Niebywałe, gdzie gra taki kozak. 100 mln euro? Za mało. "Chcą go wszyscy"
Jest porównywany z Paulem Scholesem i Andreą Pirlo, chcą go m.in. Manchester City czy Real Madryt, a niedługo sprawdzi się na tle Lecha Poznań. To mały cud, że Crystal Palace zdołało zatrzymać gracza klasy Adama Whartona.
Jeśli chcesz kupić topowego piłkarza, wybierz się na Selhurst Park. Dwa lata temu Bayern wyciągnął Michaela Olise, przed rokiem Eberechi Eze przeniósł się do Arsenalu. W minionym okienku najbardziej łakomym kąskiem miał być Adam Wharton. 22-letni wirtuoz linii pomocy nie mógł narzekać na brak zainteresowania. Gdyby chciał, pewnie już występowałby w Manchesterze City. Postanowił jednak, że jeszcze jeden sezon w barwach “Orłów” dobrze mu zrobi. Pociąg z wielkim transferem nie ucieknie. Na pewno nie, kiedy mówimy o talencie takiej skali.
- Adam mądrze postąpił, zostając na kolejny rok. Ma przed sobą jeszcze wiele lat gry, jest częścią ambitnego projektu. Wszyscy cieszymy się, że z nami jest - mówił trener Pierre Sage.
Stworzenie Adama
Wharton tak naprawdę mógł nigdy nie zrobić kariery. Jako junior został odrzucony przez wiele klubów, słysząc, że jest zbyt niski, za chudy i generalnie nie taki. Po kilku nieudanych próbach dobił się do akademii Blackburn, gdzie dość niespodziewanie zrobił furorę. Pomocnik mniejszy od wszystkich górował nad rówieśnikami wizją gry, inteligencją i opanowaniem. Już w wieku 15 lat zaczął trenować z pierwszym zespołem Rovers prowadzonym wówczas przez Tony’ego Mowbraya i asystenta Marka Venusa.
- “Veno” uwielbia takich technicznych zawodników. Często rozmawialiśmy po treningach, powtarzał: “Wiesz, kto był dziś najlepszy, widziałeś, co on robił?”. A ja odpowiadałem tylko: “Wiem, wiem, że Adam. Ale, cholera, przecież nie mogę wystawić 15-latka”. “Veno” porównywał go do Scholesa. Ten chłopak faktycznie jest fantastyczny, przez ponad rok treningów nie stracił ani jednej piłki - opowiedział Mowbray w rozmowie z The Athletic.
Wharton był wprowadzany powoli do zespołu, w seniorskiej piłce zadebiutował jako 18-latek. Na przestrzeni paru miesięcy udowodnił, że przerasta poziom Championship. Imponował boiskową elegancją, kreatywnością, odwagą w posyłaniu prostopadłych podań. Ze względu na styl gry szybko zyskał przydomek “Wilpshire Pirlo”. W Blackburn stosunkowo rzadko trafiają się zawodnicy z tak wysokiej półki.
- Ma wszystkie niezbędne atrybuty, aby stać się jednym z najlepszych pomocników. To spokojny, skromny człowiek, który głównie przemawia na boisku. Jego boiskowa inteligencja i rozumienie gry są tak dobre, że na boisku widzi więcej od innych. Decyduje się na podania, które dla pozostałych piłkarzy wydawałyby się niemożliwe. Robił to od początku kariery - pochwalił na antenie BBC Stuart Jones, szef akademii Blackburn.
Wharton słyszy ktosia
Na początku 2024 roku Crystal Palace sprowadziło Whartona za 20 mln funtów. Był ściągany jeszcze za kadencji Roya Hodgsona, ale niedługo po transferze drużynę przejął Oliver Glasner. Austriak następnie zapisał się w historii “Orłów”, wygrywając z zespołem FA Cup, Tarczę Wspólnoty i Ligę Konferencji. Wychowanek Rovers dołożył cegiełkę do każdego z tych sukcesów.
- Błyskawicznie dostosował się do wymagań Premier League, do jej intensywności, tempa. Jego poziom decyzyjności wyróżnia go na tle innych piłkarzy. Potrafi jednym, dwoma kontaktami z piłką zmienić oblicze spotkania. Oczywiście wciąż znajduje się na dość wczesnym etapie kariery, musimy zachować spokój, ale na pewno to wyjątkowy zawodnik - mówił Oliver Glasner, kiedy jeszcze prowadził “Orły”. - Wharton to bardzo, bardzo dobry pomocnik. Wywiera wpływ na grę, ma świetną lewą nogę. To naprawdę znakomity zawodnik - wtórował Pep Guardiola.
Whartona dobrze opisał Chris Sutton, który powiedział, że nie biega on najszybciej, ale wyprzedza niemal wszystkich rywali, jeśli chodzi o myślenie. Jest specem w zakresie skanowania przestrzeni. Zanim dostanie piłkę, dokładnie wie, gdzie ją zagrać. Opta wyliczyła, że 22-latek posyła średnio 60% podań po maksymalnie dwóch kontaktach z piłką. Nie holuje futbolówki, nie zwalnia gry, wprost przeciwnie. W poprzednim sezonie był piątym pomocnikiem w Premier League pod względem zagrań progresywnych, trzecim w liczbie prostopadłych podań i trzecim w oczekiwanych asystach. W tej ostatniej statystyce wyprzedzili go jedynie Bruno Fernandes i Rayan Cherki. Według modelu xA powinien mieć prawie osiem asyst, ale zebrał tylko pięć, na co wpływ miała już jedynie nieskuteczność kolegów z Palace.
Jakie są jego wady? Stosunkowo niska celność podań. Wielu elitarnych pomocników kręci się w przedziałach przekraczających 90%, u Whartona zwykle wynosi on 75-80%. Łatwo znaleźć wytłumaczenie. Anglik bardzo często szuka okazji na przyspieszenie akcji, stara się taśmowo kreować okazje Strandowi Larsenowi, Matecie czy Pino. Jak ognia unika zaś jałowych rozwiązań w postaci wycofania piłki do najbliższego kolegi. Może zagra niecelnie raz, drugi, ale warto czekać na moment, kiedy mu się uda.
- Nie obchodzi mnie zbytnio ta statystyka. Mogę skończyć mecz, mając 100% celności podań, ale co z tego, jeśli za każdym razem będę zagrywał tylko do środkowych lub bocznych obrońców. Każdy zawodowy piłkarz może przez 90 minut rozgrywać do boku i w tył. Jeśli potrafię grać do przodu, przyspieszać akcję, to nie widzę powodu, aby tego nie robić - podkreślił dla The Times.
Highway Tuchel
Udany start w Crystal Palace sprawił, że w czerwcu 2024 roku Wharton zadebiutował w seniorskiej kadrze. Pomógł odnieść spokojne zwycięstwo 3:0 nad Bośnią i Hercegowiną. W tamtym spotkaniu wyróżnił się perfekcyjną celnością zagrań, wniósł spokój do środka pola. Nie brakowało opinii, że wygląda jak pomocnik, który pobierał nauki w La Masii, a nie na Ewood Park.
Wharton był częścią kadry na EURO 2024, chociaż nie rozegrał ani minuty. Dość niespodziewanie nie dostał natomiast powołania na ostatni mundial. Decyzja Thomasa Tuchela spotkała się ze sprzeciwem sporego grona ekspertów. Zwłaszcza, że selekcjoner postawił choćby na Jordana Hendersona, który najlepsze lata ma zdecydowanie za sobą. Oczywiście, że 36-latek dysponuje ogromnym doświadczeniem, na pewno pomaga w zarządzaniu szatnią. Natomiast pod kątem czysto boiskowego poziomu nie stoi już nawet blisko zawodnika Palace.
- Jestem zaskoczony. Wharton to na tyle jakościowy pomocnik, że bardzo chętnie zobaczyłbym go znów w kadrze. Z jednej strony rozumiem to, że Tuchel chce mieć Jordana Hendersona, ale jeśli ma on być prawą ręką, to niech jedzie w roli grającego trenera. Ja znalazłbym miejsce dla Whartona - mówił Glenn Hoddle na antenie TNT Sports. - Oczywiście, że jestem smutny, ale nie będę siedzieć i płakać. Mamy jeszcze mecze do rozegrania w Palace i na tym się skupiam - ocenił sam zainteresowany.
Chcą go wszyscy
Tegoroczne lato było zatem spokojnym okresem dla triumfatora Ligi Konferencji. Mundial obejrzał w telewizji, nie został też bohaterem żadnego transferu. A miał na to szansę, ponieważ Marca informowała, że jest na celowniku Realu Madryt. David Ornstein donosił ponadto o poważnym zainteresowaniu Manchesteru City, w mediach przewijał się też temat Liverpoolu. Donoszono jednocześnie, że Crystal Palace nie sprzeda Whartona nawet za 100 mln euro. Klub w zgodzie z zawodnikiem zdecydował, że do transferu najwcześniej dojdzie po zakończeniu trwającego sezonu. I nikogo nie powinno zdziwić, jeśli kwota odstępnego zakręci się w okolicach tych, które płacono za Elliota Andersona (135 mln euro) i Enzo Fernandeza (145 mln).
- Wharton jest równie dobry, jak inni pomocnicy, którzy szli za ponad 100 milionów. Klub na pewno nie zgodzi się na niższą kwotę. Myślę, że za rok już go tu nie będzie. Palace dostanie ogromne pieniądze, ponieważ to wyjątkowy zawodnik, wciąż bardzo młody, który jeszcze nie osiągnął pełni możliwości. Pewnie nawet prezes Parish już wie, że w przyszłym roku dojdzie do transferu - powiedział na łamach Goal.com Clinton Morrison, legendarny napastnik Palace.
Na razie Wharton może skupić się na dalszym budowaniu wartości. “Orły” rozpoczęły sezon średnio, przegrywały z Evertonem, City i Ipswich, natomiast pokonały Fulham oraz Middlesbrough. Teraz podopieczni Pierre’a Sage’a szykują się do rywalizacji z Lechem Poznań w pierwszej kolejce Ligi Europy. Poprzednia kampania pokazała, że Crystal Palace lepiej czuje się na arenie międzynarodowej, gdzie może w większym stopniu kontrolować grę. Zespół wygrał Ligę Konferencji, bo mógł zdominować Fiorentinę, Szachtar czy Rayo. Na krajowym podwórku zwykle trafiał na rywali, których trudniej zepchnąć do narożnika.
- Mecze w Premier League i Europie mocno się od siebie różnią. W lidze zwykle mamy znacznie niższe posiadanie piłki. W Lidze Konferencji jest więcej drużyn, które cofają się głębiej, bronią kompaktowo. Czasami my robimy to samo przeciwko ekipom z Big Six, ale kiedy jest okazja, lubimy przejąć kontrolę. Jesteśmy przygotowani na różne warianty gry - tłumaczył Wharton.
Przekonanie Anglika do pozostania na ten sezon trzeba nazwać naprawdę sporym sukcesem Palace. Włodarze powoli mogą jednak robić miejsce w klubowym sejfie. Przyszłego lata powinien on zostać wypełniony po brzegi. Lider “Orłów” prędzej niż później wyfrunie z gniazda, lądując w ekipie ze ścisłej światowej czołówki.