuty.
Martinez uparcie trzymał się za to Cristiano Ronaldo. Zdjął go tylko raz, w spotkaniu przeciwko Chorwacji, a Portugalia bez CR7 na murawie wyrwała zwycięstwo. Przeciwko ekipie “La Roja” 41-latek był aktywny jedynie na początku, gdy oddał dwa celne strzały. Potem w zasadzie zniknął, choć trzeba przyznać, że koledzy też mocno spuścili z tonu. Jakby oczekiwali już na dogrywkę, która ostatecznie nie nadeszła, bo w samej końcówce zwycięstwo Hiszpanii zapewnił rezerwowy duet Ferran Torres - Mikel Merino.
Portugalia zepsuła ten mundial na wielu polach. Nie dojechali kluczowi piłkarze, nie dojechał też selekcjoner. Wydaje się zatem, że czas na zmiany. O ile nie wydarzy się jakiś cud, z reprezentacją pożegna się w końcu Ronaldo. Nie odejdzie w glorii i chwale, jak zapewne sobie wymarzył, ale trzeba będzie mimo wszystko pożegnać go z honorami. W koszulce zespołu narodowego zapisał piękną kartę, teraz czas powiedzieć basta. Nie będzie to może dla CR7 szczególnie miłe stwierdzenie, natomiast należy uwolnić kadrę, która stała się trochę zakładnikiem gry z wiekową legendą.
Spory znak zapytania trzeba postawić też przy postaci Martineza, który odpowiada za drużynę już trzy i pół roku. Wygrał co prawda Ligę Narodów, ale zawiódł na dwóch wielkich turniejach, bo tak należy ocenić ćwierćfinał EURO 2024 i 1/8 finału wciąż trwających jeszcze (choć już nie dla Portugalii) mistrzostw świata. Na ten moment wydaje się, że 52-latek nie wykorzystuje ogromnego potencjału, jaki drzemie w tej nacji.
Portugalia nie zdobędzie zatem pierwszego mistrzostwa świata w swojej historii. Ba, nie znajdzie się nawet w gronie ośmiu najlepszych reprezentacji turnieju rozgrywanego za oceanem. Po prostu na to nie zasłużyła.

Przeczytaj również