Najlepszy transfer sezonu, a mundial zawalił. Gwiazda bezlitosna. "Jest przeceniany"

Najlepszy transfer sezonu, a mundial zawalił. Gwiazda bezlitosna. "Jest przeceniany"
Belga / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 11:00
Nawet pojedynczy błąd na wielkiej scenie potrafi ciągnąć się za piłkarzem całą karierę, jeśli nie uda się po nim podnieść. Teraz taki test czeka Senne’a Lammensa. Bramkarz Manchesteru United zaliczył świetny sezon w Anglii, ale na mistrzostwach świata został antybohaterem reprezentacji Belgii.
Senne Lammens po bardzo dobrym debiutanckim sezonie w Premier League dostał szansę wyjazdu na pierwszy wielki turniej w karierze. Jako rezerwowy bramkarz w kadrze Belgii dostał bardzo niewdzięczne zadanie. W kluczowym momencie musiał wejść w buty Thibaut Courtoisa i popełnił błąd decydujący o odpadnięciu z mundialu. To prawdopodobnie najtrudniejszy moment w karierze 24-latka, który przecież świetnie poradził sobie z presją gry w Manchesterze United.
Dalsza część tekstu pod wideo

Najlepszy transfer Premier League

Latem 2025 roku na Old Trafford poszukiwano nowego bramkarza, żeby zastąpić zawodzącego Andre Onanę. Manchester United nie postawił na “wielkie” nazwisko, a nawet golkipera sprawdzonego w jednej z najmocniejszych europejskich lig. Do klubu przyszedł młody Belg, Senne Lammens. Gość, który miał za sobą niewiele ponad sezon gry w podstawowym składzie na poziomie belgijskiej Jupiler Pro League dla Royal Antwerp.
Bramka w “Teatrze Marzeń” to ogromne wyzwanie. Presja jest wielka, kibice i prasa nie wybaczają wpadek. Dlatego też Ruben Amorim długo czekał z wprowadzeniem Lammensa do podstawowej jedenastki, wystawiając mocno wątpliwego Altaya Bayindira. Belg zadebiutował dopiero miesiąc po transferze. Ale gdy już wszedł do składu, zaczął zbierać naprawdę dobre opinie. Choć po debiucie “na zero z tyłu”, który zaliczył w pierwszych dniach października, nie zachował ani jednego czystego konta aż do Świąt Bożego Narodzenia, wciąż imponował między słupkami.
W porównaniu do Onany i Bayindira prezentował dużą, zaraźliwą dla kolegów pewność siebie. Wyglądał zdecydowanie lepiej na przedpolu, a na linii potrafił ratować defensywie skórę skutecznymi interwencjami. Choć zadebiutował w siódmej kolejce, uchronił drużynę przed stratą większej liczby bramek wg modelu expected goals niż wszyscy pozostali bramkarze ligi. Był właściwie bezbłędny. Jednoznacznie zawalił tylko jednego gola - Cody’ego Gakpo w domowym meczu z Liverpoolem, gdzie oddał piłkę rywalom nieodpowiedzialnym podaniem. W ostatecznym rozrachunku wpadka nie okazała się jednak istotna, bo “Czerwone Diabły” i tak tamto spotkanie wygrały.
Na koniec sezonu Lammens został uznany za najlepszy transfer Premier League zarówno w oficjalnym plebiscycie ligi, jak i przez dziennikarzy portalu The Athletic. Odegrał kluczową rolę w powrocie Manchesteru United na ligowe podium, choć kosztował niewiele ponad 20 milionów euro. To był świetny biznes.

Pierwszy taki błąd od 52 lat

Belg jeszcze przed przenosinami do Anglii dostawał powołania do drużyny narodowej. W niej jednak pierwsze skrzypce gra murowany pewniak - Thibaut Courtois. Niemniej, powołanie Lammensa na mistrzostwa świata stanowiło absolutnie oczywisty wybór dla selekcjonera, Rudiego Garcii. To właśnie 24-latek i o cztery lata młodszy zawodnik Chelsea, Mike Penders, który spędził ostatnie rozgrywki na wypożyczeniu we francuskim Strasbourgu, mieli stanowić zabezpieczenie dla legendy belgijskiego futbolu. Pewnie żaden z nich nie zagrałby na mundialu, gdyby nie pech Courtoisa.
Kiedy doświadczony golkiper doznał urazu na 20 minut przed końcem ćwierćfinału przeciwko Hiszpanii, Garcia musiał dokonać zmiany w bramce. Postawił na Lammensa, choć realizator się pomylił, wyświetlając belkę z nazwiskiem Pendersa.
Teraz w Belgii pewnie zastanawiają się, czy nie lepiej, gdyby na boisku rzeczywiście pojawił się Penders. Zmiana miała miejsce przy stanie 1:1, gdy dotrwanie co najmniej do dogrywki wydawało się mocno realne. Okoliczności były wymagające. Presja - ogromna. Ale przecież między słupki wchodził gość w ostatnich miesiącach niemal bezbłędny i odporny na “ciśnienie”. Można było mu zaufać, lecz… w kluczowym momencie zawiódł.
Nie ma co tu się oszukiwać - to błąd golkipera United dał zwycięskiego gola Hiszpanom. Lammens wypluł przed siebie strzał Pau Cubarsiego z ponad 20 metrów, skierowany wprost w niego. Do futbolówki dopadł Mikel Merino i w 88. minucie zapewnił wygraną ekipie z Półwyspu Iberyjskigo.
Pomimo jednego, bardzo krótkiego występu, Lammens został antybohaterem Belgów na mundialu i prawdopodobnie największym winowajcą ich odpadnięcia. Jak podał portal Opta, stał się pierwszym bramkarzem od 1974 roku, który popełnił błąd prowadzący do utraty gola po wejściu z ławki w meczu mistrzostw świata. Po świetnym okresie musi przełknąć gorzką pigułkę, a ta będzie dla niego wielkim testem.

“Najtrudniejszy moment kariery”

Belgijskie media są w dużej mierze zgodne: wpadka przeciwko Hiszpanii to najtrudniejszy moment kariery Lammensa. W ocenach pomeczowych pisały o tym m.in. 7sur7 czy Voetbalkrant, zwracające uwagę, że popełnił naprawdę duży błąd, ale nie przekreśla on jego sporego potencjału.
Dużo bardziej krytyczny był zasiadający w studio telewizji FOX Zlatan Ibrahimović. Szwed dość bezpośrednio skrytykował Belga oraz selekcjonera, który na niego postawił.
- Dlaczego zastępować Courtoisa Lammensem? (...) Czy to dlatego, że gra w Manchesterze United, a Penders w Strasbourgu? Nie tak wybiera się bramkarza w reprezentacji. Zwłaszcza że widać tego efekty - cytuje jego słowa portal Goal. - Lammens nie jest dobrym bramkarzem na tym poziomie. Jest przeceniany. Penders jest o wiele lepszy i to widać.

Po stronie winowajcy stanął jednak Courtois.

- Nie powinniśmy się nad nim pastwić. To świetny bramkarz. Miał dobry sezon w United i wciąż będzie dobrym golkiperem. Szkoda, bo na to nie zasłużył, ale taka jest piłka - stwierdził po odpadnięciu z mundialu.
Okoliczności były zresztą bardzo wymagające. Przypomnijmy - Lammens zaliczał pierwsze minuty na turnieju, wchodząc z ławki w końcówce ćwierćfinału, przeciwko mocnej Hiszpanii. W dodatku w sytuacji, gdy rywale starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. To jego zaledwie trzeci mecz w narodowych barwach. Pierwszy na wielkim turnieju.

Nie powtórzyć historii De Gei

Teraz Lammens będzie mógł wrócić do klubu i skupić się na tym, by ponownie wejść na właściwe tory i zostawić za sobą wpadkę na stadionie w Inglewood. Wszak podnoszenie się po porażkach - również tych największych - definiuje piłkarzy ze ścisłego topu. Jego wpadka jest w pewnym sensie symboliczna. Ostatni przedstawiciele “złotego pokolenia” Belgów odpadli ze swojego ostatniego mundialu (ostatecznie kończąc “jedynie” z brązem wywiezionym z Rosji) po błędzie gracza “nowej generacji”.
Wielu fanów Manchesteru United wspomina, jak David de Gea po fatalnej wpadce w meczu z Portugalią na MŚ 2018 wrócił odmieniony. Popełniał więcej błędów i zwyczajnie obniżył loty. Teraz nowy bramkarz “Czerwonych Diabłów” musi zrobić wszystko, aby ta historia się nie powtórzyła. Jeśli nawiąże do formy z ostatniego sezonu, bubel z mundialu zostanie gdzieś daleko za nim.
Może to i nie casus Lorisa Kariusa, bo przecież finał Ligi Mistrzów to zdecydowanie bardziej prestiżowe okoliczności, ale słabsza chwila Lammensa przyszła akurat w momencie, gdy patrzył na niego cały świat. Teraz czeka go test wytrzymałości psychicznej. W najbliższym czasie przy każdej kolejnej pomyłce będzie przywoływany feralny strzał Cubarsiego. Aby o nim zapomnieć, musi teraz wystrzec się znaczących błędów. Jeśli odgoni demony, to nawet pomimo dźwiganego na barkach brzemienia zostanie następcą Courtoisa na lata. Bo już w poprzednim sezonie pokazał, że jest naprawdę dobrym, godnym zaufania bramkarzem. Teraz Lammens musi zadbać o to, by jeden fatalny moment tego nie przekreślił.

Dyskusja

Przeczytaj również