Największy wygrany mundialu? Ma być wart miliard funtów

Największy wygrany mundialu? Ma być wart miliard funtów
IMAGO / pressfocus
Radosław  - Przybysz
Radosław PrzybyszDzisiaj · 16:30
Już w czwartek Robert Lewandowski może zadebiutować w MLS. Będzie tam największą (i najlepiej opłacaną) gwiazdą po Leo Messim. Ale po mundialu 2026 może mu być trudno przebić popularnością pewnego sympatycznego Norwega...
Gdy ostatni raz Norwegia grała na mundialu, Erlinga Haalanda nie było jeszcze na świecie. Urodził się 21 lipca 2000 roku w Leeds, gdzie wówczas grał jego ojciec, Alf-Inge. Dopiero trzy lata później, gdy Alfie skończył karierę z powodu poważnej kontuzji, rodzina wróciła do norweskiego Bryne.
Dalsza część tekstu pod wideo
Reprezentowanie kraju urodzenia nigdy nie wchodziło jednak w grę. Ojciec reprezentował Norwegię. Jego mama, Gry Marita Braut, była utalentowaną siedmioboistką. Przez pewien czas należał do niej rekord kraju w rzucie oszczepem. Erling odziedziczył więc świetne geny, a w ogólnym, atletycznym rozwoju, pomógł mu norweski system wychowania sportowego, który długo pozwala dziecku próbować sił w różnych dyscyplinach. Młody Haaland przez osiem lat uprawiał lekkoatletykę, biegi narciarskie i piłkę ręczną. Zanim w wieku 14 lat zdecydował się zostać piłkarzem, zabiegał o niego norweski związek piłki ręcznej.
(Świetny artykuł o tym jak Norwegowie wychowują dzieci w sporcie przeczytacie TUTAJ).
- [Haaland - przyp. red.] pomimo statusu globalnej gwiazdy, pozostał sobą. Pamięta, skąd pochodzi i regularnie odwiedza niewielką, rodzinną miejscowość, Rogaland. Jest dumny ze swoich korzeni i z bycia Norwegiem - zapewniał na łamach BBC dziennikarz Andreas Korssund.

Nie nadawał się?

Początki nie były jednak łatwe. W 2014 roku Haaland dostał zaproszenie na obóz 30 największych talentów z rocznika 2000. Na jego zakończenie prowadzący trenerzy zostali poproszeni o wskazanie najlepiej rokujących zawodników. Nikt nie wskazał Erlinga.
Niedługo potem zyskał atut, który wyróżnia go do dziś - warunki fizyczne. Według wspomnień jego brata, Astora, w ciągu roku urósł o 20 cm i przybrał 20 kg. Nadal miał jednak duże braki techniczne. Hakon Grottland, szef szkolenia w norweskim ZPN, wspomina nagranie z treningu strzeleckiego 16-letniego Haalanda, na którym napastnik nie trafia niemal żadnego z 20 strzałów. Oglądający go uczestnicy szkoleń trenerskich twierdzili zgodnie, że nie jest to materiał na reprezentanta kraju.
Dziś, kilka dni przed 26. urodzinami, ma na koncie 297 goli w 364 seniorskich występach dla Molde, Red Bulla Salzburg, Borussii Dortmund i Manchesteru City. Ma też 62 bramki w 55 występach dla dorosłej kadry Norwegii, którą właśnie doprowadził do pierwszego ćwierćfinału MŚ w historii. I choć na tym etapie niesamowita przygoda Wikingów w Stanach dobiegła końca, a Złotego Buta dla najlepszego strzelca dostanie ktoś inny, to być może właśnie ten roześmiany od ucha do ucha olbrzym jest indywidualnie największym wygranym tych mistrzostw.

Humor to klucz

Wczoraj pochwalił się 60 milionami followersów na Instagramie, a w chwili pisania tych słów jest ich już prawie 66 mln. I kolejne kilka milionów dołącza codziennie, odkąd strzelił dwa gole Brazylii w ćwierćfinale. Zaczynał turniej od 40 mln.
W trakcie mundialu zyskał też ponad milion nowych subskrypcji na kanale YouTube, gdzie od kilku miesięcy dzieli się krótkimi filmami ze swojego piłkarskiego życia. Można się z nich dowiedzieć, co (i ile!) je, jak trenuje i jaki jest poza boiskiem. A jest po prostu świetnym, wyluzowanym facetem.
- Norwegia jest z niego dumna. Jest zawsze uśmiechnięty, emanuje pozytywną energią. Koledzy dobrze się przy nim czują. Dzięki niemu, ale i pozostałym zawodnikom, nasza drużyna wyróżnia się wyjątkowym poczuciem wspólnoty - twierdzi Grottland.
- Ma przyciągającą osobowość, mówili o tym nawet jego trenerzy z czasów juniorskich. Chce się przebywać w jego towarzystwie. Roztacza ciepło i empatię, zaraża uśmiechem i tymi swoimi uściskami "na misia" - dodaje Geir Jordet, profesor psychologii w Norwegian School of Sport Science.
Sam Haaland przyznaje: - Każdy wie, że lubię sobie żartować. To ważne, to klucz do codzienności. Trenuj ciężko, w skupieniu i zaangażowaniu, ale nie zapominaj o dobrym humorze. Życiem trzeba się cieszyć.
W tym doskonale zaplanowanym projekcie, jakim jest jego kariera, Norweg zostawia dużo miejsca na spontaniczność i bezpośredni kontakt z fanami na Instagramie oraz Snapchacie, gdzie żartuje sobie choćby z własnej urody.

Ma wszystko

- Ma wszystko żeby być gwiazdą światowego formatu. Jest charakterystyczny, rozpoznawalny, nie jest bufonem. Wzbudza gigantyczną sympatię, zresztą tak jak cała reprezentacja Norwegii. Ma do siebie dystans i jest w tym naturalny. Nie jest wytworem agencji marketingowej - mówił w niedzielnym poranku na naszym kanale Tomasz Włodarczyk.
A przecież jeszcze kilka lat temu Haaland miał łatkę bufona. Głównie za sprawą słynnego telewizyjnego wywiadu, gdy odpowiadał na pytania dziennikarza jednym słowem. Po latach wydaje się, że był to przykład jego specyficznego, niewymuszonego poczucia humoru. Tak to widział zresztą sam autor rozmowy, co można sobie przypomnieć TUTAJ.
Dzisiaj jest o kilka lat starszy i mądrzejszy. Został też ojcem. Choć w trakcie mundialu doskonale bawił się trollując na Snapchacie, to na co dzień ogranicza kontakt z ekranem telefonu do określonych pór dnia. Jest profesjonalny do granic. Niczego nie zostawia przypadkowi. Jest najlepiej zarabiającym piłkarzem w Premier League, a jego team, na czele z Rafaelą Pimentą, następczynią Mino Raioli, dba o budowanie jego globalnej marki.
W zeszłym roku jako jeden z niewielu piłkarzy, pojawił się na okładce magazynu Time. Przed mundialem odegrał ciekawą rolę u boku Channinga Tatuma w pełnym gwiazd klipie Nike. W trakcie turnieju ukazał się drugi klip reklamowy, poświęcony już wyłącznie Norwegowi. Produkcję jego filmów z mistrzostw na YouTube sfinansowała promocja filmu "Odyseja", nowego hitu Christophera Nolana.
- Już jest legendą. Nigdy nie było popularniejszego człowieka w Norwegii - twierdzi Grottland. A mówimy o kraju Magnusa Carlsena, Jakoba Ingebrigtsena czy Ole Einar Bjorndalena. Mówimy o kraju wybitnym sportowo, ale jednak liczącym tylko 5,5 milionów mieszkańców. A Team Haaland mierzy wyżej. Pimenta wierzy, że jej klient pewnego dnia może być wart miliard funtów.
Już po dublecie z Brazylią do swojego Tonight Show zaprosił go Jimmy Fallon. Przed startem turnieju spotkał się na dwugodzinny wywiad dla telewizji Fox z Jamesem Cordenem.
- Lubię Amerykanów. Lubię ich sposób bycia. Są zabawni - wyznał niedawno, gdzieś między przymierzaniem kapeluszy kowbojskich, a biciem w bęben po kolejnym zwycięstwie. Teraz Amerykanie lubią i znają też jego.

Przeczytaj również