Armagedon w portugalskiej kadrze. "Cristianowcy w natarciu"
Zaczęło się od niewinnych słów, a być może skończy na wielkim upadku drużyny, która typowana była do roli jednego z faworytów do wygrania mundialu. Stoi za tym Joao Neves – niepozorny człowiek o wielkim sercu i ogromnym talencie do gry w piłkę.
- Cristiano Ronaldo to po prostu kolejny zawodnik, taki sam jak inni. Jest tu po to, aby nam pomóc – brzmi jak całkowicie normalna wypowiedź, która w każdym innym kraju przeszłaby bez echa. Ale nie w Portugalii. I nie, jeśli słowa te dotyczą Cristiano Ronaldo – postaci absolutnie pomnikowej w tym iberyjskim państwie.
To wystarczyło, by wywołać potężną falę hejtu i burzę w mediach społecznościowych wymierzoną w autora cytatu. Joao Neves, mający za sobą dwa triumfy w Lidze Mistrzów i będący jak na razie jedynym strzelcem gola dla Portugalii na tym mundialu (trafił w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Demokratyczną Republiką Konga), zderzył się z brutalną rzeczywistością. Z psychofanami, których najwyraźniej nie interesują wyniki reprezentacji na najważniejszych turniejach. Oni chcą jedynie podziwiać CR7, mimo że powodów do podziwu aktualnie brak.
„Cristianowcy” w natarciu
Nevesa na Instagramie zalała fala ponad 200 tysięcy komentarzy (stan na teraz) od fanów Ronaldo z całego świata. Społeczność skupiona wokół legendarnego piłkarza wyraziła oburzenie we wszystkich możliwych językach i alfabetach. Na czym polega wina młodego pomocnika? Na tym, że nazwał Cristiano „zawodnikiem jak pozostali”. A przecież, według ich mniemania, to nadpiłkarz. Co z tego, że przez 90 minut snuje się po boisku? Że wygląda jak ciało obce w składzie silnej europejskiej drużyny? Że zwyczajnie był najsłabszym ogniwem reprezentacji Roberto Martineza w starciu z przeciętną – oczywiście na papierze – ekipą?
Komentarze pod profilem Nevesa są przepełnione złością. Od „możesz mu co najwyżej czyścić buty” do „nigdy nie będziesz taki jak on”. Mało kogo obchodził inny fragment wywiadu – ten wcześniejszy, w którym Neves zaznaczył, że cała kadra jest świadoma tego, ile Cristiano dał reprezentacji i całej piłce nożnej. I nikt nie zamierzał tego faktu podważać. Najwidoczniej zabrakło jednak większej czołobitności.
Zabawne, że hejt spotkał nie tylko pomocnika PSG. Fala nieprzychylnych komentarzy dotarła również do innego reprezentacyjnego kolegi, Bruno Fernandesa, którego profil zalało ponad 100 tysięcy wpisów. W tym przypadku nie chodziło jednak o jakieś pomeczowe wypowiedzi – żadna szpilka w stronę „najwybitniejszego portugalskiego piłkarza” nie wchodziła w grę. Tu fanów Ronaldo zabolała jedna rzecz: brak serwisu. „Czy mógłbyś, k…, podawać częściej do Cristiano?!” – apelował jeden z użytkowników Instagrama, którego wpis zdobył najwięcej polubień. Tak, kibice podzielili się na rozsądnych i tych, którzy sądzą, że Portugalia nie wygrywa tylko dlatego, że Bruno za rzadko podaje do CR7, a Neves ośmiela się określać kapitana mianem śmiertelnika.
Jeśli ktoś potrzebował dowodu na to, jak gigantyczne zainteresowanie w mediach społecznościowych wciąż otacza postać 41-latka kopiącego piłkę w Arabii Saudyjskiej, te incydenty są idealnym, wymownym świadectwem. Problem polega na tym, że rozstrzał między oczekiwaniami wobec Cristiano Ronaldo a jego realną grą jest po prostu zbyt duży. Szatnia zaczyna to odczuwać, zaczyna się podburzać, atmosfera gęstnieje, a to nie wróży dobrze Portugalii w kolejnych mundialowych wyzwaniach.
Przyćmił kapitana
Doniesienia o napiętej sytuacji w obozie „Selecao” krążą od momentu ostatniego gwizdka meczu z DR Konga. Ronaldo był w tym spotkaniu niemal niewidoczny. Zero celnych strzałów, zero udanych dryblingów i żadnego kluczowego podania. Miał problemy z narzuceniem drużynie swojej woli i nie udało mu się wnieść decydującego wkładu w grę. Ale to nie jego, a jego kolegów nazywa się winowajcami straty punktów. Wrogiem narodu obwołano Nevesa – jednego z najlepszych zawodników na świecie wśród graczy z jego pozycji.
Przypomnijmy fakty. 21-latek jako jedyny nie ma się czego wstydzić po meczu z rywalami z Afryki. Mimo skromnego wzrostu (174 centymetry) popisał się świetnym, wręcz podręcznikowym uderzeniem głową po dośrodkowaniu Pedro Neto, otwierając wynik. Media podkreślały, że potrafi idealnie wybić się w powietrze i ma doskonały timing w pojedynkach. Tomasz Ćwiąkała w swoim wideofelietonie określił Nevesa najlepiej główkującym piłkarzem na świecie w gronie niższych zawodników.
Neves, strzelając gola, stał się trzecim najmłodszym zdobywcą bramki w historii występów Portugalii na mistrzostwach świata (21 lat i 263 dni). Wyprzedzają go pod tym względem jedynie napastnicy: Cristiano Ronaldo (z mundialu w 2006 roku) i Goncalo Ramos sprzed czterech lat.
To nie koniec. Same statystyki przysłaniają to, co najważniejsze, czyli tzw. „test oka”. Eksperci wciąż chwalą jego boiskową chemię z partnerem ze środka pola, Vitinhą. Przeniesienie automatyzmów z PSG (z którym Neves co roku świętuje sukcesy w klubowej piłce) na grunt reprezentacyjny daje Portugalii kulturę gry, mobilność i umiejętność utrzymania się przy piłce. Mimo że w pojedynku z Kongijczykami całemu zespołowi zarzucano momentami zbyt ślamazarne rozgrywanie akcji, to można sobie tylko wyobrazić, jakie gromy spadłyby na Roberto Martineza i jego chłopaków, gdyby w składzie zabrakło dwóch kluczowych pomocników triumfatora Ligi Mistrzów.
Człowiek jutra
Trudno dziś w ogóle wyobrazić sobie reprezentację Portugalii bez Nevesa. To przyszłość, która poprzez elegancję i klasę oddaje cześć czasom, które już minęły. Na palcach jednej ręki można wymienić zawodników, którzy grają z elegancko wpuszczoną w spodenki koszulką, a już takich, którzy jeszcze przy tym skończyli dwadzieścia parę lat – praktycznie nie ma wcale. Aż trudno uwierzyć, że kilka lat temu, kiedy grał dla Benfiki, nie błyszczał dyscypliną. Był wręcz uzależniony od kanapek z supermarketu i lazanii.
Przeprowadzka z Lizbony do Paryża zmieniła jego dietę, ale nie osobowość. Pozostaje skromny, chodzi do kawiarni jak zwyczajny człowiek i, jak sam twierdzi, tylko kilka osób potrafiło go rozpoznać czy poprosić o zdjęcie. Jednak gdy chodzi o drużynę czy portugalskie społeczeństwo, nigdy nie usuwa się w cień. Wspólnie ze swoją dziewczyną, aktorką Madaleną Aragao, zachęcał rodaków do głosowania w wyborach prezydenckich. Staje po stronie przyzwoitości. Teraz, gdy wylała się na niego fala hejtu, wyszedł do krytykujących z otwartą przyłbicą. – Ludzie nienawidzą prawdy. To, co robią, to domena ludzi ograniczonych – stwierdził stanowczo na konferencji prasowej.
Czy stać więc Portugalię na zmarnowanie swojego najlepszego pokolenia, którego uosobieniem jest właśnie Neves, ale też Vitinha i nieco starszy Bruno Fernandes? Piłkarzy, którzy zamiast przez pryzmat własnych występów i wkładu w końcowy sukces drużyny, są oceniani przez to, jak bardzo poświęcają się dla innego celu – nadrzędnej misji, byle tylko Cristiano Ronaldo strzelił gola. Może warto byłoby spróbować czegoś innego, nawet jeśli ryzykuje się fochem gwiazdy, kwasem w szatni i zalewem nienawiści w mediach społecznościowych?