Najmocniejszy beniaminek w historii Ekstraklasy? Plany transferowe zwalają z nóg
Stało się. Wieczysta Kraków doszła na szczyt futbolowej drabiny w Polsce, właśnie awansowała do PKO BP Ekstraklasy. Co dalej? Zamiast pogłosek o kasowaniu ambitnego projektu, możemy być świadkami szaleństwa, jakie nasza piłka jeszcze nie widziała. Naprawdę.
Wisła Kraków, Śląsk Wrocław i Wieczysta Kraków - nie mogło być mocniejszego i ciekawszego zestawu ekstraklasowych beniaminków na nowy sezon. Wieczysta dołączyła do pierwszej dwójki po szalonych barażach, w których okazała się lepsza najpierw od Polonii Warszawa, a następnie Chrobrego Głogów. Wojciech Kwiecień może świętować - jego projekt po sześciu latach właśnie dotarł do elity.
Kręta to była droga Wieczystej. Kręta w tym sezonie, bo trudno tak określić poprzednie lata, gdy pompowana pieniędzmi biznesmena drużyna zaliczyła seryjne awanse (tylko na rok utknęła w III lidze). Niemniej, po jej wejściu do I ligi słuszne były wątpliwości, czy ten projekt zrobi kolejny krok naprzód - nawet jeśli znów wzmocniono skład (polsko-zagranicznym miksem), a finanse nie grały roli. Konkurencja wyglądała wszak na konkretną, a zespół trenował Przemysław Cecherz, dawno na tym szczeblu niewidziany. I choć Cecherz zaczął rozgrywki nieźle, to piłkarsko ta jakościowa przecież ekipa nie zachwycała. Efekt? Wojciech Kwiecień litości nie miał i dość szybko się ze szkoleniowcem pożegnał. “Czutki” do wyboru zastępcy razem z wiceprezesem ds. sportowych Sławomirem Peszką jednak zabrakło, bo pomysł z Gino Lettierim kompletnie nie wypalił. Niemiecko-włoski “fachowiec” tak szybko jak przyszedł, tak szybko poszedł.
Projekt znów wpadł w turbulencje, chociaż wyrównany poziom I ligi i płaska tabela wskazywała, że nie jest tak źle, jak może brzmieć siódme miejsce w tabeli. Właśnie na nim Wieczysta, już pod sterami sprawdzonego specjalisty od awansów Kazimierza Moskala, spędziła przerwę zimową. W niej klub dokonał - oczywiście - kilku ruchów na rynku, pośród których jeden był absolutnie kluczowy. Nie będzie przesadą twierdzenie, że sprowadzeniem Mikkela Maigaarda z Cracovii Wieczysta trafiła w dziesiątkę. Pójdziemy krok dalej: bez Maigaarda tego awansu by nie było. Niektórzy pukali się w czoło (jakby zapomnieli o potężnej przebitce pensji), czemu pomocnik schodzi pięterko niżej. Cóż, swoje zarobił, porozstawiał I ligę po kątach i znów jest w tym samym miejscu. Kapitalna runda za nim, tej drużynie brakowało lidera środka pola, spajającego hulający przód i wcześniej różnie zorganizowany tył. Kogoś, kto odbierze, poda, spojrzy, przerzuci, zdynamizuje, wykreuje. To piłkarz jednocześnie genialny indywidualnie i inteligentnie zespołowy. Po prostu zbyt dobry na ten poziom i zasłużenie wraca do Ekstraklasy.
Wiosna Wieczystej nie była wybitna. Wygrała trzy z pierwszych siedmiu meczów, dopiero w kwietniu weszła na właściwe obroty i nawet jeśli nie grała fenomenalnie, to punktowała jak trzeba. Koniec końców często decydowała “zwykła” jakość indywidualna, której tam na pęczki. Jakość Maigaarda, Lisandro Semedo, skutecznego Stefana Feiertaga, niezmordowanego Michała Pazdana, 21-letniego Antoniego Mikułki w bramce i innych. Także rezerwowych, bo trzeba wspomnieć słowo o szerokiej kadrze, dzięki której Kazimierz Moskal, jak nikt inny w tej lidze, przesuwał puzzle i niejednokrotnie ratował wynik. To jest chyba prosta odpowiedź na pytanie, dlaczego Wieczysta zanotowała awans - bo miała ogrom jakości indywidualnej. Dokładając do tego pracę Kazimierza Moskala, któremu zapewniono odpowiednie narzędzia, udało się osiągnąć sukces. Mimo wybojów po drodze - sukces zasłużony, na który ten zespół zapracował.
Co teraz? Ostatnie tygodnie to lawina doniesień o wejściu Wojciecha Kwietnia do Wisły i porzuceniu w jakiejś formie projektu Wieczystej. Teraz, po awansie, wszystko wskazuje na to, że żadne zabawki schowane nie będą, a nowy beniaminek, wybaczcie kolokwializm, “z buta” wjedzie do Ekstraklasy. A przynajmniej na transferowy rynek elity. Nazwiska z listy życzeń budzą wyobraźnię; TVP Sport pisało o Dawidzie Kownackim, Karolu Linettym czy rozchwytywanym w Polsce i poza nią Afimico Pululu. Znanych twarzy łączonych z klubem i następnie tam ściągniętych będzie zresztą na pewno więcej. Wojciech Kwiecień udowodnił już, że dla niego limity nie istnieją. A Sławomir Peszko, jego zaufana prawa ręka, sprawny i przygotowany do swojej roli, zaciera ręce, by budować jeszcze mocniejszy skład. To może być lato z kosmosu, a potem, kto wie, może sezon z kosmosu? Wieczysta wchodzi na grubo. Otwierajcie drzwi.