Niebywałe, co stało się z następcą Szczęsnego. "Słono za to płacą"

Niebywałe, co stało się z następcą Szczęsnego. "Słono za to płacą"
Spada / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 12:00
Dla niego Wojciech Szczęsny został “wypchnięty” z klubu. Dwa lata temu włodarze Juventusu nie mieli wątpliwości, że Michele Di Gregorio jest idealnym wyborem na bramkę. Z perspektywy czasu Turyńczycy muszą żałować swojej decyzji.
Juventus prawie od zawsze stał bardzo dobrymi lub wybitnymi golkiperami. Dino Zoff, Edvin van der Sar, nieśmiertelny Gianluigi Buffon czy Wojciech Szczęsny to tylko kilku bramkarzy, którzy przez lata lub dekady pomagali “Bianconerim” kolekcjonować trofea w hurtowych ilościach. Tak udane czasy nad stolicą Piemontu przeminęły z wiatrem i nie wiadomo, kiedy powrócą.
Dalsza część tekstu pod wideo
Obecnie Luciano Spalletti ma problem z obsadą bramki. Nominalny pierwszy wybór, czyli Michele di Gregorio, dał zbyt wiele powodów, aby przestać na niego stawiać. Seria nieudanych występów sprawiła, że trener musiał dokonać zmiany. Już ponad miesiąc temu do wyjściowego składu wskoczył Mattia Perin, który w poprzednich latach był wiecznym rezerwowym. Rozgrywał po kilka meczów na sezon, raczej akceptując rolę zmiennika. Tymczasem teraz 33-letni Włoch musi ratować drużynę, ponieważ jego konkurent po prostu nie daje rady.

Festiwal błędów

Latem 2024 roku Juventus rozwiązał kontrakt ze Szczęsnym, ściągając w zamian Di Gregorio. “Stara Dama” wydała nieco ponad 18 mln euro na bramkarza, który rewelacyjnie spisywał się w Monzy. W sezonie 2023/24 obronił 124 strzały na skuteczności prawie 80%, co stanowiło najlepszy wynik w Serie A. Nie zdołał jednak przełożyć tej formy na występy w stolicy Piemontu. Kluczowa kwestia dotyczy tego, że w słabszym klubie wychowanek Interu był non stop podłączony do prądu. Musiał interweniować średnio prawie cztery razy na mecz, więc właściwie cały czas coś robił. Tymczasem “Juve”, czyli zespół, z całym szacunkiem, o kilka klas lepszy od Monzy, potrzebuje golkipera, który czasami będzie miał tylko jedną okazję w spotkaniu na wykazanie się. I pod tym względem MDG zawodzi na całej linii.
Piotr Dumanowski zauważył, że w tym sezonie “Bianconeri” w 13 ligowych potyczkach tracili gole po pierwszym celnym strzale rywala. Trudno walczyć o najwyższe cele, kiedy niemal co drugą kolejkę pierwszy “gong” rywala stawia cię pod kreską. Inne statystyki jeszcze brutalniej obnażają Di Gregorio. W bieżących rozgrywkach notuje dwie udane interwencje na mecz (18. wynik w Serie A), broni tylko 68,7% strzałów (czwarty wynik od końca w lidze). W statystyce oczekiwanych goli jest 0,7 na minusie (25. wynik w Serie A). Dla porównania choćby Mike Maignan uratował Milan przed utratą ponad dziewięciu goli, Marco Carnesecchi z Atalanty jest ponad sześć bramek na plusie. Większość topowych drużyn na Półwyspie Apenińskim ma prawdziwych fachowców w rękawicach. “Juve” nie znajduje się w tej grupie.
- Błędy Di Gregorio kosztowały Juventus już co najmniej dziewięć punktów w Serie A. "Bianconeri" słono płacą za swojego bramkarza, który sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie był pewny siebie. Kibice przyzwyczajeni do Tacconiego, Zoffa, Buffona i Szczęsnego nie czują się pewnie z obecnym numerem jeden - opisał Fabio Russo z dziennika La Gazzetta dello Sport.
Problem Di Gregorio polega na tym, że po jednym gorszym meczu przychodziła seria jeszcze słabszych występów. W pewnym momencie jakby kompletnie stracił wiarę we własne umiejętności. Widać to było choćby przy okazji rywalizacji z Como, kiedy przeciwnicy wygrali 2:0, oddając dwa celne strzały. Zachowanie Włocha przy golu Mergima Vojvody spokojnie mogłoby trafić do poradnika pt. Czego nie powinieneś robić jako bramkarz? Luciano Spalletti oczywiście bronił swojego podopiecznego, ale w końcu sam dostrzegł, że tylko zmiana w składzie może przynieść korzyści drużynie.
- Di Gregorio nie ponosi większej odpowiedzialności niż inni piłkarze. Przeżywa trudny okres, podobnie jak cały zespół - mówił Spalletti po porażce z Como. - Perin zagra z Galatasaray. Chcę, żeby Michele odpoczął, a Mattia mógł pokazać swoje umiejętności. Nie chcę nakładać na Di Gregorio niepotrzebnej presji - to już słowa trenera przed kolejnym meczem.

Konieczna zmiana

Di Gregorio stracił miejsce w składzie 25 lutego. Nastąpiło to po serii trzech porażek na wszystkich frontach. Oczywiście, że nie można było zrzucać całej winy na 28-latka po spotkaniach z Interem, Galatasaray czy Como. Inni też zawodzili, ale w każdym z tych meczów bramkarz nie pomagał, a momentami wręcz przeszkadzał. Nie dawał niczego ekstra, bronił jedynie to, co wypadało, a momentami jeszcze mniej.
- Myślę, że Juventus musi zmienić bramkarza. W tym klubie zawsze między słupkami stali najwięksi fachowcy. “Di Gre” jest dobry, ale nie przeskoczy pewnego poziomu. Jest wielu utalentowanych golkiperów, ja postawiłbym na Carnesecchiego - powiedział Emanuele Belardi, były bramkarz Juventusu, w rozmowie z Tuttomercatoweb. - Juventus ma obecnie dwóch bramkarzy, z których żaden nie gwarantuje pewności siebie. Rotacja też nie pomaga. Myślę, że jako golkiper nie chcesz wyjść na murawę z myślą, że jeśli popełnisz błąd, to w następnym meczu nie zagrasz. Sądzę, że Di Gregorio ma problem mentalny. Zachowuje się jak bramkarz, który ma nadzieję, że rywal nie odda strzału na bramkę, bo obawia się takiej sytuacji. Widać to było w meczu - wtórował Michelangelo Rampulla, kolejny golkiper z przeszłością w stolicy Piemontu.
“Stara Dama” może czuć się pewniej z Perinem na bramce. W pięciu ostatnich meczach wpuścił sześć goli, ale zaliczył też 12 interwencji, pomagając zanotować trzy zwycięstwa i dwa remisy. Tak naprawdę zawiódł jedynie na Stadio Olimpico, gdzie zachował się niepewnie przy bramce Donyella Malena. Poza tym robi to, co do niego należy. A to już spory postęp względem poczynań poprzednika.
- W poprzednim sezonie Michele był miłym zaskoczeniem, odegrał ważną rolę w awansie do Ligi Mistrzów. Ostatnio sprawy nie układają się po jego myśli. W życiu bramkarza przychodzą trudniejsze chwile. On, trener i cała drużyna muszą pozostać zjednoczeni. Rozmawiać, szukać najlepszych rozwiązań dla całego zespołu. Odpoczynek od gry nie zawsze jest porażką, czasem pomaga zdystansować się od pewnych rzeczy - podkreślił Gianluigi Buffon dla Tuttosport.

Letnia zmiana

- Moim zdaniem Michele potrzebował spokoju, oddechu i czasu na przemyślenie pewnych spraw. Powiedziałem mu już, że dostanie czas na pokazanie umiejętności. Zobaczymy, kto zagra w kolejnych meczach - przyznał ostatnio Spalletti.
Di Gregorio w tym sezonie pewnie dostanie jeszcze minuty, chociaż trudno spodziewać się, aby już teraz odzyskał skład. Juventus jest piąty w tabeli, tracąc trzy punkty do czwartego Como. We włoskich mediach regularnie powtarza się, że ewentualny brak awansu do Ligi Mistrzów bardzo negatywnie wpłynąłby na możliwości “Bianconerich” w letnim okienku. W nadchodzących tygodniach nie będzie zatem żadnego miejsca na błąd. Dlatego wydaje się, że Perin na razie powinien utrzymać miejsce w wyjściowej XI.
Pod dużym znakiem zapytania stoi zaś ogólna przyszłość MDG na Allianz Stadium. Według wielu doniesień klub podjął już decyzję o próbie sprzedaży Włocha. Sprowadzenie nowej “jedynki” ma być zaś absolutnym priorytetem działaczy. W ostatnich tygodniach z Turyńczykami byli łączeni m.in. Marco Carnesecchi z Atalanty, Guglielmo Vicario (Tottenham), Konstantinos Tzolakis (Olympiakos) czy Alisson Becker (Liverpool). Ciekawie prezentuje się kandydatura tego ostatniego, który miał okazję współpracować ze Spallettim w Romie. Umowa Brazylijczyka z LFC obowiązuje do połowy przyszłego roku, zatem nadchodzące lato może być ostatnią okazją, by “The Reds” na nim zarobili. A nie musieliby nawet martwić się o następcę, ponieważ rok temu kupili Giorgiego Mamardaszwilego, który cierpliwie czeka na swoją szansę. Alisson ma już swoje lata, konkretnie 33, jednak dobrze wiemy, że akurat w Serie A to żaden problem. We Włoszech mógłby jeszcze przeżyć drugą i trzecią młodość.
Z kolei Di Gregorio powinien znaleźć drużynę, która lepiej pasowałaby do jego stylu gry. W Monzy udowodnił, że jest rewelacyjnym shot stopperem, czasami potrafi bronić jak w transie, jeśli ciągle ma coś do roboty. Nie sprzyja mu jednak gra w zespole, gdzie przez pół godziny nic nie dzieje się pod jego bramką, po czym jeden zryw rywali wystarczy do objęcia prowadzenia. W ostatnich miesiącach tego typu sytuacje stały się niemal codziennością na Allianz Stadium.
Niecałe dwa lata temu Juventus bez mrugnięcia okiem pożegnał Wojciecha Szczęsnego, aby zrobić miejsce dla nowego bramkarza. Czasami lepsze bywa wrogiem dobrego. Michele Di Gregorio nie tylko nie został godnym następcą byłego już reprezentanta Polski, ale nawet nie utrzymał miejsca w pierwszym składzie. Błędy są po to, aby je naprawiać. Latem “Stara Dama” powinna naprawić własną pomyłkę i ściągnąć klasowego golkipera. Może tym razem dokona właściwszego wyboru.

Dyskusja

Przeczytaj również