Największe przegrywy rynku transferowego. Ligowi rywale znów grają im na nosie
Cele transferowe zwinięte prosto spod nosa. Strata kluczowych zawodników i kolejny, który sposobi się do zmiany barw. Nieudane, drogie zakupy. Ostatnie kilkanaście miesięcy na rynku transferowym to dla Newcastle United mnóstwo niepowodzeń i powodów dla docinek ze strony fanów rywali. A ambicje są przecież spore.
Jeszcze niewiele ponad rok temu wydawało się, że Newcastle United jest na dobrej drodze, aby zagościć na stałe w czołówce Premier League. “Sroki” szykowały się do drugiej kampanii w Lidze Mistrzów w ciągu ostatnich trzech lat. Ich najgorszym finiszem ligowym w ciągu trzech wcześniejszych sezonów było siódme miejsce. Dodatkowo przełamały 55-letnie oczekiwanie na trofeum. Latem 2025 roku sytuacja się jednak skomplikowała.
To, co dzieje się z Newcastle na rynku transferowym od tamtego momentu, to pasmo wpadek. W ciągu roku ligowi rywale sprzątnęli im spod nosa m.in. Hugo Ekitike, Benjamina Sesko i Johana Manzambiego. Dodatkowo już drugi raz z rzędu na St. James’ Park stracili kluczowych zawodników: po Alexandrze Isaku, tym razem Anthony’ego Gordona i Sandro Tonaliego (a to prawdopodobnie nie koniec). Zakupy z poprzedniego sezonu to zaś w zdecydowanej większości drogie niewypały. “The Magpies” są wielkimi transferowymi przegrywami ostatnich kilkunastu miesięcy.
Katastrofa sprzed roku
Letnie okienko 2025 było dla Newcastle United absolutnie rekordowe. Wydano na wzmocnienia gigantyczną kwotę 280 milionów euro. To w dużej mierze pokłosie sprzedaży Alexandra Isaka do Liverpoolu za największą w świecie brytyjskiego futbolu kwotę, czyli 145 milionów euro. Natomiast przy stracie jednego kluczowego zawodnika, w dodatku żądającego odejścia, udało się pozyskać sześciu nowych - na papierze jakościowych - piłkarzy, stanowiących wartościowe wzmocnienia w perspektywie walki w Lidze Mistrzów. Z perspektywy czasu wyszła jednak z tego totalna porażka.
Anthony Elanga za 60 milionów euro? Wielkie pieniądze za skrzydłowego bez liczb, wyróżniającego się jedynie szybkością. Jacob Ramsey? 45 milionów za ofensywnie usposobionego pomocnika, który… maczał palce w pięciu trafieniach. Wypożyczenie Aarona Ramsdale’a i zakup Malicka Thiawa wypadły przyzwoicie. Ale prawdziwa katastrofa to łatanie dziury powstałej po Isaku…
O tym, że Szwed chce odejść, było wiadomo już od wczesnego etapu okienka. Dopięcie transakcji zabrało długo, bo odszedł dopiero w jego ostatni dzień, ale Newcastle szukało napastników już dużo wcześniej. Efekt? Dwie porażki z konkurencją. Najpierw z Liverpoolem przy Hugo Ekitike, potem z Manchesterem United przy Benjaminie Sesce. Gdy “Czerwone Diabły” weszły do gry, Słoweniec szybko zapomniał o podchodach klubu z St James’ Park. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo “Sroki”, chcąc wzmocnić atak, starały się przecież jeszcze m.in. o Joao Pedro, Matheusa Cunhę czy Bryana Mbeumo. Wszyscy ostatecznie wylądowali u ligowych rywali.
W efekcie na finiszu mercato ponad 130 milionów euro przeznaczono na dwie “dziewiątki”: Nicka Woltemade i Yoana Wissę, którzy łącznie strzelili 14 goli na wszystkich frontach; w przybliżeniu połowę dorobku Isaka z rozgrywek 2024/25 (27 bramek). Gdy frustrowali fanów, zarówno Ekitike, jak i Sesko zapracowali na sporą sympatię oraz zaufanie kibiców swoich nowych zespołów. W efekcie Newcastle po raz pierwszy od czterech sezonów finiszowało w drugiej dziesiątce Premier League.
Powtórka z rozrywki?
Brak awansu do Ligi Mistrzów okazał się bardzo kosztowny. Klub z Tyneside właściwie co sezon balansuje na pograniczu Profit and Sustainability Rules (od tego sezonu zastąpionych przez Squad Cost Ratio), określających dopuszczalne wydatki klubów Premier League. Pieniądze z udziału w Champions League znacząco poprawiłyby sytuację na rynku transferowym. Słaba pozycja ligowa oznaczała konieczność sprzedaży.
W efekcie Newcastle drugiego lata z rzędu straciło najlepszego strzelca. Rok po Isaku odszedł Anthony Gordon. Dodatkowo sprzedany został też jeden z liderów środka pola i absolutnie kluczowych zawodników, Sandro Tonali. Za obu otrzymano ogromne sumy - odpowiednio 80 i 108 milionów euro. Dają one szansę na znalezienie jakościowego zastępstwa. Sęk w tym, że ponownie mogą przypomnieć się koszmary sprzed roku.
Wymarzonym transferem na środek pomocy była rewelacja poprzedniego sezonu Bundesligi i mundialu, Johan Manzambi. Szwajcar znajdował się już właściwie jedną nogą na St James’ Park, ale… podobnie jak w przypadku Ekitike i Sesko, Newcastle zostało w ostatniej chwili wyprzedzone przez inny klub Premier League. Tym razem zawodnika spod nosa sprzątnęła im Aston Villa. “Srokom” znów zagrał na nosie ligowy rywal. I zresztą nie pierwszy raz tego lata, bo wcześniej przegrały rywalizację o podpis Victora Munoza z Liverpoolem.
Co więcej, poszukiwania konkurenta dla stojącego w bramce Nicka Pope’a, jak na razie, zakończyły się niepowodzeniem, bo utalentowany rezerwowy golkiper Manchesteru City, James Trafford, wybrał Leeds United. Klub z drugiej połowy tabeli. Choć w jego przypadku kluczową sprawą mogła okazać się większa pewność występów.
Mogą jeszcze wyrwać im serce
Naturalnie Newcastle tego lata również dokonało kilku wzmocnień. Tym razem jednak zmieniło podejście. Zamiast stawiać na piłkarzy otrzaskanych z Premier League, wydało 130 milionów euro na czterech młodych graczy z zagranicy. Utalentowany bramkarz Ewen Jaouen z Reims, defensywny pomocnik Aladji Bamba z Monaco oraz skrzydłowy z Hoffenheim Bazoumana Toure mają po 20 lat. Pomocnik Ajaksu, Sean Steur, zaledwie 18. To interesujące inwestycje z dużym potencjałem, jak i spore niewiadome. Część z nich raczej nie będzie od razu opcjami do podstawowej jedenastki. Co prawda przed rokiem w teorii bardziej “pewne” wybory zawiodły, więc zmiana polityki nie musi okazać się dużo gorsza. Stanowi natomiast ryzyko, zwłaszcza jeśli potwierdzą się plotki martwiące fanów “the Magpies”.
Jakie? Otóż klub chciałby opuścić lider i centralny punkt projektu budowanego za saudyjskie pieniądze, Bruno Guimaraes. Symbol zmian, jakie zaszły nad rzeką Tyne po pojawieniu się nowych właścicieli. Fani go kochają, on sam głośno i otwarcie utożsamiał się z biało-czarnymi barwami. Brazylijczyk, z szacunku do pracodawców, nie zamierza podobno wymuszać transferu, ale kusi go perspektywa przeprowadzki do zainteresowanego nim Arsenalu.
Jeżeli obok Gordona oraz Tonaliego odejdzie również on, będzie to równoznaczne z wyrwaniem drużynie serca i, w pewnym sensie, redefinicją całego projektu. Takie trzy sprzedaże w jednym okienku całkowicie przyćmią wszelkie ewentualne wzmocnienia i związane z nimi nadzieje. To byłby gigantyczny cios.
Możliwe, że potrzeba nowego rozdania. Newcastle znajduje się bowiem na zakręcie. Mieli tam rzucać wyzwanie czołówce, a tymczasem wylądowali w środku tabeli. To jednak smutne podsumowanie tego, co w ostatnim czasie dzieje się na rynku transferowym. Kluczowe ogniwa odbierają im zespoły, którym mieli rzucić rękawicę. Muszą łatać powstałe przez to dziury, zamiast się wzmacniać i rozwijać. Co gorsza, towarzystwo, do którego aspirowali, podbiera im kolejne najważniejsze cele. A jak już udaje się dopiąć zakup? Duże inwestycje okazują się przestrzelone. Na razie “Sroki” to największe transferowe przegrywy ostatnich kilkunastu miesięcy.
Pytanie, czy nabytki z tego lata - inne niż te dotychczasowe, z nastawieniem na perspektywiczne, ciekawe opcje z zagranicy, zmienią ten trend. Bo ewidentnie potrzeba czegoś nowego. Inaczej może skończyć się stałą przeciętnością.