Największy przegrany letniego okienka. Słynny klub nie ma kim grać. "Paranoja"

Największy przegrany letniego okienka. Słynny klub nie ma kim grać. "Paranoja"
IMAGO / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 12:00
Podczas letniego okna transferowego wiele klubów zawiodło oczekiwania swoich kibiców. W samej Premier League takich przykładów jest na pęczki. Nikt jednak nie wyłożył się w sposób bardziej spektakularny niż Everton.
Żyjemy w czasach, gdy wysokobudżetowe produkcje piłkarskie cieszą się większym wzięciem niż kiedykolwiek. To, co zrobił Everton w letnim okienku, zasługuje na swój własny film. Szkopuł w tym, że jeśli fabularny, no to dramat z mocnym naciskiem na tragedię. Jeśli zaś dokument, to taki, w którym nikomu nie jest do śmiechu. A przynajmniej nikomu związanemu z “The Toffees”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Klub z Liverpoolu wchodzi w dalszą część sezonu mając, uwaga, 18 zawodników z pola. Jak do tego doszło, skoro wydano blisko 100 milionów funtów? Jakim cudem David Moyes dosłownie nie ma kim grać?

Oczekiwania i rzeczywistość

Everton miał dwa główne zadania - sprowadzić napastnika i prawego obrońcę. Snajpera nie zakontraktował, a prawego obrońcę znalazł za pięć dwunasta. Do zespołu dołączył Ainsley Maitland-Niles kupiony z Lyonu za niespełna trzy miliony. Grosze, nie tylko w skali w Premier League. Problem w tym, że cena to jedyne, co broni transferu Anglika. Z Evertonem łączono znacznie poważniejszych piłkarzy - Matty’ego Casha, Daniela Munoza, Djeda Spence’a, Guelę Doue, Hectora Forta, Timothy’ego Castagne’a, Bena White’a czy Olę Ainę. Padło na Maitlanda-Nilesa. Przyszłość nas rozliczy, ale to właśnie były piłkarz Arsenalu zbiera najgorsze recenzje z całego wymienionego grona.
The Athletic przygotował opasły ranking podsumowujący wszystkie transfery do klubów Premier League. To głównie rzecz-ciekawostka, ale nieprzypadkowo Maitland-Niles zajął 70. miejsce na 155 możliwych. Żeby było ciekawiej, tylko dwóch z pozostałych zawodników sprowadzonych przez “The Toffees” wypadło w tym zestawieniu lepiej. Merlin Roehl uplasował się na 120. pozycji, Brennan Johnson był 138., Christian Norgaard 134., Merlin Roehl 120., Tyrique George 109. Chlubnym wyjątkiem Jack Grealish z miejscem 58., a przede wszystkim Hayden Hackney z 12. lokatą. To o tyle ciekawe, że Anglik zbierał kapitalne recenzje w Boro, ale Moyes wypowiadał się o 24-latku z dużą rezerwą. Raczej nieprzypadkowo Hackney usiadł na ławce w starciu z Bournemouth.
Ogólnie Everton zebrał więc bardzo negatywne komentarze za swoje poczynania podczas okienka, a na dyrektora wykonawczego Angusa Kinneara wylała się fala krytyki. Kierowana nie tylko przez dziennikarzy, ale, co kluczowe, kibiców. Ich podejściu trudno się dziwić, przemawia przez nie więcej logiki niż przez działania klubu. Doprowadzono do tego, że nawet jeśli Moyes nie ma do dyspozycji kadry najgorszej w Premier League, to bez wątpienia ma kadrę najwęższą. Absolutnym szczytem, przelaniem czary goryczy, okazały się poszukiwania nowego napastnika. Fiasko to jedno, ale sposób, w jaki do niego doszło, rzecz zupełnie odrębna.

Można przeklinać?

AS Monaco potrzebowało kasy. Klub awansował wprawdzie do Ligi Konferencji, ale w Księstwie odczuwano konieczność sprzedania przynajmniej jednego zawodnika. Kandydatów do transferu było dwóch - Folarin Balogun oraz Lamine Camara. Na odejście obu Monaco nie zamierzało się zgadzać. Pierwszego chciał Everton, drugiego Chelsea. Długo wydawało się, że barwy zmieni reprezentant USA.
“The Toffees” dogadali się z Monaco i napastnik pojechał na testy. Tam okazało się, że pewne rzeczy budzą za duże wątpliwości klubowych doktorów. Everton rakiem wycofał się z transferu, złożył propozycję wypożyczenia Joshuy Zirkzee z Manchesteru United. “Czerwone Diabły” pomysł błyskawicznie storpedowały. Jednocześnie Everton, nie mając jeszcze przyklepanego transferu nowej “dziewiątki”, wypuścił z klubu Beto. Rosły piłkarz trafił na wypożyczenie do Fiorentiny.
Wobec niepowodzenia Evertonu, Chelsea zabrała się za Camarę. Londyńczycy bardzo szybko pchali negocjacje do przodu, do końca okienka mieli kilka godzin. Padło nawet magiczne “here we go” i wiele osób już widziało Senegalczyka na Stamford Bridge. Wtedy jednak zdesperowany Everton odezwał się do Księstwa, że z tym Balogunem to głupia sprawa i oni jednak Amerykanina wezmą. Monaco wolało stracić ulubieńca Donalda Trumpa niż Camarę, zatem zerwało rozmowy z Chelsea, co Londyńczyków szczerze rozwścieczyło. Xabi Alonso został bez bardzo potrzebnego pomocnika, który miał załatać dziurę po odejściu Enzo Fernandeza do Manchesteru City.
Problem w tym, że Balgoun też na Wyspy nie trafił. Thiago Scuro, szef Monaco, wyjaśnił, że były piłkarz Arsenalu poczuł się dotknięty tym, jak potraktowano go przy pierwszej okazji. To Balogun odrzucił ofertę kontraktu w zespole Moyesa. Nie chciał podpisać długiej umowy z klubem, który w niego nie wierzył. Pożegnał boisko treningowe i wrócił do Księstwa. Finalnie jedynym zwycięzcą całej tej przepychanki okazał się Manchester City, bo wyrwał Fernandeza. Monaco zostało bez pieniędzy, Chelsea bez pomocnika, a Everton bez napastnika. Wypada przy tym zaznaczyć, że “The Toffees” pozostają w najgorszej sytuacji z trójki.

Kadra na ślinę i kartkę papieru

To wstyd, że klub taki jak Everton - który nigdy w swojej historii nie zaznał goryczy spadku z Premier League - ma 18 zawodników z pola. Nieudolność, indolencja i pokaz bezradności włodarzy były wręcz obezwładniające. Kadrę można obejrzeć pozycja po pozycji, nazwisko po nazwisku i nie będzie to żadne wymagające zadanie. Nie przebieżka, ale krótki spacer. Pewniakiem jedynie bramka i stoperzy, reszta wygląda co najwyżej przeciętnie.
Między słupkami Jordan Pickford, rezerwowym Mark Travers, w odwodzie Tom King. Na środku obrony Jarrad Branthwaite oraz James Tarkowski - mocny duet. Problem w tym, że ich zmiennkami są Michael Kenae oraz Jake O’Brien, którego “The Toffees” wypychali z klubu na początku okienka. Ostatecznie O’Briena nikt nie kupił, ale biedny Irlandczyk pewnie nie zostanie wystawiony na swojej nominalnej pozycji, tylko na siłę upchnięty na prawej stronie defensywy, gdzie wypada źle. Ale grywać tam musi, bo Everton nie doczekał się jakościowego następcy Seamusa Colemana. Jedynym nominalnym prawym obrońcą jest wspomniany już Maitland-Niles. Jedynym lewym natomiast Witalij Mykołenko. Włodarze zgodzili się bowiem, aby zmiennik Ukraińca - Adam Aznou - poleciał na wypożyczenie do Malagi. Jedna kontuzja i Evertonu nie ma.
Środek pola wygląda faktycznie lepiej. James Garner to zawodnik klasowy, jakość ma też Kieran Dewsbury-Hall. Do tego Hackney, Carlos Alcaraz i Norgaard, chociaż ten ostatni został kupiony jako piłkarz kontuzjowany i nie do końca wiadomo, kiedy będzie do dyspozycji Moyesa. Trzeba też pamiętać o Harrisonie Armstrongu, który nieomal wylądował w Nottingham Forest. Zdaje się, że transfer wychowanka, ekscytującego 19-latka, powstrzymał bunt kibiców. Poza tym w odwodzie pozostaje Roehl, ale Niemiec raczej nie doczeka występów jako naturalna dla siebie “dziesiątka”. W trzech meczach tego sezonu biegał jako prawy obrońca, bo, jak już pewnie wiecie, w Evertonie nie ma prawych obrońców.
Wreszcie zaś atak, wydatnie osłabiony przez odejście Iilimana Ndiaye do Manchesteru City. Wyrwę ma zasypać wypożyczony od wicemistrzów Jack Grealish, ale chociaż to zawodnik świetny - co pokazał podczas poprzedniego epizodu u Moyesa - jest dziś w zupełnie innym miejscu niż Ndiaye. Poza tym pozostają nieprzekonujący George, Johnson i utalentowany Tyler Dibling. Na środku ataku sam jak palec stoi Thierno Barry. JEDEN napastnik w kadrze klubu Premier League. Paranoja.
głębia składu Evertonu
Screen DrewTactics
Everton rozstał się latem z dziewięcioma piłkarzami, ściągnął raptem siedmiu, przy czym jeden nie nadaje się do gry. W ostatnich pięciu dniach okienka pozbyto się aż pięciu piłkarzy, jednocześnie nie potrafiąc uzupełnić nie tyle luk, co czarnych dziur. Priorytetową pozycję wzmocniono za trzy miliony funtów. To chodząca katastrofa.
Moyes generalnie zasłużył na pomnik przed nowym stadionem “The Toffees”, ale jeśli utrzyma zespół sklejony na ślinę i kartkę papieru, pomnik powinien być oblany złotem. Problem w tym, że w obecnej sytuacji Evertonu byłby to najpewniej wyrób złotopodobny.
Sytuacji nie uratują też wolni agenci, bo - z całym szacunkiem - wybieranie między Paulem Pogbą, Jadonem Sancho, Danim Carvajalem, Karimem Benzemą, Davidem Alabą, Ołeksandrem Zinczenką czy Wilfredem Zahą to jest wybieranie między zawodnikami po drugiej stronie rzeki. Żadnemu z nich nie będzie chciało się wyrwać serca, aby utrzymać Everton w Premier League.

Dyskusja

Przeczytaj również