Niebywałe, czego dokonał Lech Poznań! Zrobił to jako pierwszy od ponad dwóch lat

Niebywałe, czego dokonał Lech! Zrobił to jako pierwszy klub od ponad dwóch lat
Przemyslaw Szyszka / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Lech Poznań znakomicie zainaugurował zmagania w eliminacjach Ligi Mistrzów! “Kolejorz” nie był faworytem wyjazdowego meczu z Aarhus, ale pokonał mistrza Danii aż 4:1, sprawiając mu lanie, jakiego klub ten nie przeżył od kilku lat. Tylko jakiś zupełny kataklizm w rewanżu mógłby odebrać Poznaniakom awans do kolejnej rundy.
Lech teoretycznie nie miał szczęścia w losowaniu. Jeśli liczył na to, że walkę o Ligę Mistrzów rozpocznie od meczu z jakimś outsiderem, to szybko został sprowadzony na ziemię. Trafił w zasadzie najgorzej jak mógł, już w drugiej rundzie wpadając na mistrza Danii z Aarhus. Przed rozpoczęciem pierwszej odsłony dwumeczu zdania były podzielone. Niektórzy faworyta do awansu widzieli w ekipie mistrza Polski, inni w zespole ze Skandynawii. Dość podobne szanse obu drużynom dawali też bukmacherzy.
Dalsza część tekstu pod wideo
“Kolejorz” udał się do Danii, by przywieźć stamtąd korzystny wynik przed rewanżem na Bułgarskiej. Za takowy jeszcze przed pierwszym gwizdkiem można byłoby pewnie uznać nawet remis, choć już na starcie Aarhus straciło bardzo duży atut w postaci gry na własnym stadionie. Ten jest w remoncie, dlatego mistrz Danii gościnnie przeniósł się na obiekt swojego wielkiego rywala - Randers.
Dziś trudno prognozować, jak mecz z Lechem potoczyłby się wówczas, gdyby rozgrywany był w Aarhus, ale trzeba przyznać, że w poprzednim sezonie teren ten był prawdziwą twierdzą. AGF przez cały sezon przegrało tam jedynie trzykrotnie, w 2026 roku tylko raz. I to w krajowym pucharze.
Podopieczni Jakoba Poulsena ugościli więc Lecha na tymczasowym obiekcie i tego spotkania zdecydowanie nie będą mogli wspominać pozytywnie. Zaczęli co prawda ze sporym animuszem, kilka razy przedarli się pod bramkę strzeżoną przez Mateusza Lisa, jednak brakowało im konkretów. A Lech rozkręcał się z minuty na minutę. Aktywny był Joel Pereira, który pokazał niedowiarkom i tym, którzy w składzie na prawej obronie chcieli oglądać Roberta Gumnego, że i on może dać zespołowi odpowiednią jakość. Dawał radę w defensywie, a z przodu jak zwykle starał się wspomagać kolegów.
To właśnie Portugalczyk w końcu zaliczył asystę przy golu na 1:0. W swoim stylu zszedł do środka, po czym posłał w pole karne przytomną piłkę do Mikaela Ishaka. Szwedzki napastnik huknął pod poprzeczkę i wyprowadził “Kolejorza” na prowadzenie.
Przełomowy moment meczu zobaczyliśmy natomiast bez wątpienia w 37. minucie. To wtedy po zagraniu Luisa Palmy piłkę ręką za polem karnym zagrał bramkarz ekipy z Aarhus - Jesper Hansen. Arbiter po analizie VAR musiał podjąć jedyną słuszną decyzję i wyrzucił golkipera z boiska. “Kolejorz” miał w perspektywie ponad 50 minut gry w przewadze, którą zresztą wykorzystał błyskawicznie za sprawą rozgrywającego świetny mecz Patrika Walemarka. Szwedzki skrzydłowy ładnie “klepnął” z Antonim Kozubalem i podwyższył na 2:0. Pochwalić trzeba też wspomnianego asystenta, który na starcie kampanii 2026/27 gra po prostu świetnie. Kilka dni temu błyszczał również na tle Górnika w Superpucharze.
Jeśli jakiś okres meczu mógł martwić Nielsa Frederiksena, to bez wątpienia początek drugiej połowy. Lech wyglądał wówczas, jakby myślami był jeszcze w szatni. Wykorzystał to rywal, który najpierw zdobył bramkę kontaktową, a po chwili miał znakomitą okazję do wyrównania, gdy Michał Gurgul wybijał niemal z linii piłkę, która przelobowała Lisa. Na szczęście dość szybko do “Kolejorza” przyszło niezbędne otrzeźwienie, a większy spokój zapewnił niespodziewanie… Terry Yegbe. Środkowy obrońca fenomenalnie uderzył z dystansu praktycznie w samo okienko. Za głowę łapali się wszyscy. Od Mikaela Ishaka, po kibiców Aarhus zasiadających na trybunach.
Trzeci stracony gol odebrał gospodarzom pokłady animuszu, który widzieliśmy u nich na starcie drugiej połowy. Kropkę nad “i” postawił w końcu Walemark, kompletując dublet po świetnym dograniu Palmy. Lech wygrał w Aarhus aż 4:1 i bardzo mocno przybliżył się do awansu. Trudno uwierzyć w to, że mistrzowie Danii będą w stanie odrobić tak pokaźne straty w stolicy Wielkopolski.
Chwalić można w zasadzie całą drużynę Lecha, choć na specjalne wyróżnienie zasłużyli bez wątpienia Walemark i Yegbe. Pierwszy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, drugi nie tylko bardzo pewnie wyglądał w defensywie, ale dołożył też przepiękne trafienie i to w naprawdę kluczowym momencie.
Co ciekawe, dla Aarhus była to najwyższa porażka od ponad dwóch lat! 22 kwietnia 2024 roku AGF przegrało aż 2:7 z Norsjaelland. Potem, aż do starcia z Lechem, nikt nie pokonał go trzema golami lub wyżej w oficjalnym meczu. W domowym spotkaniu - choć trzeba brać poprawkę na fakt, że tym razem mistrzowie Danii grali gościnnie na innym obiekcie - była to z kolei najwyższa przegrana od 17 września 2023 roku i meczu z Broendby (0:3).
Brawa dla Lecha! Oby tak dalej.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Dyskusja

Przeczytaj również