Nie do wiary, kogo niedawno odrzuciła Legia. Dziś to bohater transferu za 23 mln euro

Nie do wiary, kogo niedawno odrzuciła Legia. Dziś to bohater transferu za 23 mln euro
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 12:00
Rok temu mogła go mieć Legia, ale temat upadł. Teraz walczący o uratowanie bytu w Premier League West Ham wydał na niego 23 miliony euro. Ostatnie kilkanaście miesięcy było szalone dla Pablo Felipe. Możliwe jednak, że “Młoty” wyrzuciły kasę w błoto.
W walce o utrzymanie w najbogatszej lidze świata trzeba łapać się właściwie wszystkiego. Gra toczy się bowiem nie tylko o prestiż, ale i ogromne pieniądze. Dlatego uciekający ze strefy spadkowej West Ham United w styczniu sypnął groszem. Jednym z nowych nabytków był napastnik z portugalskiego Gil Vicente, Pablo Felipe. Brazylijczyk nie jest specjalnie znanym nazwiskiem, ale “Młoty” zdecydowały się wyłożyć na niego 23 miliony euro.
Dalsza część tekstu pod wideo
Kwota ta nie robi większego wrażenia w realiach angielskiego futbolu. Jeśli jednak zwrócimy uwagę na to, że rok wcześniej odrzuciła go Legia Warszawa, robi się z tego ciekawa historia. Niestety, Pablo może nie dostać szansy na szybkie zaistnienie w najlepszej lidze Europy. Zaledwie miesiąc po transferze doznał kontuzji, która - według części źródeł - wyklucza go z gry do końca sezonu. W takim wypadku wydane na niego pieniądze poszłyby w błoto.

Oferowali go Legii

Po rozczarowującym starcie sezonu West Ham United wylądował w strefie spadkowej Premier League. Potem nadeszła zmiana trenera, a w styczniu poszukiwanie wzmocnień, aby uratować ligowy byt. “Młoty” wydały na nie ponad 50 milionów euro. 23 z nich przeznaczyły na Pablo Felipe, 22-letniego napastnika portugalskiego Gil Vicente. Piłkarza, któremu jeszcze rok wcześniej nikt nie miał prawa przepowiadać przenosin do Premier League.
W styczniu 2025 roku Pablo grał w Gil Vicente na wypożyczeniu z Famalicao. I miał za sobą niezbyt imponujący okres. Do tamtego momentu wystąpił w Primeira Lidze łącznie 35 razy w barwach obu tych klubów i zdobył zaledwie dwie bramki. W międzyczasie spędził też pół roku w drugoligowym Pacos de Ferreira i tam trafił raz. Pierwsza połowa sezonu 2024/25 była szczególnie bezowocna. Brazylijczyk odgrywał jedynie rolę zmiennika. Co więcej, nie strzelił ani jednego gola. Jego przyszłość stała pod znakiem zapytania. Otworzył się nawet kierunek… polski.
Piotr Koźmiński informował niedawno na łamach portalu Goal.pl, że Pablo został wówczas zaoferowany Legii Warszawa. “Wojskowi” dobrze znali portugalski rynek, a interesy zawodnika reprezentuje Gestifute, należąca do Jorge’a Mendesa agencja, która dba też o interesy chociażby Goncalo Feio, wtedy prowadzącego klub z Łazienkowskiej. Jak wspominał Koźmiński, sam trener optymistycznie zapatrywał się na perspektywę współpracy z Pablo, lecz zarząd pionu sportowego miał inne zdanie. Ostatecznie napastnik do Polski nie trafił, a stołeczny klub ściągnął Ilię Szkurina. Złośliwi mogą zresztą z kolei zażartować, że niestrzelający goli Pablo Felipe idealnie wpisywał się w profil “dziewiątek” z Łazienkowskiej.

100-krotna przebitka w pół roku

W ciągu kolejnego roku zmieniło się dużo. Młody gracz wskoczył na zdecydowanie wyższe obroty i szybko przykuł uwagę klubów o dużo większym potencjale. W drugiej połowie sezonu 2024/25 zdobył pięć bramek, wyróżniając się przede wszystkim w spotkaniu z Boavistą, gdy ustrzelił hattricka i przekonał Gil Vicente do wykupu z Famalicao. Portugalski średniak zapłacił za niego drobne - 250 tysięcy euro. Porównywalną kwotę miał być wart w styczniu 2025.
Pierwsza część obecnych rozgrywek była w wykonaniu Pablo wręcz rewelacyjna. W 13 ligowych występach strzelił aż 10 goli, dorzucając do tego asystę, trafiając do siatki w aż dziewięciu meczach. Swoją regularnością pomógł Gil Vicente wskoczyć na lokaty premiowane awansem do europejskich pucharów.
Zimą pojawiła się jednak oferta nie do odrzucenia. Ponownie zadziałały koneksje Gestifute. Napastnik dostał propozycję od West Hamu, prowadzonego przez jej klienta, Nuno Espirito Santo. “Młoty” wyłożyły za Pablo 23 miliony euro, kwotę przebijającą ponad trzykrotnie dotychczasową rekordową sprzedaż Gil Vicente. Brazylijczyk stał się pierwszym nabytkiem Nuno w Londynie, a Portugalczycy po zaledwie sześciu miesiącach otrzymali za brazylijskiego snajpera niemal stukrotność zainwestowanej kwoty.
Znajdujący się w strefie spadkowej West Ham szukał wzmocnień ofensywy. Poza Pablo na London Stadium trafili też m.in. napastnik Lazio, Toty Castellanos i skrzydłowy Fulham, Adama Traore. Stanowisko klubu było jasne: potrzebujemy goli, aby uratować ligowy byt. A to sprawa życia i śmierci.

Być albo nie być

Ewentualna relegacja do Championship oznaczałaby poważne wyzwanie finansowe i konieczność wyprzedaży. Według danych portalu Capology, “The Hammers” mają w składzie pięciu piłkarzy inkasujących ponad 100 tysięcy euro tygodniowo. Kolejnych dziesięciu ma tygodniówki przekraczające 50 tysięcy. Rocznie, bez bonusów, West Ham wydaje na wynagrodzenia zawodników 107,5 miliona euro. Nawet zakładając, że duża część z nich ma w umowie zapisy o redukcji pensji w razie spadku, obciążenia będzie gargantuiczne jak na drugą ligę. Dlatego też pozostanie w elicie jest warte każdych pieniędzy.
Ryzykowny zakup Pablo, piłkarza niesprawdzonego jeszcze na najwyższym europejskim poziomie, który ma za sobą zaledwie kilka udanych miesięcy, jest w takich okolicznościach trochę bardziej zrozumiały. Postawiono wszystko na jedną kartę, aby zwiększyć szanse na utrzymanie.
22-latek przez większość dotychczasowej kariery nie był goleadorem, ale kibice doceniali jego pracowitość i zaangażowanie, nawet jeśli od napastnika oczekuje się czegoś więcej. Swoim stylem gry pomagał w otwieraniu przestrzeni dla bramkostrzelnych skrzydłowych, a West Ham z przemeblowaną ofensywą zaliczył zwyżkę formy, zbierając aż 10 punktów w ostatnich pięciu kolejkach. Niestety, w obliczu ostatnich wydarzeń pieniądze wyłożone na Pablo z zamiarem pozyskania gracza gotowego, żeby pomóc wybić się ponad “kreskę”, mogą okazać się milionami wyrzuconymi w błoto.

“Finito” po miesiącu?

Zimowy nabytek doznał kontuzji w pierwszym meczu po zamknięciu okienka, z Burnley. I według niektórych źródeł w klubie obawiają się, że może ona przedwcześnie zakończyć jego sezon. To oznaczałoby zatrzymanie licznika w West Hamie na sześciu występach (pięciu w lidze) i okrągłych zerach w rubryce goli oraz asyst. Jeżeli Brazylijczyk faktycznie nie zagra już w tych rozgrywkach, to nowa “dziewiątka”, warta 23 miliony euro, nie da żadnych “cyferek”, kluczowych w walce o pozostanie w Premier League. Styczniowa inwestycja nie przyniesie więc właściwie żadnego skutku.
Co więcej, podobno dobrze zdawano sobie sprawę z kłopotów zdrowotnych nowego nabytku już w momencie transferu. Pomimo tego, gdy problem odezwał się w trakcie starcia z Burnley, Pablo pozostał na murawie do końca spotkania. To poskutkowało odnowieniem (i pogorszeniem) kontuzji męczącej go już w grudniu.
W przypadku “Młotów” nie ma miejsca na błędy. Spadek może oznaczać ogromne cierpienia na zapleczu krajowej elity. Z plusów - Pablo Felipe to akurat zawodnik, który w teorii mógłby zostać w klubie w razie ewentualnej relegacji. Jego pensja jest niewysoka na realia Premier League, a jako młody gracz o niezbyt ugruntowanej reputacji Brazylijczyk niekoniecznie musi “uciekać” z drugiej ligi. Zresztą, jeśli zaliczy dłuższą pauzę, odzyskanie zainwestowanych w niego pieniędzy latem stanowiłoby niewykonalne zadanie.
Przede wszystkim miał jednak pomóc tu i teraz. A wiemy już, że nie pomoże.

Dyskusja

Przeczytaj również