Największy nieobecny w reprezentacji Polski. "Może z jakiegoś Lecce miałby łatwiej"

Jedno z głównych pytań przed Ligą Narodów dotyczyło tego, czy reprezentacja Polski spróbuje w końcu wrócić do ustawienia z czterema obrońcami. Powołania Jana Urbana momentalnie ucinają marzenia.
Jeszcze dzień przed ogłoszeniem kadry Jan Urban nie odżegnywał się od formacji z czterema obrońcami. W rozmowie z TVP Sport mówił, że taki wariant wciąż chodzi mu po głowie. Można się było domyślać, że jednym z powodów nieszczególna prezentacja defensywy w dotychczasowych spotkaniach selekcjonera. Polska nie straciła gola jedynie z Nową Zelandią w sparingu i z Litwą w eliminacjach mistrzostw świata. Co więcej, od potyczki z Maltą obrona wyglądała tylko gorzej.
Jednocześnie Urban niczym niepodległości bronił ustawienia z piątką w tyłach. Skupiał się na tym, że nie ma nominalnego lewego obrońcy. Nie przekonywało go choćby przesunięcie Jakuba Kiwiora, chociaż ten grywał na tej pozycji w Arsenalu, a w poprzednim sezonie w FC Porto miał takich występów sześć (choćby z Benficą). Na zawodników z Ekstraklasy spuszczono zaś zasłonę milczenia, a Tymoteusz Puchacz nie był jeszcze aż tak gorącym nazwiskiem. Selekcjoner uznał, że lewego obrońcy nie ma i nic go nie przekonywało.
Po trzech miesiącach nie doszło do żadnej zmiany optyki u szkoleniowca, a to już rzecz cokolwiek zastanawiająca.
Mam swoje uwagi dotyczące tych powołań. Nie rozumiem, zupełnie nie rozumiem pominięcia Bartosza Mazurka, który razem z drzwiami wszedł do Salzburga. Dziwi mnie też brak Karola Czubaka, tym bardziej, że jest Karol Świderski. Urban w PZPN+ wprost zasugerował, że użyteczność Czubaka w reprezentacji została oceniona przez pryzmat jego nieudanego pobytu w Belgii. W Ekstraklasie piłkarz Motoru wygląda wprawdzie lepiej niż Karol Świderski, ale ten, przynajmniej zdaniem selekcjonera, w reprezentacji nie zawiódł, dlatego zaproszenia będzie otrzymywał. Problem polega na tym, że w swoim debiucie w kadrze Czubak nie zdążył nawet dotknąć piłki, bo już skończył się mecz. Wygląda więc na to, że napastników nie analizuje się na równych warunkach.
Największy nieobecny
Gdybym miał jednak wskazać na największego nieobecnego w reprezentacji Polski, bez wątpienia wskazałbym na Michała Gurgula. Choćby z tego względu, że to piłkarz konkurujący z kimś, kogo nie ma. Czubak i Mazurek posiadają jakąś konkurencję, natomiast kosztem Gurgula powołano wspomnianego już Puchacza i to tyle. Brak nominacji dla podstawowego zawodnika Lecha Poznań dobitnie pokazuje, że Urban nie zamierza przechodzić na czwórkę z tyłu. Wszelkie spekulacje dotyczące takiego rozwiązania pozostają czczym gadaniem. Bo jak, przy obecnej kadrze, miałoby to wyglądać? Nazwiska zupełnie się nie spinają.
Przez krótką chwilę zastanawiałem się, czy nieobecność Gurgula nie wynika z kluczowych meczów dla reprezentacji U21. Jeśli jednak taki jest prawdziwy powód decyzji, selekcjoner nie zamierzał go podać. Po pytaniu od Mateusza Borka stwierdził bowiem, że nie musi walczyć o zawodników z Jerzym Brzęczkiem, bo wszyscy zdają sobie sprawę, że to "jedynka" pozostaje najważniejsza. Skoro tak, to dlaczego wciąż brakuje w niej najlepszych piłkarzy i dlaczego wciąż, przy naprawdę wszystkich powołaniach, tak łatwo znajdujemy elementy nie pasujące do układanki.
Nie sądzę, żebyśmy w tym momencie mieli mocniejszego obrońcę niż Gurgul. Przeszedł swoją drogę, początkowo wydawało się przecież, że w Lechu będzie zmiennikiem Joao Moutinho, a teraz o Portugalczyku nikt nie myśli w kontekście pierwszego składu. Gurgul wygrał rywalizację nie tylko ze względu na problemy konkurenta, ale przede wszystkim swoje umiejętności. 20-latek ma lepsze niż Puchacz - którego powołanie absolutnie rozumiem - statystyki dotyczące skuteczności pojedynków, pojedynków w powietrzu czy dośrodkowań. Zdobył mistrzostwo Polski, awansował do Ligi Mistrzów. Ale cóż, wciąż za mało.
Może gdyby grał w jakimś Lecce, byłoby łatwiej. Albo w Sturmie Graz, bo tam wystarczy 60 minut.
Oglądaj program o powołaniach na kanale Meczyki
